środa, 22 października 2014

O tym, jak prezydent Putin zaznaczył swój teren

Oczywiście mam świadomość, że w sytuacji gdy przez parę dni nie umiałem znalazłeźć w sobie siły, by cokolwiek tu napisać, nagle się pojawiam i piszę tekst o Radku Sikorskim, tego rodzaju zachowanie musi zostać potraktowane co najmniej ze zdziwieniem. Z drugiej strony jednak musimy się chyba wszyscy zgodzić co do tego, że wśród całego szeregu skandali, jakich przez te wszystkie lata rządów Platformy Obywatelskiej mieliśmy okazję doświadczać, to czego dokonał właśnie wspomniany Radek Sikorski, dziś już nawet nie skromny minister, ale sam Marszałek Sejmu, a więc wedle zapisów Konstytucji, druga osoba w państwie, robi wrażenie i wymaga pewnego komentarza.
Ja wiem, że zdecydowana większość z czytających ten tekst doskonale wie, w czym rzecz, jednak i ze względu na interes tych paru, co akurat tego nie wiedzą, no i też nie ukrywam wymagania, jakie przed autorem stawia tego typu tekst, gdzie wszystko powinno być w miarę jasne w sposób obiektywny, dosłownie parę zdań poświęcę na objaśnienie zdarzenia. Otóż w wypowiedzi dla któregoś z amerykańskich mediów ów Sikorski powiedział, że kilka lat temu, jeszcze w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego, Donald Tusk spotkał się z Władimirem Putinem, podczas którego Putin naszemu premierowi zaproponował rozbiór Ukrainy i odzyskanie przez Polskę Lwowa, jednak ponieważ Tusk bardzo przebiegle przewidział, że rozmowa może być rejestrowana, tematu nie podjął. Ponieważ informacja ta natychmiast wywołała burzę, i to przez swoją podstawowa treść, ale też przez fakt, że owa treść została utajniona nie tylko przed Prezydentem RP, ale – zakładając nawet, ze teń dureń Kaczyński nie zasługiwał na to by być elementem polskiej i europejskiej polityki – i przed polskimi sojusznikami w Europie, środowiska związane z władzą wpadły w pewną histerię, która ostatecznie skończyła się na tym, że Sikorski poinformował, że jemu się wszystko pomyliło, a nowy szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna ogłosił, że tym samym sprawa zostaje zamknięta.
A my tu mamy kilka możliwości. Pierwsza to taka, by uznać, że faktycznie Radek Sikorski jest notorycznie zaćpanym półgłówkiem, który nie wie, co robi i co mówi, a każdy jego gest i każde jego słowo jest wyłącznie wynikiem jakichś wdrukowanych w jego mózg odruchów, i zająć się sprawami ważniejszymi, niż jakieś absurdalne płody jego umysłu. Druga to taka, by jednak przyjąć, że wprawdzie Radek Sikorski w istocie rzeczy jest notorycznie zaćpanym półgłówkiem, ale to właśnie z tego powodu zdarzyło mu się ujawnić coś, co stanowiło dotychczas absolutnie najwyższej rangi tajemnicę, a zrobił to dlatego, bo uznał, że jeśli on opowie, jak to jego pryncypał Donald Tusk był czujny podczas rozmowy z samym Wodzem, i on i Donald Tusk natychmiast zyskają dodatkowe poparcie w społeczeństwie. Istnieje też inna ewentualność, taka mianowicie, że Radek Sikorski ma do Donalda Tuska pretensje za to, ze ten nie dał mu obiecanego stanowiska w Brukseli, a ponieważ jest notorycznie zaćpanym półgłówkiem, uznał, że on w ten sposób wyrządzi Tuskowi szkodę, a sam zostanie… no właśnie tego, kim zostanie, już nie wiem, choćby z tego względu, że nie mam tak naprawdę pojęcia, jaki ma wpływ na ludzkie przeżywanie kokaina.
Pierwszą z tych opcji odrzucam, jako nieprawdopodobna nawet w przypadku kogoś takiego, jak Sikorski. Ja zwyczajnie nie widzę takiej możliwości, by jemu się aż tak pomyliły daty i spotkania. Oczywiście, gdyby chodziło o jakiś drobiazg, czy dyplomatyczna ploteczkę, to owszem – mogłoby się tak zdarzyć, że Sikorski coś pokręcił. Nie jednak jeśli chodzi o Ukrainę, Rosję, Polskę, Putina i Tuska i kwestię rozbioru wielkiego europejskiego państwa. Tego typu pomyłka na tym poziomie po prostu nie wchodzi w grę. Sikorski musiał wiedzieć co mówi. Mógł nie wiedzieć, po co to mówi; mógł sobie snuć różne, choćby najbardziej chore, z tym związane plany; mógł wreszcie z jakiegoś powodu się, kiedy to powiedział, zwyczajnie nie kontrolować – jednak to jest pewne. On wiedział, co mówi i najprawdopodobniej nie kłamał. A zatem musimy brać poważnie pod uwagę, że już niezależnie od tego, jakie marszałek Sikorski miał tu intencje, do spotkania między Tuskiem a Putinem, na którym Putin Tuskowi zaproponował Lwów doszło. I ja w związku z tym chciałbym teraz się skoncentrować na czymś, na co, o ile się orientuję, akurat żaden z komentatorów nie zwrócił uwagi, a mianowicie na to, skąd Putinowi przyszło do głowy, by uderzać z czymś takim do Tuska. Przecież jeśli się nad tym zastanowić, to jest kompletny absurd. Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, że Putin z tego typu propozycją zwraca się do jakiegokolwiek choćby tylko pozornie poważnego polskiego polityka, pomijając tych już kompletnie obłąkanych narodowców, patrzących na Rosję jako na jedynego, historycznie i geograficznie prawdziwego sojusznika Polski? Czy jest możliwe, by Putin uznałby za dobry pomysł zaproponowanie odzyskania Lwowa Kwaśniewskiemu, Millerowi, Pawlakowi, a nawet Giertychowi, czy nawet Palikotowi? Czy jest możliwe, że taki Putin uznałby wychodzenie z takimi propozycjami do któregokolwiek z nich za na tyle bezpieczne, by się nie przejmować tego typu szczerości skutkami? Otóż nie: to jest absolutnie niemożliwe. On natomiast musiał doskonale wiedzieć, że Donald Tusk to człowiek tak pod pewnymi względami szczególny, że on nie dość, że ową propozycję zachowa w swojej dyskrecji, to nie wykluczone, że ją przyjmie. Nie dlatego, że jemu tak bardzo zależy na Lwowie, ale dlatego, że on może ten plan potraktować, jako bardzo dobry start dla swojej absolutnie już wyjątkowej kariery człowieka, który z Polski uczynił pierwszą obok Rosji wschodnioeuropejską potęgę. Uważam, że Władimir Putin tak właśnie musiał sobie o Tusku myśleć i miał ku temu powody specjalne. Nie przewidział tylko, że ten nieszczęśnik nagle się wystraszy, że to jest jakaś prowokacja, że Putin go nagra, a później tę taśmę ujawni i będzie wstyd. Czy ktoś z nas jeszcze pamięta, jak to wtedy właśnie, kiedy wedle relacji Radka Sikorskiego, Donald Tusk wrócił ze spotkania z Putinem do Polski, rosyjska prasa w kółko powtarzała opinię, że polski premier to ich człowiek w Polsce, a ten z kolei, poproszony o komentarz, odpowiedział, że jemu jest bardzo miło i oświadczył, że Putin jest naszym człowiekiem w Rosji? Pamiętamy to?
Czy mając to wszystko na uwadze, możemy się jeszcze zastanawiać, jak mogło dojść do tej strasznej katastrofy w Smoleńsku i do śmierci polskiego prezydenta? Czy tu w ogóle pozostają nam do rosstrzgnięcia jakiekolwiek dylematy? Otóż sprawa polega na tym, że bohaterem tych ostatnich wydarzeń wcale nie jest Sikorski, który moim zdaniem w ciągu najbliższych miesięcy nas opuści i to niewykluczone, że na dobre. Tu tematem jest tylko i wyłącznie Donald Tusk, a więc ktoś kogo na pewnym bardzo szczególnym etapie naszych polsko-rosyjskich relacji Władimir Putin uznał za swojego człowieka w Polsce, i to człowieka nie byle jakiego.
Ja wiem, że, pomijając tę naszą drobną satysfakcję, to moje pisanie jest jak psu na budę. Wiem, że już za parę dni, po tym co się stało nie pozostanie nawet wspomnienie, bo każde wypowiedziane przez nich i przez nas słowo zostanie przykryte tysiącami nowych, tak naprawdę dla większości znacznie ciekawszych, a co ważniejsze, znacznie bardziej zrozumiałych. I nie łudźmy się. Prawda jest taka, że w gruncie rzeczy, to co się stało, interesuje tylko nas, a już jakikolwiek problem stanowi zaledwie dla części z nas. Wszyscy pozostali, jeśli w ogóle słyszą, jak my tu sobie rozmawiamy, nawet jeśli się z nas nie śmieją, to patrzą na nas z politowaniem. I tak to się wszystko zawsze kończy. A ja jednak wciąż piszę i jakimś niebywałym cudem, mam wrażenie, że warto.

Jeśli ktoś mieszka w Krakowie, lub okolicach, albo akurat planuje spędzić tam najbliższy weekend, pragnę go zaprosić na targi książki, które się będą odbywać w Nowej Hucie od jutra do niedzieli. Gabriel Maciejewski, czyli Coryllus, będzie tam siedział przez cały czas z naszymi książkami, natomiast ja pragnę mu towarzyszyć od piątku do niedzieli, od rana do wieczora i wszystkim służyć tym co mam. Oczywiście, dotychczasowy adres księgarni www.coryllus.pl pozostaje bez zmian, więc wszystkich, którzy akurat są od Krakowa zbyt daleko, lub nie mają jechać do Nowej Huty, zachęcam do kupowania wszystkich moich książek właśnie tam. Jednocześnie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję za wszelkie gesty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz