poniedziałek, 1 czerwca 2020

Dlaczego Jarosław Gowin wysłał swoje dziecko do salonu tatuażu?


       Pisałem już o tym, ale sytuacja jest taka, że trzeba mi to dziś przypomnieć. Otóż od pierwszego dnia gdy zacząłem prowadzić ten blog i od momentu gdy on gwałtownie zaczął zdobywać swoją popularność, obok głosów życzliwych, czy niekiedy wręcz entuzjastycznych, zaczęły się pojawiać ataki, i to ataki wręcz systemowe. Mówiąc „systemowe” chcę powiedzieć, że nie mam na myśli zwykłej polemiki, czy nawet ciężkiego oburzenia, ale zdecydowanie zorganizowaną nienawiść, która przejawiała się w tym, że moje teksty były atakowane wciąż przez te same osoby i z każdym dniem coraz mniej merytorycznie, a coraz to bardziej osobiście.
       W naiwności swojej przez dłuższy czas sądziłem, że za owymi atakami stoją jacyś byli wojskowi, czy milicjanci, ewentualnie ich dzieci i wnuki, kiedy to nagle zacząłem podejrzewać, że jest wręcz przeciwnie. Dawni esbecy czy peerelowskie trepy z rodzinami, to co ja wypisuję mają głęboko w nosie, natomiast zdecydowana większość owej agresji przychodzi ze strony środowisk ultraprawicowych i niepodległościowych. I wtedy też mniej więcej trafiłem na blog, którego motto stanowił cytat z niejakiej Ayn Rand, a teksty tam zamieszczane stanowiły przykład obłędu, jakiego w owej internetowej przestrzeni nie można było spotkać nigdzie indziej. Sprawdziłem oczywiście tę Rand i od tego momentu wiedziałem, że ze swoją wiarą i przekonaniami nigdzie nie znajdę tylu wrogów, jak wśród tak zwanej „ultraradykalnej prawicy”, a więc wychowanków Janusza Korwina Mikke, którzy się mu zerwali ze smyczy.
        Dziś oczywiście siłą rzeczy muszę obserwować zachowania polityków skupionych wokół kandydatury Krzysztofa Bosaka w nadchodzących wyborach prezydenckich, przyznaję jednak, że nawet jeśli na pierwszym planie pojawi się Grzegorz Braun ze swoimi refleksjami na temat Centralnego Portu Komunikacyjnego, czy lepkie oczy posła Winnickiego, to ich słowa spływaja po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Zachowuję przy tym jednak świadomość, że mam przed sobą wroga w pewnym sensie – a mam tu szczęśliwie na myśli sytuację czysto oczywiście teoretyczną – pierwszego.
        Czemu zatem postanowiłem dziś w swojej notce wyróżnić to właśnie środowisko? Otóż proszę sobie wyobrazić, że w ramach opisywanej tu jak najbardziej przeze mnie zabawy pod nazwą Hot16Challenge2, którą szanuję i chętnie obserwuję, pojawił się człowiek nazwiskiem Ziemowit Gowin, jak się okazuje syn znanego nam wszystkim posła Gowina i zarapował nam następujący tekst (dla zaoszczędzenia miejsca, zrezygnuję ze zwyczajowej edycji):
Prosili krzyczeli pomóż Ziemowicie. Wyrymuję wam ten przekaz całkiem nieskrycie. Idea to słuszna, sprawa szlachetna. W czasach, gdy Polska jest totalnie szpetna, Państwo z dykty? Chyba z totalnego gówna. Obywatele rząd - sprawa nierówna. Wirus za oknem, w domu na ulicy. A politycy coraz bardziej dzicy. Ustawami zabijają nasze życie. Przecież nie chodzi o zwykłe przeżycie! Wykurzycie tych pajaców na górze. Czas już nadszedł na społeczną burzę. Rządzi nami Zjednoczona Prawica. Mnie już od tego strzela kurwica. Jak tak dalej pójdzie, totalna kaplica. Wypierdolę stąd szybciej niż Kubica. Szybciej niż Kubica. Nie możesz nawet na kawie wychillować, bo zaraz będą psy cię pałować. Lepiej się już schować, nie wychylać głowy, wysłuchać kolejnej Andrzejka mowy. COVID-19?  Całkiem niebezpiecznie. Nie wmówisz mi jednak, że tak będzie wiecznie. Ogarnij się zatem, nie słuchaj ich bajerów, pogońmy razem pisowskich frajerów. TVPiS? Jak w Korei propaganda. Pogrywa sobie z nami Kaczyńskiego banda. Stroszą pióra udając piękne pawie, a w Polsce od dawna mamy bezprawie. Opozycja słaba, wszyscy o tym wiemy. Nie oznacza to wcale, że się ugniemy. Połączmy się tedy, zbudujmy wielką siłę, postawmy PiSowcom polityczną mogiłę. Polityczną mogiłę!
      Ktoś zapyta po ciężką cholerę ja się nagle postanowiłem angażować w promocję syna Jarosława Gowina, a ja chętnie odpowiadam, że tak jak zawsze tu się działo, osoby i zdarzenia występujące na tym blogu służą wyłącznie do refleksji w swojej istocie znacznie przekraczającej sam pretekst. I tak też jest i tym razem. Dla mnie Ziemowit Gowin zwyczajnie nie istnieje, zarówno jako człowiek, ale przede wszystkim jako artysta. Ów wykonawczy popis, jaki on wysłał do wspomnianego konkursu, to jest tak straszna nędza, że ja, przepraszam bardzo, ale jako rapera, zdecydowanie już wolę Marcina Matczaka, a kto wie, czy też nie prof. Sadurskiego. To natomiast co mnie zainteresowało, to reakcja na ów występ tak zwanych „mediów głównego nurtu”. Otóż tam Ziemowit Gowin został potraktowany niemal jak pierwszy sojusznik najbardziej twardej antypisowskiej opozycji. Wszystkie główne ośrodki medialnej propagandy w jednej chwili uczepiły się tego idioty i przedstawiły go jako nie tyle nawet argument w wewnętrznej wojnie w obozie Zjednoczonej Prawicy, ale niemal zbawcę, który jako pierwszy tak dźwięcznie przedstawił program wspomnianego antypisu, kto wie, czy nawet nie spod znaku Zielonych czy Krytyki Politycznej.
      Tymczasem wystarczy zajrzeć do opisu klipu z jego występem na Youtubie, by się zorientować, że jest to projekt autoryzowany przez środowisko występujące w przestrzeni publicznej pod nazwą obiektywizm.pl, a reklamujące się oczywiście w następujący sposób: „Centrum obiektywizmu w Polsce – rewolucyjnego, spójnego systemu idei sformułowanego przez Ayn Rand w drugiej połowie XX wieku”. I w tym momencie my już oczywiście wiemy, że choć kilku członkom sekty zorganizowanej przed laty przez Janusza Korwina Mikke udało się z jej brudnych łap wyrwać i oni wszyscy rozbiegli się w różnych kierunkach, to Ziemowit Gowin pozostał tam, gdzie – a tego jestem dziś pewien niemal w stu procentach – pozostawił go jego ojciec, chwilę zanim polityka zmusiła go do powszechnie znanych kompromisów.
         A zatem słucham dziś tej nędzy, czytam głosy zachwytu nad polityczną przenikliwością  syna Jarosława Gowina i myślę sobie, że oni wszyscy są jeszcze głupsi, niż – a szczególnie w ostatnich dniach – myślałem. Ale jest jeszcze coś. Otóż, moim zdaniem, wykonany przez Ziemowita Gowina coming-out przede wszystkim pokazuje dwie rzeczy: pierwsza z nich to ta, że tak zwany „konserwatyzm” jego taty to fakt niepodważalny, a druga, że wspomniany tato spieprzył sprawę w momencie gdy nie potrafił wybić z głowy swojemu dziecku pomysłu zrobienia sobie tatuaży i jebania policji.
         Jaka tu więc dla nas z tego płynie nauka? Otóż zbliżają się te od dawna wyczekiwane wybory i choć wszyscy mamy nadzieję, że tu niespodzianki nie będzie, zdajemy sobie sprawę jednocześnie z tego, że w gruncie rzeczy diabeł jeden wie, co nam nagle strzeli do głowy. A skoro tak, to bierzemy też pod uwagę, że prezyednt Duda nie utrzyma kadencji i na kolejne pięć lat zastąpi go czy to Trzaskowski, czy Hołownia, czy Kosiniak. Będzie to oczywiście tragedia, którą przeżyć nam będzie nadzwyczaj trudno, to jednak czym się możemy skutecznie pocieszać, to to, że Krzysztof Bosak jednak się nie przeciśnie, bo Ziemowit Gowin jako przyszły Minister Kultury, to jeszcze większe nieszczęście niż Piotr Gliński,    



     


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.