sobota, 13 czerwca 2020

Gdy piekło nie zna gniewu wzgardzonego wyborcy


      Nie wiem, czy czytelnicy tego bloga w jakiejkolwiek części lubią słuchać Beatlesów, a tym bardziej – jeśli tak rzeczywiście jest – czy znają piosenkę pod tytułem „Penny Lane”, jeśli jednak tu akurat przestrzeliłem, to zachęcam. To jest arcydzieło.


       
      O czym jest ta piosenka? Otóż o niczym szczególnym. To jest zaledwie opis pewnego miejsca w Liverpoolu, właśnie o nazwie Penny Lane, które Paul McCartney ukochał i postanowił je uwiecznić w swojej piosence tak jak je zapamiętał. Bez żadnych zbędnych aluzji, czy ukrytych znaczeń. Przede wszystkim więc piękna piosenka.
      Czemu zatem o niej dziś wspominam? Powodów jest parę, pierwszym z nich jednak jest to, że, jak się dowiaduję z mediów, na fali znanych nam wydarzeń, ktoś zdecydował się zajść tam w to miejsce w Liverpoolu i tablicę z nazwą Penny Lane czarną farbą zamazać. Kiedy pierwszy raz o tym usłyszałem, bardzo się zdziwiłem, ale natychmiast też zacząłem się zastanawiać, cóż tam w tekście wspomnianej piosenki było takiego, co mogłoby aż tak rozjuszyć żałobników po śmierci George’a Floyda, a kiedy nie znalazłem dosłownie nic, zrobiłem coś, co – tak na marginesie – polecam wszystkim, a więc wpisałem w Google’a hasło „Penny Lane controversy” i znalazłem jak najbardziej poważne objaśnienie, że problem leży w tym, że owa nazwa Penny Lane pochodzi od nazwiska niejakiego Jamesa Penny, handlarza niewolnikami i zapiekłego antyabolicjonisty i według wielu powinna była już dawno zniknąć z mapy świata, a dziś owa konieczność jest szczególnie paląca.
       Pisałem tu parę dni temu o tym, jak Brytyjczycy ni stąd ni zowąd zdecydowali się wymazać ze swojej osobistej, ale również historycznej pamięci wszelkie ślady swojej niewyobrażalnej podłości, natomiast widok tego kogoś, kto ciemną zapewne nocą zakrada się na Penny Lane by zniszczyć tablicę z ową nazwą w mojej wyobraźni stanowi nie komedię, ale realną bardzo katastrofę. W czym rzecz? Otóż nie mogę nie zauważyć, że wspomniany idiota, czy idiotka, nie jest w żadnym wypadku wyjątkiem, ale sam konkretny kontekst owego zdarzenia nie jest też czymś nadzwyczaj wyjątkowym. Nie trzeba bowiem być szczególnie bacznym obserwatorem, by zauważyć, że przykładów co najmniej równie ciężkiego zgłupienia poznajemy każdego wręcz dnia dziesiątki, również tu na naszym podwórku. I to wcale nie koniecznie związanego z zabójstwem George’a Floyda. Oto, również wczoraj, na Facebooku zamieścił ktoś zdjęcie strony z magazynu „Wysokie Obcasy”, a tam artykuł zatytułowany: „Koniec spontanicznego seksu z nieznajomym poznanym w internecie? Jak zmieni się nasze życie seksualne po pandemii”.
       Kilka dni, na tym samym Facebooku pokazał się komentarz grupy o nazwie „Dziewuchy dziewuchom”, zachęcający do aborcji i ozdobiony obrazkiem prężącej się z dumą kobiety w t-shircie z napisem „Miałam 25 aborcji”.
      Ta sama grupa nieco wcześniej w tym samym miejscu zamieściła obrazek, na którym widzimy napis „Dzień Matki”, a poniżej kobietę z klasycznym dziecięcym wózkiem, w którym siedzi sobie słodki piesek.
      Ktoś powie, że to co ja tu opowiadam, to patologia, natomiast realny świat tak naprawdę wygląda zupełnie inaczej. Na to ja mam oczywiście gotową odpowiedź, że moim zdaniem, jeśli patologię rozumiemy jako margines, to w żadnym wypadku z patologią nie mamy do czynienia, no a poza tym, tym razem mnie wcale nie chodzi o nich, lecz jak najbardziej o nas. Otóż ja nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak to się dzieje, że ludzie w znacznym stopniu dokładnie tacy sami jak my, dokonując swoich politycznych wyborów nie są w stanie dostrzec, że tak naprawdę postępują w tym momencie kompletnie wbrew sobie. Pewien mój znajomy, człowiek starszy, bardzo religijny, grzeczny i nadzwyczaj uprzejmy, w żadnym wypadku niezrównoważony, tego całego LGBT fizycznie nie znosi. Dlaczego? Bo on ma przekonania do tego stopnia konserwatywne, że nie toleruje jakichkolwiek nowinek. Powiem więcej. On nie może patrzeć na Jerzego Owsiaka i na cały ów harmider związany z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, a jakby tego było mało, wciąż mi mówi, że dorosły człowiek, który chodzi w czerwonych spodniach i kolorowych okularach, jest zwyczajnym pajacem, a nie poważnym człowiekiem. O George’u Floydzie mówi, że to podobno jakiś narkoman i przestępca, więc on nie widzi powodu, by się nim przejmować. Jednocześnie, mój znajomy nienawidzi PiSu i wszystkiego co mu się z nim kojarzy, do tego stopnia, że nie jest w stanie w swojej głowie uporządkować tych wszystkich relacji i zrozumieć, że tak naprawdę on występuje przeciw sobie. Ktoś powie, że w pojęciu niektórych, PiS to jest taka sama zaraza jak ta cała hołota, która dziś pali amerykańskie miasta i drze mordę próbując zagłuszyć szelst banknotów, tyle że jeszcze się nie do końca ujawnili. Może i tak, to co mnie jednak wciąż bardzo zajmuje, to zaangażowanie zarówno mojego znajomego, jak i wielu, naprawdę wielu jemu podobnych w to, by popierać kogoś takiego jak Rafał Trzaskowski, a więc reprezentanta tego wszystkiego, czym oni z całego serca gardzą.
       Czemu więc oni życzą szybkiej i możliwie bolesnej śmierci temu komuś, kto wszystkim tym, czym oni gardzą, gardzi solidarnie wraz z nimi, a jednocześnie ludzi, którzy przedmiot owej pogardy pielegnują z najwyższym zaangażowaniem i pilnują, by mu się broń Boże nie stała jakakolwiek krzywda, postanowili uznać za gwaranta tego, że w końcu ich podły nastrój się poprawi? Zagadka ta stanowi dziś dla mnie prawdziwą zagadkę i mimo wielu starań, nie potrafię jej rozwiązać.
        Widzę tu jednak światło w tunelu. Otóż wczoraj też chyba Konfederacja ustami jednego ze swoich ważnych przedstawiciela, ogłosiła, że oni w ewentualnej drugiej turze wyborów swoich wyborców będą wzywać do głosowania na Rafała Trzaskowskiego. Podobnie dziś, kiedy pisze ten tekst, była szefowa kampanii Andrzeja Dudy, Turczynowicz-Kieryłło udzieliła wywiadu stacji TVN24, gdzie zadeklarowała, że ona również woli Trzaskowskiego. A ja najpierw sobie pomyślałem, że ona idealnie wręcz ilustruje słynny bon mot Williama Congrave’a, że „piekło nie zna gniewu kobiety wzgardzonej”, a następnie przyszło mi do głowy, że może ta prawda nie dotyczy tylko kobiet. Może tak naprawdę zarówno mój znajomy, jak i wiele innych osób – zarówno zwykłych ludzi, jak i polityków – z taką zawziętością pragnie ostatecznego zniszczenia Jarosława Kaczyńskiego i wszystkiego tego, co się z nim kojarzy właśnie przez to, że oni uznali, że on właśnie w pewnym momencie ich życia nimi wzgardził. Jak, gdzie, kiedy – tego nie wiemy i niewykluczone, że nawet oni sami już tego przypomnieć sobie nie potrafią, ale to poczucie odrzucenia w nich tkwi i nie spoczną dopóki nie otrzymają tej jedynej satysfakcji na którą tyle juz lat czekają. Ktoś się zapyta: No dobrze, ale co potem? Jak oni sobie poradzą z tymi gruzami, nad którymi będzie się już tylko unosił ów wielki tęczowy transparent z owym pieskiem w dziecięcym wózeczku? Otóż tu też mam swoje podejrzenia. Moim zdaniem, oni są głęboko przekonani, że potem wszystko już pójdzie z górki. Powstanie jakiś nowy prawicowy projekt, z jakimś pobożnym, przystojnym i kulturalnym przywódcą, który obieca tę całą tęczową zarazę, razem z Owsiakiem i całą tą antycywilizacyjna hałastrą rozgonić, i nigdy nie da im po sobie poznać, że nimi tak naprawdę głęboko gardzi. A oni go całym sercem poprą i będzie jak w niebie. 



   

4 komentarze:

  1. Ciekawe, czy Lennon, gdyby dożył, napisałby dzisiaj Imagine, a jeśli tak, to o czym?

    Wprawdzie był twórcą wyjątkowo utalentowanym, o niezwykłym zmyśle czułej obserwacji spraw zwyczajnych (rany, zapachniało mi noblem!), to jednak wątpię, czy odczuwałby jakąkolwiek wspólnotę z obecną hołotą kulturową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jarosław Kaczyński wiele razy różne rzeczy nazywał po imieniu i większość bierze to do siebie. Jeden nie lubi Kościoła, drugi ma teczkę z karierą w służbach PRL a jeszcze inny swój obecny dobrobyt opiera na złodziejstwie którego dokonał w czasie "kiedy było można". Czasy się zmieniają ale ludzie wciąż oczekują kolejnych grubych kresek a nie grzebania w rodzinnych życiorysach. Tego najbardziej w PiSie nienawidzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. @crimsonking
    To jest oczywiście możliwe. Jednak moim zdaniem jest jeszcze coś, czego ja zidentyfikować nie potrafię. To się ciągnie od roku 1990 i czuję się coraz bardziej bezradny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już pewnie media i socjotechnika, którą nas wałkują trzecią dekadę. W kulcie nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego wychowali całe polityczne pokolenie. Albo i dwa.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.