środa, 10 czerwca 2020

Czy bohaterką kolejnego odcinka filmu Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele zostanie Justyna Klimasara?


      Zanim przejdę do rzeczy, chciałbym prosić szczególnie wrażliwych czytelników, by wstrzymali się z pretensjami, bo tak jak pozory niekiedy mylą, to w tym akurat wypadku mylą bezwzględnie. I nie zmienia tego fakt, że bohaterem dzisiejszej notki będzie niejaka Justyna Klimasara, a więc tak naprawdę kompletny nikt. Mało tego. Owa Klimasara to jest coś jeszcze więcej niż nikt, z tego względu, że bycie nikim tak naprawdę nie jest niczym szczególnie wstydliwym. W sensie w jakim pojawia ona się tu dziś pojawia, większość z nas jest w rzeczy samej nikim, tyle że my jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że owo bycie nikim jest w gruncie rzeczy naszą tarczą. Z Klimasarą problem jest inaczej. Ona bowiem, będąc nikim, dała się poznać szerszej publiczności dzięki dwóm rzeczom: Twitterowi i swojej pupie. A skoro tak, to wspomniana publiczność mogła się jeszcze dowiedzieć, że właścicielką zaprezentowanej na Twitterze pupy jest członkini młodzieżówki SLD, która kocha poezję i powieści kryminalne.
       Czy poszło tylko o pupę? Właściwie tak, bo uważam, że gdyby nie ta pupa, to prezentujący ją tweet z prośbą o modlitwę w święto Bożego Ciała, przeszedłby z całą pewnością kompletnie niezauważony. No ale była pupa, był też tweet, no i od kilku dni hasło #klimasara zarówno w Internecie jak i w ogólnopolskich mediach święci trumfy, a stacja TVP Info nie jest w stanie przeżyć dnia, by o Klimasarze nie wspomnieć i z niej nie poszydzić.
       Czy Justyna Klimasara, poza pupą i wspomnianą prośbą o modlitwę, znana jest jeszcze z czegoś? Wydaje się, że o ile dotychczas była tylko ta pupa i ów tweet, to dziś jeszcze do tego dochodzą inne jej tweety. Ja sam, pragnąc się dowiedzieć, z kim mam do czynienia, zajrzałem na jej profil, a tam są następujące przemyślenia:
Przeraża mnie, że dziś normalizuje się pogląd, że kobiety zarabiają po prostu mniej od mężczyzn. To kolejna próba zniewolenia kobiet, bo utrwala się przekonanie, że kobiety są słabsze. To wygodne dla zakompleksionych, patriarchalnych mizoginów. Chcą podbudować swoje ego”;
Platforma na kolanach przed księżmi. Wspominają jeszcze papieża, który bronił pedofilów. Chadecja, zatem nie dziwi”;
Jadłam sobie obiad w restauracji. Starszy pan zapytał, dlaczego sama płacę, bo to mężczyzna powinien płacić i zaprosić. Niby drobnostka, ale mówiąc, że ktoś musi płacić zakłada się, że kobieta ma mniej pieniędzy. W ten sposób traktuje się jako normę mniejsze wypłaty dla kobiet”;
Dzisiaj warto także przypomnieć, że nie każdy z nas chce mieć dzieci. Nie ma też czegoś takiego jak instynkt macierzyński. Osobiście o dzieciach pomyślę za 4 lata, będę miała 28, nie za wcześnie i nie za późno. Nie czuję presji posiadania męża i rozmnażania jak królik”;
Dziś mam dzień obalania mitów! Nie ma czegoś takiego jak dzieci nienarodzone, a samo sformułowanie doprowadza mnie do szewskiej pasji. Nienarodzone, zatem jeszcze nie są to dzieci! Biologia!”;
Bardzo lubię Amerykę Południową. Ciekawi mnie zarówno ich historia, jak i kultura. Kwestie polityczne, tańce no i moja słabość, czyli telenowele brazylijskie i kolumbijskie. Tak nawiasem w tych telenowelach bardzo widać nierówności społeczne”...
i tak dalej, i tak dalej.
       No i teraz już z całą pewnością nie uniknę tego, że ktoś zażąda ode mnie, bym się wytłumaczył, po jaką cholerę, zdecydowałem się dzisiejszy felieton poświęcić komuś tak nieistotnemu jak autorka powyższych słów, skoro nie chodzi mi o pupę. Już pędzę. Otóż proszę sobie wyobrazić, że kiedy szukałem informacji, które mogłyby mnie uświadomić co do ewentualnych tajemnic związanych z Justyną Klimasarą, trafiłem na portal onet.pl, a tam znalazłem coś takiego, jeszcze z wiosny zeszłego roku (dowolne dwie minuty wystarczą):


       
      O co chodzi? O to mianowicie, że z jednej strony mamy być może najbardziej dziś wpływowy portal internetowy nadający w języku polskim, medium informacyjne, mające obok „Gazety Wyborczej” i telewizji TVN24 największy prawdopodobnie wpływ na kształtowanie społecznej świadomości liberalnej części sceny publicznej, jeden z jej sztandarowych projektów propagandowych, w postaci tak zwanych „samochodowych rozmów” z największymi autorytetami wspomnianej sceny, a tam dziś również jej zdecydowanie najbardziej wpływowego dziennikarza, Tomasza Sekielskiego, autora kultowej wręcz serii produkcji uderzającej bezpośrednio w Kościół Powszechny i Jego duszpasterzy, który do swojego studia na kółkach zaprasza kogoś takiego jak Justyna Klimasara. A ja – proszę zwrócić uwagę – nie mówię o dzisiejszej Klimasarze, właścicielce wypiętej pupy w stringach, autorki głupkowatych komentarzy na Twitterze, oraz gwiazdy telewizji TVP Info. Ja mówię o nikomu jeszcze wówczas nieznanej cizi, wyrwanej z jakiegoś prowincjonalnego klubu dla prowincjonalnych gangsterów poszukujących towaru, którym będą się mogli pochwalić swoim koleżkom.
       Ale i to nie wszystko. Oni nie dość, że uznali za stosowne posadzić ją przed tą kamerą i mikrofonem, to jeszcze zachęcają ja nie do tego, by się podzieliła z widzami swoją opinią nie na temat choćby szans współczesnej młodzieży z dużych miast na rozwój osobisty, ale proszą o opinie na temat strajku nauczycieli, perspektyw przed jakimi stoi polska szkoła, oraz zagrożeń dla Polski i Europy jakie stwarzają rządy Prawa i Sprawiedliwości.
        Przepraszam bardzo, ale co tu się do jasnego koronawirusa wyprawia? Niedawno redaktor Renata Kim z „Newsweeka” – ale też i wspomnianego Onetu –  sfotografowała się na tle wyborczego billboardu Andrzeja Dudy, gdzie ktoś jego nazwisko przerobił na „Dupa”, a jemu samemu dorysował hitlerowski wąs i tupecik, i owo zdjęcie wrzuciła do Internetu. W odpowiedzi na tę demonstrację, któryś z komentatorów napisał, że od tego momentu nikt już nie ma prawa zgłaszać jakichkolwiek pretensji pod adresem publicznej telewizji. Gdy bowiem chodzi o dziennikarstwo, granica została właśnie przekroczona. Otóż nie zgadzam się. I nie chodzi mi o to, że owa granica była wcześniej przekraczana wielokrotnie, natomiast z całą pewnością gdy rozmawiamy o tym, co Anglicy określają mianem „petty journalism”, sprawę ostatecznie załatwił Onet i jego pierwsza gwiazda, czyli Tomasz Sekielski. Gdy chodzi natomiast o mnie, to w momencie gdy on nakręci kolejny odcinek swojej serii o pedofilii w Kościele, ja będę miał do niego tylko jedną uwagę: efekt byłby znacznie mocniejszy, gdyby on tam wstawił Justynę Klimasarę w stringach w jacuzzi na tle Pałacu Kultury i poprosił ją o wypowiedź na temat jej szkolnych przygód, choćby z klerykami.





2 komentarze:

  1. Justysia pokazała swoje najlepsze 'Ja' i na pewno ma przewagę nad każdym kandydatem za wyjątkiem tego od Lewicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te jej najlepsze"Ja" to pogłębiona lordoza.W życiu bym nie pomyślał,że pogłębiona lordoza może mieć tak destrukcyjny wpływ na korę mózgową.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.