poniedziałek, 9 grudnia 2013

Walą do nas jak do kaczek, a my przynajmniej nie próbujmy siadać

Miniony weekend był wyjątkowy z dwóch względów. Przede wszystkim, został on tak skutecznie wypełniony, że tak to ujmę, słowem, że zwyczajnie nie miałem nawet możliwości udać się do kościoła na mszę. A to, o ile sobie przypominam, jeszcze mi się nie zdarzyło. A zatem, wygląda na to, że mam grzech.
Druga rzecz jest taka, że przy okazji – swoją drogą, pierwszego w ogóle – spotkania autorskiego w Księgarni Latarnik w Częstochowie, pan Zbigniew Bonarski, prezes Fundacji Jasnogórskiej Pro Patria, człowiek pod wieloma względami absolutnie niezwykły, oprowadził mnie po Jasnej Górze, włącznie z miejscami, których większość z nas zwiedzić nie mogła, i chyba, póki co, móc nie będzie, w dodatku jeszcze miałem to szczęście, że gdy znaleźliśmy się tuż pod Najświętszym Obrazem – co też, jak wiadomo, stanowiło wyróżnienie szczególne – akurat Obraz był odsłaniany, a to przecież nie odbywa się bez przerwy. Widziałem też – wspominane już swego czasu przez Coryllusa – buty zmarłego w Smoleńsku Sławomira Skrzypka, a to, jak się można domyślać, wraz z szansą oglądania odsłonięcia Obrazu z takiego bliska, samo w sobie by wystarczyło za cały dzień.
Później było spotkanie w Latarniku, fantastycznym miejscu, z fantastycznymi ludźmi, a wszystko pod wyjątkowo skuteczną opieką pana Jacka Stępnia, który, jeśli tylko nie zabraknie mu energii i pasji, może ze swojej księgarni uczynić centrum autentycznej debaty. Czego mu serdecznie życzę. O samym spotkaniu pisać nie będę. Było ono jednak rejestrowane i mam nadzieję, że niedługo uda mi się je tu pokazać.
Wczoraj natomiast byłem we Wrocławiu, gdzie razem z Gabrielem spotykaliśmy się z czytelnikami i podpisywaliśmy książki. Tu też nie mam za bardzo o czym pisać, gdyż Gabriel w tekście w Salonie24 już wszystko znakomicie zrobił, muszę tylko wspomnieć o tym, że, korzystając z okazji, zapytałem prof. Miodka o nieustannie przeze mnie używaną, i przez niektórych złośliwie wykpiwaną, frazę „jak idzie o mnie”, no i prof. Miodek przyznał, że faktycznie, o ile w mowie potocznej owa forma nie przeszkadza, to w tekście pisanym powinienem, zamiast „jak”, używać słowa „jeśli”. Wprawdzie dodał, że to nie jest nic bardzo bolesnego, i że jemu samemu zapewne nie raz zdarzało popełnić ten błąd, obiecuję, że z tym już koniec. Przynajmniej, jeśli idzie o mnie.
Spotkanie z czytelnikami, jak każde bezpośrednie spotkanie, jest przeżyciem niezastąpionym, natomiast zdarzyło się też coś, o czym chciałbym teraz wspomnieć, i w pewnym sensie potraktować to, jako główny temat dzisiejszej notki. Otóż przyszła do nas pewna nieznana mi pani z nastoletnią córką, obie tak pod każdym względem sympatyczne, że z tego zachwytu, podarowałem temu dziecku swoją książkę o zespołach. Rzecz w tym, że owa pani pierwsze, co zrobiła, to wyjęła skserowaną, i porządnie oprawioną, grubą jak siedem nieszczęść książkę FYM-a o tak zwanej „maskirowce”, i zapytała nas, co o tym sądzimy, i dlaczego sądzimy tak brzydko. Tłumaczyliśmy jej wspólnie i osobno, tłumaczyliśmy, i tłumaczyliśmy, a ona wciąż swoje, że to ciekawe, co on odkrył, że ten FYM to podobno za swoją bezkompromisową działalność został wyrzucony z uczelni, a my na to swoje, a ona na to z kolei swoje. Ponieważ jednak nie było już czasu na dalszą rozmowę, rozstaliśmy się w przyjaźni i tyle wszystkiego.
A ja wciąż o niej myślę i nagle – wbrew wcześniejszym postanowieniom i nadzieją, że z tym FYM-em już raz na zawsze koniec – przypominam sobie ów dzień, kiedy na cała blogosferę padł najpierw strach, że FYM oszalał, potem, że został otruty przez Służby, jeszcze później, że zamknięty przez Ruskich w zakładzie i nafaszerowany narkotykami… a wszystko po to, by już krótko potem wszystko wróciło do normy, i wielu z tych, co jeszcze niedawno rwali sobie włosy z głowy nad losem dr. Przywary, uznali, że nic się nie stało, a Przywara, jak był, tak nadal jest ich pierwszym i jedynym bohaterem.
A ja się zastanawiam, co by się musiało stać, żeby niektórzy z nas zrozumieli, że są od początku do końca wystawiani do wiatru, i że owo wystawianie robi się powoli już tak bezczelne, że aż upiorne. No i przypominam sobie pewne opowiadanie mojego ulubionego autora Roalda Dahla zatytułowane „Parson’s Pleasure”. Krótko może opowiem. Otóż pan Boggis, człowiek na swój sposób bardzo inteligentny, a jednocześnie cudownie bezwzględny, prowadzi od wielu już lat biznes polegający na krążeniu po angielskich wioskach i skupowaniu za grosze od naiwnych wieśniaków najbardziej cennych, antycznych mebli, które następnie sprzedaje za tysiące funtów w swoim londyńskim salonie. Biorąc pod uwagę, że on bardzo dba o to, by ludziom płacić nie więcej jak po kilka funtów, biznes ów jest niezwykle intratny. Ponieważ jednak, jak wiemy, wieśniacy to ludzie, choć często naiwni, to jednak mocno podejrzliwi, pan Boggis działa w przebraniu księdza i przedstawia się, jako prezes kościelnego towarzystwa na rzecz ochrony zabytkowych mebli.
I oto mamy w pewnym momencie scenę, kiedy pan Boggis zachodzi do kolejnego starego, zrujnowanego wiejskiego domu i otwiera mu kobieta w bryczesach, przesiąknięta zapachem stajni, klasycznie wręcz nieufna. Pan Boggis z uśmiechem się kłania, wręcza jej wizytówkę i prosi o pozwolenie wejścia i rozejrzenia się po pokojach. Kobieta patrzy na wizytówkę i pyta: „A co to takiego? Czy to przypadkiem nie jest jakieś socjalistyczne oszustwo?
W tym momencie Roald Dahl pisze mniej więcej tak: „Od tego momentu wszystko poszło z górki. Prawicowiec w bryczesach, kobieta, czy mężczyzna, dla pana Boggisa stanowił zawsze bardzo łatwy cel. Dwie minuty poświęcił na pełną pasji pochwałę ultra-konserwatywnego skrzydła Partii Konserwatywnej, kolejne dwie na parę złośliwości pod adresem socjalistów. Następnie wygłosił opinię na temat ustawy, którą swego czasu wprowadzili Socjaliści na rzecz zakazu polowań na lisy, by wreszcie poinformować swoją rozmówczynię, że, dla niego osobiście, Niebo – ‘tylko, proszę, kochanie, nie mów nic biskupowi’ – to miejsce, gdzie w każdy dzień tygodnia, nie wyłączając niedziel, od rana do nocy, można polować na wszelką zwierzynę”.
A Tory in riding-breeches, male or female, was always a sitting duck for Mr Boggis” – tak to brzmiało dokładnie.
Mamy więc tego Przywarę, który po kilku nieprzerwanych latach robienia dobrym ludziom wody z mózgu, nagle otwiera kolejny rozdział swojego projektu, i co ciekawsze, robi to w taki sposób, że jedyne, co można sobie pomyśleć, że on albo zwariował, albo z sobie tylko znanych względów ogłosił, że jest czystej maści prowokatorem, a my, zamiast go najzwyczajniej w świecie przekląć, wydajemy ciężkie pieniądze na kserowanie jego przedziwnej produkcji, bindowanie jej, oprawianie w folię, i studiowanie z gorejącym sercem… Dlaczego? Z jakiej racji? Bo on jest „nasz” i o Rosjanach pisze „Ruscy”?
Pisałem tu kiedyś o pewnym komunistycznym agencie, który rozpoczął realizację swojego być może najważniejszego zadania od tego, że zaszedł pod furtę jednego z zakonów i poprosił, by go przyjęto. No i go przyjęto. A później już przyjmowano go wszędzie. On tylko pukał, przedstawiał się, jak trzeba było, okazywał odpowiednie referencje, no a poza tym bardzo zawsze pilnował, by wszyscy myśleli o nim, jako o bardzo porządnym, solidnym i dzielnym Polaku i katoliku.
Jak się zastanowić, wszystko to robi jednak wrażenie bardzo ponure. Chciałbym jednak na koniec powiedzieć coś pocieszającego, no a w tej sytuacji trzeba chyba jednak wrócić na Jasną Górę i do tej sali, gdzie leżą ubłocone buty śp. Sławomira Skrzypka. Spróbujmy przez chwilę skupić się na nich. Na tych butach. I proszę, nie rozglądajmy się tak niecierpliwie dookoła w poszukiwaniu sojuszników. Mamy przecież ich i tak pod dostatkiem.

Wszystkim zainteresowanym przypominam, że w księgarni u Coryllusa, pod adresem www.coryllus.pl, oprócz tego, co on sam już dążył wydać, można kupić wszystkie moje cztery książki. Poza Internetem, można je kupować w Katowicach w księgarni „Wolne Słowo”, w Warszawie w sklepie „Foto Mag”, a także w księgarni „Tarabuk” w Warszawie przy Browarnej 6, jak i we wspomnianej wyżej księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Również, jak zwykle, proszę o wspieranie samego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

13 komentarzy:

  1. Jakoś mnie ten FYM ominął.
    Raz zacząłem czytać to co pisał ale gdzieś dotarłem do miejsca że tych Tupolewów musiałoby być ze cztery czy ileś i dałem spokój.
    Potem gdzieś przeleciała mi koncepcja że Tusk jest przywódcą polskiego państwa podziemnego i to był koniec FYMa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety mam wrażenie, że nie bardzo się orientujesz o czym piszesz, jeśli uważasz, że zainteresowanie FYMem zawęża się do jedynie emocji, że to nasz człowiek co zakładał centrale antykomunizmu. W tej metodzie inkryminacji chyba się zapętlasz, czyżbyś zawarł sojusz z Ściosem (innym agentem wg Ciebie)? To byłoby bardzo ciekawe. Ponad podziałami taki MAKowsko-Milerowsko-Macierwiczowy odpór antymaskirówkowy.

    Ja z niezmniejszą uwagą śledzę FYMa, jak Ciebie czy Coryllusa i to wymaga czasu, i poświęcenia, to jednak Cie nie usprawiedliwa, jak już zabierasz głos. A chwyt pośmiejmy się z FYMa ma takie same zastosowanie i wartość, jak zbudzanie salw śmiechu, w niektórych środowiskach gdy pada nazwisko np. Macierewicz, Rydzyk. Jeśli to takie proste, to wytłumacz co ci ludzie wciąż tam szukają, stoją przy swoim i zadają wciąż te pytania, i o co im chodzi? To co proponujesz to jest recydywa III RP, a na to zgody nie może być. Sam sobie zaprzeczasz. Tu nie chodzi o wiarę i argument z autorytetu, ale o odwołanie się do twardej rzeczywistości i faktów. Zawsze miałem zdanie, że przestrzegasz przed byciem lemingiem prawicowym. Jak rozumiem są od tego wyjątki. Jak mniemam, roszczenia i oczekiwania względem Zespołu Parlamentarnego, a tym bardziej wobec jego przewodniczącego A. Macierewicza, głosy krytyczne itp. nie uchodzą bo są na szkodę śledztwa i prawdopodobnie są działalnością wywrotową agentury...
    Powodzenia już blisko 4 lata, jak nie rozstrzygnięto czy była ta brzoza czy nie..., do końca świata i jeden dzień dłużej i o to chodzi tu toyah. Niemrawość i w efekcie kompromitacja jest faktem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Remo
    To jest niewątpliwie bardziej złożone. A materiału do ogarnięcia również jest dużo. Zawirowania wokół FYMa i niejasności, nie zaprzeczę były i są. To samo należy odnieś do ZP. Oczywiście można tak upraszczać jak zrobiłeś.
    Dla przykładu podobnie przypomnę tylko, jak to: na początku A. Macierewicz zapewniał, że samolot był sprowadzany na „śmierć” przez wieżę „na kursie i ścieżce”; jak to pokazywał bruzdy na zdjęciach satelitarnych po kołach, no i nieoceniony kancelista Sasin w namiocie Solidarnych 2010 potwierdził, że słyszał nagranie jak wózek uderza o podłoże. Na szczęście wszystko się z czasem wyjaśniło i okazał się jednak wybuch na 15 m. więc poprzednie tropy i ślady samo z siebie się unieważniły, co każdy wyborca PiS winien zrozumieć, nie zadając głupich pytań. W końcu to niebawem Macierewicz ogłosił urbi et orbi, „że wszystko już wiedzą” oczywiście z badania końcóweczki FMS i TAWS, bo po co rozdrabniać się na inne wątki. Co prawda z niezawodnych danych przekazanych przez Rosję, bezdotykowo odczytano, że to nie jeden wybuch ale dwa, co z czasem przerodziło się w wieloetapowe mikro wybuchy. Więc wersja jest jak najbardziej otwarta i rozwojowa. Kto tam wie, może okaże się, że to jakiś Gruzin z wyrzutnią się tam ostatecznie zaszył w krzakach.

    Najbardziej jednak mną wstrząsnęło nagrania, jak to A. Macierewicz kilka miesięcy po katastrofie z przejęciem mówi, że nie wiadomo nawet czy delegacja z premierem 7.04 lądowała od wschodu czy zachodu? Ale urobiony po pachy ZP niewątpliwie, bezzwłocznie dojdzie do tej prawdy. Tylko złośliwcy mogliby wypominać, że w zespole, któremu przewodniczy Macierewicz, wśród członków jest poseł Zuba, która to wyjątkowo była 7 i 10 w Katyniu. I wystarczyło by wziąć na stronę następnego dnia i zapytać: Mario to jak było 7 lądowaliście od wschodu czy zachodu?
    Więc czy tu chodzi jedynie o zarządzeniem emocjami? I kto tu jest winny? Ci paskudni FYMowci, co ciągle zadaję te wścibskie i kolejne pytania? Bo chyba do rozwiązania wątpliwości wystarczyłyby drobne gesty ZP, by przeciąć niejasności. No chyba, że ZP chodzi o utrzymywanie tego napięcia i trzymania się partyjniactwa i naczelnej zasady swoich nie ruszamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah

    Zwiedzania Jasnej Góry pozazdrościć. Ja w latach '80 jako etatowy gitarzysta Warminskiej Pielgrzymki na Jasną Górę miałem możliwość grać na gitarze podczas mszy w Kaplicy Jasnogórskiej i stałem pod samiutkim Obrazem. Wielkie uczucie.

    @JSW

    Wielu z nas jednak pamięta ten przedziwny coming out FYMa. Ja potem miałem wrażenie, że całym tym kwasem najmniej się przejął sam Paweł Przywara. Nie wiem, nie czytam go juz od bardzo dawna, czy on w ogóle jakoś sie z tego wytłumaczył?

    OdpowiedzUsuń
  5. @Kozik

    Z tym wystąpieniem FYMa co się swego czasu obiło w blogosferze, to sprawa, przynajmniej dla mnie jest odłożona i wzięta w nawias. On to szerzej wyjaśniał w jakimś wywiadzie, bodaj dla Amelki czy Białasa i na pewno w komentarzach. W tym gąszczy i płodności FYMa, ile on pisze, to nie bardzo wiem jak pokierować do tych bezpośrednich wyjaśnień. Ja mam swoja interpretację, ale nie wypady mi tu psychologizować, jedynie zdradzę, że właśnie w tym duchu tłumacze te dziwne zachowanie.

    Faktem jest niewątpliwie, że całe zamieszanie wpłynęło na dezorientację blogosfery. Ale próby podziału i skłócania środowisk były czynione dużo wcześniej przed samym wystąpieniem FYMa. Nie sądzę by doszło do zakopania tej wyrwy jaka powstała między ZP a blogerami skupionymi wokół FYMa. I też nie mam wątpliwości, z której strony przyszły te ataki, które położyły kres współpracy. Mianowicie od środowiska ZP.
    Że agentura interesuje się aktywnością FYMa to ja nie mam wątpliwości, ale nie jestem naiwny, ze takim samym próbą nie jest poddawany ZP. Robienie z tego ciała świętej, nieomylnej instytucji jest niepoważne. Abstrahując od końcowych hipotez i przeróżnych tropów na blogu FYMa, to jest to niewątpliwie kopalnia informacji o 10.04, moim zadanie własne nigdzie indziej jak tam, dokonano
    wszechstronnej analizy dostępnych źródeł i sformułowano szereg tropów i wytycznych, które z niezrozumiałych powodów nie są podejmowane przez ZP. Wkład pracy FYMa jest po prostu nie do przecenienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. @JSW
    FYM jest bezczelnym prowokatorem i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli masz ochotę działać tu, jako jego rzecznik, to proszę, nie rób tego, bo zostaniesz potraktowany nieuprzejmie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @JSW

    piszesz:

    Że agentura interesuje się aktywnością FYMa to ja nie mam wątpliwości.

    Wcześniej i w pierwszych miesiącach po 10.04. ja całkiem chętnie u FYM'a komentowałem z zainteresowaniem obserwując potem jego aktywność "posmoleńską". Wyraziłem tam zwłaszcza pogląd, że skoro w zakresie dowodów rzeczowych jest i pozostanie tzw. czeski (może raczej ruski) film, to należy rozwijać zarzuty związane z samym przygotowaniem tego lotu i wizyty. W tym bowiem przypadku, wszystkie dowody są osiągalne w Polsce; w tym świadkowie.

    Gdy budowany budynek się zawali, argumentowałem wtedy, to oczywiście można rozważać, czy inspektor nadzoru budowlanego i/lub kierownik budowy podłożyli bombę, ale przede wszystkim i najpierw, bierze się ich za tzw. konsekwencje badając jak budowali i jak pilnowali przebiegu budowy.

    Jednak FYM zareagował dziwnie. Jakieś takie "oczko" do mnie puścił, że niby w sumie tak, ale to nie, bo to nieciekawe, itd. Wtedy przestałem u niego komentować uznając, że coś jest nie w porządku w ukierunkowaniu zainteresowania jego blogu. Afera z jego blogiem wybuchła sporo czasu potem.


    Blogosfera jest praktycznie jedynym medium, w którym może zachodzić względnie swobodna, publiczna dyskusja o Smoleńsku. Moim zdaniem, blog FYM'a spowodował efekt taki, jak w kanalizacji ogólnospławnej daje tzw. przelew burzowy.

    Z całej zlewni płyną sobie ścieki kanalizacją, aż nagle spada z nieba masa czystej wody i ścieki w kanalizacji rozcieńcza. Zadaniem przelewów burzowych jest gwałtownie odprowadzić na bok (tj. poza kanalizację) powstały przybór, aby po burzy ścieki mogły płynąć wystarczająco gęste.

    Literatura budowlana jako wzorzec podaje przelewy burzowe ssąco lewarowe opracowane, co ciekawe, w wodociągach warszawskich. Działają podobnie jak miska ustępowa i zasysają wodę tak, że ilość wody odpływająca kanałem burzowym odpo­wiada ściśle obliczeniom.

    No, ale przecież miało być o blogu FYM'a a wyszedł budowlany OT. Można jeszcze rozwijać OT w kierunku krawieckim, opisując działanie nożyc, ale po co. Moim zdaniem te przelewy ssąco lewarowe są lepszym modelem cybernetycznym.







    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah
    Oczywiście to Twoje zdanie a to Twój blog. I z mojej strony byłoby irracjonalne, a nawet niegrzecznie gdybym miał tu wchodzić i jakoś promować jakiegokolwiek innego blogra. Ale jeśli robisz notkę poświęconą temu blogerowi i w tagach dajesz na dodatek, bez ogródek - Paweł Przywara, to sprawa ma się zupełnie inaczej. No chyba, że prawdą są te pogłoski, co dotychczas brałem za złośliwe insynuacje, że nie życzysz sobie komentarzy, głosów polemicznych innych niż to co wyrażasz w tekstach. Ale mógłbyś to przynajmniej zaznaczyć w nagłówku, czy na końcu akapitu, by nie było nieporozumień. Zauważ, że ja zabieram głos o FYMie, u Ciebie po raz pierwszy i to pod specjalnym tekstem gdzie o nim właśnie piszesz. Jedynie co ja zrobiłem, nie kierując się żadną emocją ale chłodnym osądem to to, że napisałem, że głęboko i fatalnie się mylisz odnośnie samego FYMa i ludzi, którzy mu towarzyszą w tzw. śledztwie blogierskim. Nic więcej.
    O Smoleńsku i A. Macierwiczu nie raz pisałeś, i nigdy mi nie przyszło do głowy by się logować zaraz i u umieszczać komentarze typu: „to bardzo ciekawe co piszesz ale zobaczcie co u FYMa...” albo „FYMa na to inaczej patrzy, co o tym sadzisz...”.
    A Ty mi odpowiadasz, że ja przychodzę promować FYMa! To jest niepoważne.
    Dobra nie będę Cie przekonywać, bo to chyba nie ma sensu. Czas pokaże. Zobaczysz. Niestety w mojej ocenie tu intuicję Cie strasznie zawodzi. Tylko proszę nie pisz mi, że jestem oślepiony maskirówką.

    OdpowiedzUsuń
  9. @orjan

    Muszę przyznać, że ciekawe przedstawiłeś świadectwo. Oczywiście masz słuszność, że skoro niczym nie dysponujemy, co by nie przeszło przez ruskie ręce (co już stawia wątpliwość czy to jest wiarygodny materiał) to trzeba badać własne źródła. A tu jak się okazuje wcale nie musimy być w aż tak rozpaczliwej sytuacji. Problem w tym, że to właśnie nie kto inny, jak właśnie FYM i na jego blogu, aż do znudzenia i chyba aż do czkawki reprezentantów wszelakich stron rządowej czy antyrządowej, powtarza się o konieczności badania Okęcia, wznowienia przesłuchań i to bez taryfy ulgowej dla pracowników dawnej Kancelarii Prezydenta, obiegu dokumentów, czy wreszcie konieczności ekshumacji i sekcji ciał... i tak dalej bym mógł tu wymieniać. Na co, nie kto inny jak właśnie A. Macierewicz i ZP oznajmia, że już wszystko wiadomo i co jedynie trzeba analizować to ostatnie 15 s. z TAWS i FMS (tego oczywiście przekazanego przez rusków, nota bene cudownie ocalałych z kokpitu), a kto tego nie rozumie to ruski agent.
    Tak więc rozumowanie jak najbardziej masz zasadne, a puszczenie oczka FYMa, o którym wspomniałeś musiało być jakoś osobliwe. Bo praktyka i fakty niewątpliwe wskazują, że Twoje uwagi błędnie pokierowałeś. Zarzut należy czynić ZP, nie FYMowi.

    ps. Opis w terminologii kanałowo-budowlanym bardzo ciekawy. A o nożyczkach, o ile dobrze pamiętam pisał coś niedawno młody Łysiak. Ale tu znów mnie coś się kojarzy, ze rozumowanie słuszne tylko zmienne, coś na opak podstawione. Swoją drogą niektórzy uważają, że W. Łysiaka też w ciekawej konfiguracji można ustawić.

    OdpowiedzUsuń
  10. @JSW
    FYM to niewyobrażalny wręcz szkodnik. To jest autentyczny alien, którego należy tępić bez litości. Jedyna radość, to ta, że ludzie na szczęście mają swój rozum, i w większości na pewien rodzaj bezczelności sobie jednak nie pozwolą.
    No i jeszcze jedno. Ten tekst nie jest o FYM-ie. Z mojego punktu widzenia, FYM to zwykłe gówno. Ja pisałem o nas. I jak się okazuje, też o Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  11. @JSW

    Ja teraz jestem słabo zorientowany, bo - jak wyjaśniłem - do FYM'a od b. dawna nie zaglądam. Wydaje mi się jednak, że Okęciem i sprawami, które wymieniasz on interesuje się w sposób wyraźnie selektywny, tylko pod kątem maskirowki lotu.

    Natomiast mi chodzi o badanie całego procesu przygotowawczego wizyty. Nożyczki, czy ten przelew ssąco lewarowy właśnie na tym polegają, że usuwają żądanie relacji i zebrania dowodów o czynnościach przygotowawczych lotu. A ten materiał dowodowy automatycznie udzieliłby także odpowiedzi, czy, jaki i z kim odleciał ten samolot.

    Tymczasem koncentrowanie się na zagadnieniu ew. fikcji odlotu umożliwia udzielenie swego rodzaju abolicji śledczej tym pewnie więcej, niż dziesiątkom osób szeroko czynnych w organizacyjnym i technicznym przygotowaniu wizyty włączając sprzątaczy samolotu, tych przebudowywaczy salonki, itd., a nawet gapiów.

    Gdy mówię "abolicja śledcza", to nie mam na myśli, że oni wszyscy są umoczeni łącznie z tym, który akurat podawał śrubokręt, lub w magazynie prostował kij do mopa. Takiej masy ludzi, którzy musieli uczestniczyć w czynnościach prowadzących do odlotu, nie sposób złożyć z samych zaprzysięgłych Sztyrliców i nie sposób zapobiec wyciekowi informacji od naraz wszystkich spośród tych ludzi. Ja mam na myśli, że działania takie jak FYM'a używane są (ssąco-lewarowo)do utworzenia atmosfery dla oportunizmu śledczego (zaniechań śledczych) wobec tych ludzi. Możliwe, że siedzą cicho, bo są jak myszy pod miotłą, a żadna mysz nie chce być martwym celebrytą.

    Natomiast analogiczne Twoje pretensje do ZP odrzucam, bo tam sytuacja jest inna. Na miejscu tego zespołu, ja też bym właśnie siedział tylko w samej końcówce lotu. Przyczyna jest prosta jak budowa ruskiego lotniska. Macanie ZP we wcześniejszych etapach lotu proceduralnie (albo eksterminacyjnie) spaliłoby bowiem wszystkie istotne dowody należące do tego właśnie obszaru materiału dowodowego, do którego dostęp jest i wszak pozostanie po ew. zmianach władzy.
    Badanie przez ZP ostatniego fragmentu lotu i tak w zupełności wystarczy do wykazania maskirowki, ale nie samego lotu, tylko prawdy o locie.

    Co do ludzi, którzy w dobrej wierze nadal podążają za FYM'em, to oni są jak ta czysta woda burzowa skierowana na bok.

    PS.: Podkreślam, że wszystko, co wyżej jest wynikiem teoretycznego przemyślenia sytuacji całkowicie z boku, gdy ja sam w żaden sposób nie jestem zaangażowany w styczność z materiałem dowodowym, albo z czynnościami, czy nawet w styczność z osobami związanymi ze sprawą.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Szanowy Orjanie,
    jeśliby dowodem na orientacje FYMa miałoby być to, że my tu się pokłócimy o niego, to tak będzie to słaby argument. Oczywiście nie mam zamiaru zapętlać tego spór, by z hukiem zamknąć drzwi, czy tez być wyrzuconym. Ciebie uważam za jednego z lepszych komentatorów w sieci, a o admiracji dla Gospodarza chyba nie muszę wspominać, jak jestem tu stałym bywalcem. W każdym razie w ocenach działalności FYMa pozostaniemy na skrajnie odmiennych stanowiskach. Czas pokarze kto miał rację. Jako, że nie objawiam aspirujących pretensji to spokojnie mogłem sformułować taki wstępniak. Bo w końcu nie o pochlebstwa i autorytet tu się rozchodzi.

    A teraz najkrócej do rzeczy. O samym FYMie nie specjalnie chce mi się pisać, bo to mimo wszystko zawsze jest nacechowanie, co mi się wydaje, co komu w głowie siedzi albo siedziało. Dlatego zawężę się do odtworzenia mojej postawy. (1) Swoiste wystąpienie coming out FYMa odnośnie państwa podziemnego itd. biorę w nawias. Jeśli to miał być ślad na agenturalność i prawdziwe intencje FYMa, to kompletnie spalone na panewce. Zresztą nikt poważnie chyba nigdy nie traktował jego interpretacji, nikt nie podążył tym śladem, więc kompletna klapa. Poza tym niewiele ma to wspólnego z samym śledztwem. Gdyż przywołane kuriozum FYMa miało charakter politologiczny. A co z tego wynika chyba wiesz najlepiej. Czym innym jest analiza śledcza, wyjawienie zdarzenia faktycznego, a czym innym interpretacja, kto to zrobił i dlaczego. Innymi słowy przyjmijmy, że faktycznie były 2 wybuchy, i wyobraźmy sobie że przychodzi jakiś palikotowiec i mówi że te bomby podłożył J. Kaczyński, bo był żądny władzy, a wiedział, ze jedynie zabijając swojego brata osiągnie swoje cele. Powiesz, ze wariat, oczywiście tu masz rację. Ale co do samego zdarzenia wybuchów się nie myli, mówi przecież prawdę.
    (2) Maskirówka czy wokół niej się zapętlił FYM? A jeśli nawet to co z tego wynika? Po pierwsze ta teoria z księżyca się nie wzięła, co więcej ma swoje mocne podstawy. Na obecnym etapie dostępnych nam oficjalnie źródłach jest równorzędna do pozostałych dwóch teorii tj. MAK i ZP. Argument z autorytetu możemy sobie darować, więc wyrzucamy opowieści po parafiach, czego to się nie ma i jakimi to dowodami się dysponuje (o tysiącach, dziesiątkach tysięcy zdjęć, ekspertyzach, filmach, zeznaniach itp). Ty przyjmujesz, że to gra ZP, o cechach prokuratorskiego śledztwa (kolejność przesłuchań, ujawnianie dowodów itp.), a ja dochodzę do wniosków, ze król jest nagi.
    Jeśli maskirówka jest tak wyniszczająca to dlaczego ZP mimo naporów dezorientacji nie przetnie ich w prosty sposób? Przykładowo tu: nagranie z krakowskiego spotkania http://www.youtube.com/watch?v=W2lx8yxup08
    np. ok. 1:50 pada o ekspertyzie z filmu Koli i strzałów, a ok. 1:37:01 o dostępnym nagraniu odlotu z Okęcia włącznie z komendami śp. kap. Protasiuka. A więc kluczowe wątpliwości wokół maskirówki. No więc jak już padły te zapewnienia, to dlaczego to ma być dalej tajne przez poufne? No chyba, ze to tylko takie gadanie po parafiach?
    (3) Śledztwo bo to dla mnie najważniejszy element. O ile dwa wcześniejsze elementy możemy bez żalu wywalić. Tak same śledztwo jest nie do podważenia. Gigantyczna praca, analiza dostępnych nam materiałów. Metodyka tu to tzw. biały wywiad, więc zgłaszanie pretensji do FYMa i blogerów, że nie badają innych materiałów, którymi nie dysponują jest nie na miejscu. A to co co dokonano jest godne podziwy. Spraw jest tak poważna, że ja nic innego jak własne oczekuje, by brać w krzyżowy ogień, zadawać najgłupsze pytania, czepiać się, powtarzać, nie ignorować najmniejszego detalu, nie porzucać żadnego wątku, zarzucać pytaniami... itd. Wyjaśnienia, że ludzie w stresie rożnie się zachowują, a pamięć jest selektywna i świadkowie wypadków przeciwstawnie zapamiętują te same fakty jest dla mnie nieporozumieniem. Nieporozumieniem, które ma prowadzić w ostateczności do zatarcie między pomyłkami, a kłamcami.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. @JSW

    ...pozostaniemy na skrajnie odmiennych stanowiskach.

    Zatem najprostsze wnioskowanie logiczne prowadzi do wniosku, iż jeden z nas spłynął przelewem burzowym.

    Oczywiście, że czas pokaże.

    ---------
    NB.: "Czas Pokaże" jest tytułem całkiem świeżej, pierwszej części trylogii Jeffreya Archera. Polecam!

    OdpowiedzUsuń