piątek, 20 grudnia 2013

gazeta.pl vs. wpolityce.pl - walkower 0:3

Spotkanie z czytelnikami w Panewnikach tydzień temu w pewnym momencie skręciło w taki sposób, że właściwie już tylko rozmawialiśmy o mediach. No i, oczywiście, ponieważ ani ja ani tym bardziej Gabriel, nie widzimy najmniejszego sensu, by zajmować się upadkiem takich ludzi, jak Tomasz Lis, Katarzyna Kolenda-Zaleska, czy Jarosław Kuźniar, skupiliśmy się na „naszych”. Swoją drogą, ja jestem wręcz pewien, że przyjdzie taki czas, że również owych „naszych” zaczniemy powszechnie traktować, jako temat do tego stopnia oklepany, że żaden szanujący się komentator nie będzie się zniżał do tego, by dorzucać tu swoje trzy grosze, póki co jednak wydaje się, że parę rzeczy powiedzieć należy.
Rozmawialiśmy więc o Ziemkiewiczu, Wildsteinie, Karnowskich, czy Warzesze, i powiem szczerze, że wśród zebranych zapanowała do tego stopnia atmosfera zrozumienia, że w pewnym momencie pomyślałem sobie, że może faktycznie nadchodzi już ów czas, kiedy to na dźwięk któregoś z tych nazwisk ludzie będą zwyczajnie rzygać.
No ale to są Panewniki i Śląsk, a więc też i ludzie, którzy, przynajmniej w pewnej swojej części – zdając sobie świetnie sprawę z tego, jak łatwo jest wygrywać różne ciemne interesy na budzeniu emocji – są na wszelkiego rodzaju bezczelności mocno wyczuleni, należy brać pod uwagę, że nieco już bardziej na wschód, zachód, czy północ, wciąż należy to zło, jak dziecku, pokazywać palcem. Przecież ledwo tydzień wcześniej w Częstochowie, co najmniej dwie osoby nie pozwoliły mi powiedzieć marnego słowa na Bronisława Wildsteina, tego samego Wildsteina, który jakiś czas temu dał się sfotografować, jak serdecznie pląsa z Moniką Olejnik na którymś z tych ich balów. Dlaczego? Bo przecież wszyscy wiemy, że Wildstein to bohater i człowiek nieugięty. Jeszcze od czasów naprawdę ciężkiego PRL-u.
Przyznam szczerze, że choć ta naiwność mnie poraża, sam niekiedy przyłapuję się na tym, że się dziwię. No bo to, że po tamtej stronie, gdzie już od dawna nikt w nic nie wierzy, żadne zasady nie obowiązują, rozumiem. Niedawno, na przykład, gdzieś przeczytałem, że Wojciech Maziarski wznowił swoją książkę o alkoholizmie i oświadczył, że dopiero teraz, pierwszy raz od lat, poczuł satysfakcję, że oto pojawił się ciekawy temat. Jasna sprawa. Ja sam, choć do Maziarskiego wciąż mi bardzo daleko, kiedy mnie spytano, co chcę pod choinkę, bez chwili zastanowienia odpowiedziałem, że flaszkę. Kiedy jednak czytam, słucham, czy choćby patrzę na takiego Krzysztofa Feusette, czy Roberta Mazurka, naprawdę trudno mi uwierzyć, że on też nas, swoich czytelników, postrzega jako wyłącznie tych, którzy mu albo postawią setkę w barze, albo nie.
Na spotkaniu w Panewnikach Gabriel powiedział jednak to bardzo wyraźnie, a potem parę razy mocno powtórzył: Oni wszyscy swoim czytelnikiem gardzą. Oni są najgłębiej przekonani, że ci, którzy kupują te tygodniki, a potem siedzą przy kuchennym stole i z wypiekami na twarzach chłoną opowieści o tym, jak to Tusk zamordował prezydenta Kaczyńskiego, to banda idiotów, którzy nie zasługują na nic lepszego. Oni w rzeczy samej szczerze wiedzą, że ani nie muszą się szczególnie starać, ani dbać o poziom, ani nawet zastanawiać, czy to co robią jest dobre, bo ich podstawowym założeniem jest to, że na przeciwko siebie mają jakąś ciemną masę, która kupi wszystko.
Wczoraj na tym blogu opisałem przypadek Agnieszki Romaszewskiej i jej kumpli z portalu wpolityce.pl właśnie w opisywanym wyżej wymiarze. Sama Romaszewska najwidoczniej prowadzi towarzyskie i intelektualne życie, w najmniejszym stopniu nie różniące się od życia prowadzonego przez jakiegoś Jacka Pałasińskiego, czy tę lalunię z Polsatu, natomiast jej koledzy dziennikarze uważają, że nawet jeśli się okaże, że ona od tamtych jest jeszcze gorsza, to nic nie szkodzi, bo „naszej” publiczności akurat można wszystko wmówić w jednej chwili. I to jest właśnie obraz tego środowiska. I tu już więcej dodawać nie trzeba. Stało się jednak tak, że kiedy przygotowywałem się do pisania tego tekstu, rzuciłem okiem na notatki, które regularnie sobie robię do ewentualnego wykorzystania w przyszłości i znalazłem coś, o czym kiedyś jakimś cudem zapomniałem, a co jest, moim zdaniem, naprawdę warte pokazania.
Proszę sobie wyobrazić, że wspomniany już tutaj portal Karnowskich wpolityce.pl opublikował ankietę – typową ankietę przeznaczoną dla lubiących się pobawić internautów – z bardzo podstawowym pytaniem: „Czy wstydzisz się za radnych Platformy z Bydgoszczy, którzy cofnęli swoją decyzję sprzed 43 miesięcy, i zmienili nazwę mostu im Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - na Most Uniwersytecki?”.
I oto – wiem, że w to trudno uwierzyć, ale tym razem żartów nie ma – redakcja portalu swoim czytelnikom zaoferowała następujące opcje:

1. TAK, wstydzę się, zachowali się haniebnie
2. NIE, raczej mi ich żal; upadli tak nisko, że za jakiś czas nie będą mogli spojrzeć w lustro
3. MAM mieszane uczucia – wstydzę się za nich, a jednocześnie smuci mnie ich upadek


Mam nadzieję, że wszystko jest jasne i że nikt z nas, na przykład, nie przyjdzie tu, żeby mi wyjaśniać, że to przecież naprawdę tylko – no wręcz kabaret. Bo przecież nikt chyba nie sądzi, że za tym stać może jakakolwiek pogarda dla człowieka. Przecież nie z tej strony. Nie z tej.
No ale, ponieważ wiem, że ludzka naiwność nie zna granic, a już zwłaszcza wśród ludzi takich jak my, a więc myślących sercem i wypełnionych czystą, dziecięcą ufnością w to, że człowiek, jako stworzenie boże, jest w gruncie rzeczy dobry, proponuję pewien eksperyment. Zastanówmy się mianowicie, co byśmy powiedzieli, gdyby to na stronie internetowej „Gazety Wyborczej” ukazał się tego typu żart:

Czy jesteś dumny z radnych Platformy z Bydgoszczy, którzy cofnęli swoją decyzję sprzed 43 miesięcy, i zmienili nazwę mostu im. Lecha Kaczyńskiego - na Most Uniwersytecki?.
1. TAK, jestem dumny, zachowali się godnie
2. NIE, raczej mi ich żal; niepotrzebnie narazili swój autorytet na ataki ze strony chorych z nienawiści wyznawców smoleńskiej sekty
3. MAM mieszane uczucia – jestem z nich dumny, a jednocześnie smuci mnie trudna sytuacja, w jakiej się znaleźli służąc Ojczyźnie
”.

Co by na to napisał choćby portal wpolityce.pl? Jak by zareagowali nasi prawicowi redaktorzy, gdyby na portalu gazeta.pl ukazało się coś tak kuriozalnego? Otóż to – „kuriozalnego”. Nie bez przyczyny używam tego określenia. Gdyby bowiem na portalu gazeta.pl ukazała się tego typu ankieta, byłoby to takie kuriozum, że od tego prawdopodobnie cała Polska opinia publiczna zerwałaby się na równe nogi. Bo taki tekst na portalu Agory byłby czymś autentycznie kuriozalnym. Tu nie. Tu u nas nic się nie dzieje. Czemu? Otóż wydaje mi się, że znam odpowiedź. My okupujemy poziom, gdzie i jedni i drudzy uważają, że wolno wszystko. I jeśli ktoś się jeszcze dziwi, to tylko my sami. Jeszcze się trochę dziwimy, ale, jak już wspomniałem wyżej, to już chyba niedługo potrwa.


Do końca roku księgarnia Coryllusa, gdzie normalnie można kupować książki jego i moje, będzie zamknięta. W związku z okołoświąteczną gorączką, Gabriel najzwyczajniej w świecie nie dał rady utrzymać tego szaleńczego tempa. Ponieważ u mnie panuje jako taki spokój, jeśli ktoś ma ochotę na którąkolwiek z moich książek z podpisem, plus ewentualnie zapis video całego występu o Szatanie, bardzo proszę się zgłaszać na adres toyah@toyah.pl. Jeśli jednak komuś z jakiegoś powodu na książkach nie zależy, bardzo proszę nas wspierać pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

3 komentarze:

  1. Tak trochę poza tematem bo na żywo, przed chwilą leciała w TVP1 reklama filmu Twierdza, który ma być emitowany w Wigilię. Zapowiedź była przerywana urywkami z filmu i wyszło tak: "Zapraszamy państwa na film Twierdza, który będzie wyemitowany w Wigilię, -Niech was trafi szlak- W te Święta." Słowa o trafieniu szlakiem to oczywiście kwestia z filmu dobitnie wypowiadana przez aktora. Całość bardzo ładnie pocięta, posklejana i zaprezentowana. Przypomniało mi to życzenia noworoczne jakie kiedyś złożył widzom towarzysz Urban. Chodziło w nich o to samo ale wtedy był to tylko smutny i sflaczały łysy ... a teraz jest nowocześnie i z przytupem.
    O naszych mi się nie chce pisać, bo mam TVRepublikę i czasem włączę. Często niepotrzebnie, Superstacja jest zrobiona z większym zaangażowaniem. TVRepublika wygląda tak jakby kilka figur woskowych ubrano w łowickie stroje, przepasano biało-czerwonymi szarfami i na okrągło puszczano utwór "Bój to jest nasz ostatni..." Nie da się tego zareklamować w rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. @crimsonking
    Naprawdę. Superstacja ma więcej powietrza?

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do powietrza to nie odpowiem, bo ja bym się bał tam wejść i wciągnąć w płuca to czym oni tam oddychają. W skrócie to opisze. Kiedy Jarosław przemawiał na Majdanie latałem po kanałach żeby zobaczyć jak wygląda przekaz. TVPInfo puściło na żywo jako jedyna stacja, Polsat i TVN puszczały ogólne migawki, TVN24 robił swoja jatkę z zaproszonymi gośćmi rodem z czasów kiedy w TV występowali w mundurach, w Superstacji były jakieś migawki i rozmowy ze słuchaczami na różne tematy ale ogólnie wszyscy zahaczali o sytuację na Ukrainie. W TVRepublika był Targalski, i jeszcze ze trzy osoby i opowiadali o jakichś sprawach z PRL-u. Tak jakby program był nagrany tydzień wcześniej i nic ciekawego się obecnie nie działo wartego pokazania/omówienia. I jak to komuś pokazać i wytłumaczyć, że to jest prawdziwe a TVN24 kłamie 24h? Nie ma takiej możliwości. Gdyby np. zaprosili Was, to ktoś "znudzony Majdanem" mógłby trafić na ciekawą rozmowę, o sprawach o których nie ma bladego pojęcia, np. o blogowaniu. Jak to działa, z czym to się je, kto to taki ten internetowy bloger. A tak, przełączyłem na Republikę i trafiłem na rozmowę o ruskim skansenie, którą prowadził znany współczesny cenzor. Horror.

    OdpowiedzUsuń