poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nie ma Świąt dla Wojciecha Kilara

Z Wojciechem Kilarem przez całe życie miałem bardzo poważny kłopot. Z jednej strony on najpierw był moim sąsiadem, a więc kimś, z kim mijałem się w drodze do szkoły, czy po zakupy, i kto robił na mnie wrażenie bardzo miłego człowieka, a potem, kiedy się wyprowadził nieco dalej, kimś, kogo od czasu do czasu spotykałem w moim ukochanym parku, jak szedł sobie, zawsze sam, spokojnie, i zawsze miał czas i ochotę, by się uśmiechnąć i odpowiedzieć „dzień dobry”, a z drugiej słynnym polskim kompozytorem, którego autentycznie nie znosiłem i uważałem za jednego z pierwszych tandeciarzy tak zwanej „muzyki poważnej”. Pamiętam wręcz, jak któregoś dnia poszedłem na jego koncert do mojego parafialnego kościoła pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła, i po zaledwie parunastu minutach dostałem takiej cholery na ten kicz, że wstałem i wyszedłem.
Ale to i tak jeszcze nie wszystko. Ja Kilara mimo wszystko bardzo szanowałem za to, że on – najbardziej ogólnie rzecz traktując – w ostatnich wyznaczających historię Polski latach potrafił znaleźć w sobie tę odwagę, która pozwoliła mu wystąpić przeciw tak zwanemu środowisku i poprzeć Prawdę. Z wyjątkiem jednego króciutkiego, wręcz niezauważalnego momentu, a który ja mu jednak pamiętam, on miał tę odwagę i honor, by stać tu, gdzie stała Solidarność, a nie ZOMO. I, o ile się nie mylę, wytrwał do końca. Nie znosiłem jego muzyki, ale to, że moje i jego ścieżki, w ten czy inny sposób, przez całe moje życie miały okazję się wręcz fizycznie przecinać, poczytywałem sobie za honor.
Dlaczego tak, skoro, jak mówię, muzyka Kilara była dla mnie zawsze wzorem czystej tandety? Otóż dlatego, że – co już zostało powiedziane – zawsze go miałem za porządnego człowieka, ale też dlatego, że, niezależnie od moich ocen, Kilar był bezdyskusyjnie wielkim polskim kompozytorem, znanym i słuchanym na całym świecie, i przynoszącym Polsce chlubę.
Czy zatem to wystarczy, bym dziś, kiedy on zmarł, miał o nim pisać? Pewnie wystarczy, ale nie jest czymś bezwzględnie decydującym. To co sprawia, że dziś w tym miejscu pojawia się to wspomnienie, to fakt, że System na odejście Kilara zareagował dokładnie tak, jak można się było spodziewać, a mianowicie ledwie o nim wspomniał. Zaglądam do odwiedzanego przez mnie portalu tvn24 i – przyznaję, że, w swojej wyssanej z mlekiem matki nienawiści do tych ludzi, sam się tego nie spodziewałem – widzę, że wiadomość o tym, że Wojciech Kilar nie żyje, znajduje się dopiero na 12 miejscu, w dodatku rozdzielona na dwie połówki, tak by siłą rzeczy miała mniejszą rangę.
Jak mówię, nawet ja się czegoś podobnego nie spodziewałem. Wielkość bowiem Kilara nie ma się nijak do wielkości jakiegoś, choćby nie wiadomo jak wybitnego, polityka, że już nie wspomnę o filmowcu, czy autorze książek. To co osiągnął Kilar, jako polski kompozytor, jest jak najbardziej wymierne, i sukcesu, jaki on osiągnął, nic nie jest w stanie zmienić. A zatem, kiedy widzę sposób, w jaki System potraktował jego odejście, nie mogę nie myśleć, że trudno o lepszy dowód bezwzględnego chamstwa i okrucieństwa, niż to, co oni właśnie zaprezentowali. I za co ten rodzaj traktowania? Za to, że on miał czelność, jako przedstawiciel tak zwanych środowisk artystycznych, wystąpić przeciwko reżimowi. Właśnie tak. Mówimy o tego rodzaju zbydlęceniu.
Na cmentarzu, na którym pochowani są i moi rodzice, i przyjaciele, a także wiele znanych powszechnie osób, od wybitnego aktora Zbigniewa Cybulskiego, przez autora mojego dzieciństwa, Alfreda Szklarskiego, po wielkiego kompozytora Henryka Mikołaja Góreckiego, tak się złożyło, że przez wiele lat mijałem samotny grób pani Kilarowej, z czekającą tuż obok pustą płytą. Mijałem ten grób i myślałem sobie, że kiedy któregoś dnia na tej pustej płycie będzie musiało pojawić się imię Wojciecha Kilara, Katowice przeżyją coś, czego tu nie było od czasu, gdy pod kołami pociągu zginął Zbigniew Cybulski. A daję słowo, że to było coś niebywałego. Ja do dziś, mimo że wówczas byłem zaledwie małym dzieckiem, pamiętam tamten dzień. Pogrzeb Kilara nie może się okazać niczym ani o milimetr mniej ważnym, niż tamto wydarzenie.
No i dziś dowiadujemy się, że ów moment niefortunnie nadszedł, a portal TVN24 umieszcza tę wiadomość na 12 miejscu. W ostatnim, już niemal desperackim, odruchu poszukiwania jakiegoś podstawowego porządku, mówię mojej żonie, że na cmentarzu na Sienkiewicza będzie poważna impreza, że zapewne przyjedzie i Tusk i Komorowski, na co ona, jak to ona, odpowiada mi, że „gówno tam przyjadą”. Będzie tylko ten, jak się nazywa teraz minister kultury? Zdrojewski? To wciąż on? Okay. Będzie Zdrojewski, albo i nawet nie to. Może reżim wyśle Kutza, który powie, że Kilar był Ślązakiem z wyboru, i tyle.
Parę razy ostatnio użyłem tego starego już bardzo bon motu: „Tak się to robi w Chicago”. A więc to prawda. W Chicago robi się to właśnie tak. A jeśli się pomyliłem, to bardzo przepraszam Chicago i proszę Boga, niech ich piekło pochłonie. Nawet jeśli ono jest, jak to znów zapowiedział któryś z hierarchów, puste, niech dla nich akurat znajdzie się tam miejsce.

Wprawdzie ostatnio jakaś awaria w blogspocie ukryła część informacji wyświetlanej na tym blogu, w tym numer konta, mam nadzieję, że ci, którzy będą chcieli to pisanie wesprzeć, jakoś sobie poradzą. Bardzo dziękuję.

8 komentarzy:

  1. Wczoraj TVP2 wyemitowała bardzo dobry dokument o Wojciechu Filarze. Nie mam pojęcia, czy film był w ogóle tego dnia zapowiadany i ja na pewno nie wiedziałbym o nim, gdyby nie nieoficjalna informacja od reżysera- współtwórcy. Film bardzo poruszający. Gdyby nie śmierć WK, film na pewno leżałby spokojnie na półce długie lata. Wart, naprawdę wart obejrzenia- "Wojciech Kilar. Credo". Może w dniu pogrzebu powtórzą?
    Jestem niemal pewna, że nawet Ty, Toyahu, dokument przyjąłbyś pozytywnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Eliza
    A czemuż miałbym go źle przyjąć? To był bardzo zasłużony dla Polski człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam na myśli film, nie bohatera tegoż filmu. Przyznaj, że nawet o kimś zasłużonym dla Polski można zrobić kiepski film....
    A ten, jak słyszę, ma być ponownie wyemitowany 6 stycznia .

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilar robił w muzyce filmowej. Ona nie jest do słuchania bez obrazu.
    Kiedyś byli tacy fachowcy od kina niemego którzy patrzyli co się dzieje na ekranie i i oddawali nastrój plumkaniem po klawiaturze.
    Kilar był w tym ponoć wyjątkowo dobry.
    Teraz został nam chyba tylko ten nieśmiertelny Penderecki.
    Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Eliza
    Przepraszam. Pod tym tekstem w Salonie24 rozpętała się wielka dyskusja, gdzie mnie odsądzono od czci i wiary za to, że nie podoba mi sie muzyka Kilara. Wpadłem w nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Chlor
    Nawet jak idzie o muzykę filmową, tam było znacznie więcej prawdziwych mistrzów. I to z nazwiskami znacznie mniej znanymi, niż nazwisko Kilara.
    A co do Pendereckiego masz rację. To jest naprawdę straszne, co III RP z nami zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ mnie rozbawiłeś, Toyahu....Zawsze musisz coś powiedzieć, by Cię "odsądzano od czci i wiary".Taki już Twój los...
    Ja akurat nie bywam na Salonie i nic nie wiem o tych potyczkach słownych. A tak w ogóle- te komentarze ukazują się tutaj z kilkunastogodzinnym opóźnieniem(przynajmniej jeśli chodzi o moje kom.)- to po pierwsze. Po drugie- dobrego 2014- Tobie i wszystkim bywalcom Portalu!

    OdpowiedzUsuń
  8. @Eliza
    One się ukazują z różnym opóźnieniem. Rzecz w tym, że ponieważ swego czasu nas zaatakowała tu grupa troli, nie miałem innego wyjścia, jak włączyć moderację komentarzy. Drugi problem jest taki, że tu, jak sama wiesz, się głównie czyta, a nie gada, więc, ile razy zajrzę, czy jest jakiś komentarz, najczęściej nie ma nic. No i przez to, sprawdzam rzadziej niż powinienem.
    Ale mam nadzieję, że jakoś to wszyscy zniesiemy.
    Również życzę Wam wszystkim wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.