wtorek, 2 sierpnia 2011

O Julku i Radku, czyli raz jeszcze o niebezpiecznych związkach

Każdy kto przeczytał już sam tytuł dzisiejszej notki, może się słusznie zaniepokoić, bo, choćbyśmy nie wiem, co sobie myśleli o komuniście Fucziku, to porównywanie go z Radosławem Sikorskim wygląda na grubą przesadę. Zresztą, można sytuację odwrócić i powiedzieć, że jest niesprawiedliwe porównywać ministra Sikorskiego, choćby i przy uwzględnieniu jego najświeższej transformację, do jakiegoś bolszewika. I to też musi spowodować, że tytuł ten będzie powodował przynajmniej uniesienie brwi. Przynajmniej gdzie niegdzie.
A mimo to, tytuł zostaje. Już wyjaśniam, dlaczego, najpierw jednak powiem, skąd się w ogóle dowiedziałem o tym Fucziku, no i – może jeszcze ważniejsze – kto to taki. Otóż, jak już tu parę razy wspominałem, Waldemar Łysiak i jego pisarstwo zawsze mi było, i pozostaje do dziś, całkowicie obojętne. W związku z tym, książek Łysiaka praktycznie nie znam, a jego felietonów zamieszczanych w niektórych gazetach nie czytam. O ile mi wiadomo, Łysiak akurat nie występuje jako polityczny komentator w żadnej z telewizji, ale nawet gdyby występował, też bym nie poświęcał mu więcej uwagi, niż występom choćby Pawła Lisickiego. Stało się jednak tak, że, pewnym mało interesującym zbiegiem okoliczności, zapoznałem się z jego niedawnym felietonem w tygodniku „Uważam Rze” i – szczerze powiem – poczułem do Łysiaka, przelotną, jak się zresztą wkrótce okazało, nić sympatii, a, co może ważniejsze, popadłem w stan bardzo praktycznej zadumy.
We wspomnianym felietonie, pięknie zatytułowanym „Ulica im. Gestapo” – swoją drogą, podejrzewam tu Łysiaka o plagiat z naszego kolegi Coryllusa – Waldemar Łysiak pisze o tym, jak to czeski komunista nazwiskiem Fuczik został patronem jednej z warszawskich ulic. I nie chodzi o to, że ów Fuczik jest takim sobie komunistą, jak powiedzmy jakiś Buczek, czy inny Zientek, ale komunistą szczególnym. Zdaniem Łysiaka – a podobno nie tylko – Fuczik jest komunistą, który w sposób do tego stopnia stały i gorliwy współpracował z Gestapo, że za jego oddanie, Niemcy go tak polubili, że mu na resztę jego życia załatwili nową tożsamość i szczęśliwą starość w Paragwaju, obok innych ocalałych z powojennych rozliczeń niemieckich zbrodniarzy. Wedle Łysiaka, oburzające jest to, że Warszawa daje nazwę jednej ze swoich ulic dmuchanemu bohaterowi Czerwonej Rewolucji, który wedle legendy, zmarł zatłuczony przez Niemców w praskim więzieniu, podczas gdy nie dość, że nie został zatłuczony, to w ogóle nie był tłuczony, a jeśli był bohaterem, to raczej bohaterem rewolucji czarnej, a nie czerwonej.
Informacje podane przez Łysiaka mnie ucieszyły, z jednego prostego powodu. Ponieważ moja pogarda i nienawiść do ludzi typu Fuczik – nawet pozbawionych owego niemieckiego suplementu – została przez mnie wyssana z mlekiem matki, wszelkie informacje uzupełniające już dostępny wizerunek w sposób taki, w jaki to zrobił Łysiak, wprawiają mnie tylko w zachwyt i upojenie. I choć o samym Fucziku – wbrew sławie, jaką on się przez całe lata rzekomo cieszył – wcześniej nie słyszałem, to po przeczytaniu felietonu Łysiaka zrobiło mi się niemal tak przyjemnie, jak po uzyskaniu pierwszych informacji na temat niejakiego Wolskiego.
Jako że jednak do Waldemara Łysiaka mam stosunek, w najlepszym wypadku, ambiwalentny, od razu postanowiłem sprawdzić tego Juliusza – bo Juliusz mu było – Fuczika w Internecie, i ku mojemu rozczarowaniu – i ubolewaniu – najpierw dowiedziałem się, że jeśli on jest czymkolwiek bohaterem, to już chyba tylko najbardziej nieprzytomnych staruszków z sierpem i młotem w klapie, a co gorsza, nie są dostępne jakiekolwiek informacje o tym, by jego historia była taka, jak informuje Łysiak. Oczywiście, wciąż – zgodnie z moim antykomunistycznym kompleksem – biorę pod serdeczną uwagę możliwość taką, że on faktycznie został przez Niemców wysłany do tego Paragwaju i zmarł tam w roku 1994, a nie, jak chcą wierzyć prawdziwi komuniści, w niemieckim więzieniu podczas wojny, niemniej, jak mówię, śladu tej informacji w Internecie nie znalazłem. Co więcej, na temat jego życia, czy w ogóle istnienia, tych informacji jest uderzająco mało. Nawet tak dobrze zwykle poinformowana Wikipedia o nim dyskretnie milczy. A to by świadczyło o tym, że albo Waldemar Łysiak wie coś, czego nikt poza nim nie wie, albo wie tyle co wszyscy, tylko mu się zdaje, że jest inaczej, i chce nas na to swoje przekonanie złapać.
I tu już zbliżamy się do Radosława Sikorskiego, a więc człowieka jak najbardziej realnego i jak najbardziej z duszą i ciałem, jednak wciąż proszę o chwilę cierpliwości. Wpisałem więc w ramkę wyszukiwarki nazwisko Juliusz Fuczik i pierwsze co zobaczyłem to odniesienie do czegoś, co funkcjonuje w sieci jako www.kompol.org. Otóż trzeba nam wiedzieć, że – uwaga, uwaga – kompol.org to oficjalny portal Polskiej Partii Komunistycznej, i to tam właśnie, jeśli ktoś jest naprawdę zainteresowany, znajdzie wszelkie niezbędne informacje na temat owego Fuczika, z punktu widzenia oczywiście Fuczika – nie jako bolszewickiej swołoczy, lecz jako bohatera czerwonego luda. Jednak teraz, skoro wszystko, co na jego temat zostało już powiedziane, i wszystko wskazuje na to, że powiedziane zostało i tak już dużo za dużo, z Fuczikiem kończymy, natomiast przechodzimy do naszej krajowej bolszewii. Jak się okazuje, żywej i walczącej.
Otóż każdy kto zajrzy na stronę Komunistycznej Partii Polski, zauważy z zainteresowaniem, że jest to miejsce w żaden sposób nie zapuszczone i zaniedbane, tak jak to się dzieje w przypadku wielu podobnych miejsc w Internecie, które kiedyś, w wyniku czyichś pasji, lub tylko interesów, zostały stworzone, lecz po pewnym czasie w sposób naturalny, umarły. Portal Polskiej Partii Komunistycznej, nie dość, że na bieżąco działa i jest niemal codziennie aktualizowany, to jest bardzo zadbany, estetycznie bardzo starannie opracowany, wszystko jest bardzo kolorowe i wyraźne. Sierp i młot oślepia nas swoim złotem, podobnie godło Związku Sowieckiego, a w środku znajdziemy całe mnóstwo ruskich propagandowych plakatów, gdzie radziecki żołnierz, lub robotnik rozrywa nożem na strzępy faszystowskie potwory. Są też piękne, kolorowe zdjęcia Fidela Castro, Kadafiego i innych komunistycznych bohaterów. No, jest po prostu wszystko, co komunistyczne serce może sobie zamarzyć. A jeśli ktoś tę ofertę polubił i ma ochotę się do tego towarzystwa zapisać, to jest nawet podany adres gdzieś w Dąbrowie Górniczej.
Mógłbym długo zachwalać internetową stronę Komunistycznej Partii Polski, bo daję słowo, że jest o czym pisać, ale ponieważ trzeba iść dalej, więc idę dalej. Ponieważ, jak mówię, strona kompol.org jest na bieżąco aktualizowana i uzupełniana odpowiednimi felietonami i artykułami w kwestiach interesujących całą społeczność międzynarodową, znajdujemy tam też refleksje na temat kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego i w ogóle przy tej okazji – samego Powstania. Oczywiście, jak się możemy domyślać, kwestia rocznicy, nie jest czymś tam najważniejszym, ponieważ prawdziwi komuniści patrzą na sprawę globalnie. A zatem urodziny Kadafiego, odradzanie się norweskiego faszyzmu, czy walka greckiego proletariatu, nasze Powstanie przykryć muszą, ale trzeba przyznać, że temat zaznaczony jest już na głównej stronie portalu wyraźnym tytułem „Powstanie Warszawskie, a rozum polityczny” i lidem o następującej treści: „Powstanie skierowane było militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciw ZSRR, faktycznie przeciwko Polsce”.
I to jest własnie moment, kiedy dla Radosława Sikorskiego możemy otworzyć już drzwi na oścież. Ja oczywiście wiem, że ponieważ on swoją wypowiedzią na Twitterze uruchomił taką falę skierowanych przeciwko swojej osobie ataków, i to już nie tylko ze strony Prawa i Sprawiedliwości, ale również swoich kolegów z prawa i lewa, to walenie go po jego pustym łbie jeszcze na tym blogu, nie może przynieść wiele satysfakcji. Ja go oczywiście z wielką przyjemnością mogę i obrażać i wyśmiewać, tyle że faktycznie, w sytuacji kiedy na niego się już rzucił sam poseł Wenderlich – ba! sam dziadzio Bartoszewski uznał za stosowne mu dokuczyć – jest mi jakoś niezręcznie. No ale, jak by nie patrzeć, fakt pozostaje faktem. Z Radosławem Sikorskim się z całą pewnością coś dzieje i tego nie można w żaden sposób lekceważyć. Siedzi on ze swoją żoną na tym Twitterze i wypluwają z siebie na zmianę najróżniejsze myśli na różne tematy. A nam, skoro już tak tu sobie codziennie różne rzeczy komentujemy, wypada skomentować i to.
A zatem mam do ministra Sikorskiego pewną propozycję. Ja wiem, że Twitter to medium znacznie bardziej uniwersalne i szanowane, niż portal Komunistycznej Partii Polski. Jednak nie trzeba być szczególnie wrażliwym obserwatorem, by zauważyć fakt oczywisty – strona KPP jest o wiele bardziej wesoła i estetycznie atrakcyjna. Jestem przekonany, że gdyby Radosław Sikorski postanowił – nie mówię, żeby miał on się od razu Twittera na kompol.pl przenosić – ale choćby swoją ofertę poszerzyć, i wszelkie mysli i komentarze publikować również u ludzi z Dąbrowy Górniczej, byłoby to z korzyścią dla nas wszystkich. Nie mam wątpliwości – sądząc po tym, co na przykład na temat Powstania Warszawskiego sądzi Radosław Sokorski i prawdziwi komuniści z kompol.pl – że nie byłoby tu mowy o jakimkolwiek dysonansie a odrobina ładu w tym poplątanym świecie wszystkim nam by się z pewnością tylko przysłużyła.
Przy okazji też może by minister Sikorski – zainspirowany najpierw przeze mnie, a potem, ko wie, czy nie przez swoich nowych radzieckich przyjaciół – coś poszperał też na temat Juliusza Fuczika i poinformował nas w wolnej chwili, co mu chodzi po głowie również i na jego temat.

Bardzo proszę wszystkich, którym powyższe refleksje się spodobały, o wspieranie tego bloga, albo przez klikanie w okładkę tej pięknej książeczki tuż obok, a następnie jej kupowanie, albo przez akcję bezpośrednią, w postaci wpłacania co łaska pod podanym obok numerem konta. Dziękuję za każdy dobry gest.

32 komentarze:

  1. Witam,

    Łysiak faktycznie albo ma na biurku jakieś nikomu niedostępne dokumenty, albo historię czeskiego komunisty Juliusza Fuczika spisywał bardzo niestosowną porą w tym samym czasie studiując twórczość innego Juliusza, który napisał w jednym z listów:
    "godności nie mam, przed męką uciekłem" (Słowacki).

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. @kazef
    W sumie ciekawe to trochę. Jak mówią, on jest wciąż, to tu to tam, jakimś autorytetem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    Żeby było jeszcze ciekawiej zajrzyj tutaj:
    http://likebook.ru/books/view/111792/?page=13

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyahu

    Chcę zamówić Twoją książkę ale jak na nią klikam nic to nie daje, proszę zamieść jakiś link bezpośredni do księgarni gdzie można ją nabyć. Co do Łysiaka to zamieszczam wierszyk(podobno Brzechwy ale jest bez tytułu), który wg mnie dobrze oddaje taki typ człowieka, pozdrawiam


    Na folwarku dzień jak co dzień
    Lecz zadumał się przechodzień
    Oto widzi dziwne zwierzę,
    Które gdacząc wzdyma pierze
    Z zewnątrz śpiku, w duchu kwoka
    Trawi wzniośle, żre z rynsztoka
    Skutkiem tego miks w żołądku
    Na nic ziółka, litry wrzątku
    Żółć pęcznieje, wzdyma śpika
    Już nie strawi, trza nocnika!
    Trzoda, flora, fauna- wszystko!
    Opuszczają swe siedlisko
    Bo jak śpiku nie wytrzyma
    Jak nic druga Hiroszima
    A w pakiecie Nagasaki
    Tyle litrów ma kloaki
    Szczęściem chlewik był otwarty
    Śpiku w środku, z zewnątrz warty
    Rozwiązanie to przejściowe
    Trza tu jakąś mądrą głowę
    Furkot skrzydeł- sowa leci
    I w te słowa: głupie dzieci!
    Wsadźcie śpika między ludzi
    Sobie ulży, a im zbrudzi
    Mają teraz takie sieci
    Gdzie nie wysrasz, dalej leci
    On tam będzie jak u siebie
    Będzie gwiazdą na ich niebie
    Ale jak to- miauknął mruczek
    Szambo gnije, nie ma spłuczek?
    Dzieci, dzieci, po co, na co?
    Za ten klozet jeszcze płacą!
    Z tego gówna lepią książki!
    Ciężkie za to są pieniążki
    Chcecie dowód tego bzika?
    Charcie otwórz drzwi chlewika!
    W środku indyk już spełniony
    Kału, żółci kilotony
    Na to wszystko wchodzi sowa
    I od razu w takie słowa:
    Śpiku drogi, gwiazdko z nieba!
    Dałeś więcej niż nam trzeba
    A za płotem ludzkość cała
    Też by z Ciebie trochę chciała
    Słowo miłe mądrej sowy
    Łechce w koral imć indora
    Miłość własna za to karze
    By zakrzyknął: na mnie pora!
    Na odchodne gulgnął jeszcze:
    Ciągle trwaj ta piękna chwilo!
    Z chlewu Siebie dla ludzkości
    Wezmę w liściu siedem kilo!

    OdpowiedzUsuń
  5. @kazef
    Świetny szperacz z Ciebie!
    Też jakoś nie chciało mi się czytać książek Łysiaka i teraz widzę, jaka to straszna tandeta. Te dialogi! Ale najwidoczniej Ruskim się spodobało.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka

    Łysiakowi też się musi samopodobać, bo zarabia kolejny raz na tym samym, tym razem u Lisickiego.
    Raz opisane jako fikcja w powieści, raz w felietonie niczym rzecz udokumentowana.

    OdpowiedzUsuń
  7. @kazef
    Nie do wiary! Po prostu nie do wiary.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Elżbieta Borkowska
    Cudo!
    Link jest następujący:
    www.coryllus.pl, a stamtąd dalej, do księgarni, i znów dalej.
    Nie wiem, co tam się stało. Jak ja pukam w tę okładkę, wszystko działa.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah

    Zaraz tam nie do wiary...
    Nie do wiary to jest intelektualna sprawność ministra tuskowego rządu odpowiedzialnego za raport smoleński. Nie napiszę nic więcej, żeby nie popsuć "świeżości" oglądania.

    Bardzo polecam:
    http://tiny.pl/h59d7

    OdpowiedzUsuń
  10. Wynika z tego, że Łysiak temat Fuczika przestudiował, gdy pisał tę powieść dawno przed felietonem. Źródeł na pewno nie znalazł w internecie, bo on komputera nie używa. Może było o tym w jakimś czasopiśmie. Stawiałabym na Frondę.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Marylka

    A ja stawiam na rozmowę z jakimiś panami.
    Fronda w czasach, gdy Łysiak siedział nad "Liderem" raczej takich rzeczy nie publikowała. Zresztą - byłoby do znalezienia w necie.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah

    Dziękuję, teraz na pewno trafię.

    OdpowiedzUsuń
  13. @kazef
    No nie wiem, po co mieliby zdradzać tajemnice swojego bohatera?
    Musiały być o tym jakieś publikacje. Co nie wyklucza posiadania stosunków z panami.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah
    Czytam po kolei, nie zaglądam do środka ani na koniec. Niesamowita przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  15. A jednak da się znaleźć w internecie:
    http://chomikuj.pl/domini91/ebook/Fruczik+Juliusz/Fuczik*2c+Juliusz+-+Reporta*c5*bc+spod+szubienicy,311079000.pdf

    OdpowiedzUsuń
  16. Czeska wikipedia rozjaśnia sprawę.
    Piszą, że pojawiły się spekulacje o ucieczce Fucika do Boliwii, ale nie zostały w żaden sposób potwierdzone.

    "Osudy jeho tělesných ostatků jsou neznámé (to se týká ostatně tisíců dalších obětí nacismu), což po válce podnítilo až fantastické spekulace o Fučíkově konci. V návaznosti na pozdější apoteózu jeho osoby vznikaly pověsti, že Fučík byl vlastně kolaborantem gestapa a jeho poprava byla zinscenována, aby unikl poválečnému trestu. V této souvislosti dokonce Bolívie po letech nabídla ČSSR údajnou kostru "uprchlého" J. Fučíka.[14] Žádná z těchto teorií se však nepotvrdila a naopak existují svědectví, která okolnosti jeho skonu potvrzují."

    http://cs.wikipedia.org/wiki/Julius_Fu%C4%8D%C3%ADk

    OdpowiedzUsuń
  17. @kazef
    A czy o kimkolwiek z nich napisano choć słowo prawdy? Jak Czesi będą mieli swojego Orbana, to będzie można wierzyć ichniej wikipedii.

    OdpowiedzUsuń
  18. @kazef
    Trzeba mu jednak przyznać, że się nie pobeczał. Ani nie zaczął krzyczeć.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Marylka
    No nie. Ten Raport spod szubienicy, owszem, jest. To jest jego dzieło życia. Ale poza tym - niewiele.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Toyah
    Wysłałam zapytanie, skąd ona ma te wiadomości. Może przeczytała felieton, no i koło się zamknie.
    Przyjemnie było oglądać wygwizdanie Donalda T. i oklaski dla Jarosława na cmentarzu 1 sierpnia.
    Od dobrych paru lat nie chodzę w rocznicę Powstania na Powązki. Kiedyś to był dzień niemal radosny. Wiadomo było, że ludzie, którzy tam przychodzą, czczą Powstańców, kochają Polskę i ze wszyscy są sobie bliscy. Potem Oni zaczęli się tam panoszyć, podobnie jak 11 listopada w Katedrze św. Jana i to stało się nie do zniesienia. Ale widzę, że trzeba było pojść i pogwizdać.

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Marylka
    Też to widziałem (i słyszałem). Bardzo podnoszące na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wniosek jest prosty: pan Sikorski Radosław po prostu coraz mniej myśli po polsku. Na polu krajowym nie ma dla niego szczególnie świetlanej przyszłości. Widać to już coraz wyraźniej a przed nami jeszcze wiele tego typu sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziwna troche ta dyskusja tutaj na temat Łysiaka i jego pisarstwa. Dziwna dlatego, ze dyskutanci szczerze przyznaja, ze Łysiaka nie czytuja. Nie czytuja, ale wiedza, ze to tandeta i wogole podejrzana sprawa. Hmm...
    Ja Łysiaka przeczytalem calego. Wszystko. Mam komplet jego ksiazek. Sa tam oczywiscie slabsze, pisane pod publiczke, ale sa i takie, ze do switu oderwac sie od nich nie mozna.
    Niektore rzeczy opisywane przez Łysiaka, te ktore dalo sie sprawdzic, sprawdzilem i musze powiedziec, ze ten czlowiek mi imponuje. Nie moglbym tak twierdzic bez przeczytania tego, o czym pisze. Dlatego polecam czytanie, zanim zaczniecie osadzac.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Pocoyo
    Komentowana notka nie dotyczy pisarstwa Łysiaka. Podobnie jak komentarze pod tą notką. Z wyjątkiem Twojego.

    OdpowiedzUsuń
  25. Racja.
    Poczynajac od zdania: "Otóż, jak już tu parę razy wspominałem, Waldemar Łysiak i jego pisarstwo zawsze mi było, i pozostaje do dziś, całkowicie obojętne." nazwisko Łysiaka uzyte jest w tym tekscie 15 razy, w duzej czesci w kontekscie krytycznym, wsrod komentarzy polowa dotyczy tej samej osoby, a w sumie okazuje sie, ze o Łysiaku napisalem tylko ja.
    Slusznie.
    Ze tez wczesniej tego nie zauwazylem.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Pocoyo
    Owszem, Łysiak się tu pojawił wiele razy. Jako człowiek, który w felietonie dla Uważam Rze poopowiadał jakieś bajki. O jego pisarstwie nie było tu natomiast ani słowa.
    To jest tak jak ze mną. Ja tu się pojawiam od ponad już trzech lat, a co Ty możesz powiedzieć o moich talentach? I nawet jeśli powiesz, że moje talenty Ci są zupełnie obojętne, to wciąż na ich temat nie powiesz nic.

    OdpowiedzUsuń
  27. O talentach nic.
    Zakopane pod drzewem tak dokladnie, ze nic...

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobry wieczór ,trochę mnie Pan zmartwił wczorajszym wpisem ale jakoś sobie z tym poradzę. ,,Jako że jednak do Waldemara Łysiaka mam stosunek, w najlepszym wypadku, ambiwalentny, od razu postanowiłem sprawdzić tego Juliusza – bo Juliusz mu było – Fuczika w Internecie, i ku mojemu rozczarowaniu – i ubolewaniu – najpierw dowiedziałem się, że jeśli on jest czymkolwiek bohaterem, to już chyba tylko najbardziej nieprzytomnych staruszków z sierpem i młotem w klapie, a co gorsza, nie są dostępne jakiekolwiek informacje o tym, by jego historia była taka, jak informuje Łysiak. Oczywiście, wciąż – zgodnie z moim antykomunistycznym kompleksem – biorę pod serdeczną uwagę możliwość taką, że on faktycznie został przez Niemców wysłany do tego Paragwaju i zmarł tam w roku 1994, a nie, jak chcą wierzyć prawdziwi komuniści, w niemieckim więzieniu podczas wojny, niemniej, jak mówię, śladu tej informacji w Internecie nie znalazłem. Co więcej, na temat jego życia, czy w ogóle istnienia, tych informacji jest uderzająco mało. Nawet tak dobrze zwykle poinformowana Wikipedia o nim dyskretnie milczy. A to by świadczyło o tym, że albo Waldemar Łysiak wie coś, czego nikt poza nim nie wie, albo wie tyle co wszyscy, tylko mu się zdaje, że jest inaczej, i chce nas na to swoje przekonanie złapać". Jak Pan powinien wiedzieć, wiedzę kiedyś uzyskiwało się z bibliotek i trochę niższy postęp cywilizacyjny nie przeszkadzał do zdobywania wiedzy,także korzystanie z wikipedii nie jest jedynym ratunkiem na niewiedzę. Poczytywałem Pana już od może roku , może troszkę dłużej a Pana Łysiaka już od 10 latek ,nie twierdzę ze była to miłość odwzajemniona .Ale wiem jedno :można się reklamować i powinno się ale w niektórych sytuacjach powinno się mieć umiar:proszę Pana: Pana uroczy ton i przyjazne mrowienie w trzewiach nie zastąpią pisania Łysiaka,którego będę czytał do momentu aż On zacznie pisać bez sensu,co już być może zaczął uczyniać ale nadal piszę On o Czymś a Pan piszę z całym szacunkiem jak Jane Austen. To dobre jest i było ale nawet próba wydania jakiejś książki ,nawet nie wiem jak była by dobra wiąże się z szacunkiem dla ludzi którzy ,takich książek napisali ,,trochę więcej". Niech Pan sobie pisze książki,kto wie, może jakąś kiedyś przeczytam. Reasumując,zdziwiła mnie ta Pańska woda sodowa ale myślę że będzie better.

    OdpowiedzUsuń
  29. @tom-76
    Jak Jane Austen? Jak ona? Czuję się zaszczycony. To wielka pisarka. Ale naprawdę, nie trzeba było. Mnie wystarczy świadomość, że jestem lepszy od Łysiaka. sarka. Ale naprawdę, nie trzeba było. Mnie wystarczy świadomość, że jestem lepszy od Łysiaka.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzień dobry,świadomość podobno kształtuje byt,więc czym lepsza świadomość to i chyba lepszy byt czego i Panu życzę naprawdę ,ale musi Pan trochę bardziej się postarać bo: ..blogerzy..blogowisko..rykowisko ..tak mi się to jakoś kojarzy i ze tak się ośmielę kolokwialnie zapytać; przy całym szacunku dla Pana twórczości : gdzie Pan jest lepszy? w którym miejscu? wg Pana zdania ? Niech Pan mi wskaże . w której książce ? W tej co ma powstać ? Czy w Pana dotychczasowych tekstach? Jestem młodszy i trochę nie na miejscu jest mi Panu mówić o leciutkiej pokorze ale taka czasami jest wskazana i dobrze Pan o tym powinien wiedzieć jako pedagog.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.