czwartek, 4 sierpnia 2011

Jeszcze o żartownisiach o czerwonych rękach

Niektórzy z czytelników tego bloga mają do mnie niekiedy pretensje o to, że zamiast zamieszczać tu regularnie coraz to nowsze przemyślenia, od czasu do czasu ponownie wklejam jakiś starszy tekst, co najwyżej z lekko świeżym komentarzem. Zarzut przy tym jest taki, że za tym wracaniem do starych refleksji nie stoi nic innego, jak brak nowych pomysłów, i że wbrew moim zapewnieniom, owe wspominki pełnią wyłącznie funkcję swego rodzaju zapchajdziury. Otóż jestem gotów wziąć te oskarżenia, jak się to popularnie mówi, na klatę. Niech będzie i tak, że przypominanie starych wpisów służy mi głównie jako alibi. W końcu, nie ulega wątpliwości, że gdybym miał coś ciekawego do napisania, to bym to napisał, a nie szperał gdzieś w zakamarkach mojej pamięci. Tak jak to na przykład zrobiłem ledwo co wczoraj.
Jest jednak w tym coś jeszcze. Bez względu bowiem na to, czy mi w głowie eksploduje jakaś nowa myśl, czy zaledwie westchnienie po którejś z tych już bardzo starych, to wszystko są wciąż jednak, w ten czy inny sposób, myśli. A, jak wiemy, z myślami jest tak, że nawet jeśli, jak twierdzi Herbert, większość z nich stoi nieruchomo, to bez nich nie byłoby nic. Bez nich, nawet te, które się od czasu do czasu jakoś ruszają, nie byłyby w stanie nawet mrugnąć. To one zatem napędzają to, co ostatecznie przynosi nam jakiś tam pożytek. Weźmy ów wczorajszy tekst na temat tamtego psikusa sprzed wielu już miesięcy, jaki Donald Tusk z kolegami chcieli zrobić prezydentowi Kaczyńskiemu, i kiedy to nagle – ku ich szczeremu zakłopotaniu – z psikusa polała się krew. Przyznaję, że w pierwszym rzędzie, przypomniałem go przez to, że Michał Dembiński – mój kolega i kompan od whisky pod talerzyk kaszanki – pomieścił na swoim blogu tę, moim zdaniem, kompletnie bezmyślną uwagę, na temat warszawskich hipsterów, jako lekarstwa na polską pamięć o Smoleńsku. Uznałem, że odpowiedzieć mu w komentarzu na blogu, to będzie zdecydowanie za mało, a też nie chciałem – i chyba też nie wiedziałem jak – poświęcać temu jednemu zdaniu całego nowego wpisu. Zwłaszcza, że w tamtym starym, moim zdaniem, powiedziałem już wszystko.
I oto nagle, okazało się, nie pierwszy zresztą już raz, że wystarczyło odgrzebać tę jedną, nieruchomą już całkowicie myśl, by parę innych zaczęło się ruszać. Cały wczorajszy dzień, jak idzie o przestrzeń medialną, został zdominowany przez przesłuchanie Jerzego Millera przed sejmową komisją, a tak naprawdę przez dwa wystąpienia: Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego. To ich słowa doprowadziły wczoraj całą naszą polityczną scenę do ponownego wrzenia. To jest skądinąd bardzo ciekawe, jak skutecznie ci dwaj politycy rozprowadzili całą resztę. Przychodzi taki Macierewicz, zajmie nasz czas przez pół godziny, i efektem tego jest to tylko, że przez kolejne kilka dni jakieś posłanki o wdzięcznych imionach typu Jadzia, czy Janina, albo ich młodsi koledzy o spojrzeniach stalowych ja norweski fiord, zapluwają się napisanymi im przez kogoś żartami, których oni nie są nawet w stanie płynnie odczytać, a po tych Jadziach przychodzi już sama śmietanka reżimowego dziennikarstwa i zaczyna się już wielotygodniowa obróbka na poziomie najwyższym. A wszystko po to, żeby jakoś przykryć te głupie 30 minut.
A więc wczorajszy dzień, to był tylko Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński, a poza tym już tylko owo nerwowe gulgotanie. A ja nagle sobie uświadomiłem, że od stycznia, kiedy napisałem ten swój tekst o psikusie w kolorze krwi, jeśli się cokolwiek zmieniło, to wyłącznie to, że nasze myśli na temat jakichś ewentualnych polsko-ruskich spisków na rzecz wyeliminowania Lecha Kaczyńskiego z walki o drugą kadencję zeszły na trzeci, a może nawet i na czwarty plan, przekryte przez coraz mocniejsze przekonanie, że tam naprawdę mogło pójść tylko o to, że paru durniów, którzy dostali w opiekę polskie państwo, wpadło w nastrój zabawowy. Myślałem sobie o tej katastrofie i o tych wszystkich szczegółach z nią związanych, o których informował Antoni Macierewicz, i o słowach Jarosława Kaczyńskiego, po raz nie wiem już który, przypominających fakt rozdzielenia wizyt, wspominałem czasy długo jeszcze przed katastrofą, i coraz bardziej dochodziłem do przekonania, że to stanowczo mógł być wypadek. Dokładnie taki sam, jak ten wymyślony przez mnie i opisany we wczorajszym tekście. A więc, jak to mówi angielskojęzyczne prawo: nie „murder”, lecz zaledwie „manslaughter”.
Oczywiście – to zastrzeżenie musi być tu poczynione – nie wykluczam w żadnym wypadku prawdziwego, czystego zamachu, a nawet wielomiesięcznego, z zimną krwią przygotowywanego spisku, natomiast to, co mi dziś chodzi po głowie, to głównie ten psikus i cała ta banda, która do dziś zza tego psikusa na nas spogląda. Przypominam sobie przede wszystkim, jak to przez wiele długich miesięcy, przy najróżniejszych okazjach, sytuacja w której dysponentem samolotu dla Lecha Kaczyńskiego była Kancelaria Premiera, oni z każdą chwilą, z coraz większą przyjemnością, tym samolotem machali Prezydentowi przed nosem. Problem samolotu pojawiał się coraz częściej i zawsze na jego końcu stała sugestia, że jak on chce, niech sobie załatwi u wojewody paszport, a następnie normalnie, jak człowiek, kupi bilet. Najlepiej w jedną stronę. Wciąż pojawiał się ten sam obraz: Kancelarii Prezydenta proszącej Kancelarię Premiera o samolot, a po tamtej stronie te krztuszące się ze śmiechu ryje i szept: „Ty, powiedz mu, żeby sobie kupił bilet”.
Ale przecież nie chodziło tylko o samolot. Cokolwiek prezydent Kaczyński próbował robić, nie było nawet krytykowane merytorycznie, lecz natychmiast w najbardziej sztubacki sposób wyśmiewane. Że niby on tam gdzieś pojedzie, a dla niego nie będzie krzesła, albo że gdzieś przyjedzie i się wypieprzy o dywan, albo że będzie wygłaszał przemówienie i zachce mu się kupę. Przecież to nie było tak, że kiedy Andrzej Mleczko tworzył ten swój prześmieszny rysunek z prezydencką limuzyną ciągnąca za sobą budkę z napisem „toy toy”, to za tym stała osobista refleksja artysty. Ależ skąd! Mleczko, doczepiając Prezydentowi kibel do samochodu, wyłącznie odpowiadał na społeczne zapotrzebowanie. I Donald Tusk, jego ministrowie, a z nimi parlamentarna reprezentacja Platformy Obywatelskiej bardzo gorliwie w tej zabawie uczestniczyli. Doszło w końcu do tego, że oni wszyscy się w tej zabawie całkowicie zatracili i przestali panować nad tym, co się tak naprawdę dzieje. Ja bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że oni, zamiast normalnie pracować, wisieli od rana do wieczora na telefonach i dzwonili po różnych miejscach z nowymi pomysłami. Żeby tu gdzieś jakąś flagę obrócić, a tam gdzieś wysmarować schody czymś śliskim, a gdzie indziej jeszcze wysłać jakiegoś menela, żeby coś powrzeszczał.
Niedawno przypomniałem – właśnie, przypomniałem – starą historię o tym, jak to podczas wspólnej konferencji prasowej, podczas gdy prezydent Kaczyński odpowiadał na pytania, Radek Sikorski z Donaldem Tuskiem demonstracyjnie zabawiali się wzajemnie jakimiś żartami, tylko po to, by Prezydenta wyprowadzić z równowagi, i najwyraźniej ta przyjemność tak ich wciągnęła, że machnęli ręką i na protokół i na obecność obcych ludzi i na kamery i w ogóle na cały świat, byleby jeszcze chwilę to pociągnąć. I teraz, ja jestem niemal w stu procentach pewien – zakładając, że to jednak nie był spisek – że kiedy Putin zaproponował Tuskowi, by zrobić wspólną imprezę w Katyniu, on najpierw oczywiście się ucieszył, że ktoś tak wybitny jak sam rosyjski car wybrał go na swojego przyjaciela, ale już w chwilę później zaczął dzwonić do swoich kumpli i im proponować, co można przy tej okazji zrobić Kaczyńskiemu. I tak już dalej poleciało.
Przecież oni wiedzieli, że będą dwie uroczystości. Oni wiedzieli, że Lech Kaczyński nie zrezygnuje, żeby na tak ważną rocznicę do Katynia nie pojechać. Ale oni też nie byli już w stanie machnąć na to ręką i sobie tę zabawę, w której już byli zanurzeni po uszy, odpuścić. Jestem przekonany, że gdyby oni tylko mogli, zamiast samolotu, daliby Lechowi Kaczyńskiemu do dyspozycji jakąś dziurawą łódkę i zaproponowali, by spróbował do tego Katynia dotrzeć jakoś od morza. Oni, gdyby mogli, a ten samolot byłby już gotowy do drogi, zrobiliby tak, żeby tak jakoś popsuć w nim odpowiednie urządzenia, żeby on zamiast do Smoleńska, poleciał na przykład do Kijowa i tam wylądował, i wszyscy by mieli ubaw po pachy. Ja nie mam cienia wątpliwości, że w tamtych kręgach panowała wówczas taka atmosfera, że każda prośba kierowana ze strony Kancelarii Prezydenta i każda procedura wiążąca się z wylotem Prezydenta do Katynia były głównie rozpatrywane pod kątem takim oto, co by się tu dało tak zrobić, żeby było gorzej, a więc śmieszniej.
Kiedy patrzę na Donalda Tuska – przede wszystkim, kiedy patrzę na niego – nie mogę przestać myśleć o pewnym bardzo ściśle określonym typie człowieka, który znam bardzo dobrze, ale jest mi bardzo trudno go zwięźle opisać. Jest to z całą pewnością człowiek wykształcony – nie bardzo wykształcony, a więc tak mniej więcej na poziomie magistra – lubiący, jak to często zresztą on sam określa, miło spędzać czas w towarzystwie kolegów przy piwku i dobrej muzyce – chętnie jazzie – gdzie można sobie pożartować, ale też niekiedy porozmawiać bardziej na serio. To jest ktoś, kto lubi na przykład zwracać się do swoich przyjaciół per pan, bo to brzmi tak jakoś dowcipnie. To jest wreszcie taki typ, który się wiecznie na wszystkich „wkurwia”, bo go wszyscy „kurwa” „wkurwiają”, ale wystarczy mu opowiedzieć jakiś fajny kawał, żeby się rozchmurzył. Człowiek ten bardzo lubi sport i kiedy gra jego drużyna, to lepiej mu nie przeszkadzać, natomiast kiedy po raz 69. ogląda swój ulubiony film pod tytułem „Miś”, to koniecznie musi mieć do tego towarzystwo, z którym będzie mógł się wymieniać wyprzedzającymi akcję cytatami. Zdaję sobie sprawę, że ten opis w żaden sposób nie jest w stanie odzwierciedlić tego, co mam w głowie, ale staram się jak mogę. Bo chodzi mi o to, żeby jakoś dotknąć stanu umysłu, który stał za tym, co się 10 kwietnia 2010 roku stało w Smoleńsku.
Donald Tusk. Oto człowiek, który, żeby się nie rozpaść na strzępy z tego ciągłego stanu „wkurwienia”, musiał nieustannie być pobudzany przez całą serię wciąż nowych psikusów pod adresem Prezydenta. A wraz z nim, całe jego najbliższe otoczenie – albo w sposób naturalny – albo tylko dlatego, że oni świetnie wiedzieli, co panu premierowi jest potrzebne. Zbliżał się ten tragiczny wylot do Smoleńska, a to towarzystwo tłoczące się po swoich gabinetach aż łapało się za brzuchy, przewidując czy to sytuację, kiedy przez złą pogodę samolot z Prezydentem będzie musiał wrócić do Warszawy, czy może, kiedy to on jednak gdzieś wyląduje, ale nie będzie nikt tam na nikogo czekał i Prezydent będzie musiał dzwonić po taksówkę, albo wreszcie ten samolot spadnie. Nie tak całkiem, oczywiście, ale troszeczkę. Tyle tylko, żeby się można było pośmiać. Ja jestem szczerze pełen podejrzeń, że, kiedy Radek Sikorski usłyszał informację, że coś się z tym samolotem stało, w pierwszej chwili klasnął z radości w dłonie. A w chwilę później jęknął, pobladł i rzucił krótkie: „O kurwa!”
Michał Dembiński – podkreślam raz jeszcze, człowiek pełen dobrej woli i dobrych myśli o Polsce – pisze, że przyczyną katastrofy było to, że „bylejactwo Państwa Polskiego wyszło na jaw – i to nie w Niemczech czy Anglii czy we Stanach, gdzie rzeczy są jakoś normalne, ale w Rosji – Afryce Europy – gdzie faktycznie ‘wieża kontrolna’ wygląda jak pomieszczenie gospodarcze na podmiejskim ogrodzie działkowym. W Rosji, gdzie w wypadkach ciągle giną ludzie setkami przez niedbalstwo i poziom bylejactwa już niewyobrażalny w Polsce”. Otóż to. To właśnie najprawdopodobniej było przyczyną katastrofy. Natomiast jeśli kiedyś doczekamy się sprawiedliwości i ci którzy są odpowiedzialni za tę okrutną śmierć zostaną postawieni przed sądem, to wśród nich akurat nie będzie tych kontrolerów lotu ze Smoleńska, ani nawet samego pułkownika Putina, lecz owa grupka żartownisiów, która się tak uchachała, że się z tymi swoimi „byle jakimi” zabawkami przeniosła tam, gdzie wchodzić nie było wolno, a już na pewno wchodzić z zapuchniętymi ze śmiechu oczami. Do tego, jak pisze Michał, „gospodarczego pomieszczenia” na ruskich ogródkach. Bo ten rodzaj braku odpowiedzialności niekiedy wymaga kary najwyższej.

I to już koniec na dzisiaj. Zachęcam do kupowania książki, gdzie to wszystko, o czym pisałem wyżej, jest zrelacjonowane niemal dzień po dniu. Wystarczy tylko kliknąć w okładkę tuż obok, a reszta pójdzie już z górki. No i przy okazji, proszę o dalsze wspieranie tego bloga pod stałym numerem konta. Dziękuję.

35 komentarzy:

  1. Wiesz Toyahu,że niekiedy mam podobne odczucia.Ale wtedy staje mi przed oczami wyraz twarzy Putina podczas przemówienia Lecha Kaczyńskiego na Westerplatte.To był wzrok Iwana Groźnego posyłającego na śmierć swojego Biskupa. Byl niedawno taki film na Canal Plus. Zmroził mnie do imentu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. A zaraz potem przypomina mi sie rozmowa Putina z Tuskiem na molo w Sopocie. Na oczach wszystkich, w swietle kamer, a jednak calkowicie bez swiadkow. Putin wiedzial, ze nie moze poslac do Tuska jakiegos umyslnego, bo Tusk nie zgodzi sie sluchac rozkazow od byle kogo. Dlatego pofatygowal sie do Polski osobiscie. I po tej rozmowie to juz nie byly zarty. To juz byla sprawa powazna. Arabski, czy inny goniec, mogl teraz przekazywac polecenia z Moskwy bez obawy, ze Tusk bryknie.
    To po tej wizycie Putina przestalo byc smiesznie. Zrobilo sie strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @kryska
    A ja dziś znów słyszałem, jak Jarosław Kaczyński mówił, że pierwszą przyczyną katastrofy była nienawiść rozpętana przeciwko Prezydentowi. Dziś więc jestem w nastroju, żeby patrzeć dużo bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Pocoyo
    Naprawdę bezcenne te informacje! Jak Tyś ich zdołał podsłuchać? A może to Łysiak coś na ten temat pisał? acje! Jak Tyś ich zdołał podsłuchać? A może to Łysiak coś na ten temat pisał?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, Łysiak o tym nie pisal. Jeszcze.
    Ja, zdarza sie, czytam takze innych autorow.
    Bywa, ze czytam cos tu, na tym blogu.
    I dowiaduje sie roznych rzeczy. Jak naprzyklad tej, ze ktos tam zrobil komus jakiegos psikusa i spoza tego psikusa spoglada na nas...
    To musi byc rzeczywiscie ciekawe. To spogladanie.

    Dowiedzialem sie takze, ze ktos tam komus machal jakims samolotem przed nosem. Wzial sie i machal. No, patrzcie ludzie.

    W tym samym miejscu dowiedzialem sie tez, ze "że kiedy Putin zaproponował Tuskowi, by zrobić wspólną imprezę w Katyniu, on najpierw oczywiście się ucieszył, że ktoś tak wybitny jak sam rosyjski car wybrał go na swojego przyjaciela, ale już w chwilę później zaczął dzwonić do swoich kumpli i im proponować, co można przy tej okazji zrobić Kaczyńskiemu."

    Naprawdę bezcenne te informacje! Jak Pan ich zdołał podsłuchać? A może to Łysiak coś na ten temat pisał?
    A moze Pan sam ma kumpli w tamtych kregach, ze takie rzeczy wie. Bez czytania Łysiaka? Albo Panski przyjaciel Dembinski przekazal Panu te informacje?
    Co to sie porobilo na tym swiecie...

    OdpowiedzUsuń
  6. @Pocoyo
    Ja oczywiście przez te wszystkie lata jak prowadzę ten blog, przyzwyczaiłem się do tego, że tu wciąż przychodzą różni ludzie, głównie po to, żeby mi powiedzieć jaki ten blog jest kiepski i jak tu jest nieciekawie. Natomiast nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak to się dzieje, że ci sami ludzie postępując w ten sposób, nie widzą tego, w jak głupią dla siebie sytuację się pakują.
    Weźmy mnie i Pana. Ja nie nam pojęcia, czy Pan prowadzi jakiś blog, czy nie. Ale przyjmijmy, że tak właśnie jest. Ja jakimś cudem wchodzę na ten Pański blog i zaczynam tam spędzać dzień za dniem, tłumacząc przy tym Panu jak tam jest beznadziejnie.
    Czy to jest może zdrowe?

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah

    "spojrzenie stalowe jak norweski fiord"

    - wyrazy podziwu od p. orjanowej!

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan
    Spodobało jej się? Miło mi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie wierze w jakies tam zarty. Wszystko zaplanowane z zimna krwia. To na pewno nie mogl byc jakis tam dowcip, ktory ku zaskoczeniu wszystkich zakonczyl sie tragicznie. Tow Putin nie zartuje. Spotkal sie z Tuskiem, ustalili co i jak. Przeciez cala zachodnia Europa nawet nie mrugnela okiem. Przeciez NATO nie upomnialo sie o swoich generalow, ktorzy zgineli w katastrofie. Co wiecej od poczatku uznali ze to "wewnetrzna sprawa Polski". Caly swiat nabral wody w usta - zeby nie draznic ruskiego niedzwiedzia. Ginie prezydent kraju zrzeszonego w Unii i Nato, a reszta swiata ma to gdzies. Co wiecej cala machina propoagandowa wschodu i zachodu plus usluzne polskie media zaczely wciskac ludziom ciemnote. W Brukseli nawet ocenzurowano wystawe poswiecona katastrofie, zeby ktos sobie czasem czegos nieprawomyslnego nie pomyslal.
    Oni robia wrazenie zartownisiow, bo pewnie sie czyms wspomagaja- nikt zdrowy na umysle nie dopuscilby sie takiej zbrodni i potem caly czas w swietle kamer mial czelnosc pluc na te zbrodnie i tych ludzi ktorzy zgineli.

    OdpowiedzUsuń
  10. To nie jest zdrowe, Panie Toyah.

    Ja bloga nie prowadze.
    Od pewnego czasu czytywalem to i owo na Panskim blogu, raz zgadzajac sie z tym, co czytalem, raz nie. Doszedlem w koncu do wniosku, ze mimo roznic w podejsciu do pewnych spraw, moge sprobowac wlaczyc sie w dyskusje pod Pana rozwazaniami. Poniewaz mialem zamiar kupic ksiazke, ktora jest do kupienia i ewentualnie zrobic cos jeszcze w dobrej intencji, pomyslalem sobie, ze nie od rzeczy bedzie nawiazac z Panem kontakt wlasnie poprzez nawiazanie dyskusji. Zarejestrowalem sie dwa dni temu tylko w tym celu, zeby moc cos pod Panskim wpisem dorzucic.
    Nawinal sie ten Łysiak. W dobrej wierze napisalem, ze jak juz dyskutowac o nim, dobrze byloby cos Łysiaka poczytac.
    Zostalem pouczony, niezbyt uprzejmie, ze tematem nie jest Łysiak . Umiem troche czytac, wiec wykazalem, ze duza czesc tamtej notki i duza czesc dyskusji jest o Łysiaku. To spowodowalo, ze kazdy moj komentarz spotykal sie z Panskimi zlosliwymi uwagami. Kazdy. Wpisalem sie w ta konwencje tylko o tyle, zeby wykazac Panu, ze moje uwagi wcale nie sa glupsze od Panskich wpisow. Przyklad - ja nie wiem o czym mowil Putin z Tuskiem w Sopocie, ale Pan tez nie wie czy on dzwonil do swoich kumpli, czy tez nie dzwonil, zeby ponasmiewac sie z Prezydenta Kaczynskiego.
    Jednak Pan cos takiego napisal, jenoczesnie wysmiewajac moj zapis w podobnej konwencji.
    To nie ja kpilem z Pana. To Pan uznal za stosowne urzadzac sobie zabawe moim kosztem.
    Dobrze. Niech tak bedzie. Panski blog. Skoro potrafi Pan tolerowac jedynie potakiwaczy, zycze Panu takich jak najwiecej.
    Powiem Panu jeszcze tylko to, ze jesli chodzi o interesy jest Pan bardzo kiepskim handlowcem. Zaden wlasciciel towaru na sprzedaz nie traktuje arogancko nowego klienta w swoim sklepie przynajmniej tak dlugo, dopoki nie upewni sie, ze klient nie chce czegos kupic, albo do czasu az klient zaplaci za towar. Pan potraktowal mnie jako intruza od pierwszego mojego komentarza. To byl blad. Dwie ksiazki mniej sprzedane.

    To tyle z mojej strony. Prosze ten komentarz usunac. Po co ktos ma to czytac.
    Zegnam.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Pocoyo
    Aż dwie? I jeszcze coś w dobrej intencji? Aż boję się myśleć. Cholera jasna! Jakoś spróbuję z tym żyć. Gorzej dla Pana, bo traci Pan okazję na kupno naprawdę fajnej książki.
    Inna sprawa, że z tego interesu i tak by nic nie wyszło, bo ja bym nie zrezygnował z kumplowania się z Michałem Dembińskim, nawet gdyby Pan mi obiecał, że wykupi cały nakład tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Podzielam w znacznej mierze pogląd Pani Angeli, że nie tylko osoby najbardziej cyniczne, wyrachowane, podłe, nikczemne i odpowiedzialne za tragiczną śmierć Prezydenta RP i pozostałych 95 Polaków, lecz również ich mocodawcy, czy protektorzy w UE, także w świecie to nie są żartownisie, ani sprzymierzeńcy, zwolennicy śp. L. Kaczyńskiego, a teraz obrońcy ofiar rodzin najbardziej pokrzywdzonych, czy normalni przeciwnicy polityczni J.Kaczyńskiego i A.Macierewicza, oraz całego PiS-u i ich elektoratu.
    Dla zainteresowanych:
    http://tvg9.nowyekran.pl/post/22679,tvg-9-news-macierewicz-miazdzy-millera

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Zibik
    A teraz spróbuj to zdanie ograniczyć do pięciu (no, niech będzie dziesięciu)słów, i powiedzieć raz jeszcze to, co Ci chodzi po głowie. Bo tak jak jest - jestem niestety bezradny.

    OdpowiedzUsuń
  14. @angela

    My sobie możemy sądzić na podstawie poszlak, ale nic z tego nie wyniknie. Natomiast sprawstwo pośrednie w wyniku zaniedbań i lekceważenia, na poziomie naszego rządu, jest jak najbardziej do udowodnienia. Czy Tusk się zmówił z Putinem na molo, czy nie, i tak popełnił zbrodnię stanu przez zaniedbanie i za to musi ponieść karę.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Marylka
    I o to właśnie chodzi. Całej reszty, możliwe, że się nawet nigdy nie udowodni. Natomiast to jedno wiemy na pewno. Oni, w sytuacji gdy ich konstytucyjnym obowiązkiem było dbanie o Polskę, postanowili się trochę poznęcać nad polskim prezydentem. I niewykluczone, że wzięli udział w czyjejś bardzo niebezpiecznej grze. W bardzo niebezpiecznym miejscu, czasie i towarzystwie.
    To jest jasne w stu procentach. Żadna mgła, żaden hel, żadna brzoza, żadna wieża. To.
    W normalnych warunkach można by ich wszystkich tylko za to zwyczajnie rozstrzelać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Toyahu zapewne nie tylko mnie "chodzi po głowie" wiele istotnych spraw i rzeczy, lecz nie wszystkich Stwórca jednakowo obdarzył uzdolnieniami, czy talentem edytorskim, który pozwala syntetycznie, także jednoznacznie i wyraziście to ujmować i artykułować.
    Sugerowana przez Ciebie m.in. frywolność owych decydentów może mniej zorientowanym czytelnikom wydawać się nie tylko spłyceniem sprawy, ale nawet "fajnym" jej rozwiązaniem, czyli w ich rozumieniu - znaczącym złagodzeniem, bądź usprawiedliwieniem karygodnych czynów, bądź zaniedbań.
    Wystąpienia Pana A.Macierewicza są wg. mnie jednoznacznym i wzorowym przeciwdziałaniem. A nawet domykaniem wciąż jeszcze otwartej owej furtki, którą w pierwszej kolejności D.Tusk i inni złoczyńcy usiłują się uwolnić z matni.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Zibik
    No więc o tym właśnie mówię! Jeśli sam wiesz, że Stwórca nie obdarzył Cię talentem formułowania myśli na piśmie, to nie odstawiaj tutaj tej literatury, ale pisz prosto, krótkimi zdaniami. Wpadając w te ciągi synonimów, zanim skończysz, już dawno nie pamiętasz, co w ogóle chciałeś powiedzieć.
    Tego się zwyczajnie nie da znieść.

    OdpowiedzUsuń
  18. Panie nauczycielu Toyahu kolejny raz usiłuję Ciebie zachęcić, abyś był również wychowawcą i starał się nie traktować dorosłych, czy nawet starszych ludzi tj. wybranych interlokutorów, jak prostaków, uczniaków, sztubaków, czy smarkaczy.
    Takie Twoje zachowanie na forum, a nawet artykułowane myśli (sformułowania) też nie zawsze są bliskie ideału, czy dostatecznie poprawne, lecz to wg. mnie absolutnie nie powinno być przedmiotem naszych wspólnych rozważań.
    O wiele trudniej chyba jest nie tylko "znosić" ludzkie chimery, czy bezpodstawne uprzedzenia?..., a tym bardziej zamierzone i celowe lekceważenie, bądź ignorowanie może niezbyt czytelnych, lecz dość racjonalnych argumentów, czy stosowanie uników w rozmowie, dyskusji na sygnalizowany temat.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten wpis i wcześniejsze doskonale oddają stan w jakim znalazły się elity naszej władzy w okresie wojny z prezydentem i jej tragicznego finału. Wydaje mi się, że warto ciągle ten stan kompletnego moralnego upadku przypominać i podkreślać, i to zupełnie niezależnie od analizy Smoleńska - ta ostatnia sprawa jest zresztą w najlepszych możliwych dziś rękach, czyli zespołu Antoniego Macierewicza.

    To smutne, jak władza pociągnęła za sobą połowę społeczeństwa w swój upadek moralny. Mamy tu bowiem sprawę, która w swojej wymowie powinna być chyba dla każdego elementarna (jak jeszcze lepiej można to ludziom przetłumaczyć?). Pewnie są setki dramatów literackich, filmowych opartych na takim schemacie: nienawiść bohatera do kogoś, śmierć tej znienawidzonej osoby pośrednio wynikająca z tej nienawiści, a potem wyrzuty sumienia. Jak widać jednak współczesna socjotechnika może zamazać nawet tak mocno zakorzenione schematy.

    Trzeba przyznać - po 10.04 wiele osób otrzeźwiało, ale zaskakująco wiele - pozostało niewzruszonych w tej starannie wyhodowanej nienawiści do Kaczyńskich. Uzasadnienie widzę tylko takie, że aparat socjotechniki służący podtrzymywaniu takich najgorszych emocji był i jest naprawdę potężny i skuteczny. Ludzie spoza kręgów władzy, którzy znaleźli się w "niewoli" tego aparatu nie są źli, tylko zagubieni.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Zibik
    A Ty znowu swoje. To musi być jakaś choroba. Ja rezygnuję. Pisz sobie co chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  21. @filozof grecki
    Mnie to też od dawna męczy. Jak to możliwe, że wielu nie chce przyjąć czegoś aż tak wręcz schematycznego?

    OdpowiedzUsuń
  22. Człowieku zbyt zadufany w sobie to nie jest "choroba", lecz jedynie upominanie się nawet nie o mile widzianą i pożądaną elementarną kulturę, czy zwykłą życzliwość, ale konieczną poprawność w relacjach osobowych. Ciebie jednak zdecydowanie bardziej interesuje poprawność stylistyczna wpisów interlokutorów, czy komentatorów.
    Natomiast niezbyt interesują złe nawyki, czy prostackie obyczaje wyniesione z domu, czy w Twoim przypadku nawyk chyba nabyty ze szkoły - środowiska nauczycielskiego tj. od osób, które zawsze chcą, wręcz muszą pouczać i strofować innych. Zauważ takie słowa, jak "dziękuję", "przepraszam" itp., oraz gesty życzliwości, wyrozumiałości, a tym bardziej szacunku wobec innych to, dla wielu przeżytek, czy archaizm.
    Obecnie najczęściej można liczyć jedynie na tolerancję, prowokację, czy tryb nakazujący lub wysublimowany sarkazm. Ewentualnie na Twoje zniecierpliwienie albo insynuację lub łaskawość przesyconą obojętnością, czy opryskliwością, pogardą w stylu: - "Pisz sobie co chcesz"
    Dziękuję łaskawco, choć wiem - jak mogę odpisać, lecz tego nie uczynię, bo nie chcę Twojego nagannego zachowania, ani innych naśladować.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Zibik

    Zapraszam do siebie na
    http://jazgdyni.nowyekran.pl/.

    Właśnie chcę rozpocząć dyskusję o m.in. takich sprawach o których piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  24. Odszedłeś? Co za strata! To ja Ci na pożegnanie opowiem kawał. Będziecie mogli sobie do tej Waszej dyskusji dorzucić jeszcze jeden temat.
    Spotykają się dwa psy i jeden pyta: 'To jak tam? Masz już ten Internet?' Drugi mu ma to: 'Jasne. Mówię Ci, rewelacja. A najlepsze jest to, że nikt tam nie wie, że jesteś psem'.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Zibik
    Ależ broń Cię Panie Boże, byś mnie miał naśladować. Internetowe chamstwo należy zwalczać. Już się lepiej trzymaj swojej starej obietnicy, że komuś takiemu jak ja nigdy w życiu nie podasz ręki.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah

    No widzisz jaki Ty jesteś (jeżeli to było do mnie to odpowiadam, a jeżeli nie to tym bardziej).

    Robiąc się coraz bardziej zgorzkniałym, robisz się jednocześnie nieprzyjemny.
    Ciężko się wtedy dyskutuje.

    OdpowiedzUsuń
  27. Do Ciebie? Ależ w życiu! Przecież my tu o Tobie wiemy wszystko. Że jesteś z Gdyni i że pływasz po Morzu Północnym aż do Liverpoolu na największych na świecie norweskich super tankowcach wyprodukowanych w Korei, i że jak się ster urwie, to Twoi Norwegowie rzucają swoje wypasione komórki, które nie toną, do morza, i pędzą do Ciebie po ratunek. I że pracowałeś kiedyś z samym Andrzejem Gwiazdą, i że masz bardzo utalentowanego syna, i jeszcze to, że jesteś kopalnią wiedzy od Kanta do Prince'a przez szkocką whisky i angielskie piwo. Wiemy nawet, że z Ciebie jest kawał chłopa. Jak ja bym miał myśleć, że Ty jesteś zwykłym psem?

    OdpowiedzUsuń
  28. No popatrz, a ja głupi tak sobie pomyślałem.

    A tyle o mnie to nawet ABW nie wie.
    Jesteś lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Toyah
    Po pierwsze - imienia Pana Boga nie przyzywaj na daremno, a po drugie - nie przeinaczaj moich wpisów, bo nie zamierzam Ciebie naśladować, lecz twoje, czy innych osób wg. mnie naganne zachowanie, a to nie jest tożsame.
    Ponadto mam wrażenie, że czujesz się dotknięty i urażony, lecz wątpię, czy mój wpis rzeczywiście był dostatecznie obraźliwy, jeśli tak to odebrałeś - to serdecznie przepraszam. Byłbym wdzięczny, gdybyś jednak wskazał link, abym mógł zweryfikować jego kontekst.
    Czy byłbyś skłonny w tekście autorskim i w swoim stylu ująć kwestię debaty na forach internetowych, oraz sztukę wzajemnej komunikacji między autorem, a czytelnikami?.....

    OdpowiedzUsuń
  30. @jazgdyni
    Jestem pewien, że oni wiedzą dużo więcej. Tyle że może akurat nie to.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Zibik
    Jak idzie o moje relacje z Panem Bogiem, to Ty je może zostaw mnie i mojemu księdzu.
    Co do reszty, odpowiadam trzy razy 'nie'.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Jazgdyni
    Dziękuję serdecznie za zaproszenie i gratuluję z powodu podjętej decyzji. Ponadto życzę wiele wartościowych tekstów autorskich - sukcesów edytorskich i wzorowych (owocnych) relacji nie tylko z klakierami, lecz również z polemistami, także adwersarzami i innymi aktywnymi, wiernymi i różnymi czytelnikami.
    Czy tylko do "tanga" trzeba dwojga?
    Z poważaniem - Zbigniew R.Kamiński

    OdpowiedzUsuń
  33. Toyahu sądziłem, że o tym wiesz, że ludzkie czyny, także teksty autorskie i inne wpisy na forum wraz z ich następstwami dobrymi czy złymi, nigdy nie są osobiste, ale zawsze mają wymiar społeczny dodatni lub ujemny.
    Nasze relacje z Panem Bogiem o ile dobrze zrozumiałem wg. Ciebie, a na pewno wielu "oświeconych" mają być wyłącznie sprawą prywatną, ewentualnie między nami, a księdzem - a czy tak powinno być?......Kiedy nasze codzienne odniesienie, do Boga, także wspólnoty Jego Kościoła w sposób znaczący warunkują pozostałe relacje z innymi istotami, także z naszymi adwersarzami.
    Może to wystarczy, bo mądry pojmie w lot, a głupiemu nie pomoże i młot.

    OdpowiedzUsuń
  34. @Zibik,

    Człeniu, skończ, przecież tego się nie da czytać bez narastającego wstrętu.

    OdpowiedzUsuń
  35. @Don Esteban
    Czy nie uważasz, że dzięki takim osobnikom, jak Ty - co nie zawsze chcą spotkać się i cierpliwie słuchać albo uważnie i ze zrozumieniem czytać wpisy innych, oraz uwolnić, od "narastającego wstrętu", czy innych podobnych uprzedzeń, emocji - mogą zdarzać się dziwne historie?......Np. takie, które nie wiem, dlaczego powszechnie nazywane są samo-bójstem, kiedy udział innych, w tym desperackim czynie zwykle jest znaczący.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.