czwartek, 25 lutego 2010

Pętelka



Już parę dni minęło i w tym czasie pojawiło się kilka innych tematów, jednak wciąż mi chodzi po głowie to co przeczytałem we wtorek w Rzeczpospolitej. Mam na myśli artykuł o tym jak to Polacy tracą pieniądze na dentystę. W sumie, to dość ciekawa sytuacja. Moje zainteresowanie tym tematem jest – jak można było już zaobserwować na tym blogu – na tyle duże, że można by było sądzić, że ja mam z zębami jakiś ciężki kompleks. Tymczasem, nic podobnego. Wprawdzie nie jest tak, że jak idzie o uzębienie wyglądam jak Burt Reynolds, ale owszem – nie narzekam. Również nie jest tak, że naszą rodzinę opieka dentystyczna jakoś szczególnie dużo kosztuje. Na szczęście, pod tym względem, jest jako tako. Mimo to jednak, problem opieki stomatologicznej w Polsce doprowadza mnie do autentycznej rozpaczy. To na co dzień. A dziś jeszcze czytam ten artykuł http://www.rp.pl/artykul/2,438073.html.
Otóż okazuje się, że po pierwsze, z wyliczeń wynika, że Polacy wydają na dentystę co najmniej 6 mld złotych rocznie. Co najmniej. Ponadto wyliczono, że tylko jedną trzecią część tej sumy dotychczas pokrył NFZ. Resztę musieliśmy wysupłać z naszych kieszeni osobiście. Czytamy w Rzeczpospolitej:

Coraz więcej gabinetów stomatologicznych zawiera stałe umowy z bankami: można wziąć w nich kredyt na leczenie zębów. Oprocentowanie: ok. 1 proc. miesięcznie.
  — Wydatki pacjentów na leczenie prywatne będą coraz wyższe – przewiduje Andrzej Cisło, odpowiedzialny za stomatologię w Naczelnej Radzie Lekarskiej (NRL). – Narodowy Fundusz Zdrowia coraz bardziej ogranicza wydatki na stomatologię. To sprawia, że kolejki do leczenia rosną. Rośnie też odpłatność pacjentów nawet w tych gabinetach, które mają umowy z NFZ.
Dlaczego tak? Z różnych względów, ale również dlatego, że, jak podaje autorka artykułu, od tego roku nie będziemy już mogli współfinansować zabiegów dentystycznych. Przepisy są takie, że albo będzie za darmo, albo będziemy płacić sto procent. I oczywiście nie trzeba być profesorem uniwersytetu we Florencji, żeby wiedzieć, że gabinety dentystyczne staną teraz na głowie, żeby jednego zabiegu nie zrobić za darmo. Podobnie zresztą jak NFZ, żeby maksymalnie zaoszczędzić.
No ale są kredyty, czyż nie? Banki są po to, by pomagać. Niedawno otrzymałem na przykład telefon z mojego banku, że jeśli dam im 90 złotych miesięcznie, to oni, mojej żonie i dwojgu dzieciom, zapewnią bezpłatną opiekę medyczną. I to w takim gabinecie, gdzie nie trzeba będzie stać w kolejce. Ja już jestem niemal przyzwyczajony do tego, że po każdym z tych tekstów, często z moim zmartwieniem, a czasem i z bólem, zostaję niemal kompletnie sam. Ta sytuacja powtarza się tak często, że właściwie niekiedy zastanawiam się, czy w ogóle warto. Ale tym razem proszę, niech ktoś zechce zrozumieć, w jakiej sytuacji znalazła się nasza Polska. Bezpłatne – w tym sensie, że opieka zdrowotna w Polsce jest finansowana ze składek – leczenie w Polsce jest zapisane w Konstytucji. I nie jest to jakiś szczególnie szczodry gest ze strony rządzących. To jest kwestia cywilizacyjna. I nagle dochodzi do tego, że dzwonią do nas banki i jakby nigdy nic, oferują nam bezpłatne i bezkolejkowe leczenie. Dla całych rodzin. O ile oczywiście w rodzinie nie ma więcej niż dwoje dzieci. Wtedy to trzecie dziecko sobie postoi. A podana niemal oficjalnie – choć jak zwykle w takich sytuacjach, kiedy się nie chce drażnić ludzi, trochę jednak od kuchni – informacja głosi, że jeśli nie w tym roku, to na pewno w przyszłym, ten kredyt jednak będziemy musieli wziąć. Tak by zdążyć przed Euro 2012.
Przyznaję ze wstydem, że raz zostałem pochwalony tu przez blogerkę Rudecką. Było to jeszcze na początku mojego blogowania, kiedy w swoim wpisie wyraziłem pewną nostalgię za czasami PRL-u. Oczywiście, jak to zwykle często tu w Salonie bywa - i wcale nie dotyczy to najbardziej jej – ona zrozumiała dokładnie tyle z tego co ja napisałem, co chciała, lub co ją podnieciło. Ale przyznaję, że czasem, kiedy wspominam PRL, a jeszcze przy okazji wyjrzę za okno, ogarnia mnie niepokój wręcz egzystencjalny. Dziś jest tak, że myślę o tych zębach i przypominam sobie, jak, jeszcze w czasach szkolnych, w każdej szkole był gabinet dentystyczny i każde dziecko musiało co chwilę tam chodzić, żeby dać sobie w czymś podłubać. To właśnie z tamtych czasów wciąż tak dobrze pamiętam kwestie typu: „dół lewa szóstka plomba”. To właśnie z tamtych, PRL-owskich czasów, wiem co to jest ubytek i co to jest fleczer. I to pewnie przez tamte PRL-owskie czasy nie muszę dziś chodzić do dentysty. Kto wie też – ale o to trzeba byłoby spytać już fachowców – czy to nie przez tamte PRL-owskie czasy, moje dzieci jakoś sobie też pod względem zdrowia radzą.
Od Toyahowej dostałem pod choinkę książkę o świętych grubasach, żarłokach i w ogóle o świętych, jakich mieliśmy w dawnych, dawnych jeszcze czasach. Piękna lektura. Mógłby ją sobie przeczytać na przykład Antoni Dudek, żeby zobaczyć jak to się robi, jeśli to co się robi, robi się z sercem. Czytam więc tam, że zakonnicy w średniowiecznych klasztorach jedli dużo, bo raz że mieli, dwa że lubili, a trzy że panicznie bali się, że może przyjść klęska i będzie głód. Jedli oni jednak głównie jedzenie w postaci papki, a to z tego powodu, że nie mieli najczęściej zębów. No ale to akurat jest oczywiste. W końcu, kto, poza miejscowym kowalem, miał o nich dbać?
Czytam dziś tekst w Rzeczpospolitej i wracam raz za razem do tego cytowanego już tu Cisło:

  — Skutki przyjdą bardzo szybko. Pacjenci będą mieli coraz mniejszy dostęp do bezpłatnego leczenia zębów. Coraz większa liczba lekarzy, którzy do tej pory leczyli także publicznie, przejdzie do sektora prywatnego – przewiduje Cisło.
Jego zdaniem jest też coraz większe niebezpieczeństwo podziału sektorów leczenia na publiczny i prywatny, z różnymi metodami leczenia i poziomem finansowania.  — To byłoby fatalne dla pacjentów, wprowadzałoby nierówności, upośledzałoby biedniejszych – mówi Cisło”.
Koło się zamyka. Historia robi pętelkę. A ja na koniec jeszcze pozwolę sobie jeden cytat, z piosenkarza i poety Jana Wołka. Z pamięci: „Mówią mi, że los to guzik, przedmiot głupi i niewielki/Jak odpadnie, pozostanie zawsze coś na kształt pętelki”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz