czwartek, 14 maja 2020

Dlaczego prezydent Duda nie potrafi rapować tak jak Wojciech Mann?


    Gdy mowa o muzyce tak zwanej hip-hopowej, to powiem szczerze, że jestem fanem od pierwszego dnia, jak ona powstała, a ja te wersety usłyszałem. Jeśli mam być jeszcze bardziej szczery, to dodam, że jeśli idzie o muzykę, to ja lubię każdy jej rodzaj, pod warunkiem, że znajdę tam coś co mnie wzruszy. I z tej sceny nie wykluczam niczego, poczynając od disco polo, przemykając przez tak zwanego Mozarta, a kończąc na czarnym metalu. Liczy się tylko to, co daje mi poczucie, że warto żyć. Dlatego też bardzo źle znoszę ludzi, którzy chcąc ze mną porozmawiać o muzyce, tłumaczą mi, że hip-hop to w ogóle nie jest muzyka, z punk rocka jedyne co wartościowe to „Anarchy for the UK” oraz „Californiia Uber Alles”, a taki Ringo Starr nie jest w stanie się równać z perkusistą z zespołu Megadeath. Dlaczego? Bo uważam, że ci, którzy tak mówią, zainteresowali się muzyką przez przypadek i najlepiej by zrobili, oddając się ogrodnictwu, ewentualnie pisaniu wierszy.
Z tego też względu, kiedy dowiedziałem się, że ruszyła akcja pod tytułem #Hot16Challenge2, gdzie ktokolwiek ma ochotę, może zarapować swoje 16 linijek na rzecz walki z pandemią, przede wszystkim wzruszyłem ramionami, a następnie pomyślałem sobie, że i tak całe szczęście, że tu nie padło na piosenkę turystyczną, aktorską, czy wspomniane wcześniej wiersze. Hip-hop bowiem, to jest moim zdaniem jedyny rodzaj sztuki muzycznej, gdzie nic nie ma jakiegokolwiek znaczenia poza czystym talentem. Cokolwiek bowiem weźmiemy na tak zwaną tapetę, tam zawsze jest albo najlepszy perkusista na świecie, albo najszybszy na świecie gitarzysta, ewentualnie najbardziej wzruszająca ballada; w hip-hopie jest tylko czysta ekspresja, a jeśli cokolwiek ponad to, to tylko szczerość.
      Dlatego spodobała mi się internetowa akcja #Hot16Challenge, zwłaszcza gdy posłuchałem, jak tam ludzie tacy jak ja i Ty, starają się wyrazić swoje emocje w jedyny sposób jaki jest im dostępny. To co mi się spodobało w drugiej kolejności to wciąż w żadnym wypadku nie sama stojąca za tym projektem idea, tak samo jak każda inna, oszukana, ale ów demokratyczny charakter całego przedsięwzięcia, gdzie – przepraszam, że puszczę wodze fantazji – taki Dawid Podsiadło nagle wymyśli sobie, że on nominuje do kolejnego występu moją córkę, a ona nie będzie miała wyjścia jak albo to wyzwanie przyjąć, albo je z godnością odrzucić, bo tam może wpaść na Zbigniewa Stonogę.
      Na tle pandemii, z której my aktualnie szczęśliwie wychodzimy, owa akcja nie ma najmniejszego praktycznego znaczenia, a więc o tym nie ma co debatować, natomiast ja wciąż myślę sobie o owym absolutnie demokratycznym jej charakterze. Jak już wspomniałem, wystarczy że Dawid Podsiadło wyznaczy do kolejnego występu moją córkę, a ona mnie, albo nagle, wyłącznie po to by mnie skompromitować, całkiem bezpośrednio wskaże na mnie Wojciech Wybranowski, tym samym okaże się już wkrótce, że i ja stanę się gwiazdą hip-hopu. Bo tak, trzeba nam wiedzieć, działa ów łańcuszek.
     I oto, jak wiemy, w pewnym momencie na tej ścieżce znalazł się prezydent Andrzej Duda i on – podobnie jak w owej szalonej perspektywie ja – musiał owo wyzwanie albo przyjąć albo odrzucić. Dla mnie to nie byłby problem. Ja mógłbym na to wzruszyć ramionami i wrócić do codziennych zajęć. Gdy chodzi jednak o prezydenta Dudę, sprawa nie była już taka prosta. On otrzymał wyzwanie, z którego nie miał jakiegokolwiek wyjścia, które można by było określić jako dobre. Zdecydował się na – w moim szczerym przekonaniu – rozwiązanie optymalne: przyjął tę nominację i zarapował zgodnie z planem. Mógł oczywiście nie zareagować, ale jestem pewien, że w tej sytuacji dziś już cały Internet by się awanturował, że Duda to sztywny tchórz, który nie pojawił się tam, gdzie pojawiła się Polska.
      W tym momencie mamy moim zdaniem dwie możliwości. On mógł się ustawić w pozycji klasycznego rappera, założyć na łeb bejsbolówkę i czarną bluzę z kapturem i udawać że jest gangsta. Szczęśliwie on wybrał drugą opcję: wystąpił jako Prezydent III RP i coś tam maksymalnie skromnie, bez żadnych wygłupów, wyrecytował, kłaniając się na końcu służbie zdrowia i dziękując za wysiłek. Gdy chodzi o moją opinię, to powiem, że występ Prezydenta w owym projekcie – pomijając naturalnie prezentacje zawodowych rapperów, jak choćby O.S.T.R. – uważam za najlepszy. Jestem przekonany, że Andrzej Duda wypadł lepiej niż takie tuzy polskiej rozrywki jak Kasia Nosowska, Kayah, czy Michał Wiśniewski, że już nie wspomnę o ludziach spoza branży, takich jak rzecznik Bodnar. Ani ona, ani ta druga, ani ten trzeci, wystawiając na co dzień jakiś nędzny pop, nie mają nic wspólnego z hip-hopem, ale przy tej okazji nie mają najmniejszych szans, by się sensownie zaprezentować. Podobnie nie mają najmniejszych szans osoby nie związane z branżą, niemniej jakoś tak rozpoznawalne, jak wspomniany rzecznik  Bodnar, internauta Matczak, dziennikarz Mann, prezydent Wrocławia Sutryk, czy wreszcie ktoś o imieniu Duda MC. Różnica między tymi wymienionymi na końcu jest taka, że podczas gdy oni wszyscy stawali na głowie, by pokazać jacy są „cool”, jedynie Andrzej Duda odstawił gadkę, którą jak się okazuje zrozumiał tylko ten satanista Jan Hartman, a poza tym ani nie założył sobie na łeb śmiesznej czapki, ani nie powiedział „kurwa”, ani wreszcie nie udał, że jest częścią tego stanu umysłu, który możemy obserwować w tych dniach. Mówiąc krótko, on zrobił to co miał zrobić i zrobił to na poziomie, jaki utrzymuje jako prezydent od pięciu już niemal lat.
      Tymczasem, co my widzimy? Kiedy czytam w mediach głównego nurtu, że występ Wojciecha Manna został przyjęty przez jego sympatyków z prawdziwym entuzjazmem, wychodzi na to, że Duda okazał się kompletną porażką. I co ciekawsze, to nie jest opinia jego odwiecznych wrogów, ale tych, co na niego głosowali. Dlaczego? Bo on się rzekomo skompromitował, nie dość że przez wzięcie udziału w tym cyrku, to jeszcze nie potrafiąc poprawnie zarapować. Nie skompromitował się nikt: ani rzecznik Bodnar, ani dziennikarz Mann, ani prezydent Sutryk, ani aktor Seweryn, ani celebryta Kamel, ani komik Andrus, ani polityk Korwin Mike, ani wreszcie wariat Stonoga. Jedyny skompromitowany to jest Andrzej Duda. Dlaczego? Bo my byśmy strasznie chcieli, by on był ponad to.
     Powiem w tej sytuacji coś, co się pewnie niektórym z nas nie spodoba, ale moim zdaniem jest żywą prawdą. Andrzej Duda piastuje stanowisko Prezydenta RP, już za chwilę ma nadzieję przedłużyć ów termin o kolejne pięć lat i jego ostatnim zmartwieniem jest uważać na to, by broń Boże nie wejść w ścieżki, którymi chadza Dawid Podsiadło, czy Adam Bodnar. I ja się tego będę trzymał, czekając aż nam zarapuje Zbigniew Hołdys, nominowany przez innego rappera, Marcina Matczaka i wszyscy powiedzą, że no owszem, to straszne gówno, ale trudno zapomnieć ową porażkę prezydenta Dudy.






      

5 komentarzy:

  1. Mann szokujący. Żałosny upadek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dosłuchałam do momentu "ukochany kraj, umiłowany kraj". Przecież te klimaty to jego dzieciństwo, dojrzewanie, młodość i dorosłość w jednym. Mnie los tak okrutnie nie doświadczył. Na szczęście jeszcze w szkole poznałam uroki wolnych sobót. Sprzeciw nie zalegał w mojej młodej głowie, bo po prostu było mi dobrze. Lepiej się teraz nie buntować, jeśli się wcześniej nie chciało. Głupio to wygląda proszę p. Manna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest Pani trzecią osobą poza mną, która twierdzi że dotrwała do tej piosenki.

      Usuń
    2. Ja naprawdę zaraz postaram odsłuchać to coś do końca. Niczego nie obiecuję, ale czelendż-srelendż zobowiązuje:)

      Usuń
  3. Napisałam komentarz , ale nie został przyjęty. Nie będę się powtarzać. Wysłuchałam pana Wojtka do końca. No cóż. Idę sobie tłuc przysłowiowe kotlety.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.