wtorek, 19 maja 2020

Pierwszy lump Senatu, czyli cztery krótkie kawałki na koniec epidemii


Właśnie wysłałem kolejną serię krótkich, tym razem tylko czterech, kawałków dla „Polski Niepodległej”, no i tradycyjnie, żebyśmy tu nie musieli tego czytać, gdy już będziemy żyli w zupełnie nowych emocjach, przedstawiam ten tekst tu u nas. Jeden temat jest powtórzony, ale myslę, ze nie szkodzi.

Gdy piszę ten tekst, mamy wszyscy za sobą dzień tak zwanej Wielkiej Wymiany Kandydata, a przy tym całą serię kompromitacji tak niezwykłych, że ja osobiście nawet nie mam możliwości, by je tutaj komentować. I to nie tylko dlatego, że ich jest zwyczajnie zbyt wiele jak na ilość miejsca, ale przede wszystkim przez to, że one wszystkie zostały już wielokrotnie wyszydzone i wyśmiane przez większość naszych mediów. Jeśli jednak o tym co się stało wspominam i mimo wszystko pozwolę sobie na parę uwag w temacie, to wyłącznie w odniesieniu to paru kwestii, które dziwnym trafem niemal kompletnie umknęły nawet internetowym komentatorom. Oto, proszę sobie wyobrazić, że już po tym, jak zażądano od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej by stanęła przed Narodem i publicznie przyznała się do upadku, została wreszcie otoczona przez sam kwiat Koalicji Obywatelskiej, na scenę, w marynarce od garniaka, krawacie, w spranych jeansach i brudnych, rozczłapanych butach, wszedł sam marszałek Tomasz Grodzki i wypowiedział następujące słowa:
Prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej ma za sobą potężny głos naszych wieszczów i bohaterów narodowych, tych znanych i mniej znanych. Ale słyszy też krzyk, cierpienie pomordowanych, cierpiących i niesie tę odpowiedzialność na swych barkach i ma za zadanie zapewnić Rzeczpospolitej dalszy, harmonijny rozwój. Zadaniem Senatu, tak jak od początku mówiliśmy, będzie sprawienie, żeby wybory prezydenta, pierwszej osoby w Rzeczpospolitej, miały charakter demokratyczny, zgodny z Konstytucją, bezpieczny i aby oddawały rzeczywiście wolę narodu, a nie tej czy innej formacji. I żeby sprawiły że prezydent Rzeczpospolitej będzie mógł z otwartą przyłbicą i z dumą nieść imię Rzeczpospolitej do wszystkich zakątków świata. Jestem przekonany, że Rafał Trzaskowski będzie tym, który umówi Polki i Polaków na rendez-vous z przyszłością i będzie tym, który nas poprowadzi, naszą ojczyznę, do świetlanej przyszłości.
Dziś, jeśli ktokolwiek zwraca uwagę na to wystąpienie, to wyłącznie ze względu na owo idiotyczne rendez-vous, na mnie jednak największe wrażenie zrobiły te buty i jeansy od pasa w dół z częścią oficjalną od pasa w górę i owa gadka o „krzyku i cierpieniu pomordowanych i cierpiących”. Patrzę na to coś, słucham tego czegoś i zastanawiam się już tylko, czemu on przed wejściem na scenę założył te jeansy. Czyżby w ostatniej chwili, na skutek nadmiernego stresu, doszło do nieprzyjemnego katastrofy?

***

No ale bez względu na to, jakie były przyczyny tego, że marszałek Grodzki zmuszony był pójść na tę uroczystość w tym zabawnym szyku, należy zauważyć, że zgromadzone towarzystwo postanowiło bardzo sprawiedliwie podzielić czas między wychwalanie kandydata Trzaskowskiego, a słodzenie ex-kandydatce Błońskiej. Tu zresztą palmę pierwszeństwa musimy przyznać samemu Trzaskowskiemu, który wygłosił następującą laudację:
Przede wszystkim chciałem podziękować pani marszałek Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Kiedy 11 lat temu, będąc młodym, nieznanym naukowcem, przystępowałem do PO, starając się o to by zostać wybranym w Warszawie w wyborach do Parlamentu Europejskieg,  poszedłem porozmawiać z ówczesną poseł Kidawą-Błońską właśnie o tym, czy będę mógł kandydować z Platformy Obywatelskiej. I wtedy sobie pomyślałem:  szczęśliwy kraj, w którym są tak silne i mądre kobiety. Bo bez tych silnych, mądrych kobiet mężczyźni nie radziliby sobie ani w życiu, ani w polityce, bo my po prostu potrzebujemy opoki. Pomyślałem też wtedy, że dobrze, że takich ludzi, takie kobiety mamy w polityce. Potrzebujemy tej niebywałej klasy, którą pani marszałek sobą reprezentuje. Natomiast w tych ostatnich tygodniach, w tych ostatnich dniach mój szacunek dla pani marszałek rósł z dnia na dzień. Bo gdyby nie Małgorzata Kidawa-Błońska, to dzisiaj Andrzej Duda byłby prezydentem wybranym w niedemokratycznych wyborach”.
Bredził więc Trzaskowski o owej potrzebie opoki, a biedna Kidawa stała tam najwyraźniej nic z tego co się działo nie rozumiejąc, kompletnie skołowana i w pewnym momencie miałem wrażenie, że ona sobie bardzo mocno usiłuje przypomnieć te scenę sprzed jedenastu lat, jak przyszedł do niej jakiś młody, nieznany naukowiec i zapytał, czy mógłby startować z list Platformy do Parlamentu Europejskiego. I w pewnym momencie uznała, że pewnie tak było, no bo gdyby było inaczej, to oni by jej z pewnością powiedzieli. I w tym momencie zrobiło mi się jej strasznie żal i pomyślałem sobie, że tyle przynajmniej dobrego, że on nie miała ze sobą tej swojej torebki, bo tego obrazu byśmy już chyba nie wytrzymali.

***

Zresztą, kiedy słucham komentarzy na temat sposobu w jaki Kidawa została przez swoich partyjnych kumpli potraktowana, zdecydowanie wyczuwam tę samą nutę współczucia i im bardziej ona jest wyraźna, tym bardziej jednak myślę sobie, że może jednak nie powinniśmy aż tak się nad nią użalać, bo jak ona się nagle odwinie, to może się okazać, że będziemy musieli ją nieoczekiwanie przepraszać. Czemu tak? Otóż przypominam sobie, jak jeszcze w roku 2008, z okazji debaty na temat emerytur pomostowych premier Tusk postanowił wystawić na pierwszą linię frontu ówczesną wiceminister pracy, panią Agnieszką Chłoń-Domińczak, która w bardzo zaawansowanej ciąży, stojąc na sejmowej mównicy, przez długie godziny musiała odpowiadać na pytania posłów. W pewnym momencie, reprezentujący wówczas prezydenta Kaczyńskiego, Andrzej Duda wszedł na mównicę i powiedział co następuje:
W imieniu pana prezydenta RP oświadczam, że jestem zdumiony, że żaden z panów ministrów w pierwszych rzędach nie ustąpił miejsca pani minister. To jest właśnie cynizm, że mężczyźni nie mają odwagi i sumienia występować z tej trybuny do merytorycznej dyskusji
I wówczas głos zabrała sama Domińczak:
Ciąża nie choroba, to jest moje trzecie dziecko. Od roku 1997 roku pracuję niemal nieustannie nad systemem emerytalnym, dlatego też chciałam być w Sejmie podczas ważnych głosowań. Jeżeli jedynym pana argumentem w dyskusji, która tu się toczy, jest mój stan, to jest mi przykro. Bo ja nie używam mojego stanu jako argumentu w tym co robię, staram się po prostu dobrze wykonywać moją pracę
Po jej wystąpieniu rozpętało się piekło, gdzie  minister Duda został nazwany przez posłów Platformy  „chamem i prostakiem”, marszałek Komorowski w imieniu Izby wręczył minister Domińczak wielki bukiet kwiatów, a Andrzej Duda został zmuszony do złożenia oficjalnych przeprosin. A zatem, jeszcze raz apeluję, może dajmy już spokój Kidawie, bo jak oni sobie przypomną wydarzenia sprzed 12 lat, to się może dla nas skończyć jakimś szaleństwem.

***

Póki co jednak, jak wszyscy widzimy, powoli dobiega końca inne, tym razem bardzo prawdziwe szaleństwo, dziś już powszechnie występujące pod wesołą nazwą Pana Demii. I nagle się okazuje, że nasi celebryci, dla których od samego początku istnienia tej rubryki, zawsze znajdowało się tu miejsce, postanowili, że swój protest przeciwko władzy Prawa i Sprawiedliwości i wrogi stosunek do reprezentowanego przez nią państwa zademonstrują przechodząc na stronę, którą dotychczas określali nazwą „polskiego ciemnego zaścianka”. Doszło wręcz do tego, że piosenkarka Edyta Górniak wystąpiła w telewizji znanego powszechnie „faszysty” Roli i ogłosiła, że woli umrzeć niż nosić te głupie maseczki Szumowskiego. Po niej wystąpiła słynna diva polskiej kuchni Magda Gessler i powiedziała, że najlepszym lekarstwem na koronawirusa jest cebula, która odpowiednio rozłożona w kluczowych punktach kraju będzie ściągała na siebie zarazę, a nas uwolni od wszelkich niebezpieczeństw. Natomiast pierwszym guru owej antypisowskiej kontrrewolucji okazała się tak zwana „życiowa partnerka” aktora Tomasza Karolaka, niejaka Viola Kołakowska, i wygłosiła program dla całego ruchu:
Panie ministrze, pan przestanie pić. Pan zadba o zdrowie psychiczne i się od nas odczepi. Czy pan uważa, że my nie mamy rozumu? My doskonale wiemy o tym, że nie ma żadnej pandemii! Pokazują nam to prawdziwe liczby, nie wasze zmanipulowane. Nie chcemy tego, nie chcemy Was, chcemy, żebyście oddali nam nasze życie! Ono należy do nas, nie do was! Zajmijcie się swoim zdrowiem psychicznym i odwalcie się od nas. Pan sobie może szczyty zachorowań kreować, ale w swoim ogródku, a nie w naszym życiu i naszym państwie. Nie chcemy waszej kłamliwej polityki, nie chcemy uczestniczyć w waszej grze. Zostaliśmy sprzedani. Szumowski i Morawiecki oraz cała elita będzie chodzić na smyczy i robić to, co chce Gates. Każą nam chodzić w maskach, ponieważ one spowodują raka płuc i inne choroby łącznie z grzybicą płuc. Wtedy oni powiedzą, że jest kolejna odmiana COVID, czyli że są kolejne wirusy na jesień. Zamkną wszystko, nakręcą spiralę strachu tak, że ludzie sami staną w kolejce, by wziąć szczepionkę, zaszczepią się i umrą. Tylko 10% ludzi powie, że nie i tylko oni przeżyją. Tym samym ten fiut Gates w ten sposób będzie sobie depopulował ludzi”.
A ja już się całkiem na poważnie zastanawiać, czy nie jest tak, że kiedy już Koalicja Obywatelska zostanie z tym Trzaskowskim jak z ręką w nocniku, cały ten straszny projekt runie, a na scenie pozostanie już tylko Prawo i Sprawiedliwość, nie zacznie się tworzyć nowa siła polityczna złożona z prawdziwej patriotycznej prawicy, z przylepionymi do niej niedobitkami po owym smutnym projekcie pod nazwą Tęczowa Europa. Z Violą Kołakowską, jako kandydatką na Prezydenta IV RP.








3 komentarze:

  1. "... 11 lat temu, będąc młodym, nieznanym naukowcem, przystępowałem do PO, starając się o to by zostać wybranym w Warszawie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, poszedłem porozmawiać z ówczesną poseł Kidawą-Błońską właśnie o tym, czy będę mógł kandydować z Platformy Obywatelskiej."

    To warto zapamiętać! Opowiada udający młodego dzisiejszy 48-latek, nadal nieznany naukowiec, jak to 11 lat temu, czyli dopiero co po przystąpieniu Polski do Unii, prosto z ulicy wpadł-że on zapoznać się z Kidawą w celu wynegocjowania swego przystąpienia do PO w celu uzyskania mandatu europosła w najbliższych wyborach do PE. Tak "na dzień-dobry".

    O dziwo (czyli proszę pani) nominację do mandatu uzyskał! To ja się uprzejmie pytam, KTO na tym spotkaniu był osobą decyzyjną i czym tę decyzyjność legitymizował?

    Oczywiście zakładam, że prezydencki kandydat-in-spe nie snuje dziś opowieści znad rzeki o procedurach PO-wskich.
    Chociaż, gdy się zastanowić, to te 11 lat temu wszedł do Kidawy właśnie jako kandydat-in-spe. Jeśli teraz, w obecności samej Kidawy opowiada prawdziwie, to gdzie jest ów punkt podparcia i kto dzierży tę dźwignię?

    OdpowiedzUsuń
  2. @toyah

    Skoro zaś mowa o dres-kodzie w polityce ze szczególnym uwzględnieniem PO-lityków, to ja bym u Ciebie zamówił felieton. Coś się bowiem dzieje wskazując na nowe zapotrzebowania.

    Dziś np. mój ulubiony Kierwiński pojawił się rano u Rachonia w krawacie i w czarnej marynarce. Ale bez poszetki. Pewnie ze względu na porę dnia. Czy miał spodnie, tego nie pokazali.

    Być może POlitycy chcą się po prostu przyzwyczaić do krawata, ale chyba potrzeba jest bardziej życiowa. Prawdopodobnie w gorączce wyborczej udają, że są poważni, odpowiedzialni i godni zaufania. Dotychczasowe luzackie przebranie poszło więc do szatni. Obstawiam, że po ogłoszeniu terminu wyborów jeszcze ogolą te dwudniowe zarosty.

    Grodzki chyba po prostu zaspał. Choć biorąc pod uwagę jego bezczelność i cynizm możliwe, że postanowił demonstrować dolnymi partiami ciała.
    Zobaczymy, w czym wyjdzie Kierwiński dziś wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Zobaczę co się da zrobić. Trochę się boje, że jeśli za długo będę się im przyglądał, to stracę całą swą moc.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.