sobota, 7 marca 2020

Po ile kilo koronawirusa na czarnym rynku?


Myślę, że dzisiejszy dzień jest równie dobry jak każdy z minionych kilkudziesięciu, i jak  równie każdy z kilkudziesięciu następnych, bym mógł zamieścić tu swoje najnowsze refleksje z „Warszawskiej Gazety” w sprawie – jak by inaczej – koronawirusa, jako artykułu handlowego. Zapraszam do rozmowy, a jednocześnie już teraz zapowiadam, że jutro, po aż nazbyt długiej przerwie, będziemy mieli okazję – niektórzy z nas po raz pierwszy – podziwiać samozwańczego duszpasterza tego miejsca, księdza Rafała Krakowiaka, starszym czytelnikom znanego pod imieniem Don Paddington. No ale to dopiero jutro. Dziś maski na nosy i noga do schronu.

      Dotychczas było tak, że teksty te, które przygotowuję w poniedziałek, gdy trafiają w piątek do Czytelnika, stanowią już tak zwaną melodię przeszłości. Dziś jednak nie mam wątpliwości, że gdybym nawet dzisiejszy felieton pisał z myślą o wydaniu kwietniowym, czy majowym, to on byłby nadal bardzo aktualny. Czemu tak? A no temu, że jego przedmiotem jest tak zwany koronawirus, który został nam sprezentowany przez światowy przemysł zarządzający kulturą popularną, w dodatku tą jej częścią, która została wprzęgnięta w globalną politykę, a to z kolei powoduje, że nim nie będziemy się zajmować jeszcze dzień, dwa, czy nawet tygodnie, ale najpewniej długie miesiące.
       Spójrzmy, z czym mamy do czynienia. Oto wirus, który wedle najbardziej wiarygodnych informacji, w 80 procentach przypadków przebiega nadzwyczaj łagodnie i przypomina bardziej zwykłe przeziębienie niż klasyczną grypę, wirus, który dotychczas na całym świecie zamieszkałym przez blisko 8 miliardów ludzi, zaatakował zaledwie 90 tysięcy osób, z czego zmarło niespełna trzy tysiące, a cały ów świat nie dość, że nie zna dziś ważniejszego tematu, to pogrąża się w panice, której nie zaznał chyba od II Wojny Światowej.
       Oglądałem w telewizji wypowiedź pewnego starszego pana, mieszkańca Włoch, który w stanie autentycznej cholery mówił do mikrofonu dziennikarki, że nawet wtedy, 80 lat temu, było znacznie spokojniej. A ja dziś wiem doskonale, co on miał na myśli. Pamiętam dzień,  w którym pojawiły się pierwsze informacje o owym wirusie. Oto idąc ulicą zaledwie odchrząknąłem i idąca obok mnie kobieta zaczęła autentycznie uciekać. Dziś w tramwaju, którym zwykle rano jadę do pracy, zawsze odpowiednio przepełnionym, jechało ze mną może 10 osób. Wczoraj na mszy w kościele, zawsze pełnym, połowa miejsc świeciła pustkami, tak że ci, do których w pierwszej kolejności były skierowane odczytywane przez księdza proboszcza słowa ministra Szumowskiego, że należy unikać kontaktu z osobami, które kaszlą i kichają, nawet nie mieli okazji ich wysłuchać.
       Piłkarskie mecze w całej Europie organizowane są bez obecności publiczności, wielkie od dawna zapowiadane imprezy są odwoływane Sejm z powodu rzekomej pandemii, wszystkie światowe media informują, że w Stanach Zjednoczonych zmarła pierwsza osoba, a nasz Sejm, pod auspicjami Prezydenta, urządza wielki polityczny happening, gdzie obie strony politycznego sporu przerzucają się argumentami mającymi albo podważyć kompetencje politycznego przeciwnika, albo pochwalić się własnymi sukcesami.
      A ja sobie myślę, że to jest jedyna dobra rzecz w tym całym szaleństwie. Otóż nie mam wątpliwości, że gdyby faktycznie istniał choćby ślad zagrożenia, oni wszyscy by się pochowali gdzieś po piwnicach i strychach, i ani by im w głowie było urządzać polityczne przepychanki. No i oczywiście korespondentka TVP Info Magdalena Wolińska Redi, opowiadając o kataklizmie, jaki spadł na Włochy, swoją relację prowadziłaby z hotelowego pokoju przez zamknięte okno, a nie z pełnego oczywiście zarażonych Włochów placu w środku któregoś z miast.








4 komentarze:

  1. Podobno mydła już nie ma. Spirytus jest droższy to jeszcze jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Pavel

    Ale GDZIE? podobno. W moich 3 wiejskich sklepach (wieś podwrocławska), na pewno, bo sam widziałem, mydło jest, a poza tym spirytus, a do użytku zewnętrznego także salicylowy (kosztuje grosze), woda utleniona, zaś w Dino nawet "Daisy Blue chusteczki odświeżające z płynem antybakteryjnym".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością większość mydła jest. Powtarzam tylko zasłyszane. Spirit jest tu i tam .

      Usuń
  3. Jest jeszcze jedna dobra rzecz. Ludzie zaczęli bardziej dbać o higienę rąk. A z tym było zaprawdę kiepsko. Być może będą więc zdrowsi i rzadziej będą się zarażać różnymi prawdziwymi chorobami jak choćby grypa sezonowa.

    Wg mnie to ciągle jest jakiś eksperyment. Nie wiem tylko, czy polityczny, czy społeczny czy gospodarczy. Może wyszło wszystko po trochę.

    Warto zauważyć, że wystarczy dowolny temat wpuścić w globalne kanały dystrybucji informacji i emocji, aby osiągnąć efekt pandemii propagandy. Temat musi zawierać tylko choćby teoretyczny i dalece mało prawdopodobny, ale emocjonalnie mocny punkt jak możliwe powikłanie śmiercią. Przecież nie oszukujmy się, bez tego nie pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. Trzeba to tylko odpowiednio podać.

    Jeszcze jedna refleksja - dzisiaj do takiego projektu są wyjątkowo sprzyjające okoliczności. Ludzie w 99,99% są kompletne zależni od cywilizacji (jedzenie, woda, energia i ogrzewanie), a do tego ogłupieni jak nigdy od stuleci. Plus globalne media i szybkość przepływu informacji oraz wszechobecne jej kanały, od których prawie nie sposób się uwolnić. Po raz kolejny szczęśliwi ci, którzy mieszkają daleko od wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.