piątek, 13 marca 2020

Czy koronawirus zaatakuje Demokratyczny Ruch Na Rzecz Obrony Demokracji?


Dzisiejsza notka będzie się składała z dwóch osobnych, choć mocno powiązanych ze sobą części. Najpierw bowiem przedstawię swój ostatni felieton z „Warszawskiej Gazety”, a po nim pewną szerszą, dodatkową refleksję, która przed chwilą spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Bardzo zatem proszę o uwagę.           

      Na fali histerii związanej z koronawirusem, pomyślałem sobie, że poza wszystkim tym, o czym wiemy, sytuacja z jaką mamy do czynienia stworzyła doskonałą okazję dla wszelkich publicznie działających durniów, by sobie mogli swobodnie poużywać, nie ryzykując równie publicznej kompromitacji. Ponieważ bowiem ogólnopolskie, ale również i lokalne media nie znają innego tematu niż ów koronawirus, istnieje nadzwyczaj duże prawdopodobieństwo, że nie ma takiego idiotyzmu, który potrafiłby się przebić przez te wszystkie informacje na temat kolejnych zaatakowanych ośrodków i zrobić na kimkolwiek wrażenie. Mało tego. Nawet ta część wspomnianego gorszego sortu, który zabiera głos w sprawie epidemii, pozostaje całkowicie bezkarna wobec potęgi agresji jaka dotknęła Bogu ducha winnych mieszkańców Ziemi.
       Przyznaję, że nie miałem okazji obejrzeć całości wypowiedzi prof. Radosława Markowskiego, której ów mędrzec udzielił stacji TVN24, a więc mogę się tylko domyślać, że został on tam poproszony o ocenę szans wyborczych prezydenta Dudy wobec szalejącego koronawirusa, a interesujący nas fragment wypowiedzi brzmi następująco:
       Chcę powiedzieć, i proszę mnie dobrze zrozumieć, ja opisuję, kim jest elektorat Andrzeja Dudy. To są w 70 niemal procentach ludzie starsi, to są... znaczy odwrotnie – 70 procent ludzi starszych popiera Andrzeja Dudę. To są...” [w tym momencie dziennikarka TVN24 uzupełnia myśl Profesora: „ludzie bezpośrednio zagrożeni”, a Markowski kontynuuje] „Ale optymistyczne jest to, że są poza rynkiem pracy, z podstawowym wykształceniem i tak dalej, więc są może bardziej odizolowani od innych, ale jeśli coś się przykrego będzie działo – i to z przykrością stwierdzam – być może ta niewydolność służby zdrowia ma prawo pierwsza w nich uderzyć”.
       Mam nadzieję, że wszyscy rozumiemy, o czym mowa. Otóż w ramach rozpędzającej się kampanii wyborczej stacja TVN24 zaprasza do studia zaprzyjaźnionego socjologa, profesora nauk społecznych w  Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, człowieka w roku 2011 odznaczonego przez prezydenta Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i prosi go o naukową analizę szans wyborczych prezydenta Dudy w obliczu epidemii koronawirusa. Ów uczony profesor, zastrzegając oczywiście, że on akurat nikomu niczego złego nie życzy, przedstawia odpowiednią socjologiczną prognozę, w której przepowiada, że znaczna część wyborców Andrzeja Dudy, głównie ludzie starsi, a więc bardziej zagrożeni atakiem wirusa, mogą przed 10 maja wykitować i to by otwierało pewne możliwości dla kandydatów opozycji.
      Oczywiście, co już zostało tu wspomniane, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zarówno słowa wypowiedziane przez Markowskiego, jak i sam fakt zwrócenia się do niego o tego rodzaju wypowiedź przez było nie było poważny ogólnopolski medialny koncern, ale też to, że owa wypowiedź nie została natychmiast przerwana przez napis „Przepraszamy za usterki”, zostanie przez opinię publiczna potraktowane wzruszeniem ramion. Nie widzę jednak powodu, bym i ja tu pozostał na tym poziomie ogłupienia i nie powiedział głośno i dobitnie, że mam nadzieję, że ten chiński wirus jednak zacznie w końcu wybierać.
                                                                                ***
        I oto, proszę sobie wyobrazić, zanim jeszcze odpowiednio wystygła wypowiedź prof. Markowskiego, w której wyraził nadzieję, że zanim dojdzie do majowego głosowania, w wyniku epidemii koronawirusa umrze wystarczająco dużo starszych ludzi, którzy, jak powszechnie wiadomo, w środowisku przez niego reprezentowanym traktowani są jako podstawowy elektorat Prawa i Sprawiedliwości, by Andrzej Duda wybory skutecznie przerżnął, jak pojawiło się coś równie szczególnego, tyle że w sposób jeszcze bardziej podły. Oto w wywiadzie dla Polskiego Radia, poproszony o komentarz w sprawie wspomnianego kryzysu, prof. Zdzisław Krasnodębski powiedział:
      Rządy mają obowiązki głównie wobec swoich obywateli, ale tam, gdzie mogą, to się dzielą. Jak w każdej takiej sytuacji, występują również zjawiska, które realistycznie oceniając zawsze występują np. ochrona własnego interesu. (…) W klinikach niemieckich w Berlinie pokradziono maski, odzież ochronną. W Niemczech, tych moralnych Niemczech. Wychodzą pewne cechy społeczne. To jest weryfikacja naszych mitów i zderzenie ich z rzeczywistością. Jest jeszcze jeden taki aspekt, który ktoś cynicznie mógłby powiedzieć: no cóż, ten wirus jest niebezpieczny dla osób powyżej lat 60, więc gdyby rzeczywiście nastąpił ten czarny scenariusz, to nasze społeczeństwa się trochę odmłodzą, prawda?
       I oto, proszę sobie wyobrazić, na Twitterze pojawił się wpis jakiegoś Grzegorza Kota, w którym autor zacytował następujący fragment z powyższej wypowiedzi: „No cóż, ten wirus jest niebezpieczny dla osób powyżej lat 60, więc gdyby rzeczywiście nastąpił ten czarny scenariusz, to nasze społeczeństwa się trochę odmłodzą, prawda?”, a tym samym sprowokował tak nieprawdopodobny hejt w stosunku do Krasnodębskiego, że nie ma tu miejsca, by przytoczyć z niego choćby i najbardziej tłuste obelgi. Mało tego. Mimo że w międzyczasie, parokrotnie pojawiło się sprostowanie, wraz z odpowiednim zapisem wspomnianego fragmentu rozmowy z Krasnodębskim, ani autor swojego tweeta nie usunął, ani też nie zakończyło się obrzucanie bogu ducha winnego profesora najbardziej ordynarnymi wyzwiskami. Ale i tego mało. Do w perfidny sposób zmanipulowanej wypowiedzi Krasnodębskiego odnieśli się główni przedstawiciele obrońców Demokracji oraz Konstytucji, tacy jak Leszek Miller, Wojciech Sadurski, czy Tomasz Grodzki i go zwyczajnie wdeptali w błoto. Za co? No za to, że on rzekomo wyraża nadzieję, że koronawirus odmłodzi nasze  społeczeństwo stetryczałe społeczeństwo. I żaden z nich nie dość że nawet się nie zastanowi, że przepisywanie Krasnodębskiemu tych słów jest kompletnym absurdem nie tylko dlatego, że jak stwierdził sam prof. Markowski, Krasnodębskiemu staruszkowie są potrzebni jak suchej ziemi kropla deszczu, i on ich powinien raczej chronić, ale przez to, że on sam jest już starszym człowiekiem, więc powiedzieć tak zwyczajnie nie mógł. Wystarczy, że pojawiła się szansa na uderzenie w PiS, a oni się na tę szansę rzucili z nieprzytomną wręcz energią.
      No ale nie w tym nawet rzecz. Co oni potrafią, to my już od pewnego czasu wiemy aż za dobrze. Mnie natomiast przejmuje taka oto myśl, że oni właśnie demonstrują swoje święte oburzenie wypowiedzią, której nie było, natomiast w obliczu wyrażonej przez Radosława Markowskiego w sposób jak najbardziej poważny i bezpośredni życzenia, by koronawirus wytłukł znaczącą część elektoratu Andrzeja Dudy, milczą jak zaklęci. Można by było wręcz powiedzieć, że oni, całkiem prawdopodobnie, po wysłuchaniu Markowskiego poczuli na plecach przyjemny dreszcz podniecenia. A to by świadczyło o tym, że zdanie, którym przyszło mi zakończyć swój felieton do „Warszawskiej Gazety” zyskuje dodatkowy walor.


   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.