piątek, 6 marca 2020

Czy w roku 2025 kandydatem Zjednoczonej Opozycji na stanowisko Prezydenta RP zostanie Bernie Sanders?

        W swojej wspominanej tu już niedawno książce pod tytułem „The Way Things Ought To Be”, Rush Limbaugh w pewnym momencie pisze tak:
Świat nigdy nie widział czegoś takiego jak Stany Zjednoczone Ameryki. Gdy chodzi o wyższą edukację, gospodarkę, styl życia, zamożność, formy rządów, oraz osobistą wolność, zostaliśmy obdarowani przez Boga bardziej, niż jakikolwiek inny kraj”.
      A ja sobie myślę, że przede wszystkim Rush Limbaugh, jako amerykański patriota, ma prawo w to wierzyć, a co więcej nie ma najmniejszego powodu, by się swojej opinii – nawet jeśli nieco ryzykownej – wstydzić. Nawet ja, będąc szczerze przekonanym, że świat w całej swojej historii nie widział czegoś tak pięknego jak Polska, do owej listy przedstawionej przez Limbaugh z czystym sumieniem mogę dodać jeszcze muzykę, literaturę, film, sztuki plastyczne, a kto wie, czy nie jeszcze bardziej, kanapkę Chick-Fil-A, której wprawdzie nigdy nie jadłem, ale jestem pewien, że jest równie dobra jak Johnny Cash z Dylanem.
       Zacząłem się jednak nad ową opinią Rusha zastanawiać całkiem niedawno, gdy pojawiła się po raz kolejny kwestia demokratycznej nominacji w walce o to kto spróbuje wyrzucić z Białego Domu Donalda Trumpa i okazało się, że na placu boju pozostali już tylko Joe Biden i Bernie Sanders.
      W czym rzecz? Otóż, kiedy, jak wiemy, w roku 2016 Amerykanie ni stąd ni zowąd wybrali prezydentem Donalda Trumpa, cała tak zwana cywilizowana Ameryka, a wraz z nią może jeszcze bardziej cywilizowany świat, najpierw pogrążyły się w szoku, a kiedy doszły do siebie, zapłonęły świętym oburzeniem, że skoro ludzie są w stanie wybrać kogoś takiego jak Trump, niechybnie nastąpił ostateczny krach demokracji i jeśli natychmiast nie uda się czegoś wymyślić, nie tylko umrze demokracja, ale w ogóle na Ziemię spadnie deszcz meteorytów i nastąpi jej koniec. Przyszły kolejne lata, kiedy to z jednej strony trwało globalne niszczenie wizerunku prezydenta Trumpa, a z drugiej gwałtowne poszukiwanie sposobu na jego usunięcie z urzędu, czy to drogą impeachmentu, czy przez znalezienie kogoś, kto go pokona w kolejnych wyborach. I oto wybory zbliżają się wielkimi krokami, a tu się okazuje, że jedyne co tak wysławiana przez Rusha Limbaugh Ameryka potrafiła przez te cztery lata z siebie wyprodukować, to dwóch półprzytomnych niemal 80-letnich starców, w tym jednego ciężkiego pedofila, oraz jednego komunistę. Efekt jest taki, że Trump zupełnie spokojnie realizuje swój plan na drugą kadencję, podczas gdy jego służby propagandowe publikują kolejne zdjęcia, na których Biden małym dziewczynkom albo wkłada język do ucha, albo łapie je za ledwie co wyrośnięty biust, albo cytują kolejne marksistowskie mądrości Berniego Sandersa, ewentualnie publikują wypowiedzi obu staruszków, w których oni już tylko demonstrują mocno zaawansowaną demencję. A zatem, czy my tu naprawdę musimy uznać, że – było nie było w sytuacji ciężkiego zagrożenia – Ameryki, a zwłaszcza tej jej części, która trzyma w garści nie tylko kulturę popularną oraz media, ale również całą elitę intelektualną, nie było stać na to by znaleźć kogoś lepszego?
      Otóż wygląda na to, że tak jest w istocie rzeczy. Wszystko wskazuje na to, że oni są na dziś pogrążeni w tak strasznym zidioceniu, że nie stać ich nawet na zmobilizowanie prostych odruchów w ramach prostej samoobrony. I to nie tylko oni. Popatrzmy bowiem, co się dzieje u nas w Polsce. Wiosną roku 2015 najpierw Andrzej Duda wysadził z urzędu Bronisława Komorowskiego, potem jesienią Prawo i Sprawiedliwość zdobyło bezwzględną większość w obu izbach parlamentu i od pięciu już lat jedynym sukcesem opozycji okazuje się być wyłącznie skuteczne zjednoczenie się ponad wszelkimi podziałami we wspólnej nienawiści do Dudy oraz PiS-u, natomiast gdy chodzi o stworzenie konkretnej oferty, czy to programowej, czy personalnej, oni nie mają nic ponad ów antypis plus Budkę, Szczerbę, Biedronia, Neumanna, Kosiniaka-Kamysza, Kierwińskiego, Nitrasa, Bosaka, no i oczywiście Kidawę-Błońską. No i jeszcze ostatnio koronawirus. Oto wynik jaki oni – ale przecież nie tylko oni, ale cały ów obóz tak zwanej Polski Mądrej i Nowoczesnej – byli w stanie na koniec uzyskać.
      W tym momencie jednak chciałbym zwrócić uwagę na to, co jest niewątpliwym sukcesem owych sił reakcji zarówno tam jak i u nas, a mam na myśli sądy. Nie wiem dokładnie, jak się sprawy mają w Stanach Zjednoczonych, jednak z pojedynczych informacji jakie do mnie dochodzą mogę podejrzewać, że gdyby prezydenta wybierali tam wyłącznie sędziowie, zarówno Bernie jak i Biden pokonaliby Trumpa z opuszczonymi rękami. Kiedy natomiast obserwuję kolejne wypadki u nas w kraju, myślę sobie, że dziś praktycznie całą robotę za opozycję wykonują sędziowie właśnie. Ale też oni akurat się w najmniejszym stopniu nie oszczędzają.  Tam się jeńców nie bierze i wygląda na to, że oni prędzej się dadzą wyprowadzić zza tych swoich stołów na butach, niż zmienią swoje podłe zachowanie. A pomyślałem sobie o tym teraz niedawno, kiedy to na mocy wyroku gdańskiego sądu pani Natalia Nitek-Płażyńska będzie zmuszona przeprosić pewnego Niemca za to, że ten ją nazwał „idiotką, którą on powinien postawić pod ścianą i rozstrzelać”.
       Politycy opozycji powinni się uczyć od sędzi Małgorzaty Zwierzyńskiej. To się nazywa determinacja w obronie ideałów, które przecież im wszystkim są bliskie.



1 komentarz:

  1. @toyah

    Determinacja sędzi Zwierzyńskiej, Małgorzaty Zwierzyńskiej, zaprawdę wymaga utrwalenia dla przyszłych pokoleń.

    Mam jednak pretensje o utajnianie nazwisk pozostałych sędziów z trzyosobowego składu apelacyjnego w tej sprawie. Czy o nich historia ma zapomnieć?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.