czwartek, 2 marca 2017

O radości życia i urodzinach raz na cztery lata

               Pierwszy swój tekst na blogu opublikowałem 29 lutego 2008 roku, a zatem, jeśli uwzględnimy fakt, że rok 2008 był rokiem przestępnym, dziś mogę powiedzieć, że dziewiąta rocznica mojego blogowania nie nastąpiła i już niestety nie nastąpi, o ile oczywiście nie przyjmiemy, że ona miała miejsce 1 marca, czyli wczoraj, choć i wtedy nawet nie mógłbym się normalnie napić ze względu na początek Wielkiego Postu. Inna sprawa, że nie nastąpiła też rocznica pięta i nie nastąpi dziesiąta, więc wychodzi na to, że każdy rok jest tu dobry. Dodatkowo też jednocześnie tak się nagle stało, że ja po raz pierwszy w ciągu tych wszystkich lat pamiętałem o owych szczególnych urodzinach, pomyślałem więc sobie, że nie zaszkodzi, jeśli dziś na ten temat podzielę się paroma refleksjami.
      Otóż w roku 2008 miałem 53 lata i z dzisiejszej perspektywy muszę przyznać, że to dopiero ten rok, w pewnym szczególnym sensie ostatecznie zdeterminował moje życie. Oczywiście, zawsze przy tego typu refleksjach należy pamiętać o wielu innych, być może w ostatecznym rozrachunku wydarzeniach znacznie bardziej kluczowych dla mojej dzisiejszej kondycji, niemniej jednak, jak mówię, w pewnym szczególnym sensie, to dopiero wtedy, w wieku 53 lat, ta jedna decyzja, by założyć blog i napisać tamten tekst, w którym zarzuciłem Rafałowi Ziemkiewiczowi elementarny brak uczciwości, zdecydowała o kształcie tego już pewnie ostatniego odcinka mojej drogi. Dość późno, prawda?
      A zatem, ktoś pewnie spyta, cóż jest takiego fascynującego w tym, co dziś stanowi tak ważny element mojego życia, że ja to stawiam niemal na równi z moim życiem rodzinnym, czy zawodowym, że już nie wspomnę o psie, który tu zawitał jeszcze później, czyli w pamiętnym roku 2009? Otóż oczywiście moim zdaniem jak najbardziej fascynujące jest wszystko to, co się wiąże z pisaniem, a więc ten blog, to imię Toyah, którym większość moich dzisiejszych znajomych się do mnie zwraca, te książki, każdy z może już dziś tysięcy przyjaznych gestów, których miałem szczęście przez te lata doświadczyć. No i ludzie, o których nie mam sposobu, by opowiedzieć, bo brakuje miejsca i słów. I kiedy mówię, że to wszystko stanowi treść owej ostatniej już pewnie prostej, jestem jak najbardziej i szczery i jednocześnie pełen autentycznej satysfakcji.
       I dziś właśnie chciałem powiedzieć coś na temat owej satysfakcji. Rzecz w tym, że ja sobie naprawdę nie potrafię wyobrazić, by ona mogła być większa, czy bardziej intensywna. Ja naprawdę nie mam najmniejszego powodu, by odczuwać jakiekolwiek niedosyt, gdy chodzi o poziom tego bloga i o liczbę, klasę, oraz zaangażowanie jego czytelników, podobnie jak nie mam żadnego powodu, by wypatrywać lepszego i bardziej prestiżowego wydawcy niż Coryllus, powiem wręcz, że w chwilach poważniejszej refleksji, dochodzę do wniosku, że wszystko co byłoby ponad to, wyszłoby mi bokiem. A zatem, moim zdaniem, po tych dziewięciu latach moja sytuacja blogera, autora i przyjaciela moich przyjaciół jest tak doskonała, jak miejsce Księżyca między Ziemią a Słońcem. Każdy ruch w jedną, czy w drugą stronę byłby mi jak psu na budę.
      I oto w tej wręcz wybornej z mojego punktu widzenia sytuacji, w jakiej się znalazłem w wieku blisko już 62 lat, z różnych stron dochodzą do mnie raz po raz głosy, że ja jestem albo zgorzkniały, albo pełen złości, czy że wypełnia mnie nieustanna zawiść do wszystkich o wszystko. O to, że nie udało mi się w roku 2011 dostać do Sejmu i nie jestem dziś tak ważnym posłem, jak choćby Dominik Tarczyński, że Jarosław Kaczyński nie uczynił mnie swoim asystentem, że nie chcą moich tekstów ani w „Gościu Niedzielnym” ani w tygodniku „W Sieci”, ani w portalu wpolityce.pl, ani nawet w „Naszym Dzienniku”, że z moim zdaniem nie liczą się bracia Karnowscy, że po moje książki nie ustawiają się takie kolejki, jak po książki Twardocha, czy Miłoszewskiego, że mój blog nie ma tylu odsłon, co blog Matki Kurki, że nie jestem przez Michała Rachonia zapraszany do TVP Info, a jakby tego było mało, niedawno jeden z byłych kolegów poradził mi, żebym nie był tak pełen goryczy, bo przecież jutro też będzie dzień i poranna kawa. Przepraszam, ale jak tak można!
      A zatem, kończąc już ten trochę wspomnieniowy, a trochę komentujący stan tego bloga i swój, jako jego autora, tekst, chciałbym dziś podziękować wszystkim tym, którzy solidarnie tu przychodzą od lat każdego dnia, wspierają mnie nie tylko swoim dobrym słowem, ludziom, którzy kupują moje książki i którzy wreszcie uważają mnie za swojego dobrego kumpla, nawet jeśli starszego od nich o wiele lat i wszystkich zapewnić, że nie mógłbym być bardziej szczęśliwy z powodu tego, co mnie spotyka i proszę Jedynego Boga, żeby tu akurat może nic nie ruszał.


58 komentarzy:

  1. Tak ci mówią? Że jesteś zgorzkniały? Chyba sami odstawili leki i gorzej się przez to czują

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne doświadczenie pełni za życia. Cieszę się razem z Tobą. Od długiego już czasu. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne doświadczenie pełni za życia. Cieszę się razem z Tobą. Od długiego już czasu. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Lucyna
    Leki to jedno, ale ja mam wrażenie, że większość z nich żyje w nieustannym poczuciu krzywdy i oni ten swój ból projektują na zewnątrz. Wczoraj w salonie napisał jakiś, że ja zazdroszczę Wielguckiemu. Wyobrażasz sobie?

    OdpowiedzUsuń
  5. A więc wszystkiego najlepszego na następne lata!

    Skoro wspominamy, to napisze parę słów dlaczego tu wpadam. Miło się Ciebie czyta, gdyż nie ma w Tobie agresji zbyt dużo, za to sporo refleksji. Chodzi mi tu o w miarę cierpliwe znoszenie prostackich i chamskich nieraz wpisów komentatorów. No bo wpisy niemądre/banalne znosi się w milczeniu - jak rozumiem :-)

    No i jest pewna stałość Twojej postawy, wiernej prawdzie. Chociaż... raz byłam bardzo rozczarowana jednym tekstem, ale już mi przeszło - dawno :-)
    Zresztą byłoby wręcz niemożliwe i niezrozumiałe zadowalać ciągle wszystkich swoich czytelników.

    Życzę Ci więc jak najwięcej kolejnych, tak bardzo satysfakcjonujących urodzin!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ogrodniczka
      Jeden tekst na parę tysięcy? To ja powiem szczerze, że nawet ja chyba czułem się więcej razy rozczarowany.

      Usuń
  6. Sto lat! Niech zdrowie i pomyślność Ci dopisuje. Nie słuchaj jak ktoś mówi, że jesteś zgorzkniały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @tpraw
      Czemu mam słuchać? Przecież najlepiej wiem, jak się czuję.

      Usuń
    2. No dokładnie. W dodatku jest takie powiedzenie, że ma się tyle lat na ile się czujesz.

      Usuń
  7. Jak się wdepnie raz w gówno/bloger onetu 2009/, to ciężko pozbyć się tego smrodu. Jeśli dodamy, sorry, zawiść, która jest Pana nieodłączna przyjaciółką, to mamy to co mamy. Więcej skromności, zadufania, pisania w pierwszej osobie.
    Tadeusz Boy Żeleński, jeden z moich ulubieńców zauważył, że "Gdy się człowiek robi starszy/ Wszystko w nim po trochu parszy-/-wieje"
    Zdrowia i uśmiechu na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Oj dobrze, że powiedziałeś "sorry", bo chyba bym się powiesił z tej wściekłości.
      Co do Boya, to gratuluję wyboru i polecam innych mistrzów intelektu. Bardzo dobry był też na przykład Putrament.
      Życzeń nie zrozumiałem. Życzysz mi więcej zadufania? Coś Ci się chyba z tej wściekłości poplątało w główce.

      Usuń
    2. Swoją drogą Panie Krzysztofie to zaskakujące skąd u "anonimowego" tyle bezinteresownej złości. Toż to trzeba się nieźle wysilić by taki tekst napisać, tym bardziej wiedząc, że naraża się na jakąś odpowiedź. A może on o Panu sądzić co chce, ale nie to, że odpowiedź będzie niedowcipna i co najmniej nieujszczypliwa.

      Usuń
  8. To była długa droga, Toyahu.
    Wiele jeszcze przed Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za szczerość i wierność zasadom w tym co piszesz, no i przede wszystkim za styl literacki na blogu i w książkach. To wielka radość móc się delektować Twoim Słowem, a przecież to jest forma, a najważniejsze są treści. To one zostają w naszej duszy - poruszają serce i ubogacają umysł.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co tylko najlepsze w Rodzinie i w pisaniu, niech Dobry Bóg błogosławi Tobie i Twoim Bliskim,
    a tu jeszcze taki mały upominek:


    ...co Toyah pisze – jest jak muzyka,
    oświeca umysł i serce budzi,
    że zauważasz coś co umyka ...,
    potwierdza prawdę: warto się trudzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Obecny
      No proszę, wiersz o mnie. A później przychodzą tacy i mi życzą jeszcze więcej zadufania. Jak żyć, pani premier? Jak żyć?

      Usuń
    2. chyba z tym zadufaniem nie jest tak najgorzej, ale pokora jest potrzebna,
      więc dla równowagi coś dla Coryllusa, bo niedawno miał imieniny, proszę Mu przekazać wraz z życzeniami i podziękowaniem

      Coryllus
      ...pisze jak prawdę uobecnić,
      by przywróciła wartość słowa
      tak nie przeminą Ci co wieczni
      i o tym toczy Baśni mowa...

      Usuń
    3. @Obecny
      Nie powiem mu. Ja chcę mieć wszystko dla siebie. Moje ego by nie wytrzymało takiej konkurencji ;)

      Usuń
  10. Mnie podobny stan jaki Pan opisuje spotkał mniej więcej w tym samym wieku, ale jestem od Pana trochę młodszy. Muszę powiedzieć, że Pana teksty (i Coryllusa oczywiście też, ale trochę inaczej)pozwalają mi w tym stanie wytrwać i nie poddawać się, za co serdecznie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jerzy Komorowski
      Podobnie jak mi Pańska obecność.

      Usuń
  11. Z tego co Pan deklaruje, jest Pan człowiekiem wierzącym. Przez cały ubiegły tydzień czytaniami była Księga Syracha. Rozpoczął się kolejny Wielki Post w Pana życiu, ciekawym zresztą pełnym, z tego co Pan pisze, wielkich chwil, uniesień.Marzę, ot takie sobie marzenia, żeby Pan trafił podczas spowiedzi w tym okresie na spowiednika, który zadał by Panu za pokutę, przeczytanie tej Księgi- ze zrozumieniem oczywiście. Życzę Panu więcej pokory, empatii i zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Tak. Oczywiście że jestem wierzący. Jak wszyscy. Natomiast nic mi o tym nie wiadomo, bym miał jakieś grzechy, a już napewno nie grzech braku pokory. Więc nie muszę chodzić do spowiedzi. Niech Pan kiedyś znowu wpadnie i mi coś powie, ja wtedy Panu odpowiem tak jak dziś, Pan z tego zwariuje i będzie wesoło.

      Usuń
  12. Dzień dobry, rzadko coś komentuję, ale jak pod koniec wpisu przywołałeś Pana Boga to mi przyszła jedna scena do głowy. Otóż św. Piotr usłyszał następujące słowa (nie zacytuję dosłownie): Gdy byłeś młody to sam się przepasywałeś i szedłeś gdzie chciałeś, lecz nadejdzie czas kiedy cię przepaszą i poprowadzą tam gdzie nie będziesz chciał. Tak mniej więcej to brzmiało. Piszę to bo ja w wieku 58 lat mam podobne doświadczenie. Całe życie myślałem że będę coś robił co mnie pasjonowało (projektował) a tutaj zostałem biegłym sądowym (dzisiaj biegli są na patentowanym) i chcąc nie chcąc musiałem to zacząć robić. Bunt był wielki , aż uznałem to za misję i jakkolwiek by to zabrzmiało, powołanie. Dalej mnie wszystko (prawie) związane z tym co robię wkurza i frustruje, ale dlatego że chcę to robić dobrze a czasem niemal że się nie da. Więc dobrze rozumiem twoje ciągłe na sztorc ustosunkowanie do rzeczywistości, jak i fakt , że ty tez znalazłeś w tym co robisz swoje powołanie. A to jest juz tylko o krok od prawdziwego szczęści. pozdrawiam. Tomek z Sieprawia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Sąsiad Grupa
      Dobrze Cię znów widzieć i to jeszcze w takiej formie. To też dla Was mój dzisiejszy tekst.

      Usuń
  13. @Arkadiusz Balewierz
    O! I Ty jesteś. Świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. A zatem, moim zdaniem, po tych dziewięciu latach moja sytuacja blogera, autora i przyjaciela moich przyjaciół jest tak doskonała, jak miejsce Księżyca między Ziemią a Słońcem.

    Piękne zdanie.

    I tego właśnie Ci życzę, niech Twoja sytuacja pozostaje niezmiennie doskonała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Bogumił
      To prawda. Raz na jakiś czas wyjdzie zdanie lepsze od innych.

      Usuń
  15. Piszę bardzo rzadko, ale czytam zawsze. Gratuluję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @SilentiumUniversi
      Pamiętam. Oczywiście pamiętam. Cieszę się, że jesteś.

      Usuń
  16. Taki maleńki prezencik.
    https://www.youtube.com/watch?v=zlSFmotba2I
    ps
    Ostatni post wskazuje jednoznacznie, że poległ Pan z tym KtóryNiePrzepuści- a juści wygrał niestety.
    Dotychczas było wiadomym, że tylko Jezus był bez grzechu. Okazuje się, że pojawił się drugi- Toyah mu na imię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      A o Matce Bożej, to już nie łaska pamiętać? Taki jesteś mądry, a tego nie wiesz. Masz grzech.

      Usuń
  17. Jestesm z Panem od tekstu o dworcu w Gdansku, czyli prawie od samego poczatku.
    Od "afery" FYMA mam do Pana zaufanie, prawie w 100%.
    Zycze Panu zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @jasiekZUsa
      To był dziwny czas, co nie? Dobrze Cię słyszeć.

      Usuń
  18. Tak trzymać . Zapomnieli jeszcze o "samodzielnym myśleniu". Swoją drogą to się zabawnie przeplatało-raz Ty byłeś tym dobrym ale pod wpływem tego złego Coryllusa . Potem Coryllus dobry ale pod złym wpływem Toyaha . Czy tam na odwrót . Potem znowu zmiana ról. Teraz obydwaj jesteście tymi złymi chłopakami. Przez te parę lat wiele osób próbowało wpisać was we własne oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marart
      Dokładnie jest tak jak piszesz. Chodzi o realizowanie oczekiwań. Bez tego, oni od razu szukają kogos innego. Teraz mają Matkę Kurkę.

      Usuń
  19. Ciekawe, czy wszyscy ci, którzy tak Cię pouczają kiedy idą z wizytą do znajomych to też im meblują mieszkanie, krytykują zachowania dzieci i zwracają uwagę gospodyni na to jak lepiej mogłaby zrobić podawane przez siebie potrawy?
    Mnie się Twoje teksty bardzo podobają i mam nadzieję, że jeszcze wiele lat będę mógł się nimi cieszyć. Czego Tobie i sobie życzę.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Dr. Wall

    OdpowiedzUsuń
  20. @Andres Krzysztowski
    No własnie. A najlepsze jest to, że ich ani nikt nie zaprasza, ani nie zachęca, by wpadli znowu, a oni przychodzą, kręcą nosem i znów wracają. Powiedziałbym, że niemal stąd nie wychodzą.No ale dobrze. Może wreszcie coś z tego zrozumieją.

    OdpowiedzUsuń
  21. Gratulacje!
    Pana teksty zwracają uwage na ważne rzeczy których czasami się nie zauważa i skłaniają do głębszej refleksji.
    Dziękuje za to, tak jak i za wspaniałe książki.
    Należy też pamiętać o inicjatywach, które zaczęły się na tym blogu, np. zablokowanie profanacji krakowskich kościołów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mateusz G.
      No tak. Czasem sobie myślę, że gdyby to była jedna korzyść z tego bloga, to by wystarczyło.

      Usuń
  22. Gratulacje! Mimo, że nie byłem Twoim uczniem, to jednak bardzo dużo od Ciebie i z Twoich tekstów się dowiedziałem i nauczyłem - i za to serdeczne dzięki. Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grudeq
      Też dobrze jest Cię znać.

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. https://www.youtube.com/watch?v=sXbXGhSKz7I

      Usuń
  24. Zgorzkniały, pełen złości i zawistny o wszystko - to jacyś geniusze psychoanalizy muszą być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jarosław Zolopa
      żadna tam psychoanaliza. Zwykła projekcja.

      Usuń
  25. Dobrze że jesteś. Co by to było gdyby cię nie było, i twoich tekstów. Trzeba byłoby ciebie i je jakoś stworzyć.
    Tekst fajny.
    Ten księżyc między ziemią a słońcem, super obraz i ani o nanomilimetr. Opatrzność, jedno słowo, Imperium Opatrzność. Wdzięczność.

    OdpowiedzUsuń
  26. No powiedzmy, trzy słowa: Imperium Opatrzności, wdzięczność.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dzięki za ten tekst.
    Tak się jakoś składa, że ostanio często myślałem o moich siedmiu latach u Ciebie i Gabriela. I wiem to napewno, że dzięki Tobie (Wam) mogę uznać ja za dobry czas, tym bardziej, że obiektywnie dla mnie był to czas - powiedzmy - trudny. Po mojej samotności wilka pozostał tylko ten nick. Fajnie jest przychodzić tu do Ciebie i jestem pewien, że Pan Bóg niczego tu zmieniał nie będzie, a jedynie bardziej wynagrodzał twój trud.
    Powodzenia.

    @Adam Er

    OdpowiedzUsuń
  29. @toyah
    Kilka dni temu pisał Pan że podstawowym i niezmiennym powodem do prowadzenia tego bloga jest walka z kłamstwem. Jak wszyscy wiemy kłamstwo ma ojca który nie przepuszcza żadnej okazji. Oby zawsze podkulił ogon tam gdzie zaczyna się Pana krzyż. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytam ten blog od wielu lat. Nie komentuję. Często podziwiam, niekiedy - ubolewam (przesadne riposty). Ale wiem, że tu mogę znaleźć bardzo wrażliwe i patriotyczne serce. Tak trzymać!
    A znalezionego szczęścia - nie puszczać! To naprawdę rzadkość najcenniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @prozetpil
      Zdecydowana większość stałych czytelników tego bloga nie komentuje. Niemniej jednak zapraszam. I dziekuję za dobre słowo.

      Usuń
    2. Kot mi wlazł na klawiaturę, chyba wykasował mój komentarz, a mówiłam nie wkładać kota do nasyconego czułością roztworu, bo się rozpuści:} na szczęście pies mój - owczarek niemiecki (nie bójmy się tego słowa) przemieszcza się po dolinach.
      Po przeczytaniu komentarzy jestem przekonana, że nie zrezygnuje Pan, od kilku lat czytam nie komentując , bo albo nic dodać i nic ująć, albo moja wiedza w omawianym temacie jest poniżej poziomu morza, delikatnie rzecz ujmując. Aktywność Pana Anonimowego rozbawiła mnie nie mniej niż tekst o planowanym na 8. marca w Katowicach marszu z garnkami (drogie panie, nie zapomnijcie o mopach, wszak po sobie trzeba jeszcze posprzątać). Mnóstwo zdrowia dla Pana i zacnej Pani Toyahowej, no i dla dzieci, czego Państwu, a przy okazji sobie życzę.
      P.S.yt
      Sztyletnicy, nieco ich gloryfikuję, ale chciałabym dowiedzieć się o nich czegoś najprawdziwszego. Albo od Pana, albo od Coryllusa. Taka tam prośba, niezobowiązująca, ale będę czekać

      Usuń
    3. @Jola Plucińska
      Fanie Pani komentuje. Proszę o więcej.

      Usuń
  31. Jestem z Panem od kilku już lat, również mało komentując. Życzę Panu utrzymania dobrego samopoczucia i wdzięczności Najwyższemu. Z Bogiem!

    OdpowiedzUsuń