czwartek, 30 marca 2017

Prosimy do tablicy - część 3

Od wczoraj w kioskach jest do nabycia kolejny numer naprawdę bardzo dobrego tygodnika „Polska Niepodległa”, a w nim kolejny odcinek moich kawałków na bieżące tematy. Polecam serdecznie, natomiast dziś, zgodnie ze zwyczajem, z myślą o tych, którzy nie mieli okazji, przedstawiam tekst z poprzedniego numeru.



Kiedy już Polska zdążyła zapomnieć o zamordowanej przez pisowskiego ministra Szyszkę wiewiórce, a sukces Donalda Tuska w Brukseli został unieważniony przez jeden bukiet kwiatów, jakim Jarosław Kaczyński powitał powracającą do Polski premier Szydło, zbrojne oddziały politycznej opozycji wpadły w panikę. Na ratunek pospieszył niejaki Jędrzej Bielecki z „Rzeczpospolitej”, podając całkowicie zmyśloną informację, jakoby Marine Le Pen zaproponowała Jarosławowi Kaczyńskiemu współpracę w „demontażu Unii Europejskiej”, a antyrządowe media uczepiły się owej wiadomości jak pijany płotu. Tłumacząc się ze swojego kłamstwa Bielecki wyjaśnił, że wprawdzie Le Pen nie proponowała Kaczyńskiemu współpracy w demontażu Unii, natomiast jak najbardziej chciała mu ją zaproponować, więc wszystko jest w porządku. Oczywiście, że wszystko jest w porządku. A my już tylko możemy powiedzieć, że wprawdzie nic nam o tym nie wiadomo, by Bielecki napastował seksualnie małe dzieci, ale wystarczy rzucić okiem na jego twarz, by wiedzieć, że mógłby. Prawda?

*

W ogóle coraz częściej można odnieść wrażenie, że wbrew opinii popularnej zwłaszcza w kręgach ludzi kulturalnych i inteligentnych, twarz to jest jednak wyraz czegoś skrywanego głęboko w ludzkim sercu. Weźmy takiego posła Szczerbę. Człowiek pokazuje się w telewizorze, a wszyscy zgromadzeni przed telewizorami widzowie natychmiast sięgają po przeciwsłoneczne okulary, by nie oślepnąć od tego spojrzenia. Nic zatem dziwnego, że w pewnym momencie zagrożony został byt stacji TVP Info, bo politycy Prawa i Sprawiedliwości ogłosili strajk z jednym żądaniem: „Albo my albo Szczerba”, no i zdrowie obywatela wygrało. Mimo że o sprawie poinformowała sama Wirtualna Polska, Szczerbie nie udało się poruszyć serc kolegów z partii i Sejm wciąż pracuje.

*

Swoją drogą, czy nie zauważyli Państwo, że ostatnio w ogóle jakby nasza opozycja skapcaniała. I tu już nie chodzi o tak aktywnych dotychczas partyjnych działaczy, jak Sławomir Nitras, czy Agnieszka Pomaska, ale o najbardziej twardy elektorat Partii Miłości, czyli artystów estradowych. Nawet ktoś tak od zawsze wybitny, jak Zbigniew Hołdys, zamiast walczyć z faszyzmem, poszedł do kina na nowy film Scorsesego i popadł w zadumę, którą wyraził słowami: „Gdzie był Bóg?” Czyżby po raz kolejny potwierdzała się opinia, że niektórzy ludzie na starość dziecinnieją? Dowiemy się tego z całą pewnością za parę lat, kiedy Hołdys zada na Twitterze pytanie: „Jak robi koza?” i sam sobie z satysfakcją odpowie: „Beeeee”.

*

Skoro mowa o dzieciach, zaktywizował się natomiast sławny syn Zbigniewa Hołdysa imieniem Tytus, i postawił publicznie pytanie, ile dni urlopu miał prezydent Andrzej Duda od początku kadencji. Doceniając starania pana Tytusa, należy się jednak obawiać, że to nie jest dobry sposób na pocieszenie ostatnio wyjątkowo psychicznie roztrzęsionego elektoratu jednoczącej się w bólach opozycji. W końcu, ile to takiego Tytusa kosztuje, by zamiast coś pieprzyć o urlopach, wziąć przykład ze swojego utalentowanego taty i rzucić publicznie, że „Duda to chuj”.

*

Mój Boże, jak strasznie zrobiło się nudno! I to w momencie, gdy naprawdę wydawało się, że po wielkim sukcesie Donalda Tuska w Brukseli, oni wszyscy wyjdą na ulicę otwierać szampany. A tu zapanowała niemal grobowa cisza. Stacji TVN24 udało się ściągnąć do studia Janusza Zemke oraz Mariana Piłkę z prośbą, by skomentowali jakąś wypowiedź ministra Waszczykowskiego. Zemke wyraził opinię, że Saryusz-Wolski nie miał szans na objęcie stanowiska prezydenta Europy, natomiast Marian Piłka zadeklarował, że Wolski jest osobą obcą mu ideowo, program się skończył, a prowadzący rozmowę Piotr Marciniak poszedł do toalety i się pobeczał.

*

Zdecydowanie więcej szczęścia miał redaktor Kraśko w stacji TVN24 BIS, który posadził obok siebie byłego posła Ruchu Palikota Andrzeja Rozenka, dziś reprezentującego partię o nazwie „Biało-czerwoni”, oraz byłego posła Prawa i Sprawiedliwości Michała Kamińskiego, aktualnie w partii o nazwie „Europejscy Demokraci”. Obaj politycy, zgodnie jak Polak z Europejczykiem, szybko doszli do konsensusu i wspólnie oświadczyli, że Polska stoi dziś tylko przed jednym problemem: podczas gdy trzeba się szybko decydować, czy chcemy być na wschodzie, czy na zachodzie, PiS nas pcha na wschód. No a w związku z tym, przy najbliższym głosowaniu w Sejmie, każdy porządny człowiek powinien na stanowisko premiera poprzeć kandydaturę Grzegorza Schetyny. A my się już tylko zastanawiamy, czy naprawdę bez Kazimierza Marcinkiewicza nie można w tym kraju liczyć na to, że będziemy się wreszcie mogli trochę pośmiać?

*

Na szczęście po serii występów w programach TVN, kiedy wydawało się, że znów nam słynny Kaz zniknie na dłuższy czas, pomocną dłoń wyciągnął red. Robert Mazurek i przeprowadził z Marcinkiewiczem długą rozmowę na luźne tematy. Kiedy jednak pojawił się temat słynnej Isabel i opublikowanej przez nią ostatnio książki, Marcinkiewicz dostał cholery i poinformował Mazurka, że „gówno go to obchodzi”. Mazurek szybko zmienił temat i zapytał Marcinkiewicza, co go w takim razie obchodzi, na co ten pochwalił się, że mimo dojrzałego wieku, pragnie się rozwijać intelektualnie i w związku z tym zaczął się właśnie uczyć języka rosyjskiego. „Jeżdzę na wschód i to mi się przydaje”. I to jest oczywiście jakaś wiadomość. Jedni się nauczą niemieckiego, inni rosyjskiego, no i jest szansa, że w końcu wreszcie jakoś uda się nam zaczerpnąć powietrza.

*

Ciekawe dokąd się w dalszej kolejności uda Leszek Balcerowicz po tym, jak dopiero co, po zakończeniu swojej misji na Ukrainie, wrócił do kraju. Zapytany przez dziennikarzy o swoje osiągnięcia, odpowiedział, że „najważniejszym zadaniem, jakie miał do wykonania, było przygotowanie raportu z propozycjami reform, a odpowiedni dokument został przygotowany i przekazany władzom”. Jednocześnie Balcerowicz pochwalił ukraiński rząd za „ustabilizowanie budżetu oraz systemu bankowego, oraz za walkę z korupcją”. A może w takim razie już go nigdzie nie wysyłać, tylko zacząć szykować na prezydenta Warszawy? W końcu ktoś musi to całe bagno wysuszyć, a kto się lepiej do tego nadaje niż strategiczny doradca rządu Ukrainy?

*

No wreszcie jest coś naprawdę fantastycznego. Oto proszę sobie wyobrazić, że dwie posłanki Nowoczesnej, Rosa i Lieder, zainicjowały akcję pod nazwą „Posadź drzewa”, która z jednej strony miała stanowić odpowiedź na zbrodniczą w stosunku do polskich drzew działalność ministra Szyszki, a z drugiej pomóc Nowoczesnej wrócić na sondażowe pozycje sprzed sylwestrowego kryzysu. W związku z tym obie panie zwróciły się do warszawskiego ratusza o wyznaczenie terenów, gdzie one będą mogły sadzić te swoje drzewka. Niestety, jak się okazało, w tym samym czasie na identyczny pomysł i przy identycznej motywacji, wpadł wiceprezydent Warszawy, niejaki Olszewski, a więc naturalnie Ratusz prośbę Nowoczesnej zlekceważył. Jednocześnie też PSL wystartował z podobną akcją pod tytułem „Drzewo dla Polski”. Wprawdzie polityk Nowoczesnej Paweł Rabiej zaapelował, by „w kwestii wydawania zezwoleń na sadzenie drzew władze stolicy nie wykazywały się opieszałością”, jednak znając asertywność prezydent Warszawy, możemy się spodziewać, że zarówno PSL jak i Nowoczesna będą mogli sobie najwyżej posadzić coś u siebie w doniczce i w ramach retorsji nie poprzeć kandydatury Grzegorza Schetyny na stanowisko premiera rządu.

*

No i wreszcie, już na sam koniec, musi się pojawić sam Grzegorz Schetyna. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, już niedługo w Sejmie kandydat Platformy Obywatelskiej na premiera wygłosi najważniejsze przemówienie w życiu, w którym „skrytykuje rządy Prawa i Sprawiedliwości” i dzięki temu stanie się prawdziwym liderem opozycji. Wszyscy mamy nadzieję, że do tego dojdzie. W końcu skoro nie może być mądrze, nich przynajmniej będzie wesoło. Byleby nie za wesoło. Z takim Schetyną nigdy nic nie wiadomo. Ponieważ do dziś wszyscy pamiętamy, jak niedawno, w reakcji na uwagę Jarosława Kaczyńskiego, że on bierze pod uwagę możliwość, że Schetyna wierzy w to co mówi, ten o mało nie spadł z fotela ze śmiechu, życzymy mu, by sobie tego bon motu podczas swojego wystąpienia nie przypomniał, bo się jeszcze biedaczek zadławi i zostaniemy już tylko sami z Petru i Kukizem.



Od dziś w warszawskich Arkadach Kubickiego odbywają się Targi Wydawców Katolickich, na których jesteśmy i my. Stoisko Kliniki Języka oznaczone jest numerem 99 i znajduje się na samym końcu pasażu. Zapraszam. Dziś i jutro na Czytelników czeka Coryllus, natomiast ja będę podpisywał książki w sobotę i być może w niedzielę. Zapraszam.


12 komentarzy:

  1. :-) Wyborne!

    A na powaznie, a'propos urlopu prezydenta: zastanawia fakt, ze oprocz strony prezydent.pl, wlasciwie zadne media nie relacjonuja jego aktywnosci a jest tego calkiem niemalo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prezydent nie jest pracownikiem. Ja też nie i dlatego nie mam urlopu.

      Usuń
    2. Nie chodzilo mi o urlop jako taki. To byl tylko pretekst.
      Jeszcze raz: media zupelnie milcza na temat aktywnosci prezydenta, spotkan w kraju, wizyt za granica itd. Wyjatkiem sa zdarzenia typu ciasto od Dody.

      Usuń
    3. Zgadzam sie: wyborne!!

      Co do prezydenta: tak jest od poczatku:( Kiedys sleczalam na jego stronie na fb, byla dostepna; teraz nie moge jako niezalogowana. Pobieznie sprawdzam czasami strone oficjalna prezydent.pl, ale to nie to samo. Czyli publiczne media tez przemilczaja?

      Usuń
    4. @Jestnadzieja
      Publiczne nie. TVN i Polsat.

      Usuń
  2. Ja w kwestii poruszonej w przedostatnim "króciaku". Oto dowiedziałem się, od Ciebie drogi Toyahu, że aby posadzić drzewo trzeba mieć zgodę władzy (domyślam się, że analogicznej do postawienia domu). No to teraz rozumiem racje opozycji: jeśli posadzenie drzewa wymaga zgody urzędu to jawnym naruszeniem równowagi jest wycinanie go bez zgody tegoż urzędu. Proste?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też, w reakcji na uwagę Jarosława Kaczyńskiego, że on bierze pod uwagę możliwość, że Schetyna wierzy w to co mówi, o mało nie spadłam z fotela ze śmiechu. Kiedyś Schetyna powiedział, że jest patriotą PO i ja się zastanawiam, czy mu się pojęcia pomyliły, czy miał na myśli partriotę Po, ale język mu się zaplątał, bo to trudne słowo jest :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OT

    A tymczasem Grzegorz Wszołek postanowił zrobić eksperyment na TT i w S24

    http://wszolek.salon24.pl/767567,wariaci-sa-nie-tylko-w-kod-i-opozycji-w-prawicowym-twitterze-ich-nie-brakuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne 10 lat i Wszołek zacznie pisać to, co my dziś, a Salon mu to opublikuje na jedynce.

      Usuń
    2. Obawiam się, że 10 lat nie wystarczy.

      "Co się wydarzyło? Akolici internautki, a było ich przynajmniej kilku, donieśli do redaktora naczelnego "GPC", Tomasza Sakiewicza, że jestem chamem, obrażam kobietę porównaniem do szkoły specjalnej i w ogóle jak ktoś taki, jak ja, może pisać w "niezależnej". Oczywiście dupki - bo tak trzeba nazywać donosicieli, którzy manipulują screenami - nie wiedzą, że piszę jedynie od czasu do czasu w "GPC", a niezależna po prostu korzysta z tych tekstów. Publicystykę - rzadką w moim wypadku - w "GPC" bardzo sobie cenię z jednego prostego powodu: redakcja tylko od święta zmieni mój wyraz w tekście. "

      Usuń
    3. @tpraw
      Gdybym miał przedstawić listę tego, co w prawicowym dziennkarstwie jest najgorsze, to Wszołek zająłby tam miejsce w pierwszej piątce. A gdy chodzi o tak zwaną "śliskość", to on jest właściwie mistrzem.

      Usuń
  5. Kończ Waść,wstydu im oszczędź.

    OdpowiedzUsuń