czwartek, 16 czerwca 2016

Zyta, czyli świat znieruchomiał część 19

Tym razem chyba najdłuższy list, jaki Zyta Gilowska zechciała do mnie napisać. Jak widać, była bardzo wzburzona i z jednej strony bała się, że ja będę chciał Ją cytować, a z drugiej, tak naprawdę, najwyraźniej, chciała, by to zostało powiedziane przynajmniej tutaj. Poza jednym zdaniem, które zdecydowałem się ukryć, wszystko jest słowo w słowo.

Cieszę się, że znów Pan pisze. Ta trzydniowa przerwa trochę mnie zasępiła. Ładnie Pan dzisiaj napisał. Ale smutno (http://toyah1.blogspot.com/2011/11/gdy-niebo-milczy.html). Przyznaję, że w ubiegły piątek bardzo się wściekałam. Jak nigdy przedtem (chodzi o Marsz Niepodległości – przyp. mój) Trzy dni byłam w Warszawie, w pracy (przecież w finansach dzieje się jeszcze więcej niż na warszawskich ulicach). No a teraz jestem po prostu chora z upokorzenia, jeśli to nie jest skoordynowana „jazda”, to co nią mogłoby być? Jesteśmy głupi, głupi i głupi, strasznie wstyd aż takiej durnoty. Okropna sytuacja. Jątrzenie, ranienie i szyderstwa. Lawina sadyzmu. Chyba byłam pierwszą osobą, która publicznie powiedziała – w telewizji, w styczniu 2009 r. w programie Moniki Olejnik – że Donald Tusk jest kapryśny i ma skłonność do okrucieństwa. I że Polacy nie potrzebują takiego typu przywódcy, że to nie czasy starożytne. No i teraz siedzę i myślę – czyżbym się pomyliła? Aż tak?
Coś jeszcze – z tym „długami europejskimi” to trochę głupiego szukają. Duże europejskie banki finansowały konsumpcję państw PIIGS aby Niemcy mogły plasować tam swój eksport i rozwijać przemysł. Co ważne, wewnętrzna konsumpcja w Niemczech prawie „stała”, podobnie jak prawie stoi w Chinach, które zrobiły ten sam numer, co europejskie banki, ale na rzecz konsumpcji w USA (Chiny finansowały w ten sposób swój eksport do USA). W efekcie władze USA miały u siebie święty spokój (na kredyt) i mogły „się umacniać” poza granicami, a w ten sposób podtrzymywać dolara – cały czas drukowanego w ciemno, aż furczało. No, ale któż nie uwierzy walucie imperium? Świat wierzył, to i Chiny „wierzyły”. Teraz wyciągają łapki po amerykańskie firmy (już kupiły np. afrykańskie złoża i grunty rolne), Europa chciałby podobnie, ale na to Chiny nie pójdą, co to, to nie. Euro, to nie dolar. Tu udawać, że się „wierzy” nie ma interesu. Euro nie jest zwykłą walutą papierową, to jest waluta podwójnie papierowa, dla Europejczyków by wystarczyła, ale do ekspansji dobra nie jest. A zachciało się ekspansji i nie ma gdzie!! USA warują przy swoich (Irak, Libia) i ani rusz. No i jest problem, ponieważ Europa zafundowała sobie (Pokolenie marzec '68) taki niby hedonizm. Na kredyt. Tej tandety wystarczyło na tyle akurat, by zniszczyć system wartości (co nawiasem mówiąc, u nas też zbyt lekko poszło) i teraz jest problem. Nikt nie chce „postąpić” a chętnych do finansowania nie widać. To jest prawdziwe źródło obecnej paniki. Kto da pieniądze? I za co? W sumie państwa UE będą netto potrzebowały w 2012 roku ok. minimum 800 mld euro, by podtrzymać obecny poziom wydatków publicznych. Netto!!! Są więc dwie możliwości – dodrukuje się (ale aż tyle nie da rady) albo się uruchomi łańcuszek bankructw. Ten łańcuszek dotrze do USA (via tzw. CDS-y) i też zdrowo przetrzepie tamtejsze odnóża tzw. Rynka Finansowego. Konkludując, trwa szukanie kompromisu między imperialnymi interesami państw (USA, Niemcy, Francja, może Rosja) oraz interesami Rynka Finansowego. Chiny zapowiedziały brak zainteresowania, co mnie wcale nie dziwi.
B. bardzo prywatnie […]. Niech ta komedia się skończy. My też zbiedniejemy, ale mniej i nie jesteśmy tak zepsuci. Natomiast nasi celebryci są zepsuci w stopniu megaeuropejskim, oni się boją, oni są na etatach u Rynka Finansowego, oni wymagają modlitwy. My zresztą też, ale my chyba z innego powodu. W ogóle Świat wymaga modlitwy, strasznie się pogubiła ta nasza cywilizacja chrześcijańska, gania nas kto chce. A chcą wszyscy, a najbardziej niby swoi.
Uff... Ale się rozpisałam. Piszę prywatnie rzecz jasna, staram się odwzajemnić Pana trud. Ale jestem zadowolona. Przynajmniej jednej osobie wyłożyłam „kawę na ławę”. Niech Pan z tym zrobi co chce, właściwie to nie wyszłam poza tezy z wywiadu dla portalu „w polityce”, może Pan to przedstawić jako własne wnioski z tego wywiadu. Nie wolno tylko jednego – napisać czego ja im życzę. To jest życzenie sekretne. Bo w Polsce jest średniowiecznie – kto pierwszy krzyknie „pożar” jest brany za podpalacza. Na to pójść nie mogę.
Pozdrawiam,
Z.G.

Wspomniane „życzenie”, zgodnie z oczekiwaniem Z.G. ocenzurowałem. Szczerze powiedziawszy, uważam, że dziś to już byłoby bez szkody, ale pewności nie mam, więc zamiast tego, mamy te kropki.

Przypominam, że moje książki można kupić w księgarni pod adresem www.coryllus.pl.


3 komentarze:

  1. Przeczytałam Gdy niebo milczy....
    Dopiero dziś bo w 2011 roku nie miałam pojęcia o Pana istnieniu...
    Ale już wiem.... Piękne listy pani Gilowskiej + dodatek Pana blog z kiedyś - warto było tam zajrzeć. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. mocne, wstrzasajace, dziekuje a znam ten rodzaj bolu i cierpienia. to trzeba opublikowac aby uczcic pamiec tej ktora odeszla. mam nadzieje ze sie uda.

    OdpowiedzUsuń