piątek, 24 czerwca 2016

"Wyborcza" organizuje freak show

„Gazety Wyborczej” nie czytam z tego przede wszystkim powodu, że nie chcę i nie potrzebuję, ale również przez to – i kto wie, czy to akurat nie jest czynnik decydujący – że to co oni dają w Internecie, jest zastrzeżone wyłącznie dla owej grupki wariatów, która jest gotowa za to płacić. Efekt jest taki, że ja o tym, czym oni się aktualnie zajmują, wiem wyłącznie albo z plotek, albo z różnego rodzaju znalezionych w Sieci polemik. Czy jednak gdyby to, co oni mają do powiedzenia, było dostępne za darmo, ja bym teksty z „Wyborczej” czytał? Otóż obawiam się, że przynajmniej niektóre z nich tak, a upewniło mnie w tym dzisiejsze wydarzenie. Z samego rana przyszła do mnie moja młodsza córka i poinformowała, że w „Wyborczej” właśnie ukazał się reportaż o tym, jak to zapijaczona, głupia i zgnuśniała Polska od momentu jak po wprowadzeniu programu 500+ poszła na garnuszek pisowskiej władzy, stacza się do poziomu w historii minionego 25-lecia nieznanego. Jakby tego było mało – jako prezent na Dzień Ojca – ona w sobie tylko znany sposób odblokowała mi to gówno i wygląda na to, że teraz już do śmierci będę mógł czytać wszystko co ludzie „Wyborczej” zażyczą sobie napisać. Co chcę i kiedy chcę.
Zaczęło się więc dziś od tekstu niejakiej Ewy Kalety pod tytułem „Wieś wydaje 500+. Kobiety szczęśliwsze są”, a ja od razu wyjaśnię, o co chodzi z tą szczęśliwością. Otóż jak już ta głupia, śmierdząca, roztyta krowa dostanie te swoje 500 stów, to za dwa złote kupi sobie szminkę i dzięki temu mąż jej nie bije. No i w ten oto sposób ona jest szczęśliwsza. Jeśli ktoś mi nie wierzy, proszę uprzejmie. Mamy to za darmo:
Panie sobie wybrały bluzeczki, takie na co dzień, inne z koronką, falbanką, bardzo różne, nawet kamizelki na jesień już kupują. Dzieciom też: buty do latania po dworze, na obcasiku małym do komunii kupowali. Ruszyło się, ruszyło, nie powiem. Nawet kosmetyki kupią, cienie do powiek, kredkę do oczu czarną. Szminki mam różowe, dwa odcienie. I te panie sobie też kosmetyk jakiś wybiorą. A szminka u mnie kosztuje 2 zł, cienie do powiek trzy kolory za 3 zł, podkład do twarzy za 5 zł, a kredka do oczu za 1,50. Wcześniej nie brały, powiem szczerze, myślałam, że tych szminek nikt nie kupi, bo tu wszyscy zapracowani, gdzie tam o szminkach myśleć. Ale teraz one psychicznie odprężone są, to i szminkę sobie kupią, podmalują się. Szczęśliwsze kobiety są. Byleby tylko skurczybyk w domu nie pił, to tu się zrobi inaczej”.
I teraz muszę coś powiedzieć, co może niektórym z nas spuści trochę tego powietrza, które, przyznaję, sam tam wpuściłem. Otóż zarówno wbrew pozorom, jak i temu, co można wyczytać z pojawiających się to tu to tam komentarzach, to nie jest wcale tak, jak byśmy chcieli. „Wyborcza” aż tak się nie odsłoniła. Ten reportaż jest znacznie bardziej zakłamany niż mogłoby się wydawać. Popatrzmy choćby na samo zakończenie tego reportażu, czyli na coś, co zawsze najbardziej podsumowuje całość, również całość intencji:
Bez względu na to, czy rodzina dostała 500+, czy nie, ludzie szukają pracy. Na pewno są spokojniejsi, czują się bezpieczniej, ale to ich motywuje do pracy. Widzę, że są mniej depresyjni, mniej smutni. U nas trudno kobietom znaleźć pracę, więc jak tylko coś się trafia, to panie są szczęśliwe i od razu biorą. […] Od 15 lat chodzę po domach, wiem, jak ludzie na wsi żyją. Niektórzy biednie, dzieci chleb z cukrem jedzą, żeby coś słodkiego pociamkać. A u innych jedzenie się marnuje. Ale wniosek mam jeden: ojcom tych pieniędzy nie dawać. Bo przepiją. Czy biedni, czy nawet bogatsi, każdy przepije. Taka mentalność, nic nie poradzisz. Pieniądze dawać matkom. Pilnować, żeby kobiety te pieniądze wydały. Od tego zależy, co się z tymi pieniędzmi stanie”.
I tak się to coś kończy. Tymi ojcami, tym cukrem i tym ciamkaniem. A ja bym chciał zwrócić naszą uwagę na owo ciamkanie właśnie. Pochyla się Kaleta nad Polską, przygląda się jej zaciekawionym okiem i myśli sobie: „No, no! Patrzcie państwo jak one ciamkają ten cukier. Czyż to nie urocze?” I teraz chodzi o to, że cały ten tekst jest właśnie taki. Oni z jednej strony przedstawiają Polskę, jaką znamy i którą ja opisuję od czasu do czasu tu na tym blogu, Polskę biedną, opuszczoną, zapomnianą przez polskie państwo; Polskę o której można powiedzieć rzeczy najgorsze, natomiast jednego nie wolno: śmiać się z niej, szydzić i nią gardzić. A to jest to, co akurat towarzystwo spod znaku Agory zawsze robiło najlepiej. Traktowało tych ludzi jak freaki.
I w ten sposób wróciliśmy do kwestii, którą poruszyłem w jednym z poprzednich moich tekstów, związanej właśnie z tymi wszystkimi dziwolągami, które w czasach już dawno minionych pokazywano za pieniądze w cyrkach. Otóż organizator i właściciel jednego z największych tego typu instytucji na świecie, P.T. Barnum, powiedział kiedyś: „Dusza człowieka, stworzona przez Boga, za którą Chrystus oddał życie, nie jest czymś, co można lekceważyć. Może ona zamieszkiwać ciało Chińczyka, Turka, Araba, czy Hotentota – wciąż jednak pozostaje nieśmiertelnym duchem”.
Gdy myślę o tekście z „Wyborczej”, o jej autorce, o całym tym towarzystwie, no i wreszcie o tym, jak oni widzą świat, nie mogę nie dojść do wniosku, że tam pewien postęp jednak da się zaobserwować. Oni tej ciamkającej cukier pani by już nie poddawali eutanazji. Niewykluczone nawet, że część z nich bierze pod uwagę możliwość, że jakąś tam duszę to ona jednak ma i że to jest naprawdę warte zadumy.
Już na sam koniec, tak żebyśmy do samego końca mieli pojęcie, o jakim sposobie myślenia tu sobie rozmawiamy, spójrzmy na ostatni już fragment tego tak naprawdę bardzo długiego tekstu:
Jedna z klientek przyznała, że od miesięcy patrzy na zestaw garnków, ale przykro jej było, bo wiedziała, że ich nie kupi. 118 zł kosztują. Od największego do najmniejszego stoją jeden w drugim, emaliowane, w kwiaty polne. Dopiero jak te pieniądze dostała, powiedziała, że sobie je kupi, bo jej się tak podobają. Teraz to się nawet przyzna, jak ciężko było żyć bez tego 500. Z podniesioną głową chodzi kobiecina”.
Właśnie tak. No a ja bym proponował, żeby tę Wandę, czy Irenę zaprosić do telewizyjnego programu „Fakty po Faktach”, no i żeby koniecznie rozmowę z nią przeprowadził nie kto inny, jak Justyna Pochanke. Śmiechu będzie co niemiara.

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, na youtbubie pojawiają się systematycznie kolejne filmy z bytomskich targów książki. Proszę wpisywać w wyszukiwarce „bytom targi książki” i już. Polecam bardzo serdecznie. Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl można kupować moje książki. Również zachęcam


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz