środa, 29 czerwca 2016

Dlaczego na poznańskich uroczystościach zabrakło prezydenta Kwaśniewskiego?

Oglądaliśmy wczoraj trochę w TVP wieczorną uroczystość z okazji rocznicy Poznańskiego Czerwca i przyznaję, że w pewnym momencie faktycznie zaczęliśmy się zastanawiać, czy gdyby dziś władzę w Polsce już dziewiąty rok sprawowała Platforma Obywatelska, a prezydentem przez kolejną kadencję był Bronisław Komorowski, pojechalibyśmy tam do tego Poznania i darli mordy przeciwko władzy, której nie lubimy. Ja mówiłem, że chyba jednak bym się akurat przy tego typu okazji nie angażował, natomiast moja żona uczciwie przyznała, że gdyby tylko mogła na Komorowskiego gwizdałaby zawsze, wszędzie i niezależnie od okazji. Poznań, nie Poznań, Wujek nie Wujek, ona by stała tam wraz z innymi i robiłaby wszystko, żeby go wytrącić z równowagi. Pogadaliśmy więc sobie i wróciliśmy do spraw bieżących.
Mamy jednak kolejny dzień, a ja się wciąż zastanawiam nad tym, co się wczoraj stało tak w Poznaniu pod tym pomnikiem i wydaje mi się, że dylemat, jaki wczoraj ja i moja żona sobie postawiliśmy, jest trochę fałszywy. Rzecz bowiem nie w tym, jak my byśmy się zachowywali, gdyby dziś władza była w rękach Platformy Obywatelskiej, ale jak by się zachowała tamta władza, gdyby stanęła przed tego typu okazją. Bo proszę się wsłuchać choćby w przemówienie prezydenta Dudy, proszę przysłuchać się raz jeszcze słowom odczytanym przez ministra Glińskiego. Tam nie dość, że nie było śladu politycznego triumfalizmu, to ani jedno ani drugie wystąpienie jednym słowem nie nawiązało do dzisiejszej sytuacji politycznej. To były wystąpienia ściśle poświęcone tamtym wydarzeniom i ich bohaterom. Co byśmy mieli, gdyby do nas przemawiali prezydent Komorowski, premier Kopacz, czy którykolwiek z ministrów tamtego rządu? Otóż mielibyśmy to, co nam wczoraj pokazał nawet nie Lech Wałęsa, bo on akurat inaczej niż o sobie gadać nie potrafi, ale prezydent Poznania Jaśkowiak. To było wystąpienie czysto polityczne, nastawione wyłącznie na to, by podburzać zgromadzonych tam z tymi gwizdkami KOD-owców przeciwko Prezydentowi. Mielibyśmy dokładnie coś takiego, tyle że jeszcze zwielokrotnione przez nieustanne odwołania do tego, że „nie ma z kim przegrać” i przez ten triumfalizm władzy, która będzie wieczna. Mielibyśmy Komorowskiego opowiadającego, jak to powstańcy Czerwca patrzą z nieba na Polskę i są dumni, że to, o co walczyli, się spełniło, Daniel Olbrychski ze sceny wyrecytowałby jakiś wiersz, który każdy świadomy obywatel natychmiast zrozumiałby jako symbol, gest i cios zadany moralnym karłom i politycznym psujom, a na końcu na scenie pojawiłby się prezydent Kwaśniewski i wspólnie z Komorowskim i Wałęsą uniósłby w górę triumfalnie splecione w geście zwycięstwa i pojednania dłonie. I nie łudźmy się, tam nie byłoby ani Jarosława Kaczyńskiego, ani nikogo, kto by w jakikolwiek sposób przypominał o tym, że w Polsce jest coś takiego, jak opozycja.
Ale jeszcze coś. Otóż gdyby te uroczystości odbywały się pod patronatem prezydenta Komorowskiego, one byłyby w całości i na żywo relacjonowane przez wszystkie telewizje i wszystkie media, każda próba ich zakłócania spotkałaby się z natychmiastową i bezwzględną reakcją służb porządkowych, a my dziś, zamiast kiwać ze zrozumieniem głowami nad obywatelskimi postawami zatroskanych obywateli Poznania, wszyscy byśmy dyskutowali, jak to pisowska hołota nie potrafiła uszanować nawet tak doniosłej okazji jak rocznica Czerwca.
Tak to więc się różni dzisiejsza Polska od Polski, której już szczęśliwie nie musimy znosić. I doprawdy nie ma znaczenia, kto i co postanowił zakłócić. Prawdziwa zmiana to zmiana władzy, z opresyjnej na demokratyczną. I z tego się cieszmy.

Przypominam, że moje książki są do kupienia w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Przypominam też, że mam u siebie dwa ostatnie egzemplarze książki o siedmiokilogramowym liściu. Zainteresowanych proszę o kontakt pod adresem toyah@toyah.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz