środa, 22 czerwca 2016

Kto się boi murzyna Bambo?

Ponieważ tekst o tym przeklętym Gotthard-Basistunnel strażnie mnie zużył, chciałbym dziś zaproponować tekst, który w tych dniach ukazuje się w wydawanym przez Piotra Bachurskiego magazynie „Tajna Historia”. Powinno być dobrze.

Na portalu internetowym tvn24.pl ukazał się niedawno temu wybitnie kuriozalny, mówiąc wprost, tekst, zatytułowany “Historia ludzkich zoo. Czarna karta europejskiej historii”, a poświęcony zjawisku, które jak wiele innych zjawisk tego świata, wraz z agresją tak zwanego postępu, przeminęło na zawsze, a kiedyś stanowiło jego wręcz naturalną część. Mam na myśli tak zwany z angielska „freak show”.
By pokrótce wyjaśnić w czym rzecz, powiem tylko, że tak jak dziś jeszcze gdzieniegdzie, a niestety już coraz rzadziej, udając się do cyrku możemy oglądać słonie, tygrysy, lwy, czy wielbłądy, tak kiedyś każde szanujące się widowisko cyrkowe musiało oferować występy wspomnianych freaków, czyli zwożonych z przeróżnych, często najbardziej egzotycznych stron świata, cuda ludzkiej natury, a więc karły, olbrzymy, owłosione kobiety, kobiety z brodą, mężczyźni z kobiecymi piersiami i tak dalej i tym podobne. Tak zwane freaki.
Dziennikarz portalu tvn24.pl pisze tak:
Znała trzy języki, była odważna i uzdolniona muzycznie. Jednak gdy na początku XIX wieku została sprowadzona do Londynu, ówczesnego centrum najpotężniejszego na świecie imperium, ‘cywilizowanych’ mieszkańców interesował tylko kształt jej przerośniętych pośladków i genitaliów. Pochodząca z południowej Afryki Saartjie Baartman, reklamowana jako ‘Hotentocka Wenus’, prezentowana była na podwyższeniu, w klatce. Na co dzień eleganccy i powściągliwi mieszkańcy Londynu płacili jednak za to, by móc przyjrzeć się z bliska jej nagiemu ciału, dotknąć niczym przedmiotu i obrzucić szyderczym śmiechem. Była w końcu eksponatem, dowodem na to, jak prymitywne są kolonizowane przez Brytyjczyków ludy, zapóźnioną ewolucyjnie przedstawicielką niższej rasy.
Saartjie Baartman nie była wyjątkiem. Tak samo jak ona, do Europy sprowadzane były początkowo dziesiątki, a potem tysiące rdzennych mieszkańców obu Ameryk, Azji, Afryki i Oceanii. Julia Pastrana została sprowadzona z Meksyku z powodu bujnego owłosienia całego ciała, braci Chang i Eng Bunker przywieziono z terenów dzisiejszej Tajlandii ze względu na ich zrośnięcie klatkami piersiowymi (miejscem ich pochodzenia był ówczesny Syjam, stąd wzięło się utrwalone obecnie określenie ‘bliźniacy syjamscy’), sparaliżowana i niewidoma Afroamerykanka Joice Heth obwożona zaś była jako domniemana 161-letnia mamka Jerzego Waszyngtona, współzałożyciela USA
”.
Pomijając fakt, że zarówno ta informacja, jak i cały tekst o „czarnej karcie europejskiej historii” jest pełen typowych dla współczesnego dziennikarstwa kłamstw, nieścisłości i prostej niekompetencji, z którymi nie mamy tu powodu ani polemizować, ani ich prostować, to co szczególnie irytuje, to owa polityczna poprawność, która w swoim ekstremalnym wydaniu, a tu mamy z tym właśnie typem do czynienia, prowadzi niektórych z nas do miejsca, gdzie jesteśmy gotowi każdego zamęczyć na śmierć, byleby tylko jeden z drugim zgodził się żyć wedle naszych chorych wyobrażeń.
Aby zrozumieć, na czym polega owe zbrodnicze wręcz, lewackie zmuszanie świata do akceptowania wydumanego gdzieś na uniwersytetach porządku, przyjrzyjmy się może wspomnianym w artykule braciom Bunker. Urodzili się 11 maja 1811 roku w Samutsongkram niedaleko Bangkoku, na terenie dzisiejszej Tajlandii, a wówczas w królestwie Syjamu, zrośnięci mostkami, tkankami chrząstnymi i miękkimi na odcinku 15 cm. Dziś oczywiście wystarczyłby niezbyt skomplikowany zabieg chirurgiczny, by chłopców rozdzielić, przy ówczesnym stanie medycyny jednak obaj do końca życia musieli pozostali złączeni. Inna sprawa, że to właśnie dzięki temu z naszego punktu widzenia nieszczęściu, żyli długo, szczęśliwie i w relatywnym bogactwie.
W roku 1829, kiedy mieli 18 lat, bracia zostali dostrzeżeni przez zamieszkałego w Bangkoku szkockiego kupca, Roberta Huntera, który pewnego dnia zobaczył ich, jak pływają, zachwycił się owym zjawiskiem, uznał Changa i Enga za doskonałą inwestycję, za wcale niemałe pieniądze kupił ich sobie od ich rodziców i zabrał do Europy, a następnie do Stanów. Bliźniacy byli pokazywani w cyrkach na obu półkulach, dzięki czemu zyskali niewyobrażalną wręcz sławę. Po wygaśnięciu kontraktu, po trzech latach pracy dla Huntera, w wieku zaledwie 21 lat, Chang i Eng podjęli działalność na własną rękę i od tego czasu wszystko już co zarobili, było ich. W roku 1839, jako osoby niezwykle zamożne, podczas wizyty w Wilkesboro w Północnej Karolinie, zachwycili się pięknem okolicy i zakupili dużą farmę w wiosce Traphill. Postanowiwszy prowadzić wygodne i spokojne życie, założyli dużą plantację, kupili niewolników i zaczęli organizować sobie przyszłość. Pod nowym już nazwiskiem, Bunker, jako naturalizowani Amerykanie, w roku 1843 poślubili dwie miejscowe dziewczyny. Żoną Changa została 20-letnia Adelaide Yates, natomiast wybranką Enga siostra Adelaide, o rok od niej młodsza, Sarah Anne. Dla obu małżeństw skonstruowano specjalne, czteroosobowe łóżko. Chang z Adelaie miał jedenaścioro dzieci, natomiast Sarah Engowi urodziła dziesiątkę. Po kilku latach wspólnego pożycia między siostrami doszło do ciężkiego konfliktu, w związku z czym obie rodziny przeprowadziły się do miejscowości White Plains, gdzie pobudowały osobne domy i życie małżeństw zostało zorganizowane w taki sposób, że Bunkerowie spędzali na zmianę trzy dni, to u jednej z kobiet, to u drugiej. Podczas Wojny Secesyjnej synowie Changa i Enga walczyli po stronie Konfederacji. W wyniku wojny bracia stracili znaczną część swego majątku i głównie po to, by zarobić na edukację młodszych dzieci, pod koniec życia zatrudnili się w wielkim cyrku słynnego Burnuma, jednak to co w ich życiu najwspanialsze mieli już za sobą. Należy jednak podkreślić, że przez całe życie, z uwagi na to, że byli ludźmi miłymi, porządnymi i uczciwymi, obaj cieszyli się powszechnym szacunkiem.
W roku 1870 Chang doznał ataku serca i od tego czasu jego zdrowie zaczęło się stopniowo pogarszać, co spowodowało też, że zaczął mocno pić i ostatecznie wpadł w alkoholizm. Eng jednak, mimo kłopotów ze zdrowiem brata, do końca zachował dobrą kondycję. Tuż przed swoją śmiercią, Chang wypadł z powozu i doznał ciężkich obrażeń, co prawdopodobnie doprowadziło go do ciężkie zapalenia oskrzeli. 17 stycznia 1874 roku, kiedy mężczyźni spali, Chang zmarł, a kiedy Eng się obudził i zobaczył, co się stało, krzyknął tylko: „To i ja umieram” i po trzech godzinach też odszedł. Wdowa po Engu, Sarah Ann zmarła w roku 1892, natomiast Adelaide żyła jeszcze wiele lat i umarła w roku 1917, dożywszy niemal stu lat.
Jak już wspomnieliśmy, bracia Bunker mieli razem 21 dzieci i dziś szacuje się, że ich rodzina przez lata liczyła ponad 1500 osób. Wielu potomków Bunkerów mieszka w okręgu Mount Airy i znani są z tego, że organizują regularne rodzinne spotkania. W lipcu 2011, z okazji dwusetnej rocznicy urodzin syjamskich dziadków, na kolejnym, dwudziestym drugim już, dorocznym zjeździe rodzinnym w Mount Airy spotkało się dwustu członków rodziny. A jest to od lat rodzina nie byle jaka. Wśród najważniejszych potomków braci Bunker należy wymienić wnuka Changa, generała majora Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych Caleba V. Haynesa, syna generała, Vance’a Haynesa, który uzyskał doktorat w dziedzinie nauk o Ziemi i wykładał na kilku uniwersytetach, Alex Sink, prawnuczkę Changa pełniącą ważną funkcję Głównego Oficera Finansowego Florydy, a w roku 2010 uzyskała nominację demokratyczną w wyborach na gubernatora stanu. Należy też wspomnieć wnuka Enga, George’a F. Ashby’ego, w latach 1940. prezesa Union Pacific Railroad, syna Changa, Christophera Wrena Bunkera, który zbudował słynną Haystack Farm, w roku 1982 umieszczoną w Ogólnokrajowym Rejestrze Miejsc Historycznych, czy wreszcie znaną nowojorską skrzypaczkę, śpiewaczkę i kompozytorkę, Caroline Shaw, pra pra wnuczkę Changa, w roku 2013 nagrodzoną prestiżową muzyczną nagrodą Pulitzera.
I jeśli ktoś teraz mnie spyta, po co nam w ogóle rozmawiać o tego typu wydarzeniach, które pewnie bardziej by pasowały do specjalnych wydać popularnych kolorowych magazynów, niż do poważnej politycznej debaty, to ja bym chciał zwrócić uwagę, że wspomniani na początku tych refleksji lewicowi naprawiacze świata, wrażliwi intelektualiści z uniwersytetów i poważnych mediów, gdyby jakimś cudem zostali teleportowani do Syjamu z początku XIX wieku i zobaczyli, jak Robert Hunter wykupuje braci od rodziców po to, by ich pokazywać w cyrku, to by Huntera kazali aresztować, a Changa i Enga wrzucili z powrotem do tej rzeki, w której ich Hunter wypatrzył, żeby sobie tam pływali, jak wolni ludzie. Oni by ich wszystkich zostawili tam gdzie są i pozwolili im tam albpo umrzeć w nędzy, albo się wzajemnie powyrzynać. Bo to jest właśnie ów sposób myślenia, który od lat pod pretekstem naprawiania świata, powoduje tylko ból, cierpienie i śmierć. Przy akompaniamencie zapewnień, że przecież oni chcieli dobrze. Może tylko ostatnio coś się w tym sposobie myślenia zmieniło. Owi emisariusze nowoczesnej cywilizacji skłonni są ostatecznie zaakceptować to, że niektórzy z owych, jak to określa dziennikarz tvn24.pl, „zapóźnionych ewolucyjnie przedstawicieli niższej rasy” jednak porzucą swoje domy i przyjadą tu do nas, do tej okrutnej, ciemnej Europy, no ale tylko pod warunkiem, że oni to zrobią sami i bez jakichkolwiek nacisków z naszej strony, no i że my nie będziemy się wtrącać w ich życie i ich plany.
Brytyjski autor Roald Dahl w swoich wspomnieniach z afrykańskiej Tanganiki opisuje reakcję swojego czarnego służącego Mdisho na informację o tym, że oto w Europie wybuchła wielka wojna. Słysząc ową wiadomość, Mdisho – skądinąd bardzo miły i grzeczny chłopak – pyta: „A z kim będziemy walczyć, panie?” „Z Niemcami”, odpowiada Dahl. Na to Mdisho wpada w autentyczną ekstazę i od pierwszej chwili nie jest w stanie myśleć o niczym innym, jak o tym, że on musi zabić jakiegoś Niemca, których tam akurat jest ich dość dużo. Dahl tłumaczy mu, że na wojnie obowiązują bardzo ścisłe zasady, również dotyczące traktowania jeńców. Jednak Mdisho ani myśli słuchać. Pod nieobecność Dahla, bierze do ręki wielki arabski miecz, pędzi do domu pierwszego z brzegu Niemca, miejscowego plantatora sisalu, wpada do środka i bez żadnej dyskusji obcina Niemcowi głowę. I tacy są czarni u Dahla: posłuszni, grzeczni, sympatyczni, wiecznie uśmiechnięci o cudownie białych zębach chłopcy, którzy, kiedy ich tylko spuścić z oka, nie marzą o niczym innym, jak tylko o tym, by kogoś zastrzelić, lub obciąć mu głowę. I to na nich właśnie dziś mamy zwyczaj mówić „Afroamerykanie”, lub „uchodźcy”. I to właśnie ich losem tak bardzo się do dziś przejmuje tak zwana „cywilizowana” część świata, kiedy czyta o tym, jak to świat w XIX wieku był nieludzki, że przywoził z Afryki czarnych mieszkańców i zatrudniał ich na farmach w Alabamie, czy co gorsza w objazdowych cyrkach, gdzie kazał im odgrywać role dzikich Murzynów z buszu.
I tak to mniej więcej prezentuje się owa „czarna karta historii ludzkości”, a symbolizują ją znakomicie owe trzy lata, jakie w cyrku Huntera spędzili bracia Bunker, no i Mdisho z plemienia Muanumuezi z ostrym jak brzytwa arabskim mieczem, inkrustowanym pięknymi scenami z życia Proroka.

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, na youtbubie pojawiają się systematycznie kolejne filmy z bytomskich targów książki. Proszę wpisywać w wyszukiwarce „bytom targi książki” i już. Polecam bardzo serdecznie. Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl można kupować moje książki. Również zachęcam.

6 komentarzy:

  1. Polecam film "Freaks" z 1932. Wstrząsający, mimo okrojonej wersji (całości nigdy nie pokazano w kinach)

    OdpowiedzUsuń
  2. @kazef
    P.T. Barnum, organizator być może największego "freak show" w historii świata, powiedział: "Dusza człowieka, stworzona przez Boga, za którą Chrystus oddał życie, nie jest czymś, co można lekceważyć. Może ona zamieszkiwać ciało Chińczyka, Turka, Araba, czy Hotentota – wciąż jednak pozostaje nieśmiertelnym duchem".
    Dziś takich ludzi poddaje się eutanazji.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja polecam Cyrk Motyli i tutaj link https://www.youtube.com/watch?v=p98KAEif3bI
    i dziękuję za tę pisaninę było by nudno bez Pana

    Pozdrawiam Piotr

    OdpowiedzUsuń
  4. @Peter Szymon
    Znam. Widziałem.
    Za dobre słowo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń