czwartek, 9 czerwca 2016

Czy George Soros sprawi, że do "Wysokich Obcasów" będą dodawane waciki?

Mieliśmy nie przerywać publikacji listów od Zyty, jednak jest coś, co mi każe tym razem nie dotrzymać słowa i zrobić ten dzień przerwy. Nie szkodzi. Kto potrafi, ten czas wykorzysta dla swojego dobra i kto wie, czy nie dla dobra wspólnego. A jestem pewien, że Ona by zdecydowanie mnie tu poparła. Ona na pewno.
Otóż, jak słyszę – bo nie czytam – po pierwsze, znany nam skądinąd George Soros kupił 11% akcji „Gazety Wyborczej” i w ten sposób ostateczny upadek tego ścierwa najprawdopodobniej został przesunięty o parę miesięcy. Druga wiadomość, która mnie poruszyła do tego stopnia, że wstrzymałem publikację listów świętej pamięci Zyty Gilowskiej, to informacja, że wspomniana „Wyborcza” opublikowała tekst, w którym ubolewa, że przez projekt 500 +, kryzys ogarnie usługi takie jak kelnerowanie, czy obsługiwanie kas w sieciach typu „Żabka”, lub „Tesco”, ponieważ matki z trójką dzieci zamiast iść do roboty i obsługiwać pracowników „Agory”, będą pobierały 1500 zł od pisowskiego państwa, a potem przez cały miesiąc od rana do wieczora zbijały bąki.
Zdaję sobie sprawę z tego, że owa deklaracja złożona przez „Wyborczą” została już skomentowana na wszelkie sposoby, ja bym jednak chciał wrzucić tu coś całkowicie realnego, nieskażonego cieniem komentarza. Otóż, jak już zdarzyło mi się tu już pisać, uczę pewną dziewczynkę, która mieszka ze swoja mamą, a jej tato pracuje na budowie w Nowym Jorku i to stąd te lekcje. Jej mama – tak się jej ułożyło życie – zarabia na przysłowiowe waciki, obsługując różnego rodzaju imprezy, typu wesela, bankiety, czy śluby i przygotowując gościom wszystko to, co im się pojawia na stołach. Czy ona narzeka? Absolutnie nie. Prawdę powiedziawszy, ze względu na pieniądze, które dostaje regularnie ze Stanów, mogłaby w ogóle nie pracować, no ale tak wybrała i tak ma. To jest kobieta, której nic nie pokona.
Pisałem już tu o niej i mniej więcej nakreśliłem sytuację ekonomiczną tego typu pracowników. Ostatnio jednak usłyszałem coś, co nawet mnie powaliło. Otóż opowiedziała mi moja znajoma, że miniony weekend był dla niej wyjątkowo męczący, bo pracowała bez jednej chwili przerwy przez 23 godziny. Właśnie tak: dwadzieścia trzy godziny. W tym jej hotelu odbywało się wesele i z tej okazji ona rozpoczęła obsługiwać ową imprezę w sobotę o godzinie 10 rano, a skończyła o 9 rano w niedzielę. 23 godziny, bez chwili odpoczynku, bez jednej sekundy przycupnięcia gdzieś w kącie. Dlaczego tak? Bo kobiety, które są tam zatrudnione na stałe, akurat się pochorowały, czy poprosiły o dzień wolny – albo, jak to już dziś wiemy, właśnie dostały 500 zł. – a wesel się nie odwołuje.
Jakby tego było mało, po tym jak wróciła do domu w niedzielę o 10 rano i poszła się przespać, po południu obudził ją telefon, że jest sytuacja absolutnie kryzysowa, bo oto jest kolejna impreza i dwie panie, które miały ją obsługiwać się pochorowały – albo właśnie dostały pieniądze z 500+ – tak że bez niej firma ma problem. Ubrała się więc, wsiadła w samochód i pojechała tak by zdążyć tam na 17. Na jak długo? Przepraszam, ale o to już nie pytałem. To bowiem, co mnie zainteresowało najbardziej, to fakt, że za te 23 godziny ona dostała równe 207 zł. 9 zł. za godzinę.
Ktoś powie, że nikt jej nie kazał. Trzeba się było uczyć i zostać architektem, albo nawet i fryzjerką, a teraz, skoro ma tego męża w Stanach, niech siedzi w domu i zajmuje się dzieckiem. I tu nie mam argumentów. To jest niezaprzeczalny fakt, że ona akurat nie musi. Kobiety, które ona zastępowała, może muszą – ona nie. Ale za to ona może, z powodów, których ja się domyślam, ale uważam je za nieciekawe. Co do jej córki, to akurat jest dziecko niezwykłe i ono sobie poradzi tak czy siak. To jednak, co nas tu powinno zainteresować, to nie powody, dla których moja znajoma zgadza się być aż tak eksploatowana, ale właśnie owe 23 godziny i te dziewięć złotych za każdą z nich, no i te wszystkie kobiety, które albo nie mają innego wyjścia, jak pracować za te 9 zł. za godzinę, albo podpisać umowę o pracę i za 1500 miesięcznie robić, co im się każe choćby i przez 48 godzin, jeśli tylko potrzeba się pojawi.
No i oczywiście wspomniany wcześniej Soros, ta jego „Gazeta Wyborcza” i ich wręcz niewyobrażalna wściekłość, że pojawił się ktoś na tyle silny, by zacząć to zło skutecznie i systemowo niszczyć, a to towarzystwo, które je przez tyle lat organizowali, promowali, a dziś tak strasznie po nim płaczą – rozpędzić na cztery wiatry. To jest to, co mnie osobiście interesuje. Nic więcej. Tylko to. Jeśli się uda ich wszystkich wystrzelić w kosmos, ja osobiście nie mam już innych pragnień. No może jeszcze tylko te parę sekund, kiedy usłyszę jak wyją z bólu.

Przypominam, że moje książki są do kupienia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl.

4 komentarze:

  1. A mnie najbardziej boli to, że całkiem dobrzy ludzie zostali już tak zduraczeni iż gw podobny komentarz z ust kobiecych słyszałam już jakiś czas temu i o mało nie spadłam z krzesła. Dlaczego kobiety chcą takie losu dla kobiet? Jak musi być wyprany mózg, który buntuje się przeciwko temu że matka zostaje w domu z dzieckiem????? Że wreszcie ma dla niego czas, że patrzy jak rośnie i rozwija się od rana do wieczora a nie tylko pół godziny na dobę? Jak świat , nasz polski, katolicki dotarł do takiego momentu ???? Musimy to koniecznie zmieniać!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Komentarz zgodny z narracją gw...

    OdpowiedzUsuń
  3. @Aluno
    Przepraszam, ale ja nie rozumiem tego zdania:
    "całkiem dobrzy ludzie zostali już tak zduraczeni iż gw podobny komentarz z ust kobiecych słyszałam już jakiś czas temu"
    Co to znaczy "gw podobny komentarz"?

    OdpowiedzUsuń