środa, 2 lutego 2011

O bezczelności, która nie kompromituje

Wciąż wraca do mnie sprawa owej czarnej ankiety, przeprowadzonej przez tygodnik ‘Nie’ na temat przyszłości, jaką dla Jarosława Kaczyńskiego planują czołowe osobistości polskiego życia publicznego. Dziś za sprawą Kazimierza Kutza, który oto pojawił się u Moniki Olejnik i pokazał, że mieliśmy całkowitą rację, myśląc System ostatecznie wyraził oficjalną zgodę na traktowanie Jarosława Kaczyńskiego jak bakterię. Jak idzie o samą ankietę, ona istotnie uzyskała pewną skromną popularność, jednak na tym skromnym poziomie już pozostała. W przestrzeni publicznej natomiast pozostało ledwie parę dowcipów i bon motów. Jest więc tak, że osoby bardzo interesujące się polityką – a więc jakieś 30% społeczeństwa – wiedzą mniej więcej o co chodzi, połowa z nich kwestią się interesuje w stopniu minimalnym, a z tych, których sprawa poruszyła, znów połowa się oburza, a druga połowa się cieszy i krzyczy: „Jeszcze jeden!”. A więc sytuacja jest przerażająco typowa, tyle że tych psów jest więcej i są coraz głośniejsze.
W tym miejscu należy oddać szacunek tak zwanej Sieci. Gdyby bowiem nie Internet, prawdopodobnie o tym co się stało, a więc skąd te psy się nagle w takiej liczbie pojawiły, wiedzieliby tylko czytelnicy wspomnianego tygodnika i kilku bardziej aktywnych polityków. Z tego co mi wiadomo, mainstremowe media na temat wspomnianego wydarzenia, jeśli się nawet zająknęły, to tą jąknięcie odpowiednio zginęło w szumie wydarzeń znacznie ważniejszych, czyli że w Egipcie są niepokoje, a Kaczyńscy jako dzieci byli bici. A więc znów, jedyną realną siłą tworzącą tak zwane społeczeństwo obywatelskie okazał się Internet, w tym blogi.
I oto parę dni temu dotarła do mnie informacja, ze Paweł Lisicki, redaktor naczelny jednego z najważniejszych polskich dzienników, a mianowicie Rzeczpospolitej, na swoim blogu umieścił refleksje na temat tego, co z Jarosławem Kaczyńskim robią ludzie znani i utytułowani, jak również na temat reakcji – lub raczej jej braku – na ten zbiorowy pokaz najbardziej brutalnej siły ze strony ogólnopolskich mediów. Zajrzałem, przeczytałem i oto co pisze Lisicki:
Najgorsze, że za te słowa kawalarzy z bożej łaski nie spotka ani środowiskowa krytyka, ani powszechne potępienie. Dalej będą brylować i pouczać, stroić miny w telewizjach, znacząco pochrząkiwać w radiu, a w napisanych dla gazet i tygodników tekstach występować w obronie tolerancji i przeciw nienawiści. Idę o zakład, że ani się nie pokajają, ani nie znikną. Z ich ust znowu popłyną strumienie frazesów. Dobrze wiedzą, że wobec Kaczyńskiego mogą sobie pozwolić na wszystko i że wszystko ujdzie im płazem. Po prostu całą gębą korzystają z dobrodziejstw systemu, w którym bezczelność nie kompromituje.
Czytam słowa Lisickiego i myślę sobie, że nic dodać, nic ująć. Sam mógłbym tak napisać. Co więcej, wygląda na to, że Lisicki to prorok jakiś. Ledwo wspomniał o tym strojeniu min, a tu jeden z uczestników tej egzekucji stroi miny u Moniki Olejnik. No, może akurat on nie do końca, bo ze względu na dramatyczny upływ czasu, została mu tylko jedna mina, natomiast czego on nie dał rady, zrobiła za niego pani redaktor.
Ale wracajmy do Lisickiego. On – wiadomo – jest nasz człowiek. On, że tak się brzydko wyrażę, robi w branży od lat, wie, jak jest, i ta wiedza mu zdecydowanie dobrze służy. Zaglądam więc do weekendowej Rzeczpospolitej, by zobaczyć, jak sam Paweł Lisicki odpowiada na swój apel o „powszechne potępienie” Kutza, Palikota, Raczkowskiego i całej reszty owych „kawalarzy z bożej łaski”. Jak on, sumienie polskiego dziennikarstwa, rozprawia się z degeneracją polskiej demokracji. W jaki sposób Rzeczpospolita uruchamia „środowiskową krytykę” sytuacji, gdzie wolno wszystko i jeszcze więcej. Szukam, szukam, szukam… i wreszcie – jest! W weekendowym dodatku Plus Minus Paweł Lisicki przedrukowuje swój wpis z blogu i w ten sposób rozpoczyna swoją krucjatę przeciwko systemowi, w którym „bezczelność nie kompromituje”. Brawo! Oto akt odwagi i zdecydowania. Bez takich ludzi jak Lisicki, my blogerzy bylibyśmy nikim.
Ale skoro już zaszedłem aż tak daleko, to jeszcze chwila na temat Kaczyńskich w wieku szczenięcym. Otóż w tej samej Rzeczpospolitej, nie mogłem nie przeczytać wywiadu Mazurka z Danielem Olbrychskim, w którym ten poinformował nas, że z jego jak najbardziej sprawdzonych informacji wynika, że Kaczyńscy byli w swoich czasach szkolnych dziećmi nielubianymi i bitymi. I tu też należy oddać ukłon Rzeczpospolitej. To musi być prawda, co oni o sobie piszą, że są najbardziej opiniotwórczym dziennikiem w kraju. Świadczy o tym fakt, że już niemal cała Polska huczy od informacji, ze Kaczorów w szkole lali. I wcale już nawet nie chodzi o Olbrychskiego. On się skromnie uchylił. Nawet Kutz się nie liczy. On tylko tę informację potwierdził. Więc liczy się news. Kaczyńskich w szkole lali, bo byli wredni i nieznośni. Teraz już tylko powinniśmy cierpliwie poczekać na serię telewizyjnych reportaży o przyczynach szkolnej agresji. Jednak media to potęga!
Ja tu sobie żartuję, podczas gdy sprawa jest poważna jak sto diabłów. Stoimy na krawędzi i nikt nie wie, co się stanie już nawet nie jutro, ale choćby dziś. Wypada więc zakończyć akcentem poważnym. Paweł Lisicki pisze, że on jest gotów się założyć, że nic się nie zmieni. Uważam, że z jego perspektywy ten zakład jest świetną inwestycją. Tyle że, jak mówię, stoimy na krawędzi, i może się równie dobrze okazać, ze Paweł Lisicki jednak źle ocenił sytuację. Tyle że on się dziś z chytrym błyskiem w oku zakłada, a za chwilę będzie chciał dołączyć do zwycięzców. I zapewne, jako przepustkę, pokaże ten swój blogowy tekst o bezczelności, która nie kompromituje.
Już się nie mogę doczekać.

Znaczna część powyższego wpisu ukazała się wcześniej w solidarnych.pl

4 komentarze:

  1. @Student SGH
    Powiem Panu, na czym polega kłopot. Część z nas patrzy na ten gnijący w Smoleńsku wrak naszego samolotu, na tę obszczywaną przez okoliczne psy białoczerwoną szachownicę, i czuje tyko ból i gniew. Druga część natomiast albo się śmieje albo nudzi. Z zalinkowanego przez Pana artykułu wnoszę, że ludzie z Wyborczej weszli w fazę tzw. śmiechawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja się nie zdziwię. I nawet te nazwiska przestałam rozróżniać. I niech oni będą nasi, prawi, odważni - nic mnie to nie obchodzi. Jeżeli trafi się pośród nich jeden czy drugi, którzy naprawdę okażą się wierni - dobra nasza, tylko się ucieszę. Ale narazie walka się toczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Lisicki jest redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej" - on po prostu pilnuje swojego interesu, musi przecież pokazać tym, którzy teraz rządzą, że ma "szeroki horyzont poglądów". Jeżeli mnie pamięć nie myli część akcji wydawcy RZ należy do Skarbu Państwa, Lisicki stara się zachować stołek. Stąd w RZ pojawiła się moc felietonów, czy artykułów takich "autorów" jak Wołek, Władyka, czy inni, których nazwisk teraz nie wspomnę - po prostu nie są warci pamiętania.
    RZ schodzi na psy jak większość prasy.
    To, że publikują tam jeszcze autorzy "strawni" dla nas jest tylko dla pewnego zabezpieczenia.
    Generalnie masz rację, że w pewnym momencie zawsze Lisicki będzie mógł dołączyć się do zwycięzców...
    Taka postawa jest po prostu podła.
    Nic więcej.

    Ja jednak nadal kupuję RZ - choćby po to by odłożyć na kupkę - by mieć dowód niegodziwości "chorągiewek"

    OdpowiedzUsuń