sobota, 26 lutego 2011

O księżniczkach na postkomunistycznym śmietnisku

Ile razy przychodzi mi wracać do starych wpisów z tego bloga, czuję się nie za dobrze. Głównie chodzi mi o to, że nie chcę, by ktoś pomyślał, że idę w kierunku czegoś, co niektórzy nazywają odcinaniem kuponów. Mam też przy tym poczucie, że większość tych, którzy tu bywają – bywają nie po to, by czytać wciąż to samo. Mimo to, raz na jakiś czas, istotnie pozwalam sobie na przypominanie starych wpisów. Czemu więc to robię? Otóż zawsze stoi za tym przekonanie, że coś co było naszym zmartwieniem już kiedyś, wiele miesięcy temu, wraca dokładnie w tej samej postaci i nagle okazuje się, że wciąż wymaga komentarza. Wymaga tego komentarza naprawdę bardzo, a ja nie chcę milczeć, ale też nie mam aż takiego talentu, by w odniesieniu do jednego problemu stworzyć dwa osobne, niepowtarzające się komentarze. I wtedy wracam do owej starej, tak mocnej i dźwięczącej, na jaką mnie wówczas było stać, refleksji i ją przedstawiam raz jeszcze, starając się jedynie – jeśli tylko mi jakaś świeża myśl przyjdzie do głowy – ją odpowiednio uzupełnić. Lub przyciąć. By była może jeszcze bardziej intensywna.
Dziś znów znalazłem się w tej sytuacji, że coś co wydawało się już dawno załatwione, wyjaśnione i rozstrzygnięte, powraca, a ci, którzy – jak można było wierzyć – mieli dość czasu, by swoje opinie zweryfikować, żyją starymi uprzedzeniami i oczywiście brną, brną i brną. Chodzi mianowicie o Martę Kaczyńską i jej prawo do bycia nie tylko córką swego ojca, ale kimś, kto w naturalny sposób ma prawo – czy, ktoś może nawet powiedzieć, obowiązek – kontynuowania jego dzieła. Nie pozwolono jej tego zrobić wiosną zeszłego roku, kazano jej milczeć i zniknąć – wbrew czemuś, co można by nazwać naturalnym porządkiem rzeczy – i nagle dziś, znów pojawia się te dziwaczne żądanie: żeby ona akurat siedziała cicho. Tym razem z ust samego Jacka Kurskiego. Nie my. Ona. My możemy sobie szaleć. A ona najlepiej niech założy jakąś fundację i zajmuje się chorymi dziećmi. Tak. Najlepiej dziećmi.
A zatem, proszę łaskawie posłuchać raz jeszcze. I, jeśli ktoś uważa, że się mylę, to chętnie się posprzeczam.
Pisałem na swoim blogu parę razy o Richardzie Nixonie, nie jako o nieudaczniku i kłamcy, lecz o jednym z największych amerykańskich prezydentów, zniszczonym przez czasy, w których przyszło mu działać. W wywiadzie, który miałem okazję czytać, Nixon dumając nad swoją polityczną karierą, mówi tak:
Nie wszyscy możemy być prezydentami Stanów Zjednoczonych. Nie każdy z nas może być prezesem General Motors. Jak to się dzieje? Częściowo to kwestia szczęścia. Choć bardziej byłbym skłonny przypuszczać, że większe znaczenie ma korzystanie z możliwości. Przede wszystkim, w polityce trzeba być gotowym do podejmowania wielkiego ryzyka. Trzeba bardzo ryzykować. Kiedy patrzę w przeszłość, przypominam sobie wielu bardzo zdolnych, bardzo inteligentnych, bardzo charyzmatycznych ludzi, którzy zatrzymali się w Kongresie. Którzy nigdy nie doszli do Senatu. Nigdy nie zostali gubernatorami. Którzy zatrzymali się na tym poziomie. Ponieważ nie chcieli zaryzykować bezpiecznej posady. A kiedy człowiek zaczyna myśleć zbyt wiele o swoim bezpieczeństwie, nigdy nie odniesie pełnego sukcesu. Trzeba bardzo ryzykować i nawet przegrać, kiedy jest taka konieczność. A można przegrać i dwa razy, i trzy, ale należy wciąż wracać. W tym cała tajemnica”.
Uważam, że jednym z największych nieszczęść komunizmu było to, że zabił on w ludziach naturalną dążność do osiągania sukcesu. Ale nie tylko. Komunizm sprawił, że jeśli ktoś osiągał sukces, zostawał dyrektorem, prezesem, czy premierem, to za tym bardzo często nie stała ani praca, ani ambicja, ani zdolności, ale wręcz przeciwnie – ich brak i ich kompletna zbędność. I oczywiście, ci sami ludzie, społecznie funkcjonowali nie jako ktoś godny szacunku i naśladowania, lecz jako najgorszy typ ludzkiego upadku. Wydaje mi się, że to stąd właśnie, jeszcze dziś tak wielu z nas gardzi nie tylko urzędnikami, nauczycielami, lekarzami, sędziami, politykami, nie tylko posłami, premierami, prezydentami, ale wręcz Polskim Państwem. I to niezależnie od tego, czy wielu z nich na tę pogardę zasługuje, czy nie, i niezależnie od tego, czy Polska nam dała więcej powodów, by ją kochać, czy by z niej szydzić.
A więc nie mamy szacunku do Polskiego Państwa, bo uważamy je za zjawisko przypadkowe. Uważamy, że są ludzie zdolni i mało zdolni, i że niektórzy z nich mają kompetencje, a inni nie mają, a co z tego wyniknie, to wyłącznie kwestia przypadku. I to jest oczywiście bardzo niedobre. Raz, dlatego że prowadzi do przekonania, że tak naprawdę nie ma nic poza z jednej strony kompetencjami, a więc techniką, i z drugiej strony przypadkiem. Z tego punktu widzenia, to że wspomniany wyżej Richard Nixon został prezydentem Stanów Zjednoczonych wyłącznie przez to, że był kompetentny, albo został tam awansowany przez swoich kumpli, lub rodzinę. Z tego punktu widzenia, wszystko to co opowiada Nixon, a więc ta gotowość do podejmowania ryzyka, upór, i to coś jeszcze, czego już nie sposób nazwać, jest kompletnie bez znaczenia. Nixon bowiem został prezydentem Stanów Zjednoczonych, bo się dobrze uczył na studiach, albo był wyjątkowym sukinsynem, a takim zawsze łatwiej. A zatem, jest wręcz niemożliwe, żeby on awansował tak wysoko, bo był na przykład jakoś tam dotknięty palcem Boga. I ten typ myślenia uważam za bardzo przykre dziedzictwo bolszewickiej Polski.
Też tu na naszym blogu, tyle że ledwo wczoraj, napisałem tekst o Marcinie Dubieneckim i próbach Systemu, by go zniszczyć, ale też przy o okazji, pojawił się naturalnie temat Marty Kaczyńskiej i tego, jak to ten sam System uniemożliwia – choćby z wypowiedzi Jacka Kurskiego, o której już wcześniej wspomniałem, wynika, jak skutecznie – jej całkowicie naturalną działalność publiczną. Efekt tego, w znacznym stopniu sprowadził się do tego, że jeden z naszych przyjaciół Traube się z nami pożegnał, a wielu innych wzruszyło ramionami. A zatem, jak to się stało, że ten atak skończył się takim powodzeniem? Otóż uważam, że nie bez znaczenia było to, że duża część opinii publicznej bardzo chętnie przyjęła optykę podpowiedzianą przez mainstream i uznała, że taka Marta Kaczyńska nie może być osobą o jakiś szczególnych predyspozycjach, talentach, czy charyzmie, ale kimś kompletnie byle jakim – w najlepszym wypadku kimś takim jak my – kto tylko chce wyskoczyć w górę na śmierci swojego ojca. Który sam przecież, też nie był w niczym lepszy od nas.
Teraz staje się oczywiste, że na tym tle, Marta Kaczyńska, jeśli tylko wspomina o swoim możliwym uczestnictwie w polityce, zachowuje się po prostu bezczelnie. Z perspektywy post-sowieckiego umysłu, to że jej ojcem był człowiek, który w powszechnych wyborach został wybrany prezydentem państwa, nie ma żadnego znaczenia. To że ona ma ambicje polityczne i potrzebę działalności publicznej dla dobra ogółu, z tej perspektywy, jest co najmniej szwindlem. Prawdziwy obywatel nie może dopuścić do tego rodzaju skandalu. Marta Kaczyńska, jeśli chce być sławna, a oczywiście do tego ma prawo, niech występuje w Tańcu z Gwiazdami, lub prowadzi program w TVN Style. A jeśli chce chodzić do pracy, niech aplikuje, i może przyjmą ją jako wicenaczelną do magazynu ‘Pani’.
24 maja 1837 roku Alexandrina Victoria – znana powszechnie jako Królowa Wiktoria – ukończyła 18 lat. Niecały miesiąc później 20 czerwca, została obudzona przez matkę, która poinformowała ją, że o 2.12 nad ranem, zmarł w wieku 72 lat król Wilhelm IV, i że tym samym Victoria została królową Wielkiej Brytanii. Proszę to sobie uświadomić. Ona miała zaledwie 18. Bywało różnie, ale domyślam się, że pewnie nie była dzieckiem szczególnie głupim. Możliwe bardzo, że wręcz przeciwnie – była osobą bardzo wybitną. Zapewne też była starannie wykształcona i bardzo dobrze ułożona. Ale fakt jest faktem – miała zaledwie 18 lat i została królową, ponieważ… no właśnie, dlaczego? Nie wiadomo. Ale z całą pewnością nie dlatego, że miała do bycia królową formalne do tego kompetencje. Można też być pewnym, że tą królową być chciała. No i nią została. Na długo i bardzo, jak wiemy, skutecznie.
Ktoś mi powie, że to moje porównanie jest równie bezczelne, jak ewentualna chęć Marty Kaczyńskiej kontynuowania dzieła ojca. Może tak. Nie będę się upierał. Może i ja jestem bezczelny. Mam jednak przy tym całkowitą pewność, że gdyby XIX-wieczna Anglia była w tym intelektualnym stanie, co dzisiejsza Polska, Victoria nie zostałaby ani królową Wielkiej Brytanii, ani nawet Cesarzową Indii, ale w najlepszym wypadku siedziałaby w domu i pisała wiersze. Natomiast na tron skierowano by jakiś autorytet. Najlepiej staruszka po siedemdziesiątce, z lewą profesurą i postępującym szaleństwem.

15 komentarzy:

  1. @toyah
    dokładnie oddałeś istotę PRL'u, ten system wykreował miliony "najgorszych typów ludzkiego upadku", ci ludzie są wśród nas i walczą w obronie pozostałości tamtego systemu.

    Wiesz, że też mam sentyment do Nixona - te słowa to credo prawdziwego polityka:
    "...Nie wszyscy możemy być prezydentami..., ...Jak to się dzieje? Częściowo to kwestia szczęścia...., ...większe znaczenie ma korzystanie z możliwości...., ...w polityce trzeba być gotowym do podejmowania wielkiego ryzyka...., ...Trzeba bardzo ryzykować i nawet przegrać, kiedy jest taka konieczność. A można przegrać i dwa razy, i trzy, ale należy wciąż wracać. W tym cała tajemnica”.
    Jakże brakuje nam takich polityków, niewątpliwie takim politykiem jest Jarosław Kaczyński.

    Gdy myślę o Marcie Kaczyńskiej to widzę, że w sumie jednak jesteśmy szczęściarzami.
    Na myśl przychodzi mi sytuacja pokolonialnych Indii gdy w 1964 roku zmarł pierwszy i długoletni premier Indii Jawaharlal Nehru jego córka Indira Gandhi zdecydowała się rozpocząć karierę polityczną i w 1966 roku została premierem Indii.
    My w tym wszystkim mamy Jarosława Kaczyńskiego brata Ś.P. Lecha Kaczyńskiego i Martę Kaczyńską.
    I wiemy, że jeżeli Marta Kaczyńska zdecyduje się na drogę kariery politycznej to będzie ona jak jej Ojciec, jak jej Stryj, jak ci prawdziwi politycy opisani przez Nixona. Będzie gotowa do podejmowania prawdziwego ryzyka, będzie ryzykować, przegrywać i wciąż próbować aż do całkowitej wygranej....
    I dlatego ją już tak atakują bo wiedzą, że ona ma tę siłę i od niej tylko zależy czy jej użyje czy nie!

    OdpowiedzUsuń
  2. @raven59
    No wreszcie! Na Ciebie można zawsze liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah
    nie zdążyłem z poprzednim postem ale stwierdziłem, że i tak już mniej więcej na ten temat komentowałem.
    Szykowałem taki pamflecik na BK i DT ale mi Czarnecki podsunął temat i się rypło.

    A to co teraz napisałem tak mi się spodobało, ze walne to na front - niech się niektórzy po pastwią...

    OdpowiedzUsuń
  4. Będą w górach spotkałem wczasowicza on po 40 ekonomista - prowadził własny biznes ja 23 lata.Na moje py

    OdpowiedzUsuń
  5. @Samotność na peronie
    Czekam na powtórkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah
    Wypowiedź Nixona jest fantastyczna!
    Praca, zdolności, wytrwałość są bardzo ważne, ale warunkiem sukcesu jest ryzyko ... i nie poddawanie się, mimo porażek po drodze ...
    Jednym z największych nieszczęść komunizmu jest to, że zabił on w nas chęć ryzykowania. "Nie wychylaj się" - to była podstawowa zasada. Banałem jest stwierdzenie, że wtedy, gdy ludzie przełamywali w sobie strach przed ryzykowaniem, dochodziło do prób zmiany ...
    Czy oznaką tego, że komunizm jedynie się przepoczwarzył, jest nieustanna gra w wzrost ryzyka podejmowania działań sprzecznych z celami systemu, a nagradzanie postaw w stylu "nie wychylaj się".

    A Jacek Kurski chyba uznał, że on i jego partyjni koledzy nie powinni ryzykować. Teraz są aż lub tylko posłami, a w przypadku wygranej z udziałem Marty Kaczyńskiej musieliby coś z tym fantem zrobić.

    Przyznam się, że ja też wcześniej miałem wątpliwości odnośnie aktywnego udziału MK w życiu politycznym. Teraz widzę, jak szybko kupiłem takie argumenty, żeby tylko drugiej strony nie drażnić, nie dawać łatwych celów do ataku, a tak na prawdę chodziło o to, aby nie wychylać się, nie ryzykować ...

    PS
    Czytam Twojego bloga "od zawsze". Na spotkaniu S24 przy Rozdrożu wymieniliśmy uścisk dłoni i kilka słów. Pozdrawiam, tutaj, po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Gracjan
    Może znów się kiedyś uda. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi Toyahu,

    Słowa Nixona sprawdzają się nie tylko w polityce, ale także w innych dziedzinach życia, jak np. w biznesie.

    W USA i osławionej Dolinie Krzemowej jest bardzo silna kultura inwestowania, która - w dużym uproszczeniu - polega na tym, iż mając dobry pomysł, motywację i chęć działania, można liczyć na wsparcie inwestorów, którzy dodadzą do tego wsparcie finansowe i doświadczenie. System ten sprawdza się od wielu lat, przez co czołowe firmy z branży nowych technologii wywodzą się właśnie z Doliny Krzemowej. Przechodząc do meritum - ciekawy jest proces oceny przez inwestorów szans na sukces danego przedsięwzięcia. Otóż kluczowy jest właśnie człowiek, który stoi za pomysłem. Co ciekawe, większą szansę na pozyskanie inwestora ma osoba posiadająca na swoim koncie kilka porażek (nieudanych biznesów), aniżeli ktoś "świeży" czy "nowy" w biznesie. To stanowi olbrzymią różnicę kulturową między USA a tym co mamy w Polsce. U nas, jeżeli komuś się nie powiedzie - jest wyśmiewany, inni mogą wówczas odetchnąć z ulgą i pokazać "nieudacznika" palcem.

    Dlatego tym ciężej u nas o przełamanie się i podjęcie ryzyka - upadek jest bowiem bardziej bolesny, bo tak spaczone komunizmem jest społeczeństwo. Spójrzmy jak mocno wyśmiewa się Kaczyńskiego, powtarzając "od x lat nic nie wygrał", "przegrał x wybory z rzędu" itd. Większość ludzi nie tylko samemu nie jest zdolnych do ryzyka i wytrwałości, ale wręcz nieustannie wyśmiewa ludzi, którzy bez względu na okoliczności się nie poddają.

    Naszym obowiązkiem jest więc zmiana tego stanu rzeczy, co możemy robić na dwa sposoby: wspierać ludzi niezłomnych, jak i samemu być wytrwałym i odważnym. Musimy wyjść z tego bagna socjalizmu, którego celem było właśnie zastraszenie człowieka.

    Osobiście zgadzam się więc, że w żaden sposób nie mamy prawa odmawiać Marcie Kaczyńskiej działań, mających na celu kontynuacje misji tragicznie zmarłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Inną kwestią jest jednak nasza ocena konkretnych działań jej oraz męża. Tutaj skłaniam się bardziej ku ocenie, którą dokonał Traube - moja ocena jest mało pozytywna, mimo całej mojej sympatii. Nie odmawiam im prawa do działania (bo byłoby to totalnym absurdem), kibicuję im, ale póki co nie widzę dobrych owoców tego zaangażowania, zwłaszcza jeśli chodzi o p. Dubienieckiego.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Gerrero
    A jakie działania jej męża - no i przede wszystkim jej - masz na myśli?
    Pytam, bo słowa rzucać jest bardzo łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Man problem z netem. Na moje pytanie co robić jak się nie uda.Odpowiedź słyszę do dziś - spróbować jeszcze raz.To jest odporność i wola walki.

    Wracając do Nixona gość był twardy.Odlatując z rezydencji stal na schodach samolotu roześmiany trzymając ręce w górze na znak zwycięstwa.Jakby chciał powiedzieć ,,ja tu wrócę,,.Mocne.

    Nie chce nikogo obrażać ale najłatwiej powiedzieć mam dość robię przerwę na rok.Jeden WAŻNY ubył.Dobrze powiedział Cejrowski na swojej stronie dlaczego tego nie wolno robić.Do cholery jak pęka mur trzeba go załatać i wzmocnić.Nie iść do domu mówiąc fajrant przyjdę jutro.Jutro nie będzie po co przychodzić.Nie będzie dokąd.Gdyby nasz Gospodarz powiedział koniec mam dość:TO BYŁOBY SUPER.Woda nie na nasz młyn.Ktoś zatarłby ręce.Jeszcze jednego mniej.Rozbiorą nasz dom cegła po cegle a my w d...ie.

    Nie mam pojęcia czy ludzie Jarosława Kaczyńskiego sa odporni na władzę i czy im nie odbije myśląc o swojej nieomylności i trudzie walki .Maja zawód polityk.A z wykonywaniem zawodu rożnie bywa.Jedyna możliwość aby nie dać się tym ch..om to przepchnąć PiS.Kaczyński mając mandat społeczny będzie wiedział co z tymi śmieciami zrobić.ON JEST GWARANCJA NORMALNOŚCI DLA NAS I NASZEGO KRAJU.

    Przepraszam za słowa i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. @Samotność na peronie
    Dobre słowa. Nie ma co przepraszać.
    A co do Kaczyńskiego - jak najbardziej. On jeden stanowi gwarancję.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah

    Moja ocena jest mało pozytywna, bo nie widzę dobrych owoców tego zaangażowania. Całość działań wydaje się mało przemyślana - najpierw głośne zastanawianie się czy "wejść w politykę" czy nie, mówienie o fundacji - nie widzę tutaj konkretnego planu, co tylko ułatwia ataki przeciwnikom. Ja dzisiaj, po 10 miesiącach od katastrofy, nie wiem na czym w końcu stanęło - czy oni będą kandydować, jeśli tak to kiedy i na jakie stanowiska, a także co chcą osiągnąć i w jaki dokładnie sposób. Ciągnie się ten temat już wiele miesięcy, co moim zdaniem dobrze nam nie służy.

    Jeśli zaś chodzi o p. Dubienieckiego - mam podobne odczucia jak Traube i mógłbym przekleić jego argumenty. Osobiście nie chcę, aby czołową postacią PiSu stał się syn działacza SLD - bo ta partia była mu do tej pory bardzo bliska... Dla mnie osobnym i istotnym argumentem jest również fakt wcześniejszego rozwodu p. Marty - może to wchodzenie w prywatne życie osobiste, ale osoba łamiąca przysięga małżeńską ma u mnie znacznie obniżony poziom zaufania.

    Tak jak pisałem poprzednio, nie odmawiam p. Marcie i jej mężowi prawa do publicznego działania. Jednocześnie jednak, biorąc pod uwagę przytoczone wyżej argumenty, tak jak i to co nakreślił w swoich komentarzach Traube - nie mam do tego małżeństwa pełnego zaufania.

    OdpowiedzUsuń
  13. @gerrero
    A ja powiem tak. Może Ty faktycznie znalazłeś jakąś jej wypowiedź o tym, że ona chce zakładać fundację. Ja nie. To są, o ile się nie mylę, tylko dziennikarskie plotki.
    Co do Dubienieckiego, pisałem już o tym parokrotnie. Od czasu jak się zorientowałem, że zamachu na Prezydenta dokonali raczej byli działacze NZS-u niż byli działacze SLD, walka z tak zwaną post-komuną mnie mało wzrusza.
    I jeszcze jedno. Poza Jarosławem Kaczyńskim, do kogo masz pełne zaufanie?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah

    Jeśli chodzi o fundacje - wątek pojawiał sie kilkukrotnie i nie był to wymysł dziennikarzy. Pan Dubieniecki mówił sam w wywiadzie, iż będzie fundacja, z której wyłoni sie instytut, a całość ma powstać na początku tego roku. Tak czy owak, nie jest to az tak ważne, pokazuje jedynie ten brak planu i nieprzemyślane działania, co wpływa na moja ocenę.

    Jeśli chodzi o SLD, to przez pewien czas zastanawiałem sie co było gorsze - ich rządy czy tez PO. Po 10 kwietnia rownież twierdze ze PO, ale to nie wpływa na fakt, ze nadal dla ludzi z SLD zalecalbym ostrożność.

    Co do pełnego zaufania. Jeśli chodzi o polską politykę, to na szczeblu krajowym poza JK nie dostrzegam takiej osoby. Cenie mocno Marka Jurka, ale nie widzę politycznego sensu istnienia jego partii.

    OdpowiedzUsuń
  15. @gerrero
    Sprawy nie znam, więc się nie odzywam. mam tylko nadzieję, że tę informację znasz z bezpośredniego przekazu, a nie z medialnych plotek.
    Poza tym, ja bym zalecał ostrożność w ogóle. W jedną i drugą stronę.

    OdpowiedzUsuń