piątek, 11 lutego 2011

O ironii dla niedopieszczonego buractwa

Ponieważ, jak już wspominałem w jednym w wczorajszych komentarzy, zmarł mój wujek i w związku z tą smutną chwilą, wyjeżdżam na pogrzeb, chciałbym Wam zostawić tu do czytania – i mam nadzieję, że udanego komentowania – przez weekend trzy ostatnie teksty z Solidarnych2010. Krótkie, bo taka jest umowa z Szefem, ale myślę że jare. Najpierw ten, a za chwilę dwa kolejne. Oczywiście będę w stałym niemal kontakcie.

Jakiś czas temu, pewni skromnie przyczajeni spece od najbardziej brudnej manipulacji i propagandy, wysłali na Jarosława Kaczyńskiego dwoje dzieci, które dopadły go w sejmowym korytarzu i poprosiły o wywiad. Że niby taki słodki żart. Ponieważ prezes Kaczyński jest człowiekiem, którego w obliczu kobiet i dzieci ogarnia całkowita i niezgłębiona naiwność, zamiast zapytać dziatwę, gdzie jest ich mamusia i tatuś, zgodził się grzecznie i z uśmiechem odpowiadać na pytania. Jedno z nich brzmiało tak: „Czy uważa pan, że Joanna Mucha byłaby dobrym prezydentem?” Jarosław Kaczyński, zgodnie z prawdą i sumieniem odpowiedział oczywiście, że nie, a kiedy dzieci zaczęły sprawę drążyć i wypytywać Prezesa, a że to niby, czemu nie, zbył je grzeczną uwagą, że sama „ładna buzia” nie wystarczy, by być prezydentem.
Ja oczywiście jestem wiejskim chamem, więc na jego miejscu, nawet gdybym w ogóle z tymi dziećmi zaczął rozmowę, powiedziałbym, że nie wypada, by prezydent był idiotką. I, na wszelki wypadek, dodałbym bardzo wyraźnie, że ta sama zasada dotyczy również idiotów. Szczególnie jednego. No ale, jak mówię, Jarosław Kaczyński to miły i kulturalny człowiek. A więc została ta buzia.
No i się zaczęło. Już nazajutrz dowiedzieliśmy się, że Kaczyński to chamski buc, który obraża kobiety, i jeszcze w dodatku robi to w najbardziej „buracki” – właśnie tak to zostało określone – sposób. I że za to co on powiedział o pani posel, powinien dostać po pysku i zostać wyrzucony poza kulturalną polityczną scenę. Najlepiej kopniakiem w tłusty tyłek. I myślę sobie, że te jego słowa o „ładnej buzi” mogły by go, jeśli nawet nie pogrzebać, to przegonić go po okolicy tak, by się przez dłuższy czas nie pozbierał, gdyby nie fakt, że chyba jednak każdy w miarę przytomny obserwator wiedział, że jak idzie akurat o Joannę Muchę, tam naprawdę nie ma nic więcej. A i to pozostaje sprawą gustu. A zatem, ktoś tam pewnie sobie wyliczył, że kontynuowanie tematu może stanowić operację logistyczną na takim poziomie – również finansowym – że po prostu lepiej się za to nie brać. Myślę więc, że jeśli Kaczyńskiemu media dały spokój już właściwie po paru dniach, to właśnie ze względu na Muchę, a nie na niego.
Siedziała więc posłanka Mucha przez całe długie miesiące cichutko, przyczesując włoski, wydymając usteczka i wystawiając nóżki do telewizyjnych kamer, starając się jak najbardziej krótko i na okrągło odpowiadać na najprostsze pytania, aż tu jacyś najpewniej zakochani w jej urodzie partyjni koledzy wypuścili ją na poważny wywiad… i ona wzięła i chlapnęła publicznie, że starych ludzi należy w Polsce odstawić na bocznicę, bo wyłącznie marnują ludzki czas, nerwy i pieniądze. Czemu to zrobiła? Czemu postanowiła przemówić? Dlaczego uznała, że już można? Diabli wiedzą. Może zmęczyło ją to, że co otworzy komputer, to czyta o sobie wyłącznie spekulacje, czy się rozbierze dla Playboya, czy nie, a może zwyczajnie, jak to kobieta ze źle ukierunkowanymi ambicjami – postanowiła, że dość już tego! Ona pokaże, że oprócz nóg, ma coś jeszcze. A może jeszcze inaczej. Może nasłuchała się swojego mistrza Komorowskiego i pomyślała, że nawet jeśli jest głupia, to aż tak jednak nie?
Wbrew pozorom, to wszystko jest jednak nieważne. Dokładnie tak samo, jak nieważna jest Joanna Mucha i cały ten jej wizerunek dla niedopieszczonych wieśniakow. Prawdziwym powodem, dla którego postanowiłem jej poświęcić ten wpis, to – oprócz oczywiście tych jej uwag o konieczności pozbawienia ludzi starych opieki medycznej, które porażają nawet tych, którzy zdążyli się już przyzwyczaić do cywilizacyjno-kulturowych standardów, jakie nam wprowadziła Platforma Obywatelska – jej najświeższa wypowiedź, gdzie ona tłumaczy, że to co ona powiedziała, to nie są jej słowa, ale takie niby szyderstwo z tego, co głoszą niektórzy przedstawiciele służby zdrowia. Że ona tylko ironicznie cytowała, a nie formułowała opinię. Że tak naprawdę, ona uważa, że starych dziadów leczyć można.
Otóż uważam, że to wyjaśnienie zamknie sprawę. Jestem pewien, że jeśli ktoś w ogóle będzie chciał temat drążyć, to wyłącznie jako przykład tego, jak to nieporozumienie może zamieszać ludziom w głowach. Jak to ironia i cytat mogą nawet mądrego człowieka zmylić. I wszystko wróci do normy. Joanna Mucha zrobi sobie kolejną nową fryzurę, na stopy nałoży nowe szpilki, a na twarz nowy make-up, i jak dotychczas będzie niszczyć swoje biedne koleżanki-posłanki powłóczystym spojrzeniem, a my będziemy mogli dalej spokojnie zadręczać Jacka Kurskiego wypominaniem mu owego „ciemnego ludu” sprzed lat. W końcu ironia to ironia, ale chamstwa, panie, darować nie można.

3 komentarze:

  1. @Toyah
    Z tym rozbieraniem się to chyba chodzi o jakąś Annę Muchę. Od dawna pytam wszystkich, co to za jedna, ale nikt z moich znajomych nie wie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałem o tym jej "sprostowaniu". Jak można myśleć, że ktoś to kupi? A jeśli Mucha właśnie na to liczy, to znaczy, że ludzi ma za kompletnie naiwnych debili. Pokazuje tym, że już nie tylko tych starych ma za nic, a wszystkich.
    Ciekaw jestem co sobie teraz myślą osoby, które przyznawały jej wtedy rację. Trochę wpuściła ich w maliny :)

    Swoją drogą, to kolejna Twoja notka, która obrazuje to co opisał na tym blogu w ostatnim swoim wpisie Don Paddington.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Marylka
    Są co najmniej dwie. Wybitna aktorka i wybitny polityk. Ja pisałem o Joannie. Wybitnym polskim polityku.

    OdpowiedzUsuń