czwartek, 30 września 2010

Jeżeli - ciąg dalszy

Nie wiedzieć czemu, w tym informacyjnym bagnie, jakie nas zalewa – od niedźwiedzi panda, przez pijanych nauczycieli, po nową fryzurę Joanny Muchy – pojawił się nagle temat tzw. dopalaczy, a więc chemicznych środków powszechnie i jak najbardziej legalnie sprzedawanych dzieciom w dużych polskich miastach, dla zarobku i ze zwykłego, pierwotnego pragnienia śmierci. Piszę „nie wiedzieć czemu”, bo w rzeczy samej ten typ informacji, w świecie niemal już nierzeczywistej zabawy i zidiocenia, nie wiadomo ani czemu ma służyć, ani też do kogo ma być faktycznie adresowany. Ktoś niezorientowany mógłby przypuszczać, że oto problem, który każdy normalnie myślący i w miarę uważny obserwator życia zna od lat doczekał się wreszcie odpowiedniego potraktowania ze strony polskiego państwa i że właśnie cały ten czarny biznes zostaje zlikwidowany, a jego właściciele postawieni wobec bankructwa. Na ten jednak temat nic nie wiadomo. Jeśli już, to jest wręcz odwrotnie. Informacja jest bowiem taka, że sprawa jest trudna, a – jak sami zainteresowani, czyli ci mordercy z rozbawieniem zaświadczają – perspektywa pozostaje też raczej bez zmian. Może więc chodzi o to, by o tym niezwykle interesującym zjawisku poinformować społeczeństwo i zachęcić kogo trzeba do obywatelskiej aktywności? Nie sądzę, choć na ten temat jeszcze będzie. Nie sądzę, bo jak wszystko na to wskazuje, coś takiego jak obywatelska inicjatywa już dawno w Polsce zostało wytępione, i to też wcale nie przypadkiem. Jeśli więc jakiś mądrala w telewizji informuje, że dobrym pomysłem byłoby zorganizowanie społecznego sprzeciwu wobec tych sklepów, on sam musi wiedzieć, że zwyczajnie pieprzy trzy po trzy, a poza tym, nie ma pojęcia o czym mówi. I o tym też będzie później. A zatem i adres też jest nie bardzo znany.
Coś jednak na rzeczy być musi. Bo temat jest zbyt poważny i zbyt przy tym ponury, żeby sobie tak media miały teraz przez parę dni poużywać. Czy rzeczywiście? Otóż zaryzykuję tezę, że niekoniecznie. Może być po prostu tak, że temat dopalaczy pojawił się wyłącznie dlatego, że na niego przyszła kolej. Dokładnie tak samo jak w pewnym momencie uwaga opinii publicznej została zaabsorbowana stadionem w Bydgoszczy, czy tym chłopcem spod Przemyśla, którego rodzice nakarmili muchomorem, przyszła pora na dopalacze. Ktoś powie, że to nie są żarty, że to nawet nie jest kwestia jakieś pojedynczej tragedii, która zawsze może liczyć na odpowiednią publiczność, lecz tu mamy do czynienia z problemem systemowym. Że tu chodzi o życie narodu. Że tu w grę wchodzi coś co mamy za oknem. Niewykluczone że niedługo wszyscy. Że pewien typ wrażliwości wymaga, żeby tego akurat problemu nie wykorzystywać dla tak nędznych celów jak władza.
I znów. Może i tak jest. Nie mam tu żadnej pewności, ale zupełnie bym się nie zdziwił, gdyby się miało okazać, że rozmowy o wrażliwości i odpowiedzialności stanowią już tylko pieśń przeszłości na każdym możliwym poziomie. Od czasu jak się okazuje, że nawet smoleńska katastrofa i tak straszna śmierć tylu ludzi potrzebowały zaledwie paru dni, by całe zło tego świata stanęło pewnie na obie nogi, a dziś widok tego porzuconego samolotu nie budzi w znacznej części społeczeństwa emocji większych, niż wiadomość o tym, że jutro prawdopodobnie też będzie padać, powinniśmy zapomnieć o tym co jeszcze wypada, a co już nie. A zatem, mam podejrzenie, że te dopalacze to temat na dwa, trzy dni i tyle wszystkiego. Że za te dwa czy trzy dni będzie dokładnie tak jak było dotychczas – kolejne sklepy będą powstawać, kolejne odmiany tej trucizny znajdą swoich nabywców, a kolejni biznesmeni zarobią kolejne pieniądze. Psy pozostaną psami, sądy pozostaną niezależne i niezawisłe, prezydent będzie pełnił swoją służbę, no i może też już z pielgrzymki do Smoleńska wrócą pani Komorowska z panią Komorowską, a Donald Tusk z panią Małgosią udadzą się na kolejny wypoczynek.
A ja cały czas myślę o tych dopalaczach. Dzień w dzień jadę do pracy i z okien tramwaju widzę ten sklep, na którym stoi jak byk niezwykle dobitny napis, że przede mną rozrywka na wyciągnięcie reki, a nawet jest podany – wielki niemal tak jak to słowo ‘dopalacze’ – numer telefonu, na który mogę zadzwonić, jeśli albo mi się nie chce, lub nie jestem w stanie się ruszyć z domu. Mijam ten sklep, nie widzę co jest w środku, poza jakimiś przebijającymi się przez zaciemnione szyby iskierkami świateł, i tylko ten napis ‘dopalacze’ mówi mi, że to nie jest kolejny sex shop, lub salon gier, ale narkotykowy salon dla starszej i młodszej młodzieży szkolnej.
Mogę się oczywiście mylić i niedługo okaże się, że nasze państwo właśnie teraz, kiedy pisze te słowa, podejmuje szereg bardzo zdecydowanych i przemyślanych czynności mających na celu likwidację tego nieszczęścia. Że tak, jak przy naszej kompletnej nieświadomości, urzędnicy prezydenta rozpisywali bardzo precyzyjny plan usunięcia krzyża sprzed Pałacu na Krakowskim Przedmieściu, dziś też ktoś w jakimś gabinecie zbiera się, żeby już niedługo cały ten podły biznes rozgonić na cztery wiatry. Ja tu jednak nie jestem po to by się karmić złudzeniami, ale by drżeć ze strachu. Szczególnie gdy tak wiele wskazuje na to, że w momencie gdy przestanę się bać – nastąpi ostateczny koniec i tego państwa i tego narodu. Siedzę więc tu dziś i myślę sobie, że najprawdopodobniej moje niedawno tu formułowane obawy, że wobec oczywistej secesji państwa polskiego, jesteśmy na prostej drodze do tego, żeby brać sprawy w swoje ręce, mają jak najgłębsze podstawy. Bo jeśli tak ma wyglądać Polska, a więc ma być państwem chaosu, bezprawia, powszechnej nędzy i zwycięstwem tych, którzy potrafią sobie poradzić, to ja bym nie chciał być w skórze ani tych którzy dziś rządzą, ani tych co im tę władzę gwarantują. Bo natura chaosu nie wytrzymuje. Po prostu.
O co mi chodzi? O nic konkretnego. Jeszcze nie. Ale pofantazjować można, prawda? Otóż ja mam troje dzieci. Załóżmy, że moja najmłodsza córka – która jest osobą, jak już kiedyś wspominałem, wyjątkowo niezależną i czasem beztroską – zacznie korzystać z oferty firmy dopalacze.com i od tego umrze. Ponieważ jest tak, że ja widziałem jak ona się rodzi, i może też trochę z tego powodu ją bardzo kocham i nie wyobrażam sobie, jak mógłbym bez niej żyć, jeśli zdarzy się, że ona od tego świństwa umrze, to ja jestem sobie akurat w stanie wyobrazić, że ja zorganizuję się tak, że pójdę do tego sklepu, o którym wspomniałem i ich wszystkich powystrzelam. A ponieważ już wtedy prawdopodobnie będzie mi wszystko jedno, pojadę do Warszawy, zaczaję się na jakiegoś ministra i go też rozwalę, Tak jak robią ludzie na tych amerykańskich filmach o ludziach, którzy zostali doprowadzeni do tego stanu, że po prostu niszczą ten świat, bo im przestało zależeć. Mogę też zrobić tak, że zadzwonię na ten numer, który widnieje na szybie sklepu, zamówię by mi ktoś przywiózł do domu coś mocnego, a jak ten ktoś się u mnie w domu pojawi, to mu poderżnę gardło i zrzucę go na pysk z balkonu.
Przepraszam, czy ktoś może ma pretensje, że zaczynam przesadzać? Że mnie ponosi? A niby czemu? Przecież od samego początku mówimy o niczym innym jak śmierci. I to nie byle jakiej, ale usankcjonowanej przez państwo, które zobojętniało.
A więc ja bym bardzo chciał wiedzieć, dlaczego ci wszyscy, którzy albo dziś w Polsce rządzą, albo ci, którzy im w tym rządzeniu pomagają, albo ci, którzy uciekają się do najbardziej bezwzględnych zabiegów, żeby zachować status quo, mają tak strasznie mało wyobraźni. Przecież to naprawdę nie jest takie trudne. Zwłaszcza że to tak naprawdę nie chodzi o mnie. Ja sobie tylko lubię pofantazjować. Mi wystarczy fantazjowanie. Ale nie można zapominać, że to państwo – państwo w obecnej sytuacji tak strasznie egoistyczne i bezmyślne – doprowadziło wielu ludzi do stanu, który naprawdę niczego już nie może gwarantować.
Oglądamy ostatnio angielski serial o Tudorach. Głupio patrzeć, jak Anglia – ta piękna, niezwykła, dumna Anglia, którą tak podziwiamy – wyrosła na tak strasznej zbrodni i takim kłamstwie. Toyahowa patrzy jak Henryk VIII pewnego dnia postanowił ściąć ileś tam zupełnie niewinnych osób, bo mu tak wyszło z obliczeń, że w ten sposób będzie mu się lepiej królowało, i mówi, że z tego punktu widzenia, to co oni dziś zrobili w Smoleńsku jest jak najbardziej zrozumiałe. Dla takiego Henryka, cóż miałby znaczyć jeden samolot, choćby aż tak ważny? Patrzymy na tę Anglię sprzed stuleci i myślimy sobie, że myśmy tacy okrutni nigdy nie byli. Te tłumy oblizujące się na widok egzekucji – to takie niepolskie. Takie nie nasze. Ciekawe. Też tak mi się wydaje, że my to jednak co innego. My nie. Ale kto wie?
Jednego jednak możemy być pewni. Nasza dzisiejsza władza, to nie władza królewska. Co by o nich nie mówiły te panie, które patrzą rozanielonym wzrokiem na Donalda Tuska i jego przybocznego Grasia, ani jeden ani drugi to jednak ani Henryk ani Cromwell, i choćby dlatego powinni zdecydowanie znać swoje ograniczenia. A jeśli ich nie znają, to będą się mogli któregoś dnia bardzo nieprzyjemnie zdziwić. Ten rodzaj nonszalancji nie może im do końca uchodzić na sucho. Nawet jeśli Polacy to nie Anglicy, tylko taki sobie skromny i łagodny lud, który bardziej żyje marzeniami niż twardymi faktami. Bo nie tylko ja mam dzieci. I nie tylko ja je tak bardzo kocham. I jeszcze raz. Czemu to jest tak trudno pojąć?

41 komentarzy:

  1. All

    Chciałbym jakoś zgrabnie ująć to co w głowie siedzi, temat bardzo ważny, a z racji tego że przez moją głowę przetoczyło się tego i owego zabrać głos muszę. Zacznę od tego jak kultura pop, na salony dragi wpuściła. Otóż pamiętam czas i znajomych, co "kirali" butapren i rozpuszczalnik, Ale tego typu zmieniacze się nie zmasowały, zawsze uważaliśmy kirających za zwykłych "pojebów" co sobie mózg niszczą, dla chwili odlotu!
    Potem przyszedł czas na tak zwane poszerzacze horyzontów, wszelkiej maści kwasy kanabisy itp... i ich złudną filozofię o właśnie poszerzaniu świadomości. To była chyba taka czkawka lat 60, ale w latach 90 skutecznie zagospodarowywana przez rodzącą się kulturę Rave. Z tą małą uwagą że początki jednych i drugich ruchów miały odrobinę spontaniczności i pewnego powabu, póki nie stały się zwykłymi przemysłami. Tak początek to była nawet pewna namiastka elitarności, oto my bawimy się bardziej "czysto" i nowocześnie, niż te jełopy z dyskotek przy wódce i piwie. Niemniej chodziło o to właśnie poszerzenie świadomości, o otwarcie się na nowe walory, czyli rozum, mózg, myśl nawet w pewien sposob zakręcona - właśnie te słynne słowa "pozytywnie zakręcony, zakręcona" wieczorną szczyptą LSD do kolacji...
    A więc jednak moda, z małym zastrzeżeniem, że nie negująca jeszcze intelektu jako takiego. Rozkwit kultury RAVE nieodłącznie kojarzy się z pastylką Extasy.
    Proszę Państwa witamy w świecie doznać ciała. Mocniej bardziej i prościej i już bez tego przesadnego zakręcenia z promującymi słowami
    "niepoprawny optymista".

    tu mała dygresja pamiętają Państwo te frazesiki o których Szacowny Autor niejednokrotnie pisał "Brzydzę się faszyzmem", "nie lubię faszystów" jako nieodłączne pele pele w rubrykach dzierlatek poszukujących kawalerów... Słowa klucze kopyrajterów ludu.

    Bogu dzięki mój trip zakończyłem, dawno temu, dziś tylko czasami żałuję naiwności i pewnych straconych lat, ale nic to!
    Era dopalaczy jest dla mnie tylko teorią, ale z racji poprzedniego doświadczenia i zaciągniętego języka, jawi się jako czas tzw mózgotrzepów i zwałowców. Otóż mawialiśmy tak na różnego rodzaju chemiczne "niewypały" albo podbijacze używek po których człowiek czuł się jakby mu ktoś walnął obuchem, przy czym zamiast czystego bólu, był rechot i absolutny brak jakiejkolwiek jasnej myśli... stan na krótką metę może i zabawny, a czasem żenujący.

    Mimo, że jestem stosunkowo młody nie rozumiem dzisiejszej młodzieży, a może to i nasza wina, że wybierają używki dostosowane do świata jak im zgotowaliśmy. Walnąć w łeb, rechotać i nie myśleć!
    No w tej perspektywie to niezłe postępy poczyniliśmy od lat 60.
    Jasna i niezależna myśl, wiedza, mądrość, jawią się jako zbyteczny balast, a u innych zamiast podziwu wywołują rozdrażnienie i pogardę.

    Jesteśmy w iście kurwa parszywym położeniu, bo w imię czego Naszym dzieciom odradzać mózgotrzepy.
    Jak im sprzedać marzenie i przygodę, gry w około widzą szyderstwo i przygód zaprzeczenie.

    Jeszcze jedna mała uwaga do tej ewolucji dziejowej: mimo wszystko wolałbym by nas jako Narodu nie było, niż byśmy mieli stracić już tu opisywaną "dobrotliwość" w imie tegoż Narodu ciaglosci...

    OdpowiedzUsuń
  2. @Cmentarny Dech
    Skoro już postanowiłeś pokazać tę całą historię, warto by było zwrócić uwagę na fakt że po raz pierwszy to wciąganie stało się czymś oficjalnym i prawdopodobnie dość powszechnym. Jak na przykład pornografia. A jeśli tak, to faktycznie nie ma żartów.
    Swoją drogą, to wyjątkowa bezczelność, że Sikorski zarzuca Kaczyńskiemu, że jest "na proszkach". Akurat on!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Już kiedyś tutaj zgodziliśmy się, że oni w większości sami się narkotyzują i uważają to za normalną część życia towarzyskiego. Więc dlaczego mieliby chronić młodzież? Przecież chcą, żeby była ich godna i im podobna(o ile przeżyje), bo w młodzieży zawsze ich nadzieja...

    OdpowiedzUsuń
  4. @All
    Za chwilę w Radiu Maryja Jarosław Kaczyński

    OdpowiedzUsuń
  5. Te dopalacze to arcyciekawy przypadek, bo jest to chyba unikalny biznes w skali europejskiej albo nawet światowej. Nie wiem o niczym podobnym w żadnym innym kraju.
    Jako że my Polacy nie słyniemy z ogólnoświatowych wynalazków tym bardziej dziwi mnie że w tej dziedzinie akurat jesteśmy w czołówce światowej!

    Ja mam w związku z tym swoją teorie. I od razu ostrzegam intelektualistów że jest ona prosta jak cep.
    1. Ten 22letni gostek z tym porsche nigdy w życiu nie wymyślił tego interesu. Nie ma na to żadnych dowodów ale ten gostek jest słupem.
    2. Jeśli on jest słupem, to kto ten biznes w Polsce wymyślił? Nie ważne kto konkretnie, ważne z jakich kręgów i na czyje polecenie.
    3. I tu się zaczyna robić interesująco. Kto za tym stoi? Zapowiadałem że moja teoria jest prosta jak cep? No to proszę: obca agentura. A tu wchodzi w grę tylko zachodni sąsiad, bo styl działania wschodniego sąsiada jest całkiem inny, można powiedzieć mniej subtelny i mniej praworządny.

    Co z tym zrobi tzw. polski rząd? Patrz punkt 3.

    I takie mam idiotyczne przekonanie że znakomita większość uczestników polskiego życia publicznego to agenci, a jak czytam co pisze Toyah o sabotażu w sztabie Jarosława albo o tych pseudo-dziennikarzach jak Karnowski to dziwnym trafem mi to bardzo dobrze do mojej prostej teorii pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Toyah

    Popatrz. W sytuacji, gdy na ulicach polskich miast legalnie rozprowadza się narkotyki, które trują\zabijają nasze dzieciaki, wspaniale zareagował inicjatywa ustawodawczą Pan Prezydent. Pan Premier Rządu RP w trybie pilnym wezwał do siebie szefa MSW, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Oswiaty, tudzież szefa komisji "Przyjazne Państwo", i dał im na rozwiązanie problemu dni siedem, i jeszcze siedem, co ogłosił na ad hoc zwołanej prasówce. "Po moim trupie będą dalej handlować tym gnojem" - grzmiał Pierwszy Minister, od koloru włosów wśród ludu zwany Okrutnym Wikingiem, a między opozycją - "Red Hammer of Justice". Tudzież "Bandziorobójcą".

    No jak, widzisz? No ... Napnij wyobraźnię.

    Swoja droga, to Panu Bogu dziękować, że ani Komorowski, ani Tusk, śladu żelaznej charyzmy Cromwella nie posiadają. Bo ładnie byśmy wyglądali. Do Cromwella to raczej JK jest bardziej podobny, czego serdecznie sobie życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Marylka
    Właśnie o tym myślalem odpisując Cmentarnemu Duchowi. To jest oferta również dla nich. Niewykluczone, że nawet może przede wszystkim dla nich. Tyle że oni mają swoich dostawców.

    OdpowiedzUsuń
  8. @PLK
    22 letni gostek z Porshe? Który to? Bo nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. @tayfal
    Ja tu myślalem o Tomaszu Cromwellu. To był taki bardziej Sławomir Nowak.
    Ozywiście z zachowaniem proporcji na korzyść tego pierwszego.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Cmentarny Dech - potwierdzam, mam podobne doświadczenie.

    @toyah - Sikorski? Głodnemu chleb na myśli.

    @Marylka - JK: runda pierwsza - umysł jak brzytwa. Czekam na drugą.

    @PLK - z MEN przeciekł klucz z rozwiązniami:

    Pytanie 1 - TAK

    Pytanie 2 - ze wsi

    Pytanie 3 (otwarte) - słowa kluczowe: "tianut-patianut, wytianut nie mogut" zaszyfrowane one-pad-key w wierszu J.Tuwima pt. "Rzepka" szyfrującym po polsku ruski pierwowzór ze skazki "Riepka".

    @tayfal - Donald Zbawca? A nie Zbywca?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten chłoptaś z Porsche to oficjalnie właściciel biznesu z dopalaczami.

    Toyahu, a kiedy będzie zapowiadany tekst o Hołowni?

    OdpowiedzUsuń
  12. @PLK

    podejrzewam że nielegalne fabryczki amfetaminy przestawiają się powoli na działalność iście alchemiczną, bo to tak wygląda mieszają, coś z czymś i może się uda. A co ciekawe nawet nie wiem czy to testują wcześniej?
    Pewnie badają rynek i jak idzie to znaczy udało się...

    Ale jest bat na to i to bardzo prosty, każda substancja wprowadzana na rynek powinna przejść testy, być opisana i sprawdzone ewentualne skutki przypadkowego spożycia. Ale pewnie jakby głębiej w temacie pogrzebać to tam może niezła śmietana wypłynąć.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Bardzo jestem ciekawa, co się stanie z nimi za kilka lat. Bo cokolwiek biorą, to działa. Wizje mam przerażające.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Bahama Rum
    Nie wiem. przepraszam bardzo, ale jakos nie mam nastroju.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Marylka
    Ja bym jednak się trzymał mojej wersji. Trzeba będzie ich po prostu jednego po drugim zabijać.
    W Katechizmie Koscioła Katolickiego to się nazywa samoobroną.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie wiem czy dobrze dziś słyszałem ale w jakimś mieście radni zakazali handlu dopalaczami. Nie wiem czy to przeważyli radni PiS czy też wszyscy byli przeciwko, mam nadzieje że wszyscy bo przecież polityka jest tu bez znaczenia. W każdym razie jest to ta postawa i ta wola której brakuje w tej sprawie(i w wielu innych) temu rządowi.

    Chodzi o to, że teraz prawdopodobnie przez miesiąc będzie sieczka jak to rząd walczy dopalaczami(jest to temat sterowany, bo dopalacze pojawiły sie już dość dawno, tyle że wtedy nie udało im sie być na topie, pozniej okaze sie , że prawo(słowo klucz) jest bezlitosne, a bandyci mogą sie z nami bawić( zmieniać mefedron w srefedron itd.) po zym Tusk powie, że niestety ma związane ręce, prawo UE, konwencje o handlu i inne nieludzkie pierdolenie.

    Nie wiem, czy ci ludzie są tak otępiali umysłowo i duchowo, że nie widzą iż w tej sprawie żadne prawo nie jest wogole ważne, bo to jest sytuacja na tzw "chłopski rozum" gdzie każdy człowiek normalny(w naszej, polskiej sytuacji to w kręgach władzy taki człowiek musi być wręcz nazwany wybitnym) jednego dnia mówi, że sklepy z tym świnstwem zamykamy, a drugiego(dosłownie!) te sklepy są już zamykane przez policjantów. W tym tkwi chyba wielkość a jak sie okazuje i normalność ludzi rządzących.

    OdpowiedzUsuń
  17. Popatrzmy na takie analogie:

    rok temu, w trakcie afery hazardowej wyłania się problem tzw. automatów o niskich wygranych. Początkowo też usiłuje się scedować rozwiązanie na lokalne samorządy. Oczywiście okazuje się, że nie mają one tyle władzy i mocy by cokolwiek zrobić. Ale trzeba coś zrobić, bo ta cała afera brzydko pachnie i co gorsza źródłem smrodu jest platforma. Więc Wielki Donald - Sprawiedliwy Ustawodawca, w tempie iście kosmicznym, forsuje stosowne ustawy i hop siup nie ma już problemu automatów. Happy end - platforma to debeściaki a Donald to prawdziwy wódz.

    Teraz też nagle wybucha problem dopalaczy (w mediach oczywiście, bo problem ma już co najmniej 10 lat). Sprawa niewątpliwie troskliwie sterowana. Trwa przygotowanie artyleryjskie. I pojawia się pytanie - czy sprawa dopalaczy może dać jakąś korzyść Wielkiemu Donaldowi Ustawodawcy. Jeżeli słupki pokażą, że tak, to za dwa tygodnie, no góra miesiąc, będziemy mieli ustawę i Donald w glorii i chwale będzie prezentował swoje szlachetne, zatroskane oblicze.
    Lecz gdyby się okazało, że kolesie i ich zaprzyjaźniona sieć dilerska nadal potrzebuje tej zasłony dymnej,(no bo my ćpamy, bo wszyscy ćpają, nawet w najbardziej zapyziałej pipidówie), to temat zdechnie sam, a w tak zwanym międzyczasie zabierze się np. ulgę rodzinną, czy jakieś emeryckie bzdety.

    I można by tak długo dywagować i roztrząsać. Jesteśmy przecież dobrze oswojeni z manipulacjami i podrzucaniem tematów.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Jazgdyni
    Też myślę, że to zasłona dymna i że sprawy potoczą się tak jak opisałeś. Zgony były wcześniej, walka z dopalaczami w Łodzi trwa od dawna bez żadnego udziału PO, a i w mediach pojawia się czasem, ale na drugim planie. Ta wrzawa zrobiła się równolegle z planami zabierania ulg. Znamienne też, że gdy w Info (czy w Jedynce) była konferencja Frontu Białoruskiego i Jarosława Kaczyńskiego, w tvn 24 tematem były dopalacze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jest też i drugi aspekt sprawy związany z dopalaczami. Kiedy i dlaczego ćpanie stało się tak modne?
    Tu mała dygresja - Cmentarny Duch, jako że przyznał się do swoich grzechów młodości, powinien odpokutować to w nieco złagodzonym rygorze - np. 10 lat kamieniołomów tylko w soboty i niedziele.
    Czy ćpanie przyszło z pierwszymi hipisami i amerykańskimi filmami? Czy dopiero stało się w pełni mode, jak nasz Wspaniały Donek przyznał się, że lubił sobie zaciągnąć się marychą. No, jak i on to my też.

    Świat ma wiele sposobów by bronić się przed tym zjawiskiem. I to tak skutecznie, że narkotyki są właściwie problemem dwóch marginesów - świata przestępczego i na jego pograniczach, oraz świata celebrytów.
    Reszta normalnie pracujących obywateli ma tak jak ja. Na samym wstępie podpisanie kompanijnego Drug and Alkohol Policy, że zostałem uprzedzony co mi grozi i całkowicie odpowiadam za brzydkie zachowanie w tym względzie. Następnie coroczne badania, pozwalające wykryć stosowanie narkotyków nawet po długim okresie wstrzemięźliwości. I na koniec jeszcze niezapowiadane spot testy, dokładnie takie same jak zawodowi sportowcy. I tu już nie da się dokładnie nic ukryć.
    I firmy są zadowolone, bo mają zdrowych, niezakręconych pracowników. A że dobrze płacą, to każdy się stara.
    Jak kto chce, to ćpanie może rozpocząć na emeryturze, ale zazwyczaj jest on wówczas na tyle mądry, żeby tego nie robić.

    Z przemysłem dopalaczy jest ten problem, że jest tego świństwa, tzn. substancji psychoaktywnych cholernie dużo i ciągle powstają nowe. Na przykład od czasu wprowadzenia antydepresantu Prozac, pigułki szczęścia (gówno prawda), powstało już chyba 100 innych podobnych. A przecież to dopiero kilka lat.
    Przemysł farmaceutyczny, tuż po przemyśle zbrojeniowym, jest najbardziej dochodowym. Toteż pracuje pełną parą.A domorośli chemicy (domorośli, ale wysoce profesjonalni) widząc, gdzie stoją konfitury idą tą samą drogą co przemysł.
    Chyba rozwiązania holenderskie są właściwe. Zamiast pozwalać na żywioł podziemia narkotykowego, lepiej przejąć nad tym rynkiem kontrolę państwową. Totalne zwalczanie może się tylko udać w państwach totalitarnych.

    Zastanawiające jest natomiast, że to całe ćpuństwo, gejowstwo, tatuaże i biżuteria na klitorisie rozrasta się w jakimś synergiźmie.
    To naprawdę początki nowej kultury i filozofii śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wczorajszy Jarosław Kaczyński
    ,,Obecna sytuacja w Polsce"
    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=23076

    OdpowiedzUsuń
  21. @jazgdyni

    Napisałem przecie że moda i przemysł, ale i ideologia, bo spójrz chociaż na Kolumbię, do niedawna lidera w produkcji kokainy. Teraz tam rząd dwutorowo działa. Pomocy militarnej w USA szuka by kartele wybić, a by na duchu wzmocnić Naród to i koronował Chrystusa Najwyższego na Króla! Ale spójrz jakich to wrogów wśród lewactwa zachodniej Europy, Rosji, Wenezueli sobie napytali...
    Rynek zamykają toż złota młodzież i nasze Kuby czym okrasić występu nie będą miały. To się buntują na głodzie!

    Przykład Holandii zły i okropny, tyle ile tam dilerstwa i przemocy tom nawet w Barcelonie ostatnio nie uświadczył.

    A ja to pisałem ku przestrodze, bom kochanym dzieckiem wielce był, żadne dysfunkcje i problemy, mleko i miód, wychowanie. A jednak pokusa owoc dała... Pacierza szczerego brakło!

    A u nas lewactwo w inne tory idzie, za klapsa to dziecko urzędnik odbierze, a trucizny z półek sklepowych nie zakaże.
    Prosty wniosek się nasuwa otępić Luda, by łatwiej rządzić i rozporządzać według uznania! A to działanie i ta otwartości moda, to albo zasłaniane, zasłonka dymna, albo jeszcze któryś dziennikarzyna, o własnym litościwie dziecku pomyślał, bo nie uchroni stróżem i grodzeniem jak przed biednym "motłochem"

    OdpowiedzUsuń
  22. @Cmentarny Dech

    A widzisz!
    Ja z tematem jestem obeznany jako tako.
    Holandia, teoretycznie wydawała mi się ładnym rozwiązaniem (komunizm kiedyś też, he, he...psia mać).

    Ale teraz jako prawdziwy anarchista to całe to lewactwo bym:
    a. rozstrzelał, albo
    b. zebrał do kupy i wysłał do Zairu aby tam krzewili swoje idee. Ciekawe po jakim czasie większość z nich chodziłaby bez jednej ręki albo nogi, gdyż miejscowi większość kłopotów z natarczywymi idiotami rozwiązują przy pomocy maczety.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie powinno budzić wątpliwości, że dopalacze są co najmniej (!) użytkowym substytutem narkotyków.
    W takim razie, podaż dopalaczy bez wątpienia ogranicza interesy środowisk działających na rynku narkotyków. Niemożliwe więc, aby środowiska te nie reagowały.
    Że zatem ten kolo z porszaka jest na wólce, to akurat żadna dziwota, ale dlaczego jeszcze cieszy się on dobrym zdrowiem? Czyżby pracowitym a zdolnym przedsiębiorcom policja zapewniała aż taki poziom bezpieczeństwa osobistego i rekietowego? Racjonalne wytłumaczenie jest tylko jedno, oparte na brzydkim przypuszczeniu o tożsamości środowisk.

    Trochę upraszczając celem wyciągnięcia tu prawnej istoty bezkarności dopalaczy, obecna ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii definiuje narkomanię, środki odurzające, substancje psychotropowe, zastępcze, zależności od ścisłego wykazu rzeczowego zawartego w załącznikach do tej ustawy.

    Tu, dla rozbawienia, większa dygresja: Wskazanie następuje przez ŚCISŁE oznaczenia chemiczne. Np.: „(-)-4-[2-metylo-4-okso-3,3-difenylo-4-(1-pirolidynylo)butylo]morfolina, czyli (-)-1-(2,2-difenylo-3-metylo-4-morfolinobutyrylo) pirolidyna”. Od tej ścisłości czerpiemy pewność, że:
    - posły-osły wiedziały co konkretnie uchwalają,
    - każdy policjant potrafi niuchem rozpoznać wg wzoru,
    - a sędzia zrozumieć wzór,
    wszyscy bez oddawania się w niewolę umysłową chemikom, którzy w międzyczasie nowe substancje chemiczne wymyślają i nazwy im nadawają tak w pracy, jak i po pracy.
    Poważniej mówiąc, podanie poprzez formuły chemiczne zakazane upraszcza stawianie zadań konstrukcji nowych formuł.

    Wracając zaś od chemii do tego, czym prawo jezd i być ma: gdy nie ma czegoś w załączniku, to jest dozwolone. Ustawa jest więc osiągnięciem myśli prawniczej genialnie nawiązującym do dorobku Hammurabiego, gdy przestępstwami było tylko czyny konkretnie wymienione w kodeksie. Dlatego, karczmarza, któremu udowodniono dolewanie wody do piwa, karano wtedy śmiercią (kamień młyński u szyi i do rzeki). Nie byłby natomiast karany karczmarz dolewający wody do wódki, bo o wódce akurat kodeks milczał.

    Tu mniejsza dygresja: coś takiego miał na myśli F. Koneczny, gdy zauważał antycywilizacyjny trend zastępowania prawa tzw. „prawniczością”.

    Podobno kupić można wszystko, aż po właściwy kształt ustawy. Możemy tak przypuszczać według znanych przypadków, w których nie udało się kupić po cichu. Całkiem możliwe więc, że wśród ustaw, to i owo po cichu kupić się udało. W takim razie, antydopalaczowa-krucjata-tuskowo-kopaczowa, naruszy interesy nieco większe niż u tego kola z porszakiem.
    Takie sprzeczności rozwiązuje się zazwyczaj metodą podobną do tej za dolewanie wody do piwa. Po reformach w młynarstwie, kamień młyński zastępują jednak wiaderka z cementem. Stąd gwarancja, że z tej krucjaty raczej nic nie będzie, gdzieś tam sobie sczeźnie; w ostateczności w trybunale. Gdyby bowiem nie sczezła, to pojawią się przesłanki przypuszczeń o tożsamości niektórych środowisk wcześniej nie wymienionych.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dokąd zmierza ta popaprana „prawniczość” pokazują także przykłady całkiem ucieszne. Oto wp.pl donosi, że kupcy ominęli zakaz sprzedawania tradycyjnych żarówek „Teraz znowu można w sklepach kupić tradycyjną żarówkę 100-watową za parę złotych, zamiast wydawać majątek na narzucone przez Unię horrendalnie drogie ekoświetlówki.

    Wystarcza napis na pudełku żarówki: „Zgodnie z dyrektywą 2005/32/WE nie stosować do użytku domowego. Zastosowanie: sygnalizacja świetlna, lampy warsztatowe".

    Jak wp.pl zauważa, „taki napis na opakowaniu tradycyjnej żarówki żarowej wystarczył, by obejść unijny zakaz i znów je legalnie sprzedawać. Tyle że ta „przemysłowa” żarówka tak naprawdę niczym się nie różni od zwykłej i można ją bezpiecznie stosować w domu.”

    Powinno cieszyć każde zrobienie tej durnowatej unii w konia, a jednak … przecież nie kosztem złomowania tego odwiecznego rozumienia prawa, które stworzyło tu cywilizację nie tylko najzamożniejszą, ale też w skali świata jedyną, która toleruje idiotów (aż się wyczerpie).

    OdpowiedzUsuń
  25. @Gemma
    W imieniu tych którzy nie mieli okazji - dziękuję za link.
    Sam słuchałem jak najbardziej. Radio Maryja rządzi!

    OdpowiedzUsuń
  26. @orjan
    Myślę że oni są razem. Właśnie z tych względów, o których wspominasz. Gdyby on im nie pasował, już dawno by go załatwili. A tak jak jest, jest dobrze. On im organizuje klientów na przyszłość. Podobnie jak te dupki od trawy.

    OdpowiedzUsuń
  27. @orjan
    Z żarówkami historia jest przednia. Ale, tak jak piszesz, to przejaw czegoś absolutnie nie śmiesznego. Czegoś co sprawia, że nawet gdyby oni chcieli (a nie chcą) to by tego nie zlikwidowali. Bo to nie dość że dupki, to jeszcze w dodatku dupki pełne złej woli.
    właśnie dlatego marnie skończą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wp.pl (po cholerę tam wlazłem?) donosi już o wojennych planach WCz. HGW, której, w jesiennej atmosferze spadów w sadach, życzę OWOCNEGO panowania.

    Otóż niezastąpiona nasza HGW, która już w 1975r. z wyróżnieniem ukończyła studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszwskiego, a potem dokumentnie się prawniczo sprofesorowała, otóż ta chluba prawa stosowanego ruszyła do walki z dopalaczami. Tu oddajmy głos wojennemu sprawozdawcy z wp.pl:

    „Walkę rozpocznie nowelizacja zarządzenia Prezydenta Warszawy w sprawie zasad najmu lokali użytkowych …, że w lokalach należących do miasta nie będzie można prowadzić sprzedaży tzw. dopalaczy. Takich lokali nie będzie można w tym celu ani wynajmować, ani podnajmować. … W przypadku ujawnienia … sprzedaży wspomnianych substancji, konsekwencją będzie natychmiastowe rozwiązanie umowy najmu.”

    W kręgach wrogich odchodzi więc szybkie przeliczanie: gdyby znowelizowała jeszcze dzisiaj, to mamy już pierwszy dzień października, więc nawet 1 miesięczne wypowiedzenia zakończą bieg dopiero z upływem wyborczego listopada. Jest więc w tych kręgach antywojenna nadzieja, że to żaden kij, a tylko pic na Grójec!
    Zaś "natychmiastowe", czyli bez wypowiedzenia, rozwiązywanie umów cywilnych na podstawie zmian jakiegoś powielaczowego prawa nieustawowego ... ha, ha, ha, Hanna, Hanna, Hosanna. Boki zrywać!

    Dalej, nasz kor.woj. ustala, że co do sklepów w lokalach prywatnych, to „urzędnicy ratusza chcą w nie uderzyć w inny sposób - pracują już nad kampanią społeczną skierowaną do młodzieży, która ma pokazać, jakie zagrożenie niesie zażywanie substancji PSYCHOAKTYWNYCH [podkr. orjan]. Chcemy dotrzeć wszędzie tam ludzie są młodzi ludzie: do szkół, ale i pokazywać zagrożenie za pomocą internetu. Kampania będzie obecna także na portalach społecznościowych.”

    Rozumie się, trzeba jakoś rozrzucić marchewki wśród młodzieży dając zarobić temu i owemu NGO. Wyborczy czas ucieka, więc chyba tę kampanię zamówi się z wolnej ręki?

    Ale konfuzja w tym, że ta kampania ma być przeciw zażywającej młodzieży, ale nie przeciw sprzedawcom dopalaczy. Wynika to stąd, że w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii określenia „psychoaktywny” odnoszone są tylko do używania, ale nigdy do sprzedawania. Sprzedawców nic prawniczo nie obchodzi, czy towar ma efekt "psychoaktywny".

    Sorki za nachalność, dziś już komentować nie będę, choćby jeszcze POdnosiła się fala idiotyzmu (lub brania obywateli za idiotów).

    OdpowiedzUsuń
  29. @all

    Co do pierwszej czesci tego co mialem napisac - zacny Orjan mnie ubiegl. Tak dokladnie, brak reakcji mafii narkotykowej na utrate udzialow w rynku daje sie wyjasnic tylko tym, ze to jest po prostu zalegalizowany biznes tych samych ludzi.

    Druga rzecz o tej wladzy: wiec ja mysle, ze im sie naprawde nie podobaja dopalacze. Ze uwazaja ze to syf, i tym sie martwia, i tym gardza. I chcieliby z tym cos zrobic. No wlasnie - od prawie pol roku maja hegemoniczna wladze w Polsce. Rowniez wczesniej bez watpienia w tej konkretnej sprawie mogli liczyc juz nie na zyczliwosc, ale wrecz dyspozycyjnosc Prezydenta i PiS.

    I co sa w stanie zrobic? No wlasnie to co widzimy - nic. Z wielkim wysilkiem wymyslic stara metode nekania kontrolami skarbowki, metode wielce podejrzana: wczoraj stosowana do Kluski, dzis do dopalaczy, ktorych oczywiscie nie ma co bronic, a jutro - jutro do dowolnego przeciwnika wladzy? Ci co chodza na te kontrole to nie sa orly, to sa akurat tacy, co rozumieja ze idziemy kogos zgnoic,niby w oparciu o przepisy.

    A wiec w obliczu takiego marnego przeciwnika ta wladza jest bezradna. Co jak co, ale moge byc pewien, ze Kaczynski z Ziobra i Dornem (wlasnie tak, z Dornem, to byl dobry szef MSWiA) rozgoniliby te bande w mniej niz miesiac.

    Na koniec jeszcze o toyahowym "jezeli". W istocie, gdybym ja byl ojcem jednego z tych legalnie otrutych dzieci, to jezdzilbym po tych smartshopach i podpalal jeden po drugim (z personelem w srodku) azby mnie zastrzelili.

    Wiec dlaczego nikt tego nie robi? Ano, uswiadomilem sobie, bo to owoc o wiele wiekszego, potezniejszego ataku na Rodzine, o ktorym tyle mowi Kosciol. Rodzice tych dzieci juz ich nie kochaja, a te dzieci nienawidza swoich rodzicow. Dopalacz to juz tylko efekt, to nie przyczyna.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  30. @orjan
    Gdyby to nie było takie straszne,, to moglibyśmy sobie jeszcze pożartować.
    Powiem tylko że już w telewizji któryś z urzędników powiedział, że tak czy inaczej pozostaje kampania adresowana do mlodzieży. On wie, że nawet jeśli Tusk i Gronkiewicz wspólnie się nadmą, to po paru miesiącach Trybunał Konstytuacyjny i tak im powie, żeby dali ludziom żyć. I umierać.

    OdpowiedzUsuń
  31. @LEMMING

    Zgadnij, zacny LEMMING-u, za czyich rządów (ustawą z grudnia 2008r.) do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii wprowadzono nowy art. 44a, że w zakresie wytwarzania i obrotu, „Do kontroli działalności gospodarczej przedsiębiorcy …, stosuje się przepisy rozdziału 5 ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej …”,

    Przepisy te mówią m.in. o prawie przedsiębiorcy do odszkodowania za kontrolowanie go z naruszeniem prawa, a dowody z takich kontroli nie mogą stanowić dowodu „w żadnym postępowaniu administracyjnym, podatkowym, karnym lub karno-skarbowym dotyczącym kontrolowanego przedsiębiorcy”.

    Oj, czyżby nadchodziła jakaś faktyczna abolicja za pomocą urzędniczego paprania "dopalaczowych" postępowań kontrolnych?

    Może to także o to chodzi? POkrętna POmysłowość jest nieogarniona.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Toyah, all

    Jarosław znów sobą a nie w wersji ,,lajtowej" - super. Miejmy nadzieję, że Radio będzie nadal (wespół z blogerami) rządzić, bo pan Dworak szybko zaczął się odwdzięczać mocodawcom za POsadkę - przymierza się do odebrania Radiu statusu nadawcy społecznego, co byłoby dlań zabójcze. Może tu wreszcie napotkają odpór i trafi kosa na kamień!

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah
    Ten gość to "właściciel" i podobno wynalazca sieci dopalaczy z siedzibą w Łodzi.
    Pokazali go w jakimś dzienniku jak odjeżdża brudnym porsche. Dał podobno też wywiad gazecie gdzie chlubił się że on kilka milionów podatku płaci.
    Oczywiste jest że samodzielnie to on by nawet kiosku z gazetami nie otworzył.

    OdpowiedzUsuń
  34. @PLK
    On też powinien uważać.

    OdpowiedzUsuń
  35. Drogi kolego!Nawet nie wiesz jak bardzo bliskie mi są Twoje poglądy ,sposób postrzegania świata.To miód na serce w tym podobno postępowym i cywilizowanym świecie i naszej umordowanej ojczyźnie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Panie Krzysztofie,

    ten post o dopalaczach po raz kolejny pokazał mi, że w sprawach światopoglądowych jednak jestem rozdarty między podejściem liberalnym a konserwatyzmem. Kiedyś wydawało mi się, że te dopalacze to czyjaś prywatna sprawa, jak ktoś chce sobie spieprzyć życie to jego sprawa, a nie jest - ktoś kradnie pieniądze rodzicom, ktoś zabija matkę, ktoś jest leczony za pieniądze podatników i zajmuje w szpitalu łóżko którego ktoś inny potrzebuje a nie ma. Ogólny wniosek jest taki, że państwo nie powinno chronić obywatela przed nim samym, ale powinno chronić innych obywateli przed jego głupotą.

    Zastanawia mnie czemu Pan uważa, że Pana Córka mogłaby chcieć spróbować tego świństwa. Moi rodzice, chociaż moja rodzina ani patriotyczna, ani katolicka nie jest, ale wpoili mi jakiś zestaw wartości i chyba wiedzą, że nie przyszłoby mi do głowy sięgnąć po narkotyki, powiem więcej - mam 22 lata i jakoś do tej pory nie miałem w ustach papierosa, nigdy się w trzy d*py nie upiłem i jakoś żyję i mam się dobrze. A może ja dorastałem kilka lat wcześniej i dlatego mniej rozumiem? I co ma tu do rzeczy jakiś minister? Żeby Pan chciał podłożyć bombę po taki salon to rozumiem, nawet bym się podpisał pod wnioskiem o Pana ułaskawienie jakby przyszło.

    OdpowiedzUsuń
  37. @ Student SGH (już się nudno robiło)

    F. Bastiat z jego najpopularniejszym dziełem: „Co widać i czego nie widać” chyba jeszcze nie popadły w niełaskę programu studiów na SGH, ale za szeroko znane to nie są. Krótkie streszczenie może mieć taki tekst:

    „Dowolny czyn, odmowa czynu, zachowanie czy zwyczaj, wynikające lub będące przeciwieństwem dowolnej wiary, nauki, kultury, prawa, czy pragmatyki, pociąga nie jedno, lecz wiele następstw. Niektóre są natychmiastowe (widać je), inne pojawiają się stopniowo lub później, lub poza zasięgiem doraźnej obserwacji. Tych zrazu nie widać, ale należy działać tak, aby można je było przynajmniej z grubsza przewidywać. Właśnie na tym, w uproszczeniu, polega ROZUM.”

    Idąc od rozumu do wiedzy i niżej, kiedyś na SGH była taka „gałązka” zwana cybernetyką, czyli nauką o sterowaniu. Jednym z jej podstawowych pojęć jest „czarna skrzynka”. To jest coś takiego, że dokładnie nie wiadomo co ma w środku i jak działa. Mamy jednak dostęp do jej wejścia i wyjścia. Na pierwsze możemy działać lub nie działać, a na drugim możemy obserwować, co się w związku z tym wydarza, albo nie wydarza. W zależności od wyniku obserwacji możemy zmieniać swoje zachowanie na wejściu.

    Bywają „czarne skrzynki z pamięcią” (o tym, co się poprzednio z nią, lub w niej działo) i one na nasze wejścia reagują raz tak, raz inaczej, według wewnętrznych preferencji. Gdy się taką skrzynkę z pamięcią ma, to należy szczególnie uważać z czym się do niej „wchodzi”, bo można ją spaprać w tym sensie, że stanie się nieprzewidywalna i w tym znaczeniu będzie niesterowalna.

    Oba powyższe wywody potrzebne mi są do zaproponowania takiej tezy, że zmieniając sprawdzone w praktyce zasady i ograniczenia współżycia społecznego nie tworzymy nowej czarnej skrzynki, lecz stoimy ciągle przed tą samą czarną skrzynką, ale z pamięcią już zmienioną.
    Dlatego postępaki i wsiego sorta „zapateryści” obiektywnie zawsze są w błędzie względem skutków swoich propozycji. Zawsze też kłamią, dokąd innych prowadzą, bo tego szczegółowo nikt nie wie, a ogólnie przewidzieć nie może. Przewidzieć można ogólnie tylko tyle, że powstanie jakiś „bardak”, z którego, kosztem ofiar trzeba będzie wyjść, lecz nigdy już do świata głupio utraconego.

    W życiu społecznym dopalacze nie mogą być prywatną sprawą; to absurd. Zgodnie z nauczaniem Bastiata, nigdy bowiem nie wiesz, czy, kiedy i jak Ciebie samego trzepną w Twoim zaciszu prywatności. Tak samo, jak nie wiedzieli tego imprezowicze, zanim wszedł Manson (też jakoś tam dopalony).

    Lepiej więc, by dopalacze nigdy nie przeszły przez wejście czarnej skrzynki z pamięcią. Jeśli jednak przeszły, to w interesie wspólnym, niezwłocznie należy do skrzynki posłać głowy tych, którzy na to pozwolili. Niech skrzynka zapamięta, co trzeba. Najdurniejsze jest jednak dopuścić ich znowu do wejścia, aby „naprawiali”.

    Co do gwarancji z wpajania dzieciom zestawu „jakichś” wartości, to dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, człowiek strzela, Bóg kule nosi, itd. Gdybyż przynajmniej dzieci nie miały pamięci, a wszelkie wejścia do wpajania były do wyłącznie naszego dostępu. Wtedy może byłaby jakaś gwarancja. Ale czy to jeszcze byłyby dzieci?
    W rezultacie, Twoje dzieci są (będą) wychowywane przez wszystkich na raz (przez owsiaków i moherów tyż). Dlatego należy dbać o CAŁY społeczny system, bo indywidualna samowystarczalność i samodzielność obecnie nie istnieją.

    OdpowiedzUsuń
  38. @mamaPolka
    Dziękuję za uprzejme słowa i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  39. @StudentSGH
    Jeśli idzie o moją córkę, jestem zupełnie spokojny. Tyle że mam też wyobraźnię. Myślę że wbrew temu co Pan myśli, Pańscy rodzice też ją mieli, i pewnie właśnie dlatego tak bardzo się starali, żeby Pana dobrze wychować.
    A za wsparcie, nawet przecież tylko teoretyczne, bardzo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  40. @toyah

    To nawet pocieszające co Pan napisał. Rozmawiałem dziś też o tym z rodzicami i też się bali, bo faktem jest, jak napisał orjan to "wszyscy na raz" wychowują dzieci...

    Wolałbym żeby to wsparcie pozostało teoretyczne - bo wolałbym żeby Pan jednak nie miał kłopotów i mógł spokojnie tutaj pisać.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Student SGH

    Pozdrowienia dla Twoich rodziców. Dzisiejsi studenci ucieszyli rodziców swym przyjściem jakieś 20-parę lat temu. Porozmawiaj ze swoimi, jak WÓWCZAS wyobrażali sobie okoliczności wychowywania Ciebie. Tę perspektywę do dzisiaj i dalej.

    To, że "wszyscy na raz", itd. jest obiektywne, zawsze tak było i było dobrze. Jednak od jakichś ok. 20 lat, doszło do załamania i jest żle.
    Moim zdaniem, przyczyna tkwi w tym, że teraz dzieci z każdej strony nauczane są czego innego. Ustała wcześniejsza spójność i spłeczne zintegrowanie procesu wychowawczego w całość.

    Teraz dom sobie, szkoła sobie, kościół sobie (podlizując się tym dwóm poprzednim), łowsiaki swoje, itd. W konkurencji wygrywają więc te ośrodki, które stawiają mniejsze wymagania (coś jak Gresham-Kopernik). Jako ekonomista wiesz przecież, że człowiek, to taki chytrus, że nie mogąc maksymalizować efektu dla siebie, zawsze minimalizuje wysiłek.

    Swoje dzieciństwo miałem za gomułszczyzny, a lata studenckie za gierkowszczyzny. Toyah zapewne potwierdzi, że wtedy nie było zasadniczego rozziewu między stanowiskami wychowaczymi w domu, kościele, a nawet w szkole.
    Indoktrynacje i wciągania w komusze łajdactwo odbywały się bez kwestionowania tradycyjnych wzorców porządnego człowieka. Polegały raczej na faustowskiej propozycji: "w naszej służbie, ciebie od rygorów wzorca zwolnimy, ale innych absolutnie nie".

    Moim zdaniem, komunizm przegrał w Polsce (i dlatego właśnie najpierw w Polsce), bo lansując swój wzorzec porządnego człowieka, właśnie tu nie wytrzymał konkurencji. Na tym polega globalna zasługa polskiej, katolickiej rodziny i ówczesnego Kościoła w Polsce.

    PO tej srogiej nauce, "siły zła" rozpoznały i wyeliminowały przyczynę błędu i odstąpiły od wzorca człowieka opartego choćby tylko deklaratywnie i tylko szczątkowo na kryteriach dobra. W tej eliminacji jest geneza "róbta co chceta", zaćpajta się, itd. Jest w niej propozycja wolności na zasadzie: "jesteś wolny jak dzika świnia na zakręcie, a teraz sp...dalaj. Byle nie od rat bankowych, kosztów ćpania, i reszty swoich kajdan".

    Właśnie to zlikwidowanie u siebie wzorca porządnego człowieka zmusza te siły do żądania likwidacji rodziny i Kościoła, bo tylko stamtąd może przyjść otrzeźwienie. Szkołą, jako ew. konkurencją, zajmie się zaś jakaś hallowa, czy inna salowa, uniwerkiem kudryckaja, czy inna. Oczywiście według tego samego patentu: demoralizacja pod pretekstem wolności. Także wolności od wiedzy, bo wystarczy program edukacyjny o treści jak u Hansa Franka dla Gen.Guberni rozszerzony o umiejętność wypełniania PIT-ów.

    No, temat rzeka, ale niby skąd i po co wzięły się dopalacze?

    OdpowiedzUsuń