czwartek, 9 września 2010

W imię Brata

Wspomniałem ten okres i te zdarzenia niedawno w jednym z komentarzy na tym blogu, ale myślę sobie, że nigdy za wiele prawd ważnych, a szczególnie gdy one się pojawiają w sytuacjach wymagających świadectwa. Otóż ja sobie świetnie przypominam czas, kiedy prowadzone przez (a jakże!) Jarosława Kaczyńskiego, Porozumienie Centrum, w parlamentarnych wyborach roku 1991 – wyborach, których szczególny charakter zasługuje na osobne omówienie – zdobyło wystarczającą liczbę głosów, by stworzyć pierwszy, demokratyczny prawicowy rząd. Rząd, który po pół roku swojej działalności został zniszczony przez System. Pamiętam upadek tego rządu, pamiętam kończące przemówienie Jana Olszewskiego – przemówienie, które, kiedy już nastaną normalne, cywilizowane czasy, znajdzie się w podręcznikach historii – no i oczywiście pamiętam dni, miesiące i lata, które po tym ataku nastąpiły. Dni, kiedy to System wziął na cel Jarosława Kaczyńskiego i jego partię. Dni, kiedy to System postanowił, że projekt pod nazwą ‘Kaczyński’ należy przerwać. Już. Teraz.
Pamiętam te dni i pamiętam, jak powoli, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Porozumienie Centrum, a z nim Jarosław Kaczyński, powoli znikali w mrokach historii. No i pamiętam oczywiście, jak to Porozumienie Centrum – wewnętrznie skłócone, zdziesiątkowane, podzielone na dziesiątki grup i koterii – najpierw nie przekroczyło progu wyborczego, a w końcu przestało istnieć. Bardzo dobrze to pamiętam. Jak lokalni działacze PC przychodzili do mnie i namawiali, żebym zapisał się do czegoś, co zastąpi PC, i to z pewnością z sukcesem. Wtedy to też właśnie powstała partia o nazwie Akcja Wyborcza Solidarność. Jarosław Kaczyński, twierdząc, że na listach AWS-u znalazła się cała kupa jakichś podejrzanych typów, i on nie chce autoryzować swoją osobą tego przekrętu, zrezygnował z solidnego, gwarantującego mu miejsce w Parlamencie startu. I prawdopodobnie, gdyby nie uprzejmość Jana Olszewskiego, który zgodził się go przyjąć do siebie, poszedłby w ślady Lecha i zniknął z polityki.
Dziś przypominam sobie coś jeszcze. Pod koniec tamtego okresu, Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu jakiejś gazecie i powiedział, że polska polityka znalazła się w takim gównie, a możliwości działania są tak mizerne, że dalsze męczenie się w tym biznesie, nie ma sensu. Bo jaki ma sens walka, jeśli ona ma się sprowadzać wyłącznie do odbierania raz na miesiąc poselskiej pensji. Wypowiedź tę przytoczyła oczywiście Gazeta Wyborcza, informując, że Kaczyński powiedział, że on uprawia politykę tylko dlatego, że dzięki temu raz na miesiąc można skasować poselską pensję. Historia, jak widzimy, zatacza koło na każdym możliwym poziomie.
Wszystkie te zdarzenia przypomniały mi się dziś, kiedy już nawet moja córka mówi mi, że jeśli Jarosław Kaczyński będzie dalej zachowywał się jak się zachowuje, czy to prowokując złych ludzi swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami, a przede wszystkim nieprzemyślanym tonem tych wypowiedzi, czy wyrzucając z partii swoich najwierniejszych i najbardziej sprawdzonych ludzi, nie wygra już ani następnych wyborów, ani jakichkolwiek innych, i ostatecznie pogrąży sam siebie, swój projekt i wszystkich tych, którzy na niego liczyli. Pomyślałem sobie i o tamtym tak tragicznie poruszającym wystąpieniu Jana Olszewskiego, o tym Lechu Kaczyńskim, na całe pięć lat całkowicie usuniętym poza politykę (kto dziś pamięta, że to było aż pięć lat?), o Jarosławie, bez partii, bez ludzi, bez praktycznej przyszłości, o najpierw rządach Unii Wolności, potem PSL-u, potem tego nieszczęsnego AWS-u, a po nim tych gangsterów od Millera, o dziesięciu latach prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego… i pomyślałem sobie, że jacy my wszyscy potrafimy być niepoważni. Jak beznadziejnie bezradni robimy się bez najmniejszego powodu.
Jarosław Kaczyński przygotowuje się do walki, która tym razem nie może się dla niego skończyć porażką. I on też z całą pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że tym razem w tej walce nie będzie naiwnych. Że tym razem nie pojawi się nowy Buzek, którego Pan Bóg dotknie Swym palcem, a on nieboraczek pozbawi siebie i swoich kumpli władzy. Że w tej wojnie Pan Bóg już nie ma nic do gadania, dlatego że oni już dawno z Jego usług zrezygnowali. I wie też Jarosław Kaczyński, że on nie może sobie pozwolić na to, żeby prowadzić tę walkę przy pomocy ambitnych durniów, który jedyne co mają, to tę swoją bezmyślność i strasznie nadmuchaną ambicję. On tym razem nie może sobie pozwolić na to, żeby jakieś klony Andrzeja Anusza, w ramach partii, którą on osobiście założył i doprowadził do dzisiejszej pozycji, zaczną sobie zakładać jakieś kółka zainteresowań, gdzie będą na co dzień snuć plany o przyszłych rozdaniach, a w międzyczasie biegać między Lisem a Michnikiem i skarżyć się na braki w demokracji.
Ale on musi dziś być szczególnie uważny i bardziej niż kiedykolwiek dotąd roztropny, już nawet nie dlatego, że się już raz osobiście i bardzo boleśnie przekonał, że otaczają go wilki, czy barany – obojętne. Ale nawet też i nie dlatego, że w nim pokładają nadzieje cale miliony ludzi naprawdę wiernych i gotowych do poświęceń, ludzi którzy go nigdy dotychczas nie zdradzili i już go nie zdradzą. On wie, że tym razem nie może sobie pozwolić na przegraną, bo on dziś już działa nie tylko w swoim imieniu. I to jest czynnik determinujący każdą tego typu walkę. To zawsze tak było, że ile razy stawiliśmy się odpowiedzialni już przede wszystkim nie za siebie – czy to w rodzinie, czy gdziekolwiek indziej – stawaliśmy się też znacznie bardziej mężni i bez porównania bardziej skupieniu na celu. Czasami ta odpowiedzialność robi się tak wielka i tak absolutna, że człowiek staje się nieco bardziej – nieco bardziej – szalony, niż Ty i ja. Mam wrażenie, że co sprytniejsi komentatorzy to szaleństwo zauważyli. Jeśli jeszcze teraz na jego widok oni nerwowo chichoczą, to już niedługo – myślę że lada chwila – zaczną się nerwowo wiercić.

24 komentarze:

  1. @Toyah
    Niech będzie szaleństwo - to mi się szalenie podoba!!!
    Ale inaczej nie można. W Tobie też jest trochę tego dobrego szaleństwa i są tacy co też chcieliby mieć tego w sobie choć trochę!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Toyahu



    Oni wiedzą jeszcze jedną rzecz: tym razem grubej kreski - nie będzie.




    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też rozmawiam z dziećmi. Te, jak to dzieci, pełne naturalnej ufności do przedstawianego świata, nieuchronnie pytają?

    A może to Tusk i PO mają rację?

    Może i mają, odpowiadam. Ja nawet wolałbym, żeby mieli. Z przyjemnościa przyznałbym się do błędu w ocenie i chętnie żyłbym w coraz lepszej Polsce i w zamożniejszym społeczeństwie. W końcu, o to chodzi. Ale, niestety, ciagle im to nie wychodzi.

    No więc co? Teorię mają dobrą, ale praktyka się nie zgadza? Skąd my taki bełkot znamy?
    Czy może odwrotnie: praktyka jest zła, i żadna teoria tego nie naprawi? Najwyżej przymaskuje.

    Jeśli coś jest prawdziwe w teorii, to w praktyce też musi się zgadzać.

    Krzywe lustra najlepiej po prostu rozbić, zanim pękną od własnych naprężeń. Dlatego PiS jest potrzebny. Trzymaczy krzywych luster i tak jest dosyć. Po co Jarosław Kaczyński miałby do nich dołączać?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah

    zajrzyj na maila.

    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni już się wiercą. I to mocno. Jarosław przesłonił im wszystko. I dlatego chyba ta podróż życia Tuska jest jego ostatnią. Jarosław pracuje jak chirurg. To są bardzo precyzyjne cięcia. I jak chirurg nie może się pomylić.

    OdpowiedzUsuń
  6. @JJSZ
    Mam nadzieję, że dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Przemo
    Nie będzie nawet jak byśmy chcieli. Tym razem, to jest zwyczajnie do zrobienia. Dziś oni sami z niej zrezygnowali.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Orjan
    Moje obejrzały przed chwilą Kluzik, jak się tulila do Olejnik. I już im przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Agnieszka Moitrot
    Bardzo na to liczę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam w głowie cały czas jeden Twój wpis, nie pamiętam tytułu, ale to był jeden z najważniejszych i najtrafniejszych tekstów, jakie przeczytałam o Kaczyńskim. Tam było o tym, że na tych różnych pseudopolitycznych śniadaniach czy podwieczorkach w rozmaitych radiach i telewizjach czy kto z po czy z sld czy z pisu - w gruncie rzeczy nie ma żadnej gwarancji, czy ci co dzisiaj sa w Pis, jutro nie będą w Po, bo wszyscy oni są ze sobą skumplowani i jadą do siebie po imieniu i śmieją się razem wesoło. Natomiast nie do wyobrażenia jest, żeby ktoś z takich owakich aparatczyków po, sld i podobnych, zaczął do Prezesa zwracać się do po imieniu i vice versa. I ze wszystkimi tego konsekwencjami.

    Pozdro serdeczne, Toyah.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny tytuł dzisiejszego wpisu, Toyahu!

    (Ostatnio rzadziej tu jestem, wybacz, praca i rodzina pochłaniają mnie teraz ponadprzeciętnie.)

    A wścieklizna mainstreamu pikuje. Dla adeptów nauki manipulacji nadchodzą przeciekawe czasy.

    No i nadszedł czas próby. Nie ilość ale jakość.

    Ukłony nieustające!

    OdpowiedzUsuń
  12. @latinitas
    Też nie pamiętam tytułu. Ale to było dawno. Ja tam chyba jeszcze zwróciłem
    uwagę na to, że kiedy on mówi do ludzi, zwraca się do nich per 'proszę państwa'. Wszyscy inni walą równo: 'wy'.
    To jest kompletnie inna cywilizacja. Jestem pewien że kiedy on wspominał ostatnio o tym chamstwie, tak naprawdę nikt nie wiedział o czym on mówi.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Kozik
    Nie martw się. Będziemy na Ciebie czekać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też to pamiętam...:


    "Otóż, o ile się orientuję, wśród polskich polityków, jest jeden, do którego mówi się per ‘ty’ wyłącznie na bardzo szczególnych zasadach. Mówi się do niego w ten sposób, jeśli się jest dla niego osobą szczególnie bliską, z tym zastrzeżeniem, że aby stać się taką osobą nie wystarczy być jego kolegą z pracy. Mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego. Ja sobie nie wyobrażam, żeby w studio TVN24,w niedzielne przedpołudnie zasiadł Jarosław Kaczyński (żeby w ogóle tam zasiadł) i żeby jakiś Kalisz zaczął do niego walić per ‘Jarek’, nie wywołując przy tym efektu uniesionych brwi. Kaczyński bowiem jest, o ile dobrze oceniam sytuację, jedynym polskim politykiem, który po prostu nie rozumie, w jaki sposób to, że on działa w polityce ma wpływać na jego życie osobiste w większym stopniu niż jest to konieczne. Kaczyński jest człowiekiem, który ma jeden jedyny cel – działać dla Polski i mieć satysfakcję z tego, że działa dla niej uczciwie i skutecznie. Ja sobie nie wyobrażam, żeby Kaczyński miał odebrać telefon od jakiegoś biznesmena, gdzie ten mówi do niego w stylu; 'Jareczku, jest, kurwa, taka sprawa, że ostatnio widziałem się z Jackiem i on mi, kurwa, mówi, że są jakieś kłopoty'. Bez problemu umiem sobie wyobrazić w tej sytuacja na przykład Donalda Tuska, czy Aleksandra Kwaśniewskiego, czy Andrzeja Olechowskiego, ale nie Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego taka sytuacja jest nie do pomyślenia? Dlatego, że Jarosław Kaczyński, to nie jest ten kierunek. I to akurat wiedzą wszyscy."
    ---
    http://toyah.salon24.pl/131105,kto-sie-boi-jaroslawa-kaczynskiego

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah

    Napisałeś w komentarzach - "To jest zupełnie inna cywilizacja."

    Dokładnie.

    Mam takie poczucie jakby nasępiło mimowolne połączenie opery z operetką. Różnice są wszystkim dobrze znane. Jarosław Kaczyński postać niemalże posągowa, którego bez mrugnięcia okiem każdy odbiera jako męża stanu, stoi naprzeciw operetkowo śmiesznych, operetkowo groźnych i niepoważnych postaci.
    To taki clash, który w innych sytuacjach może nawet byłby zabawny, gdyby te operetkowe błazny wiedziały, że są tylko z operetki i tylko operetkowe role są im przypisane.

    Polityk, mąż stanu patrzy poza długość swojego nosa. Myśli i planuje długofalowo. Ma wizję i wie czego chce. Wśród jego wrogów nie ma ani jednego męża stanu. Tu się dzieje jak w każdej operetce - od aktu pierwszego do aktu drugiego, no może czasem trzeciego.

    Ich stać tylko na "quick fuck against the wall".

    OdpowiedzUsuń
  16. @jazgdyni
    Dosyć paskudny ten obrazek na koniec, ale tak by to wyglądało. To są oni.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah

    Ten okrzyk "Pokarz cycki" to wydobywał się w przerwach rechotu "Młodzieży wykszaŁconej w wiejskich miast" w stronę modlących się starszych Pań pod Krzyżem.



    Jarek przypomina mi Shackeltona i jego arktyczną wyprawę statkiem nomen omen Endurance! Zamarzyło mu się przebycie z 27 śmiałkami bieguna zimna z jednego na drugi koniec. Niestety nie udało się statek został uwięziony a potem zmiażdżony w lodowym paku na morzy Wedella, a załoga została rzucona na desperacją wojnę o przeżycie. A że uratowali się wszyscy po dwuletniej walce o życie. Zawdzięczają to tylko charyzmie, optymizmowi, determinacji i wielkości Szefa.
    I tak nasz Jarosław chciał wyprawy wielkiej, narodowej ekspedycji i przygody, przecież za każdym razem mówił i mówi do Nas wszystkich możemy być wielcy stać nas na przekroczenie bieguna zimna, stać nas na projekty wielkie, przy których Olimpiada to zwykły event.
    Ale jednak pak Go przytrzymał.
    Ale On się nie poddaje...
    I wyprowadzi swoich ludzi na bezpieczne przystanie Georgii Południowej



    ps
    dostałeś maila?

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Toyah
    Politycy PO nie wywlekaja wewnetrznych spraw partii na swiatlo dzienne i nie blakaja sie po wrogich im gazetach z zalami na swoje przywodztwo. Do glowy by im nie przyszlo, aby pisac jakies kretynskie listy otwarte do Tuska. Bo wiedza, co by ich za to spotkalo. Tolerancja Tuska dla lagodniejszego skrzydla w PO jest doskonale widoczna w mediach: wystarczy porownac czas, jaki spedzaja w nich Kutz, Szejnfeld Niesiolowski, Palikot, Pitera, Gras, Grupinski et consortes z czasem Mezydly czy Gowina (dla mnie zreszta ten ostatni jest tak samo "lagodny", jak wsciekly pies z kagancem na pysku).
    Nie wyobrazam sobie sytuacji, by wazny polityk PO zakwestionowal kompetencje szefa jakiejkolwiek komisji parlametarnej, wywodzacego sie z tej partii. A tymczasem pani Kluzik-Rostkowska wyraza u Olejnik swoje "prywatne zdanie" na temat wizerunku medialnego posla Macierewicza. A Monisi az oczy sie swieca z radosci! Jakubiak lezie do "Wprost" i robi wrazenie, jakby chciala sie wpisac w linie tego szmatlawca. Powiem szczerze - dupy poodrastaly niektorym "liberalom" w PiS. Strasznie pewni siebie sie zrobili. A tymczasem sa, jak piszesz, jedynie marnym kolkiem zainteresowan. To bardzo dobre porownanie ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. @Cmentarny Dech
    Och dostałem. Zadzwonię do Ciebie jutro. Okay?

    OdpowiedzUsuń
  20. @Tadeusz1965
    Kluzik zrobiła coś znacznie gorszego. Ona pośrednio przyznała Olejnik, że Jarosław ma coś z głową. Ja bym ją wypieprzyl z PiS-u w jednej chwili.
    Głupio mi to mówić, bo ona jest Toyahowej i moją koleżanką od wielu, wielu lat. Ale jest jak jest. Ona się po prostu nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Toyah
    Pani Kluzik miala kiedys ciagoty proplatformowe i to w niej siedzi do dzis. Zgadzam sie, ze powinna wyleciec. Przekroczyla granice.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Tadeusz1965
    Nie ma sensu dorabiać jej gęby. Ona ma swoje winy, ale akurat wśród nich nie ma tego że kleiła się do Platformy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobry wpis! i znów ciśnienie 130/70. Jest OK!!!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.