sobota, 4 września 2010

Don Paddington: O edukacji, o umysłach, o przyszłości - a więc o wszystkim

W pięknej, inspirującej i bardzo szerokiej dyskusji, jaka pojawiła się w komentarzach pod poprzednim wpisem, nasze dziewczyny zaproponowały – jak one na to wpadły? – by pogadać o stanie polskiej edukacji. Wprawdzie problem ten tylko pośrednio dotyka tematów, którymi żyjemy, ale za to dotyka jak cholera. Co mam do powiedzenia na ten temat, powiedziałem już tam, w odpowiedzi na tamte komentarze, natomiast uważam, że nie ma sposobu, żeby nie przypomnieć tu wypowiedzi naszego Księdza, sprzed nie tak dawna. Oto jego komentarz, jaki pokazał się pod wpisem „Nie dla Ozziego w moim komitecie honorowym” http://toyah.salon24.pl/188515,nie-dla-ozziego-w-moim-komitecie-honorowym. Ja wiem, że wielu z Was czeka na moje notki, ale jak podrośniecie, to będziecie wiedzieć, że ja nie mam nawet do Don Paddington tak zwanego startu. Proszę się skupić.


Zjawisko, które Pan opisuje [chodziło o pop, który stał się Bogiem – przyp. ja], jest moim zdaniem znakiem cywilizacyjnego upadku (w najlepszym przypadku: przesilenia), który dotyka rozmaitych sfer naszego życia. Ów upadek charakteryzuje się m.in. tym, że to co ważne i życiowo poważne, ze względu na swoje świecidełkowo-celebrytowe opakowanie, jest traktowane jako coś mało istotnego, godnego – co najwyżej – powierzchownego i przelotnego zainteresowania. Być może jest w tym jakiś zamiar tropionego przez nas Systemu. Jeśli bowiem autorytetem w sprawach ważnych i życiowo poważnych, staje się ni stąd ni zowąd ktoś, kto na co dzień jest fachowcem od tego, co być może jest ciekawe, ale niekoniecznie ważne i poważne, to efektem takiego zabiegu wcale nie musi być wzmożony szacunek dla celebrytów, lecz lekceważący stosunek tzw. ludności do polityki, moralności, porządku społecznego itd. A taka sytuacja jest jak sądzę bardzo na rękę tym, którzy przy polityce, moralności i porządku społecznym z wielką pasją i za obywatelskim przyzwoleniem majstrują.
Być może nie ma w tym wszystkim żadnego spisku Systemu. Być może jest tutaj obecna zwykła ludzka głupota i duchowe lenistwo. Być może. Ale głupota i duchowe lenistwo, jeśli przekroczą w społeczeństwie pewien punkt krytyczny, też są świadectwem cywilizacyjnej zapaści.
A propos punktu krytycznego:
Niedawno, podczas wizyty u znajomych, spotkałem pewnego pana, który – jak się okazało – jest nauczycielem akademickim, wykładającym jakieś przetrudne rzeczy na Politechnice Poznańskiej. Ów pan opowiadał o swoich wrażeniach, będących efektem pracy ze studencką młodzieżą, a to co miał do powiedzenia, było w jakiś sposób porażające.
Po pierwsze, pan doktor poruszył kwestię braku umysłowych kompetencji u tych młodych ludzi, który objawia się nie tylko kiepskim obyciem z matematyką, fizyką i zwyczajnym logicznym porządkiem w głowie, ale przede wszystkim brakiem zainteresowania dla rozwiązywania inżynierskich problemów. Nie mając zaś w sobie inżynierskiej pasji, ciężko im wzbudzić w sobie motywację, by wejść w posiadanie tych intelektualnych narzędzi, które inżynierowi są niezbędne. Krótko mówiąc, pan doktor oceniając poziom politechnicznej młodzieży sugeruje, że już dzisiaj powinniśmy się bać o mosty, drogi, domy i maszyny, które owi studenci będą projektować i budować.
Po drugie, pan doktor mówił o całkowitym moralnym zepsuciu tych ludzi, którzy nie tylko, że się nie uczą (bo często przyswojenie koniecznej wiedzy przekracza ich możliwości intelektualne), ale nagminnie oszukują (np. podpisując „lewe” listy obecności, albo korzystając z pomocy tzw. „murzynów” przy pisaniu rozmaitych prac), a podczas egzaminu bez krzyny skrępowania mają czelność zapytać, czy nie dałoby się zdać owego egzaminu bez konieczności odpowiadania na trudne pytania.
Po trzecie, pan doktor mówił jeszcze o tym, że w swej ostrej ocenie powyższej sytuacji czuje się na uczelni osamotniony, ponieważ jego koledzy – wykładowcy, pogodzili się z tym, że tak właśnie ma być i nie ma na to rady.
I na koniec pan doktor powiedział mniej więcej coś takiego: „Gdy patrzę na moich kolegów, którzy przestali się oburzać na to co studenci sobą prezentują, i gdy patrzę na tych studentów, którzy bezwstydnie są dumni ze swej głupoty, a oprócz tego lenią się, kłamią i oszukują, to sobie myślę, że nie potrzeba wojny atomowej, by nasza cywilizacja cofnęła się w rozwoju.”
Być może, że pan doktor w przesadził w ocenie opisywanego przez siebie zjawiska i pewne odosobnione przypadki w sposób nieuprawniony uogólnił. Sądzę jednak, że to zacytowane przeze mnie zdanie ma wartość ponadczasową. I dotyczy – jak już o tym wspomniałem - rozmaitych życiowych dziedzin.

19 komentarzy:

  1. Toyah,

    (Przepraszam za brak polskich znakow. Kiedys wmontuje polska klawiature, tyle ze to "kiedys" stale sie odsuwa).

    Sadze, ze jestesmy swiadkami pewnego przesilenia kulturowego, ale chyba nie zupelnej tragedii. Rzeczywiscie, poziom oficjalnej edukacji i szerokiej akceptacji braku zasad jest powodem zmartwienia. Rosnie jednoczesnie wcale duza grupa mlodych ludzi, ktorzy sa wspaniale wyksztalceni zawodowo, historycznie, politycznie i jak tam jeszcze chca. Jest to glownie samowyksztalcenie, ewentualnie z pomoca mentorow rodzinnych, srodowiskowych i wielu innych. Mozliwosci takiego ksztalcenia sa zapierajace dech. Jest to grupa nieliczna, ale niezwykle silna - wlasnie ze wzgledu na poziom wiedzy i wczesnego doswiadczenia, rowniez zawodowego. Obserwuje tych ludzi od co najmniej dziesieciolecia, glownie za granica, ale jest ich takze wcale wielu w Polsce. Dopiero w tym roku zaczynam widziec ich znaczacy udzial w procesach odnowy moralno - politycznej w Stanach.

    Moze bedzie, jak w Sredniowieczu - nieliczne zawodowe, finansowe i intelektualne elity beda narzucac warunki zachowania wiekszosci? Czy im sie to uda? Jakie zmiany musza zajsc w spoleczenstwach aby sie im udalo? Nie wiem, ale nie jestem pesymistka.

    Twoj blog czytam z zapartym tchem i ogromna wdzecznoscia, - z komentarzami gorzej - zajec ostatnio mam na kilka zyciorysow, niestety. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zjawisko omówione przez p.Doktora występuje również na kilku znanych mi dobrze uczelniach technicznych, zajmujących dość wysokie pozycje w rankingu polskich szkół wyższych. Naszkicowano tu zarys ważnego społecZnie problemu. Na razie nie doczekał się on szerokiej dyskusji w naszym społeczeństwie.
    Działanie "na luzie" panujące w edukacji (po obu stronach barykady: profesor - student)musi prowadzić do katastrofy KONSTRUKCJI! Nie koniecznie TECHNICZNEJ.
    Czytam Pana i polecam. Nie komentuję. Tym razem - wyjątek, z uwagi na poruszony temat. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. @wersja beta

    Średniowiecze uratowało Europę i ustaliło jej cywilizację wraz z humanizmem, itd.
    Może i tym razem rozwinie się coś podobnego?

    @prozetpil

    Hasło brzmi: "skuteczność", ale treść jest: "cel uświęca środki".
    Co za koszmarny regres!

    OdpowiedzUsuń
  4. @Wersja Beta
    Bardzo Ci dziękuję za ten kometarz. Prawie tak bardzo jak za dobre słowa pod moim adresem.

    OdpowiedzUsuń
  5. @prozetpil
    To dobrze, że Pan przynajmniej czyta. No i cieszę się, że ta refleksja naszego ksiedza jednak znalazła jakiś odzew. Bo jest niezwyke ważna.

    OdpowiedzUsuń
  6. @prozetpil

    Schylek wyksztalcenia uniwersyteckiego jako podstawy kariery zawodowej zauwaza sie juz od kilku lat w wielu dziedzinach. Zaczelo sie oczywiscie od informatyki, gdzie szkoda bylo czasu na studiowanie przestarzalych technologii. Dziedzina ta, podobnie jak ostatnio budownictwo, powazny management i inne przemysly maja juz opracowane kryteria ocen i akredytacji wewnatrz konkretnych dyscyplin. Po prostu pracodawca musi wiedziec konkretnie, co potrafi ewentualny pracownik, a nie studiowac papierow uniwersyteckich, ktore nic nie znacza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Toyahu
    Opinia, którą wyraził pan doktor, dotyczy nie tylko studiów technicznych, ale wszystkich. Obserwując studentów mam wrażenie, że 95% nie ma żadnej pasji ani chęci zdobywania wiedzy. Przychodzą na studia, bo coś przecież muszą ze sobą zrobić, a system edukacji jest tak skonstruowany, że po szkole średniej nie ma się żadnych kwalifikacji ani możliwości zatrudnienia (poza pracą w sklepie itp.).
    Dlatego przychodzą na te studia, jakoś tam się przemęczą, zdobędą to zaliczenie za piętnastym razem na zasadzie zamęczenia i zanudzenia wykładowcy, na podobnej zasadzie przebrną przez egzamin powtarzając rok kilkakrotnie, a potem zdobywają ten wymęczony dyplom i poszerzają grono "młodych wykształconych" z aspiracjami, ale bez wiedzy i pasji.
    Są oczywiście w tym obrazie wyjątki, jednostki ambitne i pracowite, ale potem kiedy przyjdzie im się zmierzyć na wolnym rynku z rówieśnikami, to się okazuje, że ci mniej zdolni z wymęczonymi dyplomami otrzymują posadki za pośrednictwem dobrych wujków, znajomych mamusi i innymi utartymi szlakami.
    Dlatego zapaść systemu edukacji trzeba widzieć w kontekście upadku wszystkich struktur naszego państwa, a może i szerszego upadku cywilizacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Ginewra
    No właśnie tego jestem ciekaw. Czy to jest znak upadku czasów, czy tylko naszego systemu?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe. Dotychczas byłem zdania, że dni naszej cywilizacji technicznej są policzone, ale z trochę innego powodu: zamiast męczyć się nad rozwiązaniem problemu wystarczy pomachać wahadełkiem albo zapytać mocy kosmicznych. A tu okazuje się - w życiu jest o wiele prościej.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Ginewra
    Twoje diagnoza wskazuje, że znasz to schorzenie z autopsji. Od wielu lat tak jest, w szkole i na uczelni. Pracuje się na ilość wypuszczonych absolwentów, a kto próbuje oceniać uczciwie, będzie szybko pouczony, że to nie jest uczciwie... Dość powiedzieć, że mając za sobą dwa fakultety i prawie 15 lat studiów na serio, wolę uczyć religii niż polskiego - w tym systemie. Na katechezie nawet ja nie jestem w stanie oceniać za wiedzę. Zresztą i tu się nas poucza, że nie o nią chodzi, ale to już inny wątek i nie będę go drążyć, by nie siać zgorszenia.
    Osobiście nadal będę perfekcjonistką, jak te dziwki algierskie w Parawanach Geneta... Po prostu już nie dam rady się zmienić. To nie heroizm, tylko nałóg. Ale go lubię. Lubię się przygotowywać do lekcji...
    Salve!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się zdaje, że jest to post-industrialny kryzys cywilizacji zachodu plus fakt, że wzrost dobrobytu spowodował o wiele późniejsze dojrzewanie młodzieży (słynni włoscy 40-to latkowie ciągle mieszkający u mamy).

    Dostaję do oceny studentów z dalekiego wschodu. Ci naprawdę dają z siebie wszystko - i na studiach i po ich ukończeniu.

    OdpowiedzUsuń
  12. W opowieści Don Paddingtona brakuje — jak zawsze — jednego klocka do układanki. Ledwie zarysowana przeziera przez te wszystkie poruszające stwierdzenia myśl, że to obie strony odpowiedzialne są za (obecną vel przyszłą) zapaść szkolnictwa, czy też w jego konsekwencji zapaść cywilizacyjną, którą symbolizuje ten słabiutko zbudowany most, zbudowany według odgapionego planu przez słabiutko wykształconego budowniczego.

    Obie strony, czyli dwie?

    Tutaj bym powiedział nawet więcej: nie sam student, i jego tutor są winni. Tu jest jeszcze trzeci element, a mianowicie zjawisko, na które obaj wyżej wymienieni nic nie są w stanie poradzić. Gdy jakoś się do jutra da dotrwać bez pracy, a dokładniej bez zmian, to nikt nie będzie obecnego systemu poważnie kontestował. Jeden będzie się obijał, drugi będzie przymykał na to oko, i tak dalej. Zilustruję to zjawisko:

    Tak jak USA nie zostało wcale położone przez hippisów, którzy urządzili się w małej niszy zamożnego społeczeństwa, lecz Stany zgnuśniały i zdziwaczały przez brak wyzwań na miarę tego dynamicznego społeczeństwa, tak samo Korea Pd (wcześniej: Republika Chińska na wyspie Tajwan) nie rozwinęła się pod wpływem grupki wizjonerów czy ideologów, lecz jako wyraz pracy całej społeczności by poradzić sobie z zagrożeniem.

    Realnym zagrożeniem, odczuwalnym tam do dziś.

    Tymczasem rządy rodzimego PO to rządy usypiające, głaszczące rozmaite próżności, do tego jeszcze oparte na hipnotycznej telewizji.

    Dla większości nie ma żadnego zagrożenia: jemy, śpimy, i mamy ciepło w domu; a wszystko to bez walki. Brak pieniędzy na wynajęcie sobie służby, zgoda. Przeżyć do jutra da się, i taki właśnie jest przekaz medialny: byle gonić króliczka, nie za szybko, w sam raz do jutra.

    W tym sensie nie bił bym się o dusze ani owych leniwych studentów, ani tych stroskanych docentów. I jedni, i drudzy są raczej znakiem czasów, niż ich rzeźbiarzami. Natomiast ciekawi są ci, którzy systematycznie robią swoje w niedopasowaniu do systemu. Takim zupełnie niedzisiejszym niedopasowaniu. Kamienie, odrzucone przez budujących.

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Yo
    Jeżeli wolno mi cokolwiek radzić, to wróć do nauczania polskiego. Może uda Ci się przynajmniej w kilku, kilkunastu uczniach zaszczepić zamiłowanie do naszego języka, literatury i przebogatej kultury.
    Polonista ma w szkole najwięcej możliwości kształtowania postaw i chyba nie warto z tego rezygnować.
    Religia natomiast, nad czym należy ubolewać, jest zawsze traktowana jako przedmiot trzeciej kategorii.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Ginewra
    Nie zawsze. Z pewnościa nie zawsze. Moj syn w Konopnickiej miał religię z niejakim ks. Markiem Wojcickim i o ile się orientuję, Wójcicki miał z tych lekcji bardzo dużo satusfakcji. Oni zresztą też. Problem w tym, że księża i katecheci często są rownie beznadziejni jak poloniści. Nie mówiąc już o anglistach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Toyahu
    To, o czym piszesz, jest wynikiem występującej w III RP negatywnej selekcji do zawodu nauczycielskiego.
    To jest koło zamknięte. Na studia nauczycielskie przychodzą najsłabsi absolwenci, bo ci zdolni wybierają kierunki, w których mogą zdobyć intratny zawód. Później ci z wymęczonymi dyplomami zostają marnymi nauczycielami, a jak któryś jest zdolniejszy i ambitniejszy to system oświatowy go dławi, bo najważniejsza w systemie jest zdawalność kolejnych testów i matury, a nie przekazywanie wiedzy uczniom i stawianie wymagań.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Toyah
    Dzięki za podtrzymanie. Religia - jeśli mówi się na niej rzeczy ważne, a nie tylko pobożne - daje o wiele większą swobodę, szerszy wybór treści kulturowych. Poza tym jest (tak naprawdę, ale ciii..., nikomu o tym nie mówię) NAJWAŻNIEJSZYM
    przedmiotem - pomaga zrozumieć sens życia, docenić stare dobre wartości i krytycznie wybierać autorytety.

    PS Wykasowałam nazwisko Tuska, tekst wypowiedzi zostawiłam, jako przykład... Napiszę, co z tego wynikło.

    @Ginewra
    Dobrzy poloniści (znam takie siłaczki) cierpią jeszcze bardziej niż dobrzy katecheci, nie mogąc niczego zrobić porządnie, a wszystko pod klucz - pod groźbą niezdania matury przez najbystrzejszych uczniów.
    I są na każdym kroku zmuszani donosić sami na siebie - w jakim stopniu spełniają kryteria i wymagania SYSTEMU.
    Ten system edukacji, który nam się tak dynamicznie z roku na rok rozwija, jest par excellence totalitarny i to, moim zdaniem, ogłupia wszystkich jego uczestników (co przepowiedział JP II: "Demokracja bez wartości to zamaskowany totalitaryzm".
    Zostały mi jeszcze trzy lata do emerytury i mam zamiar cicho, spokojnie, prowadzić sensowne lekcje. To nie będzie łatwe ale jakkolwiek możliwe jest właśnie na religii. Oczywiście dopóki uda mi się robić to bez rozgłosu, w każdym znaczeniu. W tym aspekcie ufam Opatrzności bardziej niż sobie samej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Yo
    No to powodzenia życzę, Koleżanko droga. Trzymaj się i rozwalaj system od środka.
    Ja też robię, co mogę. Teraz na przykład otwieram seminarium na temat językowej manipulacji i propagandy.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Ginewra
    Językowa manipulacja? To ja coś opowiem. Był taki czas kiedy Kaczyńscy byli prawie nikim. Porozumienie Centrum przestało istnieć. Lech na pięć lat wypadł z polityki i pracował na uczelni, Jarosław był posłem malutkiego klubu przy Olszewskim, a wokół panował kompletny syf. I wtedy Jarosław udzielił wywiadu, w którym powiedział, że on nie widzi sensu uprawiania polityki, gdy w niej chodzi tylko o to, by raz na miesiąc brać poselską pensję. I wtedy to jego zdanie zacytowała Wyborcza, ale tylko w tym drugim fragmencie. A więc że człowiek jest posłem tylko po to, żeby raz na miesiąc skasować pensję.
    I tak to się robi i dziś. Tyle że sprytniej.
    No i jeszcze jedno. Człowiek się podnosi, czy nie?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.