środa, 2 września 2020

O ideologicznych Kalibabkach i nawróconych towarzyszach


      Pamiętam jak przed wielu już laty, w którejś stacji  grupy ITI chodził program, w którym celebryci pokazywali zawartość swoich szaf. Ja akurat trafiłem na szafę Moniki Jaruzelskiej, z której ta w pewnym momencie wyciągnęła skórzaną wojskową kurtkę i pochwaliła się, że dostała ją od „tatusia”, który w roku 1956 przywiózł ją z Budapesztu. Owa kurtka, ale też i ciężka bezmyślność jej właścicielki zrobiły na mnie takie wrażenie, że poświęciłem im nawet na tym blogu osobną notkę.
       Minęły lata i choć Monika Jaruzelska wciąż pewnie ową kurtkę posiada i odpowiednio sobie ceni, to wiele innych rzeczy u niej się mocno zmieniło, między innymi i to, że ona się już nią tak bardzo nie chwali. Po raz pierwszy pomyślałem sobie o tej spektakularnej zmianie, gdy córka Generała uruchomiła internetowy kanał pod autoironiczną nazwą „Towarzyszka Panienka”, w którym zaczęła przedstawiać swoje rozmowy z politykami, głównie, jak się zdaje, z politykami prawicowymi, i to ze względu na prawdopodobny brak gotowości na tę kompromitację ze strony prawicy rządzącej, prawicowymi skrajnie. Wystąpił u Jaruzelskiej Michalkiewicz, po nim Korwin, po Korwinie poseł Dziambor, a ja już wiedziałem, że tu nie mamy do czynienia z jakimś szczególnym projektem, w którym dochodzi do podpisania paktu między starą ubecją, a nową prawicą, lecz chodzi o to, że owa „Towarzyszka Panienka” przyszła pod okienko aktualnej władzy i puka w nie delikatnie i skromnie, w nadziei, że może uda się trafić coś na ten ciekawy czas. Co? No cokolwiek. Choćby jakiś skromny felieton w tygodniku „Sieci”, albo krzesełko w programie telewizyjnym „W tyle wizji”, albo, kto wie, może nawet osobną audycję, w której „Towarzyszka Panienka” będzie prowadziła swoje rozmowy, tyle że już nie na YouTubie, ale normalnie w TVPInfo. Magdzie Ogórek się udało, udało się Aleksandrze Jakubowskiej, Markowi Królowi, a nawet Janowi Marii Rokicie, czemu ma się nie udać jej, zwłaszcza gdy władza spragniona jest nowych twarzy; w końcu jak długo można znosić Semkę, Potockiego, czy Wybranowskiego?
         I oto wczoraj, czy może przedwczoraj, Monika Jaruzelska wystąpiła w Polsacie i określiła Michała Sz, aktualna ikonę ruchów LGBP, mianem „ideologicznego Kalibabki”. Gdyby ktoś z młodszych czytelników nie pamiętał Kalibabka to było nazwisko pewnego oszusta matrymonialnego, który swego czasu uwiódł dziesiątki, a kto wie, czy nie setki kobiet w różnym wieku, rozkochiwał je w sobie, wykorzystywał seksualnie, na koniec pozbawiał pieniędzy i odchodził w siną dal. Z tego co wiem, poszedł ów Kalibabka za swoje zdolności nawet na jakiś czas do pudła, no ale do dziś funkcjonuje w popularnej kulturze, jak taki nasz polski Arsen Lupen. No i dziś właśnie Monika Jaruzelska uznała za stosowne powiedzieć publicznie, że ów Michał Sz. to jest zwykły cwaniak, który przedstawiając się jako lesbijka, wszedł w środowisko ciężko zaburzonych młodych dziewcząt o różnorakiej orientacji, by sobie zwyczajnie podupczyć, a przy okazji zarobić na życie, które go czeka po tym jak wyjdzie z więzienia.
      Przyznaję ze wstydem, że określeniem „ideologiczny Kalibabka” Monika Jaruzelska mi bardzo zaimponowała, i za odwagę, ale przede wszystkim za celność i dowcip owego określenia. Michał Sz. to w rzeczy samej ktoś, do kogo nazwa ta pasuje idealnie, ale też – co jeszcze być może ważniejsze – ona nadzwyczaj brutalnie i celnie uderza w tych wszystkich, którzy chodzą dokładnie po wskazanych przez niego ścieżkach i dokładnie takim krokiem, jaki on im wygra na swojej nomen omen fujarce. Szyderstwo tego określenia jest tak niezwykłe, że ja naprawdę jestem tak pełen podziwu, że aż się zastanawiam, czy Jaruzelska je sama wymyśliła, czy może podpowiedział jej to Rafał Ziemkiewicz, jej kolega ze szkolnej ławy. Chociaż nie... on umie tylko opowiadać stare dowcipy.
      Jednak w tej sytuacji, choćby w uznaniu starań, jakie Monika Jaruzelska podjęła, by stać się częścią rządzącej elity, czekam z niecierpliwością aż ona pojawi się w programie „W tyle wizji” i będzie wesoło żartowała w miejsce choćby Doroty Łosiewicz. Bo do kolejnej kampanii wyborczej, jak wiemy, już właściwie tylko trzy lata.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.