poniedziałek, 14 września 2020

Nóż w piździe, a Radio Tirana wciąż nadaje


       Dotarło do mnie, że w białostockiej Galerii Arsenał prezentowana jest wystawa zatytułowana „Strach”, a jednym z jej artystycznych elementów jest performance pod tytułem „Nóż w piździe”. Jak można oczekiwać, ów projekt sprowadza się do tego, że widz może podziwiać ów nóż zanurzony w intymnych częściach kobiecego ciała, jej twarz wysmarowaną ekskrementami, oraz przeróżne najbardziej egzotyczne gesty niszczące jej wizerunek, a wszystko to pod pretekstem protestu przeciwko rzekomo powszechnej w dzisiejszym świecie przemocy wobec kobiet.
       Ktoś powie, że to nic takiego. W końcu dzisiejsza sztuka, z braku prostych artystycznych inspiracji, sprowadza się wyłącznie do cytowania najbardziej wulgarnych medialnych doniesień, a następnie przerabiania ich na tak zwaną sztukę. Tym razem jednak chodzi o coś więcej. Otóż, jak się dowiaduję, ów niezwykły projekt zatytułowany „Nóż w piździe” został odpowiednio zasponsorowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowe Centrum Kultury oraz przez, jak najbardziej finansowany przez polskie państwo, Białostocki Ośrodek Kultury.
        Wspomniana wystawa wywołała oczywiście falę protestów, oraz zrozumiałe jak najbardziej pretensje do ministra Glińskiego o to, że on stracił panowanie nad wydawanymi przez siebie pieniędzmi, ja natomiast kiedy już doszedłem do siebie po pierwszym szoku, zadałem sobie pytanie, jaki tak naprawdę zarówno Gliński, jak i tak naprawdę dowolny minister kultury, mają wybór w sytuacji gdy polska kultura prezentuje poziom, który można opisać wyłącznie przy pomocy słów „Nóż w piździe”? Jeśli bowiem zastanowimy się nad stanem dzisiejszej polskiej sztuki plastycznej, literatury, filmu, czy muzyki, w ostateczności okaże się, że nie mamy nic poza owym „Nożem w piździe”. A co gorsza, nie ma sposobu, by z tej pętli się wygrzebać.
      I na tym tle mamy tak zwane Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z jego budżetem i ambicjami, by z naszej kochanej Polski uczynić Dolinę Krzemową światowej kultury. Przepraszam bardzo, ale nawet przy swoim wyssanym z mlekiem matki optymizmie, nie jestem w stanie dojrzeć śladu nadziei. Kierunek wydaje się ostatecznie wyznaczony i nie ma nikogo na horyzoncie, kto miałby szanse – i ochotę – go zmienić.
       Mieliśmy ostatnio dwie imprezy, które zwróciły uwagę ogólnopolskiej publiczności. Pierwsza z nich to festiwal w Opolu, a druga to  tak zwana Liga Narodów i Biało-Czerwoni. Ponieważ piosenka to od lat nasze życie, festiwal w Opolu obserwujemy wszyscy i wszyscy widzimy, co się nam oferuje, i to niezależnie od tego, czy słuchamy piosenek zespołu Budka Suflera, czy tych, którzy dopiero będą podbijać świat. Chwilę przed tym jak zabrałem się do pisania tego felietonu, obejrzałem fragment piłkarskiego meczu między Polską a Bośnią i Hercegowiną. Przepraszam raz jeszcze za złe słowo, ale moja córka, która zna się na rzeczy mówi mi, że obecnie na światowym rynku muzycznym z wielkim powodzeniem funkcjonują dwie albańskie piosenkarki. To tyle gdy chodzi o eksport. Nam pozostaje nóż w piździe oraz Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego. 





1 komentarz:

  1. Nigdy dość przypominania o tym. Ja bym chciał tylko dosyć ważne uszczegółowienie zrobić - w Polsce jest pewnie wiele bardzo utalentowanych artystów i autorów, tylko że w podziemiu. Większość z nich rzuciła mikrofon, pióro, czy pędzel po to żeby zarobić na życie inaczej, bo ze sztuki nie mogli wyżyć, inni znowu wyjechali za granicę żeby robić w kulturze.
    W tzw. oficjalnym obiegu jest tak jak napisałeś.


    P.S.
    A to ta druga z Albanii - Rita Ora.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.