niedziela, 13 września 2020

Black Lives Matter czyli o życiu w bańce i poza


     Plan miałem taki, by dziś wrzucić tu najnowszy swój najnowszy tekst dla „Warszawskiej Gazety”, jednak pojawiło się parę kwestii, które sprawiły że postanowiłem jeszcze dziś pociągnąć temat tenisa, Naomi Osaki, oraz owego czarnego ruchu pod równie czarną nazwą Black Lives Matter. Otóż proszę sobie wyobrazić, że wychodząc na kort przed finałem turnieju w Nowym Jorku, Naomi założyła maseczkę z nazwiskiem 14-letniego czarnego chłopca zastrzelonego przez policjanta podczas jednej z interwencji. Chłopiec nazywał się Tamir Rice, jak twierdzi legenda, był bardzo porządnym dzieckiem, o przeróżnych zainteresowaniach oraz talentach, uwielbianym przez wszystkich, które by nie skrzywdziło nawet muchy, a które, tak się złożyło, któregoś dnia uzbrojone w nadzwyczaj realistyczny pistolet zabawkę, zaczęło się kręcić po okolicy, terroryzując okolicznych mieszkańców. Ponieważ pistolet wyglądał jak prawdziwy, w dodatku miał odlepioną standardową pomarańczową nalepkę wskazującą na to, że jest jedynie zabawką, przestraszeni obywatele powiadomili policję, no i ta pojawiła się na miejscu. Do tego czasu mały/duży Tamir zdążył wprawdzie umieścić swój pistolecik za paskiem spodni, jednak w chwili gdy policjant wezwał go do podniesienia rąk, ten sięgnął do zabawki... no i został zastrzelony. Dziś jest bohaterem światowej kultury pop.
      Historia jak wiele innych, o których my tu słyszymy wyłącznie dlatego że ofiarą był tak zwany Afroamerykanin, natomiast, skoro już sprawę owego Tamira mamy wyjaśnioną, ja bym chciał wrócić do tenisa i Naomi Osaki. Otóż gdy owa niezwykła dziewczyna zdobyła swój drugi nowojorski tytuł i skierowała do nas swoje mistrzowskie wystąpienie, wspomniała o wszystkim co należało wspomnieć... tyle że z jakiegoś powodu nie powiedziała ani słowa o tych wszystkich Murzynach, którzy rzekomo padli ofiarą brutalnej białej przemocy i których nazwiska przez minione dwa tygodnie eksponowała na noszonych przez siebie maseczkach. Na ich temat, a nawet na temat osobistej odpowiedzialności Donalda Trumpa za to co się stało, nie padło ani jedno słowo, no i w tym momencie sprawy wziął w swoje ręce któryś z oficjeli i zapytał Osakę o te maseczki. I proszę sobie wyobrazić, że ona na to odpowiedziała, że ponieważ żyje w swego rodzaju bańce – tak się zresztą dokładnie wyraziła: „w bańce” – na tego typu rzeczach się nie zna, o wszystkim wie wyłącznie z Internetu i ma nadzieję, że ów Internet wszystko wkrótce wyjaśni. Ma też nadzieję że z Azarenką nie będzie musiała więcej walczyć, bo to ciężki przeciwnik. I to wszystko.
        Otóż, z tego co mi wiadomo, Osaka ma dziś na koncie w swoim banku niemal 20 milionów dolarów, z czego zdecydowana większość to pieniądze nie za wygrane mecze, lecz od sponsorów – z reklam i takich tam. A skoro tak, to myślę sobie, że te maseczki to też najprawdopodobniej prezent od owych sponsorów, tyle że w ferworze walki, Naomi Osaka nie została dokładnie poinformowana o sensie tego wszystkiego, stąd, gdy nagle pojawił się konkretny temat, to ona zwyczajnie zgłupiała.
      I to, powiem zupełnie szczerze, uważam za znak nadzwyczaj optymistyczny. Wygląda bowiem na to, że za tym obłędem, który nas tak dotyka stoi zaledwie grupka niesłychanie tanich drani, którzy postanowili nas wykorzystać do swoich brudnych interesów. Osaka oczywiście musiała się w pewnym momencie podporządkować, bo taki sobie zgotowała los, gdy chodzi jednak o nas, to jestem pewien, że sobie damy radę jak najbardziej. A zatem: Niech żyje wolna Białoruś! Precz z komuną!



1 komentarz:

  1. Niech żyje! Precz!
    Ale faktycznie, oni bywają (są) rozpaczliwie głupi.
    Wszędzie. Wczoraj widziałem wideo z tym Margotem i jego łaską. Ta ich głuptaskowatość bawi i cieszy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.