poniedziałek, 7 stycznia 2019

O tym jak Edyta Górniak zmasakrowała Ludwika Dorna


Ponieważ mamy wciąż zaległy felieton z „Warszawskiej Gazety”, a czas nie czeka na nikogo, proponuję dziś swoje noworoczne refleksje. Tym razem, jak widzimy, z Edytą Górniak i Ludwikiem Dornem w rolach głównych.     


     Nasza dzielna opozycja weszła w Nowy Rok z przytupem. Z tego co zauważyłem, na pierwszy ogień poszła świeżo reaktywowana piosenkarka Edyta Górniak, która podczas organizowanej przez stację TVN zabawy sylwestrowej zawołała do zgromadzonej publiczności, że wprawdzie miniony rok był nie taki jak miał być, ale musimy pamiętać, że każdy dzień może przynieść zmianę, której się nawet nie spodziewamy. Czy tak to brzmiało dokładnie, nie wiadomo, zwłaszcza że ja się tego jej proroctwa nie nauczyłem na pamięć, natomiast przekaz brzmiał podobnie.
      Ledwo skończyła swój występ Górniak i tym samym skończyły się igrzyska, do akcji ruszyła już sama telewizja i zaprezentowała nam debatę, w której udział wzięło trzech wybitnych ekspertów, a mianowicie - od lewej - Marek Migalski, Ludwik Dorn i - last but not least - niezastąpiony Marek Borowski. Każdy z nich, jeden po drugim, serdecznie zresztą zachęcany przez prowadzącą dyskusję redaktor Justynę Pochanke, przedstawił bardzo silne dowody na poparcie wyrażonej przez Edytę Górniak podczas sylwestrowego koncertu tezy, że w nowym roku wszystko jest możliwe. Gdybym miał stawiać na zwyciężcę tego konkursu, pierwsze miejsce przypadłoby Ludwikowi Dornowi, który z prawdziwie rabinacką inteligencją ogłosił, że w „przyszłym roku zniknie jedna z dwóch wielkich partii”, jednak uczciwość reporterska wymaga ode mnie, bym przytoczył przynajmniej krótkie fragmenty wypowiedzi pozostałych, równie wybitnych, ekspertów.
      Otóż pierwszy zabrał głos Marek Borowski i powiedział co następuje:
      Widzę taką możliwość, wynikającą z konstytucji, a także z twórczej interpretacji tejże konstytucji przez Prawo i Sprawiedliwość. Jeśli bardzo dla PiS-u opłacalne przedterminowe wybory zostaną ogłoszone przez prezydenta z zaskoczenia, wówczas zgodnie z przepisami wszystkie terminy ulegają skróceniu. Rejestracja list powinna nastąpić w ciągu piętnastu dni, to oznacza, że duże partie dadzą sobie radę, mniejsze już niekoniecznie, a już na pewno opozycja nie zdoła sporządzić wspólnych list, czyli będzie skazana na porażkę”.
       Po Borowskim głos zabrał Marek Migalski:
       W kontekście przyspieszonych wyborów parlamentarnych istotne jest, jak wytłumaczyć wyborcom, że ich partia odrzuca ich własny budżet i to rękami ich prezydenta. Wygrywa się nie tylko twardym elektoratem, ale tymi pięcioma, siedmioma, dziesięcioma procentami, które zyskuje się w czasie kampanii wyborczej. Przedterminowe wybory do Sejmu i Senatu mogłyby być korzystne dla Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ wyprzedziłyby elekcję do europarlamentu, która jest skrajnie niekorzystna dla PiS. Wobec tego wyprzedzając to, PiS uprzedza jednocześnie tę pułapkę, którą na tę partię zastawił Donald Tusk, mówiąc o tym, że to będą wybory za bądź przeciwko członkostwu Polski w Unii Europejskiej. To jest oczywiście pewne uproszczenie, ale widać, że ta narracja stanowi problem dla PiS”.
       Ponieważ Dorn sprawę tu już wcześniej odpowiednio podsumował, dodając przy tym, że on nie sądzi, by PiS się zdecydował na wcześniejsze wybory, uznać należy, że jednak palma pierwszeństwa w tym towarzystwie należy się Edycie Górniak. Do siego roku!

Wszyscy oczywiście czekamy na nową książkę, a tymczasem zachęcam wszystkich tych, co maja zaległości, do kupowania tych co już są. Proszę o kontakt pod adresem k.osiejuk@gmail.com.


1 komentarz: