niedziela, 6 stycznia 2019

... a gdzie był wtedy TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji?

      Dziś zupełnie niespodziewanie, jednak w sprawie nadzwyczaj ważnej. Co ciekawe, ważnej nie przez to, że ona jest sama w sobie w szczególny sposób ważna, ale z tego względu, że nasza często tak bardzo uboga świadomość - czy może czasem i wiara - sprawia, że rzeczy wydawałoby się całkowicie oczywiste - i to często oczywiste nawet dla małych dzieci - stają się dla nas wyzwaniem naprawdę nielichym. Jak wszyscy już dziś zapewne wiemy, w Koszalinie, podczas zabawy w jednym z tak zwanych „Escape Rooms” doszło do pożaru, skutkiem czego zmarło pięć piętnastoletnich dziewczynek. Z tego co już w tej chwili wiemy, dzieci te zmarły na skutek zatrucia tlenkiem węgla, zanim jeszcze wybuchł pożar, co nie zmienia jednak faktu, że rozmiar tej tragedii siłą rzeczy jest nadmuchiwany przez medialne sugestie, jaka to musiała być straszna śmierć, kiedy one płonęły i nie mogły stamtąd uciec, bo albo miały ręce skute kajdankami, albo męczyły się z jakimiś szyframi w zamkach. A nad tym wszystkim króluje złowieszczy napis „Escape Room”.
      Może opowiem, co to takiego. Ale zacznijmy od początku. Otóż prędzej bym się śmierci spodziewał - choćby i od zaczadzenia - niż tego, że po tym jak one wydawałoby się ostatecznie zniknęły w mrokach PRL-u, kiedykolwiek jeszcze powróci moda na tak zwane gry planszowe, tymczasem, jak się okazuje, doszło do tego, że to tu to tam nawet Internet - by nie powiedzieć umieranie z nudów nad piwem w pubie - jest stopniowo wypierany przez owe gry i zwłaszcza młodzi ludzie  potrafią spędzać całe godziny już nie tylko układając Scrabble czy budując hotele w Monopolu, ale ćwicząc wyobraźnię, i nie tylko wyobraźnię, podczas dziesiątek, czy setek kompletnie nowych, powstajacych niemal codziennie zabaw. I oto, jak gdyby w ramach twórczego rozwinięcia tego rodzaju rozrywki, powstały owe „Escape Rooms”, gdzie robi się mniej wiecej to samo, co na planszy, tyle że w realu, a dojście do mety stanowi uruchomienie zamka otwierającego drzwi. Rozmawiałem o tym z moimi dziećmi i z góry im zapowiedziałem, że ja bym w to nie wchodził, bo przede wszystkim bym się znudził, a poza tym umarł ze strachu, że stamtąd do końca życia nie wyjdę, no i dowiedziałem się, że przede wszystkim ta zabawa trwa tylko godzinę, po której i tak trzeba ustąpić miejsca następnym w kolejce, a poza tym nawet jakbym chciał wyjść wcześniej to z tym nie ma żadnego problemu.
      I tak nie pójdę, ale chciałbym, żeby to było jasne dla tych, co mają w głowie wciąż te kajdanki i ewentualny pożar.
      A teraz do rzeczy. Mamy oto tych pięć biednych dziewczynek, które w tak niespodziewanym momencie musiały umrzeć i oczywiście nie ma słów, które byłyby w stanie zadośćuczynić tragedii jaką dziś przeżywają ich bliscy. Każdego dnia w najróżniejszych okolicznościach umiera w Polsce setki, czy może i tysiące osób, kiedy jednak w jednym wypadku ginie pięć młodych dziewcząt, to mamy do czynienia z czymś absolutnie osobnym i wyjątkowym. Pamiętam, jak wiele lat już temu doszło do katastrofy polskiego autokaru w której śmierć poniosło kilkanaście osób i kiedy prezydent Lech Kaczyński ogłosił żałobę narodową, wszystkie niemal media, włącznie z Internetem, oburzyły się, że a cóż to za okazja, by ogłaszać żałobę, skoro codziennie na drogach ginie znacznie więcej osób. Otóż nie. Codzienna, powszechna śmierć jest jak gdyby wliczona w nasze codzienne rachunki i ona nigdy nie stanie się sprawą narodową, co innego śmierć górników w kopalni, czy tamtych turystów w autokarze, czy nieszczęście tych pięciu dziewczynek. A więc dziś płaczemy nad nimi wszyscy, a jednocześnie musimy pamiętać o czymś, o czym najwyraźniej wielu z nas zapomina. Otóż chodzi o to, że to nie Pan Bóg zabił te dziewczynki, to nie On jest za ich śmierć odpowiedzialny, to nie On wreszcie pokazał Swoje najwyższe okrucieństwo. Nie ma nic bardziej błędnego w powiedzeniu, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi. Owszem, to prawda, że człowiek strzela, a jeśli ktokolwiek poza nim te kule nosi, to z całą pewnością nie Pan Bóg, tylko mianowicie TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji. I jeśli ktokolwiek jest za śmierć tych dziewczynek odpowiedzialny, to z całą pewnościa nie Pan Bóg. On nam dał wszelkie możliwe wskazówki do takiego postępowania, by one żyły i od tego momentu wszystko jest już w rękach Szatana, który, jak wiemy pewnego dnia zostanie pokonany tuż przed Śmiercią, ale przede wszystkim w naszych. Przede wszystkim w naszych.
       Czytam komentarze na temat tego nieszczęścia i to jest coś zupełnie nieprawdopodobnego, jak wielu z nas wciąż wraca do tego kompletnie idiotycznego pytania: A gdzie był wtedy Bóg? Przepraszam bardzo, ale o co tu chodzi? O to, żeby On stał nad tymi najbardziej niewinnymi, czy nad tymi najbardziej pobożnymi, czy może nad tymi najbardziej grzesznymi - żeby zdążyli się jeszcze nawrócić - a może nad wszystkimi dziećmi - bo to tyle jeszcze życia przed nimi - a może nad naszymi dziadkami, bo nasze dzieci bez nich nie będą mogły żyć, a może w ogóle jako ów Wszechmogący powinien ingerować w każdy konflikt między złem, a dobrem i na złych zsyłać pioruny, a dobrych osłaniać Własną tarczą? Czy tak sobie wyobrażają świat nasi kochani ateiści, którzy oczywiście w żadnego Boga nie wierzą, ale jednocześnie Go strasznie nie lubią, za to, że jest taki fałszywy?
       Jak wiemy, parę miesięcy temu miałem okazję wziąć udział w specjalnie dla mnie zorganizowanych rekolekcjach księdza Rafała Krakowiaka i ksiądz powiedział mi coś bardzo ciekawego. Otóż on podejrzewa, że prawdziwi ateiści w ogóle nie istnieją. Tam gdzie my widzimy ateistów stoją zazwyczaj ludzie, którzy absolutnie nie negują istnienia Boga, oni dobrze wiedzą, że Bóg istnieje, tyle tylko, że są szczerze przekonani, że On wcale nie jest dobry. Ich zdaniem, kiedy On nam powiedział, że jest dobry, to zwyczajnie nas okłamał. Rozmawiałem sobie z księdzem Krakowiakiem i tak się wspólnie zaczęliśmy zastanawiać, że ciekawe skąd oni się tego wszystkiego dowiedzieli? Kto im przekazał ową Złą Nowinę.
     A dziś, kiedy piszę ten tekst, zastanawiam się z kolei, kto nam szepcze do ucha to dziwne pytanie: A gdzie był wtedy ten wasz Bóg?

Jak zawsze bardzo zachęcam do kupowania moich książek. Część z nich wprawdzie już jest sprzedana, ale to co zostało ma swoją wagę. Wszelkie pytania proszę zgłaszać mailowo na k.osiejuk@gmail.com.
       

14 komentarzy:

  1. Na ból bliskich tych dziewczynek i na "te" podszepty do ucha...

    MODLITWA
    zostających w ucisku i dolegliwościach

    (pisownia oryginalna za modlitewnikiem wydanym we Lwowie w roku 1872)

    Panie Boże mój, stwórco wszech rzeczy, dopuściłeś na mnie to nieszczęście i ucisk, który duszy mojej spokojność odebrał, i pogrążyłeś mnie w smutne położenie. Nie marszczę czoła Zbawicielu świata pod ciężarem, lecz od Ciebie Panie to wszystko uznaję darem; ale patrz Panie sam, jak wiele nędzy ponoszę na tej ziemi , gdzie mnie stworzyłeś, zachodzące słońce jest świadkiem gorzkich łez moich i łkania. Patrzaj Panie na serce moje, które mi dałeś, jak je zgryzota dręczy, i ręce któreś mi dał wyciągam ku niebu do Ciebie, prosząc o ratunek i zmiłowanie. Ach Panie, Boże mój! który wszystko widzisz i wszystko wiesz i przenikasz skrytości myśli moich, wysłuchajże mnie Panie! Poznaję to dostatecznie, że moje własne nieprawości ściągnęły na mnie te uciski i dolegliwości, i są przyczyną wszelkiego udręczenia duszy mojej. Teraz uznaję mój błąd, Panie Boże mój, żem nie szedł za zdrową i czystą nauką, którąś kościołowi świętemu zostawił, ale puściłem się bezczelny, z rozumu prawie wyzuty, za zwodniczym światem i próżnością jego, a woli Twojej sprzeciwiałem się. Ach Panie i Boże mój! dodaj mi sił do zniesienia trosków i wielorakich dolegliwości moich. Nie odrzucajże Ojcze miłosierdzia pełen, syna marnotrawnego, powracjającego na łonoTwoje ojcowskie, gdyż jestem Twoim dziecięciem, żeby moje nieszczęście było mi doświadczeniem, a nie zgubą moją. Amen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przecież nasz wzajemny stosunek z Panem Bogiem polega na tym, że On dał nam wolną wolę. Ze wszystkimi jej konsekwencjami.

    Z tym, że - uprzedzając tu czyjeś czytanie z niezrozumieniem - On dał wolną wolę indywidualnie każdemu z nas, ale zarazem każdemu z tych naszych bliźnich, którzy w danych stosunkach społecznych w jakiś sposób wpływają na nasze wykonywanie naszej wolnej woli.

    Może to zawiłe, ale tak właśnie to się splata. Łopatologicznie: wsiadając do samolotu realizujemy swoją wolną wolę, ale ten pilot także swoją, obsługa lotu także swoją, itd ...

    Dlatego pytanie: "gdzie wtedy byłeś Panie Boże" uchyla pytanie o odpowiedzialność naszą, tj. bliźnich. Gdzie bowiem my byliśmy zanim to się stało? Tzn. zanim akurat TAM się stało. Oby już nigdzie się nie stało.

    Przyłączam się do modlitwy @Adama Er

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Z tego co zdążyłem zauważyć, to jest z jakiegoś powodu zbyt trudne dla zbyt wielu.

      Usuń
  3. Tragedia w Koszalinie, a raczej bardziej wyniki szybkiej kontroli w innych tego typu obiektach na terenie Polski (które wypadły ogólnie mówiąc źle, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa klientom) obnaża po prostu po raz kolejny to jaką nasz kraj jest "republiką bananową", czyli że z jednej strony odpowiednie służby publicznie nie kontrolowały należycie warunków w tych miejscach (obiekt do świadczenia tego typu usług powinien przejść wszelkie należyte odbiory), a z drugiej właściciele i/lub osoby prowadzący tego typu "przybytki" nie potrafiły lub nie chciały tych warunków zapewnić. Liczy się nowy pomysł, szybka kasa i bycie "cool".

    Ja też bym do takiego miejsca w życiu nie poszedł. Bo ja wiem, że one powstały na bazie serii filmu "Piła". I to powinno być wystarczająco przerażające dla normalnego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  4. @marcin d.
    Przede wszystkim wcale nie uważam, że Polska jest tu jakimś szczególnym wyjątkiem, a po drugie, kiedy słyszę o tak zwanych "należytych odbiorach", to dostaję dreszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem tu już długą odpowiedź, ale zapytam inaczej: to co wg Pana leży u podstaw tej tragedii, jaka przyczyna?

      Usuń
    2. Z fragmentów jakie mamy przyczyną był wybuch gazu a przyczyną było nieprawidłowe używanie piecyka gazowego. Taki piecyk nie ma komina i pomieszczenie musi być wietrzone. To trochę tak jakby zamknięty pokój ogrzewać ogniskiem.
      To że to pierdykło w jakimś escape roomie to tylko dodatkowa ciekawostka.
      Teraz Straż powinna się przejść po wszystkich małych sklepikach i budach na targowiskach zanim coś znowu wywali.

      Usuń
    3. My żyjemy od ściany do ściany wstrząsani wciąż serią niefortunnych zdarzeń. Za tzw. komuny było bezpieczniej bo władza o wszytkim wiedziała po jej upadku mamy problem ze zgłaszaniem widzianych zaniedbań bo to kojarzone jest z donoszeniem za pieniądze. Jako społeczeństwo nie mamy wielu zdrowych odruchów. O tym, że w tym konkretnym przybytku rozrywki jest syf wiedziano wcześniej ale nic z tym nie zrobiono. To podobna w mechanice sprawa do tego euroweeku. Pamiętam jak byłem kilka razy w Szwecji mieszkający tam Polacy narzekali że sąsiedzi we wszystko wściubiają nosy i jak tylko zauważą coś co wg nich podpada to bez skrupułów zgłaszają do odpowiednich organów państwowych.

      Usuń
    4. No to co lepsze, więcej wolności czy mniej ofiar.

      Usuń
    5. Ale dając przykład Szwecji nie pisałem że to władza wszędzie wściubia nos i gumową pałę jak u nas za PRLu tylko że społeczeństwo reaguje samo z siebie. Oczywiście to było kilkanaście lat temu, nie wiem jak jest teraz bo sporo się tam zmieniło.

      Usuń
    6. Nie jestem pewny, czy takie społeczeństwo do bólu obywatelskie to jest świat, w którym chciałbym żyć. Bo tam jest moim zdaniem drugie dno, bardzo mroczne. To już wolę nasze polskie spojrzenia spode łba, ale wolnoć Tomku w swoim domku.

      Co innego usługi publiczne i o tym tutaj rozmawiamy.

      Usuń
  5. @marcin d.
    Nie ma takiego dylematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzam się Panie Krzysztofie. Ja jestem za wolnością człowieka tak długo, jak nie naraża on innych przez swoje lenistwo, chciwość lub głupotę. Albo wszystko na raz. I dlatego w społecznościach potrzebna jest kontrola, służby publiczne i zasady. To ogranicza wolność jednostki w sposób oczywisty, rzadziej lub częściej. Ale ogranicza też potencjalne ofiary wśród innych jednostek. A że ta kontrola to łatwe poletko do nadużyć... no cóż, świat nie jest idealny. I nie ma też idealnych rozwiązań. Utrzymanie optymalnej równowagi między wolnością jednostki a bezpieczeństwem życia w społeczeństwie jest trudne. Stąd zawsze jest pewien dylemat.

      Usuń
    2. @marcin d.
      Otóż tak. Tak kontrola to poletko do nadużyć i dlatego mówię, że nie ma takiego dylematu.

      Usuń