niedziela, 27 stycznia 2019

O arytmetyce współczucia


Na ten niedzielny poranek i resztę dnia proponuję swój najświeższy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Mam nadzieję, że damy radę.     


      Kiedy piszę ten tekst, myślę sobie, że znaczna część z tych z nas, którzy wciąż pozostają pod wrażeniem zabójstwa Pawła Adamowicza, musi przeżywać ciężki szok spowodowany faktem, że zanim jeszcze nie wystygło wspomniane ciało, najpierw telewizja TVN24 zaproponowała wdowie po Zmarłym ekskluzywny wywiad, a ta, co jeszcze ciekawsze, ochoczo tę propozycję przyjęła. Co do mnie, zachowuję w tej sytuacji pewien spokój, spowodowany choćby faktem, że na własne oczy widziałem i słyszałem na własne uszy, jak już w chwilę po śmierci swojego męża i ojca obie panie Adamowicz wystąpiły przed kamerą i wygłosiły laudację na cześć Jerzego Owsiaka i jego Orkiestry, wzywając go do nierezygnowania z prezesowania owemu dobroczynnemu projektowi i kończąc swój apel okrzykiem „Siema!” Przepraszam więc bardzo, że wtracam się w cudze emocje, ale proszę mi pozwolić zachować swoje.
      Nie dziwi mnie zatem ani pomysł telewizji TVN24, by zaprosić panią Adamowicz na rozmowę, ani nawet tak wyraźnie zademonstrowana przez nią chęć podzielenia się na gorąco swoimi refleksjami z telewidzami, natomiast chciałbym zwrócić uwagę na jeden element jej wystąpienia. Otóż osobiście nie znalazłem w sobie dość odwagi, by rzucić choćby okiem na to przedstawienie, natomiast, owszem, trafiłem w Sieci na jeden jego fragment, w którym pani Adamowicz oświadcza co następuje:
      Nie czuję nienawiści do tego człowieka, który zabił Pawła, ani nienawiści do jego rodziny. Ja mam ból w sercu, cierpienie, żal, ale wiem, że to zachowanie człowieka, który siedział w więzieniu i był indoktrynowany reżimową telewizją.
      […] Myślę, że to był mord polityczny. Nie w sensie konkretnego zlecenia od kogoś. Ta mowa nienawiści, też politycznej i karmienie tym ludzi spowodowało, że ten człowiek po prostu tak a nie inaczej się zachował”.
      Znów bardzo przepraszam za wtrącanie się w cudze emocje, ale uważam, że nie pozostawiono mi wielkiego wyboru. A zatem przypominam sobie jak w poniedziałek, czy to jeszcze zanim poinformowano o śmierci Adamowicza, czy może już po, rząd ogłosił, że wysyła rządowy samolot do Londynu po mieszkające w Stanach Zjednoczonych żonę Adamowicza i jego córki. Zaraz, chwila, ale co to się tu do ciężkiej cholery dzieje? Ona w niedzielę wieczorem dowiaduje się, że jej mąż został zaatakowany przez nożownika i albo walczy o życie, albo być może już tę walkę przegrał, i zamiast pędzić na lotnisko i łapać pierwszy samolot do Polski, snuje się po świecie, a następnie cierpliwie czeka aż Mateusz Morawiecki po nie przyleci, by nie musiały przepłacać? A kiedy już jest na miejscu, pierwsze co robi to staje przed kamerą i krzyczy „Siema!”, by chwilę później udać się do tej szczujni i oskarżać Bogu ducha winny PiS o to, że zamordował jej męża?
        Szanowna Pani, proszę się łaskawie zamknąć i przy okazji tę samą prośbę przekazać córce. Bo zwyczajnie nie wypada.

Moje książki są jak zawsze albo w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, albo u Michała w warszawskiej księgarni Foto-Mag,  ewentualnie można też pisać do mnie na adreses mailowy k.osiejuk@gmail.com. Zachęcam gorąco.
     


20 komentarzy:

  1. Język nienawiści:

    https://wiadomosci.wp.pl/prokuratura-nie-odpuszcza-magdalenie-adamowicz-chodzi-o-podatki-6342362691807361a

    (...)
    Śledztwo, w którym zarzuty usłyszała Magdalena Adamowicz, żona zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza będzie kontynuowane.
    (...)
    Chodzi o głośne śledztwo, które zostało wszczęte po zawiadomieniu złożonym przez szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Pawła Wojtunika.
    (...)
    w sierpniu 2016 r. Magdalenie Adamowicz (...) zostały postawione zarzuty podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych za 2011 i 2012 roku. Z ustaleń śledztwa wynika, że zataili informacje na temat wysokości swoich dochodów i zysków z wynajmu mieszkań. W ten sposób uszczuplili należny Skarbowi Państwa podatek o ponad 131 tysięcy złotych
    (...)
    Magdalenie Adamowicz (...) grozi kara grzywny do 720 stawek dziennych lub kara pozbawienia wolności. Albo obie te kary łącznie.
    (...)

    Powyższe dane na odpowiedzialność wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Dobrze że dałeś to zastrzeżenie na końcu. Inaczej musiałbym Cię podejrzewać, że Ty tez plujesz jadem.

      Usuń
  2. Są filmiki i zdjęcia jak one tam siedzą w kościele wyluzowane i uśmiechnięte od ucha do ucha. Dziwnie to wygląda. A służba więzienna zdementowała temat oglądania "reżimowej TV" w więzieniu. Kłamstwo goni kłamstwo. Niepojęte w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalazłem ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=ATVu6hoq8wc
    Ja wiem, że się powtarzam, ale oprócz słuchania popatrzcie tylko jak one obie wyglądają, te okulary, te miny. Im trzeba współczuć, i to nie tylko śmierci męża i ojca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I modlić się dla nich o światło Ducha Świętego. One ciągle mają jeszcze szanse, bo dopóki żyją jest dla nich Boże miłosierdzie. Potem już będzie tylko sprawiedliwość, tak jak teraz dla niego.

      Usuń
    2. @marcin d.
      Ja się tylko zastanawiam, czemu nikt nie mówi o tym, że one wszystkie zostawiły go w tym swoim ukochanym Gdańsku i spieprzyły do Kaliforni.

      Usuń
    3. Bo kultowe Miami za drogie?

      Usuń
    4. Desperacja z jaką ci ludzie aspirują wciąż robi na mnie wrażenie...

      Usuń
    5. Dyzma: Co miałem powiedzieć, przeczytałem. Podobnie było nad trumną Adamowicza.

      Usuń
  4. @marcin d.
    Myślę, że tu nie chodziło o aspiracje, ale o strach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed strachem na bank będzie chciała się schować w Parlamencie Europejskim.Fuszka jak znalazł.

      Usuń
    2. Ze strachy byli poza Polską? To ciekawa hipoteza. Ską∂ wiedziały i dlaczego akurat wtedy się bały. Niestety to wszystko wygląda jak teatr zagrany przez niezbyt wytrwanych aktorów. Jak nasze polskie seriale. Widz siedzi i ogląda, ale coś mu nie pasuje. Niestety połowa widowni usilnie klaszcze.

      Usuń
  5. Jak każdy bloger, pan wszystk wie, ale żona Pawła Adamowicza, gdy się dowiedziała o tym, co stało się z mężem, natychmiast starała się o bibilety do Polski. Jedyne połączenie było przez Londyn, więc zadzwonili z kancelarii premiera, że wyślą po nią samolot, dzięki czemu nie musiała czekać na samolot sześciu godzin... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Unknown
      W obecnej sytuacji, ja mogę tylko zgadywać, natomiast rozumiem, że Ty jesteś wtajemniczony od początku do końca. W tej sytuacji pozostaje już mi tylko współczuć paniom, że tak pechowo akurat znalazły się tak daleko od swojego ukochanego Gdańska.

      Usuń
  6. Zwrot: "zadzwonili z kancelarii premiera ..." albo jest niezręczny, albo należy rozumieć, że to premier organizował jej powrót. Wypada domniemywać, że z własnej inicjatywy, a nie na jej żądanie.

    Do ustalenia jest, gdzie ta inicjatywa ją zastała?

    a) W Kalifornii (np.: "niech Pani tylko dostanie się do Londynu, a mu w tym czasie podstawimy tam samolot")?

    b) Czy może już w drodze do Londynu (np.: "dowiadujemy się, że Pani JUŻ JEST w podróży, lecz utknęła, względnie za chwilę utknie w Londynie i wysyłamy tam samolot")?

    Mnie takie wyjaśnienie jest niepotrzebne, ale Ty (tzn. P.T. Unknown) musisz znać odpowiedź, bo bez niej Twoja krytyka jest gołosłowna.


    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Cała historia z tym lotem z Kalifornii do Gdańska jest tak żenująca, że ja to traktuję jako jedyny powód, że dotychczas nikt na to nie zwrócił uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wdowa ma nadzieję, że na kulcie zamordowanego męża dostanie się do unijnego parlamentu i wten sposób uniknie kary i zostanie ikoną poko. Niestety "kult" zmarł zaraz po porodzie i to przy wydatnej pomocy wdowy. Wniosek; wdowa zostanie z kultem zmarłego jak Himilschbach z angielskim, bo w najbliższych wyborach trumną nikt grał nie będzie, ponieważ ta trumna to tykająca bomba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Unknown

      Przypuszczalnie tak jest. Z tym, że nie należy jej odbierać, że zarazem działa w stanie wzburzenia uczuć oraz chaosu, jak doświadcza każdy po stracie bliskiej osoby.
      Inaczej mówiąc, nie ma podstaw, a tym bardziej sensu, aby ją Z GÓRY dehumanizować do poziomu osoby, hm..., zimnej.

      Jednak, o ile wierzyć przekazom, to w tej Kalifornii schroniła się wraz z córkami wobec odczuwanego zagrożenia w Polsce. Zagrożenie zaś nie dotyczyło męża, ale jej osobiście. Z tym pokrywają się bieżące wiadomości o zarzutach prokuratorskich dotyczących jej osobiście.

      Poziom takiego strachu trudno mierzyć, jednak spowodował, że do tej Kalifornii zabrała obie córki wyrywając je z ich dotychczasowych środowisk.
      Starsza córka (16 lat?) podobno i tak już uczyła się w Stanach, ale młodsza (9 lat?) podlega podstawowemu obowiązkowi szkolnemu, więc chyba ten pobyt w Kalifornii musiał być przemyślany na dłużej.

      Sądząc z jej własnych słów, te istotne a brzemienne dla losu obu córek decyzje miały przyczynę (tylko lub m.in.) właśnie w postępowaniu karnym przeciwko niej samej.
      Można więc rozsądnie przypuszczać, że późniejsza śmierć męża dodatkowo ją przestraszyła, kto ją teraz w kraju otoczy opieką.

      Wg powyższych przypuszczeń, potrafię zrozumieć jakąś zwłokę wynikającą z chwilowej dezorientacji: "lecieć, nie lecieć?". Skoro jednak uzyskała bezinteresowną pomoc od rządu a jednocześnie od chwili zbrodni, nawet do dzisiaj nie ma powodu wątpić w sprawstwo zbrodni i tylko przy wyjątkowo złej woli można tą zbrodnią Z GÓRY obciążać władze, to dopiero w tym momencie otrzymujemy należyte oświetlenie jej obecnej aktywności antypisowskiej.

      W miarę upływającego czasu, gdy nie następuje żadne potwierdzenie POskudnych zarzutów, jej pierwsze emocje powinny opadać, a powinna wzrastać jej osobista orientacja w sprawie roli, jaką jej przypisano.

      Tymczasem jej polityczno medialna agresja antypisowska narasta zgodnie z potrzebami totalistów. Narasta w miarę spadku (a przynajmniej pod brak potwierdzania się) antypisowskich podejrzeń. Narasta więc tylko według propagandowych potrzeb totalsów. Ona te potrzeby najwidoczniej uznała za zbieżne z jej własnymi potrzebami.

      Sory, ale na razie nie chce to wyglądać inaczej. W tej chwili ona ma już gwarancję dostępu do śledztwa. Ja w zamian oczekuję, że wkrótce dowiem się od niej, że w tym śledztwie są jakieś "pisowskie przekręty", a jeśli ich tam nie ma, to ona ...

      ... w tym momencie brakuje mi tu jakiegoś przyjaznego synonimu dla kulturowo zakodowanego określenia: "odszczeka".

      Usuń