niedziela, 20 stycznia 2019

O sterroryzowanej pamięci


         Minął czas narodowej żałoby, który trwała, zależnie od regionu kraju, oraz tego, kto w danym regionie aktualnie trzyma polityczną władzę, i dalsze losy owej smuty zależne są już tylko od, z jednej strony, detreminacji jej organizatorów, a z drugiej oczywiście, od stopnia zamroczenia ofiar stworzonej w całym kraju atmosfery. I niech nikt, broń Boże, nie myśli, że chodzi mi o to, jakie dziś istnieją szansę na powstrzymanie fali nienawiści, która w mniejszym lub większym stopniu determinuje nasze życie społeczne, rodzinne i osobiste od pamiętnej jesieni roku 2005, kiedy to Prawo i Sprawiedlwiość odniosło podwójne wyborcze zwycięstwo, a System - wygląda na to, że nazwa ta znów uzyskuje aktualność - zdecydował, że to właśnie zainfekowanie życia społecznego Polaków fizyczną wręcz nienawiścią i jednoczesne nadanie jej charakteru osobistego, gwarantuje odzyskanie władzy. Otóż nie to jest moim dziś problemem, a to z tego choćby względu, że w moim przekonaniu, ostatnią siłą, która może pozytywnie poruszyć te czarne serca, jest śmierć Pawła Adamowicza i zwołana w związku z nią powszechna żałoba. Dlaczego? A to z tej przyczyny, że jedynym celem rozpętanej histerii nie jest ani oddanie czci zmarłemu Adamowiczowi, ani tym bardziej sprowokowanie ogólnonarodowej refleksji w temacie tak zwanej „mowy nienawiści”, ale wręcz przeciwnie - podtrzymanie owej nienawiści i zintensyfikowanie jej na tyle na ile to tylko możliwe. I nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że jeśli ów plan się powiedzie, to im wiekszy będzie żal po zamordowanym Adamowiczu, tym większa będzie nienawiść do rzekomego sprawcy tego mordu, a więc Jarosława Kaczyńskiego i jego politcznego projektu.
       A zatem, na co liczę? Otóż moim zdaniem, jedyną naszą nadzieją jest to, że publiczna pamięć po Pawle Adamowiczu przeminie równie szybko jak przeminęła po Jacku Kuroniu, Tadeuszu Mazowieckim, Bronisławie Geremku, Andrzeju Wajdzie, Wisławie Szymborskiej, czy Władysławie Bartoszewskim, a więc po tych wszystkich dmuchanych autorytetach, których odejście być może zasmuciło wielu, ale z całą pewnością wśród nich nie było ani jednego z tych co bardzo liczyli na to, by na owym odejściu ubić polityczny interes. Liczę więc bardzo na to, że moje podejrzenia co do tego, że z tych co dziś opłakują tę śmierć, zaledwie nikły procent jeszcze tydzień temu miał w ogóle pojęcie, kto to jest ten cały Adamowicz, są jak najbardziej słuszne i że po raz kolejny się okaże, że oni nie mają już nic, co by mogli przeciwko nam wyciągnąć. I że już nawet ów moralny terror przestał działać, a to w momencie, gdy się okazało, że tak naprawdę o tym, kto to taki ten Adamowicz, wiedział jedynie Aleksander Hall, a o tym kto to Hall, prawdopodobnie nie pamiętał nawet Adamowicz… zaraz, Adamowicz? A może Adamski? Albo Adamczyk? Strasznie podobne te nazwiska.



9 komentarzy:

  1. To jest mem? bo jeśli nie, to będę miała dobry dzień. No bo nie wiedzieć po kim się żałobę w sercu nosi? Jakże tak, no jakże powagę zachować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobry moment, aby zadać pytanie, czy do mowy nienawiści należy zaliczyć wskazywanie hipokryzji zwłaszcza konkretnie tej, która przyszła na pogrzeb?
      Nie tylko na ten w Bazylice Mariackiej, ale i na wszelkie obrzędy poza jej murami.

      Zauważając, że "mową" nie są tylko wypowiedzi słowne, ale każde wyrażenie się, w tym nawet tzw. mem, chodzi mi o to, czy krytyka oczywiście okazanej hipokryzji jest - jako taka - mową nienawiści, czy walką z mową nienawiści?

      Usuń
    2. @Jola Plucińska
      Niestety, tylko mem.

      Usuń
    3. @toyah

      Gdy już się dokonało, chciałbym tutaj wyrazić swoje szczere uznanie dla decyzji Abp-a S.L. Głódzia co do przyjęcia śp. P.Adamowicza do Bazyliki Mariackiej i co do sposobu przeprowadzenia nas przez ostatnie pożegnanie śp. zmarłego.

      Mam na myśli, że począwszy do obecności przy umierającym, cały tydzień, aż po złożenie urny w Bazylice, każda, nawet najdrobniejsza czynność świecka i sakralna Arcybiskupa służyła wezwaniu do pojednania się.

      Na tym tle powstaje praktyczne pytanie, po czym poznamy, że ten, czy tamten wszedł na drogę pojednania?

      Ano i tu Arcybiskup dał nam regułę, że w polityce i w szerszej działalności regułą rozpoznawalności woli pojednania będzie przyłączenie się do solidarnej służby wspólnocie.
      U tego, kto przyłączy się mowa nienawiści po prostu ustanie (jeśli była), bo zawsze jest wyłącznie wtórna, "narzędziowa" wobec odmowy wspólnoty.

      Kto zaś solidarnej pracy dla wspólnoty odmawia, ten staje się niewolnikiem nienawiści z taką mową, która jest jej wyrazem.

      Usuń
    4. Dla antysemityzmu rodzi się nowa świecka konkurencja pt."Mowa nienawiści".Ciekawe,czy konsultowano to z onymi?

      Usuń
    5. Co do pojednania- mam duże wątpliwości, za to co do zgorszenia, jakie zafundował nam Arcybiskup i inni hierarchowie Kościoła katolickiego - 100% pewność.

      Usuń
  2. Tak myślałam, ale mimo to ubawiłam się, bo był przepiękną i przeprawdziwą ilustracją notki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na stronach kodowców co niektórzy piszą o nim Adam Pawłowicz

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.