środa, 8 lutego 2017

O dyskretnym uroku wiktoriańskiego Londynu

     Ponieważ tak się złożyło, że jestem dziś zarobiony po uszy, nie dam już rady napisać tego, co mi chodzi od wczoraj po głowie, w związku z tym chciałbym przedstawić tekst, który ukazał się właśnie w wydawanym przez Piotra Bachurskiego miesięczniku „Polska bez cenzury”. Z jednej strony, jest to tak zwana „crime story”, z drugiej jednak, ufam, że każdy, kto tylko się nieco otworzy, znajdzie tam coś znacznie przekraczającego granice zwykłego kryminału. Zachęcam do refleksji.


      Jestem pewien, że nawet ci z nas, którzy na co dzień nieszczególnie interesują się zagadkami kryminalnymi, wiedzą, w jaki sposób w historii człowieka zapisała się owa ciemna postać, znana pod popularną ksywką Kuba Rozpruwacz. Mało tego. Nie mam wątpliwości, że wielu z tych, którzy słyszeli o owym Kubie Rozpruwaczu, słyszało też przynajmniej raz nazwisko Mary Jane Kelly, a więc piątej i ostatniej z tak zwanych „kanonicznych” ofiar tego szczególnego człowieka. Czemu tak? Powód jest zawsze ten sam. Nawet ci z nas, którzy wręcz demonstracyjnie odmawiają uczestnictwa w tego typu historiach, uważając je za niegodne uwagi ludzi wykształconych i wrażliwych intelektualnie, nie są w stanie zareagować z konsekwentną obojętnością na coś, co zdecydowanie wykracza poza typową „crime story”. A czymś takim jest niewątpliwie historia wspomnianego Kuby Rozpruwacza, no a przy okazji, los tej biednej prostytutki, jednej z jego ofiar.
      Zanim przejdziemy do właściwej części dzisiejszych refleksji, przypomnijmy sobie ową szczególną zbrodnię. Życie Mary Jane Kelly to typowe świadectwo stanu, w jakim znajdowała się wiktoriańska – ale też i w znacznym stopniu już po-wiktoriańska – Anglia, gdzie znaczna część obywateli Wielkiej Brytanii miała przed sobą do wyboru albo śmierć na ulicy, albo codzienną gehennę i w konsekwencji kompletnie nieznany los w owych niesławnych obozach koncentracyjnych, znanych popularnie jako „domy pracy”. Kelly urodziła się prawdopodobnie w 1863 roku w Limerick, w Irlandii, skąd wkrótce potem wraz z rodziną w poszukiwania szczęścia wyjechała do WaliiW wieku szesnastu lat poślubiła górnika nazwiskiem Davies, jednak jak głosi legenda, po paru latach ów Davies zginął na skutek wybuchu w kopalni. W 1884 roku Mary zrobiła coś, co wydawało się być dla niej jedyna drogą i udała się do Londynu, gdzie znalazła pracę również w jedynym wówczas dostępnym dla dziewcząt takich jak ona miejscu, czyli w domu publicznym na East Endzie. Po jakimś czasie, Kelly zakochała się w jednym ze swych klientów i wyjechała z nim do Francji. Ponieważ, jak się można domyślać, ów londyński dżentelmen znalazł sobie na miejscu coś lepszego,  po zaledwie kilku tygodniach Mary wróciła do Londynu. Wiązała się kilkakrotnie z różnymi mężczyznami, między innymi z niejakim Morganstonem oraz z tynkarzem z Bethnal Green. Joe Flemmingiem, nadal naturalnie jednak utrzymując się przede wszystkim z prostytucji.
     Między rokiem 1885 i 1887, Mary Jane Kelly zamieszkiwała w domu niejakiej pani Carthy na Pennington Street. Według  świadectwa siostry pani Carthy, kiedy była pijana, Mary potrafiła być bardzo nieprzyjemna, na trzeźwo jednak była „jedną z najprzyzwoitszych i najmilszych dziewcząt jakie mógłbyś spotkać”. Po pewnym czasie Kelly opuściła dom pani Carthy i związała się ze wspomnianym już tynkarzem.
       No i dalej się tułała.  Kiedy Flemming nie mógł już z nią wytrzymać, poznała handlarza rybami z Billingsgatte, Joe Barnetta. Początkowo para zamieszkała na George Street, potem przeprowadzili się oboje na Little Paternoster Row, potem na Dorset Street, stamtąd na Brick Lane, by z początkiem 1888 roku wynająć pokoik na Miller's Court 13 od niejakiego Johna Mc Carthy’ego. Niedługo później Joe stracił pracę, a ponieważ zaczęli zalegać z czynszem, Mary wróciła do prostytucji.
       30 października między kochankami wybuchła kłótnia, po której Joe wyprowadził się do przytułku na New Street, Bishopsgate. Ponieważ, jak się zdaje, nie był bardzo złym człowiekiem, 8 listopada odwiedził jeszcze Mary, przepraszając że nie może dać jej żadnych pieniędzy, wciąż pozostawał bowiem bezrobotny. I wtedy widział swoją dziewczynę po raz ostatni w życiu.
       9 listopada, McCarthy wysłał swego pomocnika, Thomasa Bowyera, na Miller's Court każąc mu pobrać od Mary zaległy czynsz. Ponieważ Mary nie otwierała drzwi, Thomas zajrzał przez okno i przerażony tym, co zobaczył, sprowadził McCarthy’ego, który równie przerażony natychmiast wysłał Bowyera, by wezwał policję. Na miejsce przybyli, napotkani przez Bowyera na Commercial Street, inspektor Walter Beck i detektyw Walter Dew. Piętnaście minut po jedenastej na miejsce przybył dr George Bagster Philips, policyjny lekarz, zaś kwadrans później zjawił się główny inspektor Frederick Abberline
      W środku policjanci znaleźli leżące na łóżku ciało Mary Jane Kelly, z twarzą zwróconą w ich kierunku. Dziewczyna miała poderżnięte gardło, obcięte piersi, skórę i mięśnie z powierzchni brzucha oraz ud zostały usunięte, a odcięte płaty ciała ułożone starannie na stole przy łóżku. Również z jej ciała wyjęte zostały wszystkie wnętrzności i rozmieszczone na łóżku wokół zwłok. Twarz Mary została zmasakrowała w trudną do rozpoznania krwawą masę. Nigdy nie odnaleziono serca Mary Kelly. Przypuszcza się, że morderca zabrał je ze sobą, lub spalił na kominku, na którym znaleziono ślady dużego ognia. Mary Jane Kelly została pochowana na katolickim cmentarzu w Leytonstone.
     Jak wiemy, zabójca Mary Jane Kelly, podobnie jak pozostałych londyńskich prostytutek, nigdy nie został ani ujęty, ani zidentyfikowany. Do dziś kryje się pod wspomnianym imieniem Kuby Rozpruwacza, a na jego temat krążą coraz to bardziej fascynujące legendy, jak choćby ta, opisana w słynnym dziele komiksowym Alana Moore’a i Eddiego Campbella, gdzie zabójstwo Mary Jane Kelly jest przedstawione jako mord rytualny o podłożu jednoznacznie satanistycznym.
      Ale jest jeszcze coś, co powinno zainteresować szczególnie nas tutaj właśnie czytających ten tekst. Otóż są bardzo poważne podejrzenia i to niekiedy przekraczające granice zwykłej plotki, czy legendy, że owym Kubą Rozpruwaczem był nie kto inny, jak nasz rodak, niejaki Seweryn Antonowicz Kłosowski, postać jak najbardziej realna i opisana bardzo dokładnie w odpowiednich źródłach. I jemu to przede wszystkim chciałbym poświęcić dzisiejsze refleksje. Otóż ów Kłosowski urodził się 14 grudnia 1865 roku w wiosce o nazwie Nagórna, dziś stanowiącej część Koła. Jak wskazuje znalezione przy nim podczas aresztowania świadectwo, w wieku 14 lat Kłosowski został przyjęty na praktyki do działającego w miejscowości Zwoleń lekarza nazwiskiem Mosze Rappaport, któremu pomagał w zabiegach związanych z kuracją przy pomocy pijawek. Korzystając z tego doświadczenia, kiedy uzyskał odpowiedni wiek, zapisał się na przyspieszony, zaledwie trzymiesięczny kurs chirurgii w szpitalu na warszawskiej Pradze. Po ukończeniu kursu, podjął pracę w jednym z warszawskich szpitali, najpierw jako pielęgniarz, a następnie asystent lekarza.
     Prawdopodobnie około roku 1886, choć są teorie, że stało się to dopiero w roku 1888, Kłosowski zostawił dom i żonę, wyjechał do Londynu, zamieszkał w jego niesławnej Wschodniej Dzielnicy i zatrudnił się jako fryzjer. Tuż po przyjeździe, poznał Polkę nazwiskiem Lusia Badewska, z którą wziął ślub i która urodziła mu dwoje dzieci.
     Jako że wszystkie słynne zabójstwa prostytutek przypisywane działalności Kuby Rozpruwacza miały miejsce w roku 1888, moment, kiedy Kłosowski przybył do Londynu ma pewne znaczenie, tak czy inaczej, nawet przy najbardziej dla niego korzystnym układzie zdarzeń, nie można w żaden sposób wykluczyć, że za owymi zabójstwami stoi właśnie on. Nic bowiem nie stało na przeszkodzie, by postanowił on testować swoje chirurgiczne umiejętności, zdobyte jeszcze podczas praktyki u wspomnianego Rappaporta, właśnie tam i wtedy.
     No ale wróćmy do tego, co wiadomo na pewno. Otóż mniej więcej w tym samym czasie, gdy cała londyńska policja zajęta była kompletnie bezskutecznym rozwiązywaniem owej strasznej zagadki śmierci Mary Jane Kelly, Kłosowski wyjechał z Lusią do Stanów Zjednoczonych i oboje zamieszkali w New Jersey. No ale i tu wpadamy na kolejny kłopot, a mianowicie związany z dokładną datą przybycia Kłosowskiego do Stanów. Bo oto, jak się okazuje, albo tuż przed jego pojawieniem się na miejscu, względnie tuż po, doszło do słynnego zabójstwa miejscowej prostytutki, niejakiej Carrie Brown, której ciało zostało potraktowane w znanym nam już aż nazbyt dobrze stylu słynnego londyńskiego mordercy. Tak czy inaczej, zabójca Brown nigdy nie został zidentyfikowany, natomiast sam Kłosowski po paru latach snucia się po Nowym Jorku i okolicach wrócił do Londynu, gdzie pierwsze co zrobił, to porzucił Lusię i zaczął się pojawiać z kolejnymi kobietami, które przedstawiał, jako swoje pełnoprawne żony. W ten sposób w jego życiu pojawiły się kolejno Sarah Annie Chapman, od której przyjął swoje angielskie nazwisko George Chapman, i którą, podobnie jak swoją pierwszą londyńską żonę, z nieznanych powodów postanowił oszczędzić, oraz Mary Isabella Spink, Bessie Taylor i wreszcie Maud Marsh, które po kolei zmarły w wyniku zatrucia zabójczym związkiem antymonu, które, jak się ostatecznie okazało, Kłosowski kupił w lokalnej aptece. 19 marca 1903, za zabójstwo Maud Marsh, został skazany na śmierć i w niespełna trzy tygodnie później powieszony w więzieniu Wandsworth. Tuż po śmierci męża, Lusia Kłosowska wyszła ponownie za mąż, za Polaka naturalnie, niejakiego Franciszka Szymańskiego.
      Teoria, jakoby to Kłosowski był faktycznym Kubą Rozpruwaczem zaczęły pojawiać się niemal tuż po jego aresztowaniu, kiedy to policjant, który doprowadził Kłosowskiego do komisariatu, George Godley, miał usłyszeć od komisarza Abberline następujące słowa: „No to macie w końcu swojego Rozpruwacza”.  W dwóch kolejnych prasowych wypowiedziach ten sam Abberline zasugerował, że to Kłosowski właśnie jest odpowiedzialny za zabójstwa roku 1888, swoje podejrzenia opierając na tym, że podczas jednego z policyjnych przesłuchań, Lusia Kłosowska przyznała, że w czasie, gdy dochodziło do kojarzonych z Kubą Rozpruwaczem morderstw, Kłosowski na długie godziny wychodził nocą z domu.   
      Od tego czasu, kolejni analitycy przedstawiali najróżniejsze teorie dotyczące ewentualnej odpowiedzialności Kłosowskiego za zbrodnie z roku 1888 i przyznać trzeba, że owych teorii jest tyle samo, co osób je prezentujących. Część z nich lekceważy ewentualność odpowiedzialności Kłosowskiego niemal zupełnie, część absolutnie nie wyklucza tej możliwości, no a część wiąże Kłosowskiego z Kuba Rozpruwaczem niemal bez najmniejszych wątpliwości i to ich zdanie nas tu najbardziej interesuje. Wskazują oni mianowicie na fakt, że wedle wszelkich relacji, Kłosowski był osobą o niespotykanej brutalności w stosunku do kobiet, w tym nawet do pierwszej ze swoich „żon”, Lusi Badewskiej, która zeznała, jak to podczas ich pobytu w Stanach Kłosowski regularnie dręczył ją zarówno fizycznie, jak i psychicznie, opisami najbardziej wymyślnych tortur, jakie sobie wobec niej zaplanował. Oczywiście, przeciwko Kłosowskiemu przemawiają też jak najbardziej jego niewątpliwe umiejętności, jakich nabył podczas swojej szpitalnej praktyki jeszcze w Polsce. I właściwie, gdyby nie kłopoty, jakie siłą rzeczy mamy z ustaleniem dokładnego czasu, kiedy to Kłosowski najpierw przybył do Londynu, a następnie znalazł się w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo prawdopodobne, że dziś bylibyśmy znacznie bliżej rozwikłania owej szczególnej kryminalnej zagadki.
       No ale wydaje się, że nie to jest dla nas akurat najbardziej istotne, kim tak naprawdę był ów słynny Jack the Ripper. To nad czym moglibyśmy się dziś zastanowić, to, jak to jest w ogóle możliwe, że nie tak przecież dawno temu, nastał taki czas, i to akurat w Londynie, sercu cywilizowanego świata, pod czujnym okiem Imperium i jego wspaniałej królowej, mogło dojść do aż takiego upadku owej cywilizacji. Przyjdzie dzień, że ktoś i za to będzie musiał odpowiedzieć.



Zapraszam wszystkich do kupowania naszych książek. Wszystkie dostępne są w księgarni pod adresem www.coryllus.pl. I właściwie dalej już można nie szukać.

14 komentarzy:

  1. W każdym razie zarówno z Kuby Rozpruwacza jak i Sherlocka Holmes'a potrafili zrobić ciekawy towar do promocji i sprzedaży. Kiedyś książki, teraz seriale i filmy z detektywem już są bardzo popularne, może niebawem powstawnie świetny serial o Ripperze. Myślę, że ta historia raczej w turystach i obcokrajowcach budzi dreszczyk zaciekawienia i nie rzuca zupełnie złego światła w ich oczach na Wielką Brytanię.

    A z drugiej strony jak się popatrzy na Londyn 19 wieku w tych nawet filmach, to strach się bać. Brud, smród i ubóstwo. No cóż, może właśnie tak wyglądają imperia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marcin d
      Ja się nie znam, ale oni robią wrażenie wyjątkowe.

      Usuń
  2. Porządne imperium potrzebuje ciemnych, brudnych zaułków i szemranych pielęgniarzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. P.Toyah czytam pana od tygodnia i podziekowania za kolejny kamień który pan podnosi. Taka różnorodność tematów. I tak opowiedzianych w nietypowy sposób. To co Pan pisze to smutna prawda. Może zagadka, raczej zgadywanka dla Pana, jaki polski zespół ma na YouTube oglądalność 80 000 000, po prostu można się załamać. W takim razie lepiej ja Panu podeślę akordy, dajmy na to C a d G , a Pan niech zrobi resztę. Podpowiedź, żaden zespół z przed 2014.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @jacek359
      Ależ ja się domyślam, że to musi być coś nowego. Niestety ja się na nowej muzyce znam słabo, pomijając hip-hop. Ale to z pewnością nie jest to.
      Niech Pan i natychmiast mówi, co jest lepsze od Zenka?

      Usuń
    2. Już odpisuję, chciałabym dać drugie ułatwienie, ale ..., więc niech Pan wpisze zespół Akcent

      Usuń
    3. @jacek359
      No ale Akcent to Zenek. Zgadłem!

      Usuń
    4. I dalej Przez Twe Oczy Zielone Oficial Video, i to wszystko o czym Pan pisze tu wychodzi, chciało by się powiedziec coś więcej , ale ja nie jestem taki odważny jak Pan.

      Usuń
    5. W takim razie, nie przewidziałam żadnej nagrody, ale kupię Pana książki jak lecą. Gratulacje

      Usuń
    6. Te 80 mln robi wrażenie, więc właśnie to włączyłem. Oczywiście nie znałem wcześniej, ale jak ktoś siedzi ciągle jak konserwa w latach 60, 70-tych i początku 90-tych, to tak jest, nic nie wie co się dzieje.
      No - ale moja żona od razu zareagowała, że tak to leciało zawsze na imprezach integracyjnych jej firmy, na które jeździła 2 lata temu. I wszyscy oczywiście skakali.
      Moim zdaniem za takimi produktami stoi dobre rozpoznanie psychologiczne i rynkowe. I to jest peeln profesjonalizm. Niestety zarazem to jest to obniżanie "kultury" pop do takiego poziomu, żeby spodobało się 80 mln ludzi. I to jest straszne.

      Usuń
    7. To jest profesjonalizm, można by oczywiście, tak jak Niemcy to robią uczynić z tego główny nurt oficjalnego popu rodzimego. Ale chyba się nie opłaca.

      Usuń
    8. @marcin d.
      To jest okropnie skomplikowana sprawa z tym całym disco polo. Powiem szczerze, że ja jestem bezradny. Ale może spróbuję coś na ten temat napisać.
      Inna rzecz, że podobno te miliony można jakoś kupować

      Usuń
    9. @Jarosław Zolopa
      To JEST profesjonalizm. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.

      Usuń