środa, 22 lutego 2017

Czy wróż Maciej kupi telewizję TVN?

           Zajrzałem wczoraj parę razy na stronę tvn24.pl, żeby sprawdzić, czy ci durnie się w końcu znajdą sposób, by bezpiecznie poinformować o tym, o czym huczy cała Polska, czyli o przedstawieniu, jakie w minioną sobotę wystawiono w Teatrze Powszechnym w Warszawie, no i zgodnie z moimi obawami, oni w końcu uznali, że może zamiast tego lepiej będzie poinformować, że podczas gdy w Polsce VIP-y jeżdżą po ulicach, jak wariaci, to w Niemczech pod tym względem panuje umiar, wdzięk i elegancja. Ja oczywiście rozumiem, że poziom desperacji, jaki został osiągnięty po tamtej stronie, dopuszcza najróżniejsze ekscesy, ale to, że oni wciąż liczą na to, że ów wypadek w Oświęcimiu, o którym dziś w sposób zupełnie naturalny pies z kulawą nogą już nawet nie pamięta, cokolwiek zmieni w ich ponurej sytuacji, uważam za osiągnięcie naprawdę nie lada. Obolała premier Szydło przypięła nową broszkę i wróciła do pracy, pieniądze na seicento już prawdopodobnie poszły na spłatę długów tamtego cwaniaka i jego znajomych, nawet sam Sebastian już pewnie zrozumiał, że poseł Budka już nie zadzwoni, a ci jakby wciąż jakby coś ich trzymało za gardło.
      Szczerze powiedziawszy, w pewnym momencie wydawało mi się, że oni się zreflektowali, gdy gdzieś w środku zeszłego tygodnia wrzucili reportaż o tym, jak to parę lat temu gdzieś jakiś kierowca zajechał drogę jadącemu na sygnale samochodowi policyjnemu i podobno sąd uznał winę policji. To bowiem, co oni pokazali na załączonym filmie było tak głupie, że po paru chwilach sami się chyba zorientowali, że tak się nie da i ów materiał w cholerę usunęli. Może zresztą opowiem, bo to naprawdę było coś. Otóż sytuacja jest taka – a TVN nam ją bardzo wyraźnie pokazał – że jedzie sobie ktoś po prawym pasie dwupasmówką i nagle pragnie zjechać z drogi w lewo. Ścina jednak ów zjazd w taki sposób, że przejeżdża przez podwójną ciągłą, wjeżdżając prosto pod jadący po wewnętrznym pasie ów policyjny samochód. Nie jestem kierowcą, nie znam się na przepisach, natomiast to co zobaczyłem było tak oczywiste, że gdyby mu to jakoś obrazowo przedstawić, to chyba nawet mój pies by wiedział, że tak jeździć nie wolno. Dlaczego sąd uznał winę policjanta, tego nie wiem, ale domyślam się, że tego poza wspomnianym sądem nie wie nikt, nawet autorzy owego reportażu. Najzabawniejsze jednak było to, że śledczy z TVN-u zadali sobie trud, by odnaleźć znajomych tego kierowcy, a ci im powiedzieli, że to jest oczywiste, że ich człowiek nie mógł widzieć nadjeżdżającego radiowozu, bo przecież gdyby widział, to by mu nie wjechał jak głupi pod koła. Daję słowo, że tak to zostało przedstawione: on nie mógł wiedzieć, że coś z tyłu nadjeżdża, bo przecież inaczej by się zatrzymał, prawda? No a skoro nie mógł wiedzieć, to znaczy, że ten policjant go zaskoczył. No a, jak wszystkim wiadomo, zaskakiwać na drodze nie wolno nawet rządowej kolumnie, a co dopiero jakiemuś policjantowi. I stąd słuszna decyzja sądu.
      A więc, jak mówię, podał TVN tę informację, pokazał ów film, wyjaśnił nam wszystkim, że oto często jest tak, że to obywatel ma rację, a nie władza, zwłaszcza faszystowska, i niemal natychmiast złapał się za głowę i to wszystko usunął. A ja sobie tylko pomyślałem, że oni chyba faktycznie już zrozumieli, że popadają powoli w śmieszność i będą musieli poszukać jakiegoś innego tematu. Tymczasem minął tydzień, a tu się nagle okazuje, że jednak nie ma wyjścia i trzeba się jeszcze jakiś czas powozić na temacie rządowych samochodów, które zaatakowały polskie drogi. A nuż pisowski ludek się zainteresuje i machnie ręką na to całe 500+.
     Otóż nie. Nie uda się i o tym już wiedzą wszyscy z wyjątkiem tych biedaków, o których w zeszłym tygodniu pisał „Newsweek”, jako o ludziach najzwyczajniej w świecie chorych. Wystarczy zresztą rzucić okiem i porównać poziom propagandy w obu telewizjach, gdzie z jednej strony Anita Werner rozmawia z byłymi posłami Kowalem i Zemke o ministrze Waszczykowskim, a z drugiej propagandziści Wiadomości TVP, urządzają nam święto, jakie można porównać tylko z najlepszymi latami czasów sekretarza Gierka, by wiedzieć, jak się sprawy mają. No więc myślę sobie, że ostatecznie niech może oni faktycznie dalej gadają o tych piratach drogowych z PiS-u, nawet w rozmowie z Longinem Pastusiakiem. Zawsze to lepiej, niż gdyby nagle postanowili nam objaśnić sens owego wybryku w Teatrze Powszechnym. Jeszcze by chlapnęli coś tak głupiego, że w efekcie równie dobrze mogliby te swoją stację wystawić na licytację, a kupił by ją od nich wróż Maciej, albo ktoś jeszcze gorszy. Toż to byłby, panie, wstyd na całą Unię Europejską, że nie wspomnę o Jamajce i Gabonie.


Zachęcam gorąco wszystkich czytelników do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia również i moje książki. Naprawdę warto.

16 komentarzy:

  1. Tak się ostatnio coraz bardziej zastanawiam dlaczego u Coryllusa wrze dyskusja, a tutaj komentarzy mniej i takie bardziej powściągliwe.
    Nie wiem, czy i jaką teorię na ten temat wygłoszą inni, ale ja po przeczytaniu prawie każdej Twej kolejnej notki, jedyne co mógłbym zrobić, to dodać słowo "Amen".
    Mając jednak świadomość, że to dyskusji raczej nie ożywi, zazwyczaj wybieram milczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Krzysztof pisze notki takie raczej do przemyślenia niż do dyskusji.

      Usuń
    2. @betacool
      Tu nigdy nie było zbyt wiele komentarzy. Najczęściej było tak, że ludzie przychodzili, czytali i wracali dopiero na drugi dzień dzień. Moim zdaniem wśród czytelników tego bloga nie ma tak naprawdę zbyt wielu tak zwanych internautów. A czemu tak się stało, to, powiem szczerze, że nie mam pojęcia, ale przyznaję, że ten stan rzeczy mi bardzo odpowiada.

      Usuń
    3. @ betacool - Krzysztof pisze nie tylko notki (teksty autorskie), ale i zupełnie inaczej reaguje, niż Gabriel na komentarze (wpisy) swoich czytelników. Dlatego wg. mnie dyskusja, czy polemika w jego blogu ma inny charakter i wymiar. Zawsze zdecydowanie ważniejsza jest jakość, niż ilość - nie tylko w necie.

      Usuń
  2. @Autor
    Krótka historyjka z życia. Znajomy - rowerzysta, powiedzmy zawodowiec - został kiedyś potrącony przez samochód na ul. Puławskiej (szerokiej 3 - pasmowej). Na szczęście niegroźnie. W sądzie na rozprawie sąd spytał kierowcę czy widział rowerzystę. Ten odpowiedział, że nie.
    I to sądowi wystarczyło do uznania winy kierowcy. Prosta sprawa. Jak nie widzisz co się dzieje - nie powinieneś jeździć!
    Więc co to był za sąd w opisanym w notce wypadku???

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Oczywiście, że lepiej niech się nie biorą za wyjaśnianie. Tak sobie zestawiam np. felieton Karnowskiego we Wpolityce.pl w sprawie wycinki drzew z tą charakterystyczną nadgorliwością "nie w tę stronę co trzeba", a bez jasnego wykaśnienia tła, z tą prowokacją zwaną dla niepoznaki teatrem - to lepiej niech nie wyjaśniają. Bo będzie jak z wycinką drzew, że tylko rozzłoszczą zwykłych ludzi i zachęcą zielonych do nagonki na min. Szyszkę. Chyba, że oto chodzi? Że Glińskiemu ten Szyszko przeszkadza...
    Możesz mieć bowiem inne zdanie, panie Krzysztofie, ale ja sądzę, że dla większości ludzi prowincji głosujących PIS ma twarz Szyszki, a nie Glińskiego.
    Tylko po co to wszystko. Niech lepiej się nie biorą za nagłaśnianie tego satanizmu.
    Te spektakle tylko potwierdzają, jak oni Polaków nienawidzą, jak bardzo chcą nas wymordować.
    Na początek mam nadzieję, że te wszystkie wypadki zachęcą ludzi po sięgnięcie po oręż modlitwy różańcowej, na początek...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy sprawie z Teatrem Powszechnym bardzo podoba mi się używanie słowa "kontekst". Każdy się zasłania, że on nie może krytykować sztuki, bo nie zna kontekstu w jakim jest scena wycierania flagi Watykanu, wieszania posągu Jana Pawła II. Oczywistą oczywistością jak była palona kukła Żyda we Wrocławiu, to o kontekst się nikt nie pytał.

    Teraz widzę, że jest już jazda ze słowami Kaczyńskiego o tym, że jestem Panem... i znów nikt o kontekst się już nie pyta, tylko wali, że Kaczyński chciał powiedzieć o rasie panów, tudzież odkopać spór chłopów z Panami, a przecież z Panami to my w 1939 roku skończyliśmy.

    Ja zadałbym tym kontekstowcom pytanie, czy widzą w jakimkolwiek kontekście scenę w Której wiesza się pomnik Bartoszewskiego? albo wyciera flagę Unii Europejskiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grudeq
      Stare numery. Albo "kontekst", albo "skoro nie widziałeś, to nie oceniaj".

      Usuń
  5. No masz, ale wyszło. Osobiście nie posiadam telewizora, ale pewni ktosie, u których wczoraj wieczorem chwilę byliśmy - owszem, mają. No, a że Oni, to są faktycznie ONI, więc był i program nie wiedzieć czemu nazwany "Fakty". Widziałem i to o niemieckich kolumnach rządowych, widziałem też ową histeryczną propagandę w obronie uciśnionych drzew i jeszcze jakieś tam głupoty. Mam spostrzeżeń wiele - a zarazem jakby jedno... Odkąd kilka lat temu wyrzuciliśmy TV, to przyznaję się bez bicia - rozjechaliśmy się "ze światem" na jakieś 100 lat świetlnych. Ja tam po prostu siedziałem (a ściślej - stałem) z "otwartą buzią" i nie mogłem wydobyć słowa. Inny świat to mało. Brakuje mi właściwego określenia. Wstrząśnięty, zdruzgotany, zszokowany. I już nawet nie programem jako takim - bardziej "spijaniem" tego, co się tam sączyło, przez widzów.
    Dziś bym nie wierzył, że wczoraj widziałem to co widziałem, ale Pan MUSIAŁ mi to przypomnieć.
    Mam to Panu za złe ;)
    Widziałem jakiś czas temu propagandę "NASZĄ" i co prawda też miałem pogruchotane kości, ale nie było to 100 lat. Może max 10. Albo i mniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Sławomir Kuglarz
      Różnica jest taka, że my się opieramy jednak na jakiejś tradycji, a oni wszystko budują od początku.

      Usuń
    2. Panie Sławku, ja wczoraj oglądałem Fakty po dwumiesięcznej przerwie i do tej chwili jestem w szoku. Ten stek beszczelnych kłamstw poprostu mnie powalił. Oni już nie potrafią manipulować, albo posiedli wiedzę, iż można poziom obniżyć.

      Usuń
    3. @Anonimowy
      Jeszcze raz apeluję o korzystanie z opcji "nazwa" podczas komentowania.

      Usuń
  6. Any tradycji stalo sie zadosc: Amen!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też jestem. Tyle, że akurat walczę na innym boisku (front ten sam), a tu szczęśliwie bez zmian.

    Aktorzy i ich spazmy (nazywane kontekstami) nie zasługują na tutejszą analizę. O tego są lekarze (i rakarze). Co innego podyskutować o kontekście.

    Niestety, mamy do czynienia z epikryzą analogiczną jak w przypadku islamistów w kontekście terrorystów: "może nie każdy aktor to zbok, ale każdy zbok jest aktorem". Na tym polega siła poznawcza omawianego kontekstu.

    Co do innych kontekstów, to zboczeniami nie ma się co zajmować póki akcja na scenie. Gorzej z widownią i już przypadek tej apologetki teatralnego zboczenia, tej Szlezwik-Holsztajn, każe się zastanowić, co w obecnym prawie wyborczym jest aż tak spieprzone, iż do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej dostają się osobniki aż tak przepojone nienawiścią do wszystkiego, co polskie.

    Jeden taki obciążnik już nas odciążył wybywając do Brukseli skąd ujrzeliśmy jego zalety. Może więc tę Szlezwik wysłać na jakąś komisarkę. Tzn. postawić i ją tak wysoko, aby z oddali każdy ujrzał jej antypolskie zboczenie.

    Jakiś przykład jej koleżankom należy się. O czymś przecież muszą zazdrośnie plotkować.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Orjan
    Ja mam wrażenie, że ona akurat oszalała dopiero podczas pracy w Sejmie.

    OdpowiedzUsuń