niedziela, 3 kwietnia 2016

Viva la muerte, czyli powrót do przyszłości - repryza

W polskich kościołach odczytano komunikat biskupów w sprawie ochrony życia, a tymczasem wokoło roznosi się wrzask: „Zabij!” W tej sytuacji chcę przypomnieć swój już bardzo stary tekst, jeszcze z roku 2008, pod bardzo znaczącym tytułem „Viva la muerte!”

Minął kolejny dzień, gdy nad dziewczynką o imieniu Agata unosi się dyskretny szept: Chcesz tego. Zabij.
Kiedy przez moją Polskę przetoczyła się pierwsza, wielka fala dyskusji o mordowaniu dzieci nienarodzonych, dopiero aspirowaliśmy do swojego miejsca w Europie. Było to wprawdzie wiele lat temu, ale taka to moja skaza, że pamiętam te emocje, pamiętam nazwiska i twarze, słowa i argumenty.
Pamiętam jednak również to, że w tym zbydlęconym świecie, bardzo często poważne dylematy są jedynie pretekstem do załatwiania przez ludzi złych i fałszywych swoich powszednich interesów.
Wiem bardzo dobrze, że ani ludzkie nieszczęście, ani cudza rozpacz, ani nawet czyjaś śmierć nie jest dla wielu żadnym powodem do refleksji innej, niż związanej z doraźnym interesem.
Dlatego, przyznam szczerze, ani postępowanie mediów, ani też moralna postawa zwykłych obserwatorów wobec śmierci Agaty Mróz i tego, co można było z niej uzyskać, nie za bardzo mnie zaskoczyły.
Jedyne, co dla mnie nowe, to to, ze w stosunku do początku lat dziewięćdziesiątych, gdzie wszystko dopiero się organizowało, więc tak zwany obywatel jeszcze tylko słuchał, przyglądał się i wchłaniał, wchłaniał, wchłaniał, dzisiejszy obywatel znacznie się usamodzielnił, a między nim i jego twórcą nastąpiła wyraźna symbioza. Teraz świadomy obywatel może już nawet nową rzeczywistość współtworzyć.
Widziałem, jak to pięknie działa niedawno w naszym Salonie. Słyszałem te oklaski nad trumną Agaty Mróz, a dziś widzę już tylko oczy tych z Was, którzyście się zabrali za inną już Agatę i czyhacie na kolejną śmierć.
To co Wam przyniosłem, to nie jest zły sen. To nie mój koszmar. To moja chora wyobraźnia. Mam nadzieję, że jakoś to zniesiecie.

Szanowny Panie Marszałku, Pani Prezydent, Panie i Panowie Posłowie! Wydawało się, że społeczeństwo polskie wystarczająco długo korzysta z dobrodziejstw uczestnictwa w czymś, co nazywamy Nową Kulturą Europejską, by zrozumieć, że czasy obskuranckiego dogmatu i czarnego zabobonu odeszły w niesławną niepamięć. Wierzyłem w to i wierzyłem również, że te przykre występy, z którymi mieliśmy do czynienia jeszcze ubiegłym, 2012 roku, to był jedynie bezmyślny wybryk paru chorych z nienawiści pań w moherowych czapkach. Z przykrością dziś, jako przedstawiciel ugrupowania, mającego w swojej nazwie dumne słowo "odnowa", mam obowiązek zawołać: "Oni żyją!" Wszyscy tu zgromadzeni na tej sali wiemy, o co chodzi i o kogo. Przed tygodniem, w jednej z warszawskich klinik, nasi specjaliści przeprowadzili kolejny już w tym miesiącu, o ile dobrze pamiętam, szesnasty, czy siedemnasty może, zabieg aborcji. Niestety, również po raz kolejny, nieliczne, ale jakże krzykliwe grupy, podnoszą larum, próbując powstrzymać coś, co nieuniknione. Powiem więcej, nieuniknione i ostateczne. Prawo do swobodnej aborcji do trzeciego roku życia jest prawem ostatecznym, ponieważ ostateczny jest także odwrót od tego, co wszyscy tak dobrze pamiętamy. Tak, tak, panie pośle. Ja pamiętam, pan pamięta i wszyscy tu zebrani, w tym Pan Marszałek i Pani Prezydent, pamiętamy te wszystkie nieprzespane noce, te zszarpane nerwy, tę nikomu niepotrzebną nienawiść. Pamiętamy te małe dzieci, nielegalnie, bez odpowiednich warunków, bez odpowiedniej higieny, bez odpowiedniego nadzoru, zabite w najbardziej nieprzyjemny sposób tylko dlatego, że wielu z nas, zostało w pewnym momencie naszego życia w wolnej i wielkiej Europie, bez żadnego jasnego powodu i – powiem brutalnie – bez litości, pozbawionych prawa do obrony przed niegrzecznym dzieckiem. Mało tego. Nie dość, że zostaliśmy pozbawieni tego najbardziej oczywistego prawa człowieka, to za próbę demonstrowania naszej godności i naszych najbardziej szlachetnych pragnień, prawo państwowe stosowało wobec swoich obywateli ciężkie i okrutne kary. Wszyscy powinniśmy mieć dobrą pamięć i niech pan, panie pośle, nie udaje, że te czarne czasy to czyjaś fantazja. Wspomniałem o nieprzespanych nocach, bo to przykład szczególnie drastyczny. Ale to przecież nie wszystko. Czy już niektórzy z nas zapomnieli, co czuje dorosły, odpowiedzialny, spragniony najprostszej rozrywki człowiek, który nie może wyjść z domu się zabawić, albo czasem – tak, tak – pooglądać w spokoju mecz w telewizji, bo dziecko się pochorowało i nie umie się powstrzymać od płaczu? Czyśmy już zapomnieli, jak się czuje człowiek chcący w spokoju i w kulturalnych warunkach uprawiać seks ze swoją partnerką, lub partnerem, gdy nagle trzeba wstać i uspokoić marudzącego dwu, czy trzylatka. Jak krótka jest nasza pamięć, jak ograniczona nasza wrażliwość. Czy ci wszyscy, którzy tak łatwo i tak bezmyślnie załamują ręce nad tym zeszłotygodniowym zabiegiem, wiedzą cokolwiek o gehennie, którą przez ostatnie trzy lata przeszli opiekunowie tej usuniętej dziewczynki? Czy ci wszyscy, którzy z taką łatwością szafują słowem życie, zastanowili się raz chociaż, jak niegodne życie mieli ludzie o wiele ważniejsi, o wiele poważniejsi i o wiele istotniejsi dla dalszego postępu i rozwoju naszego wspólnego domu o nazwie Europa, niż ta niegrzeczna i chorowita osoba? Czy pani, pani poseł, potrafiłaby z czystym sumieniem stanąć przed matką pozbytego się już szczęśliwie dziecka i powiedzieć jej prosto w oczy: “Niech się pani dalej męczy”? Od 4 lat, mamy w naszym kraju dobre prawo. Prawo dobre, prawo mądre i, przede wszystkim, prawo wyrastające ze zwykłego, ludzkiego współczucia. Nie pozwólmy, by ludzie głupi i mali - powiem prosto i bez ogródek - ludzie śmiecie, tego prawa nas pozbawili.
(długie, niemilknące oklaski)


Jak Ci się to podoba, mój wykształcony, kulturalny przyjacielu? Rozśmieszyłem Cię? A może zirytowałem?
Co sobie o mnie pomyślałeś? Że jestem głupi, czy może uznałeś, że to, co piszę to demagogia?
Jak się czujesz?
Mam nadzieję, że się obudzisz w nocy z wrzaskiem.

Zapraszam wszystkich na zbliżające się Targi Wydawców Katolickich w Warszawie. W sobotę i w niedzielę z dedykacją autora. Bardzo polecam i zapraszam. 7-10 kwietnia, Arkady Kubickiego, Warszawa. A kto ma zbyt daleko, wystarczy, że odwiedzi księgarnię pod adresemwww.coryllus.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz