piątek, 29 kwietnia 2016

Gdy cały świat wspiera posła Borysława Budkę

Parę dni temu nieznany mi działacz Platformy Obywatelskiej wrzucił na Twittera informację, że Prawo i Sprawiedliwość, konsekwentnie realizując swoją politykę inwigilacji i terroru, usunęło z sali sejmowej kamerę, która dotychczas rejestrowała zachowanie posłów reprezentujących władzę, a wszystko po to, by oni tam mogli robić, co im się żywnie podoba w tajemnicy przed światem. Odpisałem mu, że moim zdaniem to jest kompletna i oczywista bzdura, na co on mnie zapewnił, że nie, no i tyleśmy sobie porozmawiali. Nie minął nawet dzień, kiedy informacja o usunięciu kamery znad głów posłów PiS-u trafiła do ogólnopolskich mediów, a ja zgaduję, że teraz przez pewien czas to ona nas będzie utulała do snu. I to wbrew zarówno oficjalnym wyjaśnieniom osób formalnie odpowiedzialnych, ale też zdrowej logice. No bo spójrzmy na tę sytuację chłodnym okiem. Jaki idiota wpadłby na pomysł, że jeśli zdejmie się tę kamerę, to w ten sposób ukryje się wszelkie przestępcze działania posłów Prawa i Sprawiedliwości, a jednocześnie świat nic nie zauważy. Przecież to jest kompletny absurd. To już znacznie bardziej sensowne i przede wszystkim prościej byłoby prokuratorowi Ziobro całą elitę Nowoczesnej i Platformy postawić przed sądem i wszystkich skazać na wieloletnie więzienie. W końcu, jeśli łamać demokrację, to co szkodzi pojechać po tak zwanej całości? Przepraszam za brutalność, ale o numer z kamerą to ja bym nawet nie podejrzewał Platformy Obywatelskiej z posłem Szejnfeldem na czele. Choć dziś już wiadomo, że mamy do czynienia z zaledwie kolejną próbą opozycji uzyskania choć jednego punktu w walce z PiS-em, nie zmienia to faktu, że refleksje pozostają.
Otóż chodzi o to, że dziś jesteśmy w stanie prawdziwej propagandowej wojny. Grzegorz Schetyna wprawdzie swego czasu określił to, co się nam szykuje, jako „opozycję totalną”, ale jeśli zrozumiemy, co się dzieje w rzeczywistości, to przy tym określenie „opozycja totalna” brzmi jak gra w berka. Jeśli przyjrzymy się temu, jak się rozwija sytuacja w kraju, musimy uznać, że w gruncie rzeczy stoimy w obliczu zamachu stanu, tyle że prowadzonego nie przez wojsko, czy zorganizowane przez opozycję bojówki, lecz przez tak zwane elity i ich reprezentację w najróżniejszych państwowych instytucjach. A konkretnie rzec ujmując, przez władzę sądowniczą, zdominowane skutkiem wyborczego fałszerstwa z roku 2014 samorządy, oraz przez wszelkiego rodzaju związki i korporacje, a wszystko to z pełną autoryzacją ze strony wszelkich możliwych instytucji europejskich.
W którymś z komentarzy w Internecie ktoś zwrócił uwagę, że przez minione 8 lat, kiedy pełnię władzy – i to władzy wszelkiej – pełniła Platforma Obywatelska, PiS konsekwentnie poszerzał swój elektorat i wywalczał dla siebie coraz szersze poparcie, jednak w tym czasie nikomu z naszej strony nie przyszło nawet do głowy, by o pomoc w walce z rządem zwracać się do Europy, czy gdziekolwiek indziej, poza potencjalnym elektoratem. I to jest oczywiście prawda, ale nie wolno nie pamiętać, że kiedy Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji, nie było w całym świecie ani jednej instytucji, do której politycy Prawa i Sprawiedliwości choćby teoretycznie mogliby się zwrócić o solidarne wsparcie. Ani w sprawie inwigilacji, ani braku demokracji, ani fałszerstw wyborczych, ani nawet Smoleńska i tego wszystkiego, co się z nim wiąże. Cały ten okres ośmiu lat to była całkowicie samotna walka prowadzona wyłącznie w oparciu o własne zasoby, wobec której świat pozostawał w najlepszym wypadku obojętny. Nawet sojusznik tak wydawałoby się naturalny, jak Kościół, wspierał tę walkę jedynie przez osobiste zaangażowanie pojedynczych księży i biskupów. Krótko mówiąc, ostateczne zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości roku 2015 to był wynik autentycznej walki w cieniu.
Sposób, w jaki sposób dziś z rzekomo antydemokratyczną władzą walczy opozycja, stanowi doskonałe przeciwieństwo tego, czego byliśmy świadkami przez minione lata. Proszę zwrócić uwagę. Jeśli ocenić sytuację uczciwie, to udział w tej walce osób takich jak Grzegorz Schetyna, Ryszard Petru, Mateusz Kijowski, czy nawet Władysław Frasyniuk z Aleksandrem Kwaśniewskim, ogranicza się do praktycznego minimum. Gdyby nie wsparcie przede wszystkim europejskich instytucji i polityków, a w kraju głównie zdominowanych przez Platformę i PSL samorządów, oraz wszelkiego rodzaju stowarzyszeń prawniczych, polityczna opozycja przede wszystkim by nie istniała, a o tym, by kiedykolwiek powrócić do wielkiej polityki, nawet nie mogłaby marzyć. Petru, Schetyna, czy Kijowski, bez wsparcia instytucji europejskich i lokalnych elit, zostaliby starci z powierzchni ziemi w ułamku sekundy. Gdyby nie politycy z tak zwanej Komisji Weneckiej, my byśmy nie wiedzieli, kim oni są. Bez tej pomocy przeróżnych trybunałów, stowarzyszeń, związków, porozumień, inicjatyw na rzecz, fundacji… można by wymieniać, oni byliby nikim. Ich nazwiska rozpłynęłyby się we mgle bieżących zdarzeń.
I moim zdaniem, ta właśnie refleksja jest niezwykle znacząca, a jednocześnie bardzo pocieszająca dla tych z nas, którzy będąc świadkiem tej niesłychanej wręcz agresji, tracą wiarę. Tu naprawdę nie ma się czego bać. Jeśli tylko Prawo i Sprawiedliwość nie zgubi z pola widzenia podstawowego celu, jakim jest spełnienie oczekiwań tych wszystkich z nas, którzy zarówno wiosną, jak i jesienią ubiegłego roku, oddali swój głos zarówno za prawo, jak i za sprawiedliwość, ten cały skowyt nie będzie miał żadnego znaczenia. Z tego prostego powodu, że tam tak naprawdę nie ma jednego człowieka, który by miał świadomość tego, czym jest człowieczeństwo. To wszystko jest wyłącznie wydrukowane na kartce papieru rozporządzenie. A co gorsza, nikt nawet nie chce się przyznać, że to on je ułożył. W ten sposób, proszę państwa, władzy się nie zdobywa. Nie tak.

Zapraszam wszystkich do księgarni Coryllusa pod adresem http://coryllus.pl/?wpsc_product_category=books, gdzie są do kupienia moje książki. Daję słowo, ze dalej szukać nie trzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz