piątek, 21 lutego 2020

Tablica na bezśnieżną zimę


Najnowszy numer „Polski Niepodległej” dopiero wyrusza do drukarni, tu natomiast mamy już moją najnowszą „tablicę”. Gorąco zachęcam.


Czytelnicy „Polski Niepodległej” mogą sobie pomyśleć, że wracanie tu do postaci marszałka Grodzkiego ma w sobie przede wszystkim coś z perwersji, no a poza tym „Niepodległa”, zwłaszcza w swojej nowej szacie, zasługuje na coś naprawdę lepszego, uważam jednak, że ponieważ jest bardzo prawdopodobne, że już za miesiąc ten dziwny człowiek będzie już tylko ponurym wspomnieniem i nie będzie jednego marnego powodu, by o nim pisać, nic nam nie zaszkodzi, by go jednak w jakiś wesoły sposób pożegnać.
Oto, korzystając pewnie z okazji, że na chwilę zrobiło się o nim cicho, a jego łapówkarskie wybryki zostały wyparte przez kolejne popisy Małgorzaty-Kidawy Błońskiej, z gracją spruchniałej deski w wiejskim wychodku, postanowił on włączyć się do bieżącej debaty politycznej i poinformował Naród, że rak to jest taka choroba, gdzie nie wolno czekać ani chwili, bo każda minuta to walka o życie, i jeśli rząd zamiast na walkę z rakiem, przeznacza dwa miliardy na publiczną telewizję, to tym samym wydaje wyrok śmierci na dziesiątki tysięcy ludzi, którzy czekają na ratunek. A ja w tej sytuacji mam dla Grodzkiego propozycję. Niech on może zacznie od tego, że sprzeda swojego Jaguara i uzyskane pieniądze przeznaczy na leczenie jednego chorego na raka dziecka. Chyba że dla niego życie biednego cierpiącego dziecka jest mniej warte od jednego głupiego auta, to wtedy niech to dziecko umiera, a on dalej śmiga po zroszonych dziecięcą krwią szosach.


Ja tu oczywiście, by wykazać idiotyzm postępowania Grodzkiego, ale też wielu jego partyjnych kolegów, skorzystałem z pewnej retorycznej figury i zaryzykowałem ową ponurą ironię. Jest jednak coś, co już zupełnie na poważnie, stawia Grodzkiego do kąta i tam mu pokazuje gdzie raki zimują. Otóż dokładnie w tym samym czasie, jak on się ze swoją irytującą do porzygania lekarską wrażliwością ujął za ludźmi umierającymi z powodu chorób nowotworowych, dowiedzieliśmy się, że wystąpiła kolejna osoba, która osobiście miała okazję sprawdzić, w jaki to sposób dzisiejszy marszałek Grodzki, jeszcze jako lekarz zarabiał na wspomnianego wcześniej Jaguara, a przecież nie tylko. Kiedy Grodzki wyjaśniał nam, jak to rak nie czeka, zabijając kogo popadnie, ów człowiek opowiedział swoją historię, jak to jego żona umierała w szpitalu zawiadywanym przez doktora Grodzkiego, a on, łapiąc się wszelkiej, choćby najmniej szansy ratunku, najpierw wydał na jej opiekę 10 tysięcy złotych, a następnie w odruchu desperacji udał się do samego Cappo di Tutti Capi, a ten zażądał od niego okrągłe 15 patyków. A ja sobie myślę, że właściwie to nie ma się co oburzać. Marszałek Grodzki jest jak najbardziej konsekwentny. Wtedy twierdził – często słusznie – że pieniądze ratują życie, a dziś tę opinię w pełni podtrzymuje.


Oczywiście mam świadomość, że rozmawianie o czymś tak strasznym jak nowotwory w kontekstach czysto politycznych może być uznane za niestosowne, na swoją obronę mam jednak to, że to nie ja zacząłem. Kto zatem stoi na początku tego skandalicznego cyrku? Otóż ni mniej ni więcej jak nasza posłanka Joanna Lichocka. Ja wiem, że ona o glejakach i innych czerniakach nie wypowiedziała jednego marnego słowa, natomiast nie da się ukryć, że gdyby nie jej szczególny rodzaj inteligencji, dziś tematu by nie było. Otóż to ona właśnie, w momencie gdy przyszło do decydowania o przeznaczeniu 2 miliardów złotych na publiczną telewizję, a opozycja – swoją drogą to ciekawe, że udało się im wpaść na coś aż tak skutecznie prostego – zaproponowała, by za te dwa miliardy ratować chorych na raka, Lichocka pokazała im tak zwanego „faka” i w tym momencie oni poszli za ciosem i od ponad tygodnia nie mówią o niczym innym jak o tym, że ludziom którzy umierają w najstraszniejszych cierpieniach PiS pokazał środkowy palec. Ja o naszych posłach i senatorach mam opinię wyjątkowo kiepską, jednak myślę, że wśród nich Joanna Lichocka wyróżnia się bardzo zdecydowanie. Bógu Najwyższemu dzięki, że opozycja jest tak dramatycznie głupia, że nawet ktoś taki jak Lichocka nie jest w stanie im pomóc.


Konkurencja jest naprawdę silna, zwłaszcza od czasu jak dziennikarz telewizji TVP Info Adrian Klarenbach publicznie oświadczył, że on nie rozumie, skąd nagle taki szum, że w RPA prześladuje się białych farmerów, skoro w Afryce nie ma Białych, tylko sami Czarni; stąd zresztą popularna nazwa „Czarny Ląd”. Mimo to, z tego co widzę, totalna opozycja wraz z otoczeniem nie oddają ani centymetra zdobytego terenu. Oto europejska poseł Róża Thun Hohenzollern, czy jakoś tak, obejrzała transmisję z konwencji otwarcia prezydenta Andrzeja Dudy, najpierw się zadławiła z wściekłości, a nastepnie pobiegła do zaprzyjaźnionych mediów i ogłosiła co następuje:
„Widziałam jakieś okropne show, w sytuacji, w której walczymy o pieniądze na onkologię. Wyrzucanie pieniędzy na konfetti, tłumy ludzi, hala, światła, show w takim stylu…
Proszę porównać spotkania pani Kidawy-Błońskiej i to, co się wyrabiało na tym show z konfetti, żoną na czerwono, córką nie wiem w jakim kolorze. To było okropne, przypominało mi najgorsze spędy, jakie można sobie wyobrazić, z jakimiś autorytarnymi szefami państw.
Na to w jakim ona była stanie, kiedy wypowiadała te słowa, wskazuje najlepiej fragment z „żoną na czerwono, córką nie wiem w jakim kolorze”, ale ponieważ nie mamy tu odpowiednich umiejętności, by dokonywać analiz psychologicznych, pragnę zwrócić uwagę na fakt, że każdy – dosłownie każdy – kto miał okazję widzieć ową konwencję, a podziela niechęć Thun do Andrzeja Dudy i jego rodziny, będąc świadkiem takiego poziomu wściekłej bezradności, musi zareagować przynajmniej zniechęceniem. Owi prości ludzie, którzy życzą Dudzie śmierci w stukrotnych mękach, jedyną nadzieję na wsparcie widzą w takich ludziach jak Róża Thun właśnie i zapewne bardzo liczą, że to oni, swoim sprytem i inteligencją, znajdą sposób, by skutecznie zniszczyć wspólnego wroga i doprowadzą do ostatecznego zwycięstwa, a tymczasem otrzymują „córkę nie wiem w jakim kolorze” i wylewającą się z ust czarną ślinę. Ja wiem, że Lichocka, Klarenbach, Holecka, Gowin, Gliński i wielu wielu innych tak zwanych „naszych” mają swoje za uszami, jednak muszę przyznać, że gdyby którykolwiek z nich osiągnął ten poziom zidiocenia, ja już bym dawno machnął ręką na ten cyrk i się zwyczajnie z rozpaczy upił.


A wygląda na to, że metoda zastosowana przez posłankę Hohenzollern przyjęła się tam w znacznie szerszych kręgach. Oto, jak głosi plotka, obstawiana jako kandydat na szefa kampanii prezydenta Dudy Joanna Lichocka, po swoim żałosnym wybryku, została przez partyjną egzekutywę spuszczona na poziom zero – co swoją drogą może świadczyć, że owym środkowym palcem mógł kierować sam Dobry Bóg – szefową kampanii została Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Powiem szczerze, że dotychczas – podobnie z pewnością jak większość z nas – nie zwróciłem na ową damę uwagi na tyle, by choćby zarejestrować jej nazwisko. W rzeczy samej jest to ktoś, o czyim istnieniu zdecydowana większość wyborców jednych, drugich i trzecich, dotychczas nie miała bladego pojęcia. Tym bardziej już po paru dniach od czasu jak ona się pokazała publicznie i wypowiedziała zaledwie kilka słów, cała Polska jest pod wrażeniem jej urody oraz osobistego uroku. Osobiście nie przypominam sobie nikogo – od czasu publicznego debiutu samego Andrzeja Dudy – kto by robił wrażenie aż takiego politycznego odkrycia. A wszystko to na dodatek jeszcze przypieczętowane jest wiadomością, że owa Kieryłło od 15 lat prowadzi w Warszawie kancelarię po śmierci jednego z najwybitniejszych polskich adwokatów Tadeusza de Virion, kieruje fundacją jego imienia, prowadząc pro bono wiele spraw społecznych, że już jako dziecko dała się poznać jako szachowy mistrz kraju, posiada licencję pilota śmigłowców, i na końcu, choć nie na ostatku, jest córką Edwarda Turczynowicza, legendarnego pełnomocnika i obrońcy Jana Rulewskiego, Michała Bartoszcze, Mariusza Łabentowicza w tak zwanych „wydarzeniach marcowych” roku 1981, kiedy to oddziały milicji i SB brutalnie pobiły delegatów Związku, biorących udział w sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Krótko mówiąc, pojawia się ktoś o takim formacie i w tym momencie wszyscy opozycyjni politycy wspierani przez zaprzyjaźnione media rzucają się na nią z wściekłym atakiem, w którym powtarza się niezmiennie jedno – jakże merytorycznie mocne – słowo „skandal”.
A ja już tylko czekam aż kampania się rozkręci i poparcie Andrzejowi Dudzie zacznie błyskawicznie rosnąć i to wcale nie ze względu na jego polityczne i osobiste talenty, lecz dzięki temu nieprawdopodobnie celnemu wyborowi. I tym bardziej nie zdziwię się, kiedy za pięć lat to Tarczynowicz zostanie kolejnym Prezydentem RP, a ci biedni głupcy zostaną z przysłowiową ręką w nocniku.


19 komentarzy:

  1. "Bógu Najwyższemu dzięki, że opozycja jest tak dramatycznie głupia, że nawet ktoś taki jak Lichocka nie jest w stanie im pomóc."
    I ja go chwalę, również za odebranie rozumu w tak newralgicznym momencie pani Lichockiej. I polecam tych wszystkich biedaków Bożej Mądrości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak tu nie wierzyć w Opatrzność Bożą.

      Usuń
    2. Inaczej się nie da. Po prostu prosty związek przyczynowo-skutkowy.

      Usuń
  2. "i jeśli rząd zamiast na walkę z rakiem, przeznacza dwa miliardy na publiczną telewizję ..." zamiast dać w łapę ciężko harującemu chirurgowi te marne 20 patoli. Co jo godom, co jo godom! 15 patoli ... No może uprzedzając podwyżkę cen to jednak chyba raczej 25.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ktoś życzliwy nie mógłby owej Róży powiedzieć "if you can't beat them join them"? Może byłoby to dla niej jakąś ozdrowieńczą inspiracją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @2,718
      Moim zdaniem ona wie, że nie ma szans i tylko z tego powodu nie znalazła się na miejscu Joanny Lichockiej.

      Usuń
    2. @2,718
      Wiesz, co mi jeszcze przyszło do głowy? Że gdyby ona jakimś cudem się znalazła wśród "naszych" nasze media w jednej chwili to jej dziwaczne nazwisko zaczęłyby traktować jako atut.

      Usuń
    3. Być może p. Thun von Hohenstein wierzy, jak zapewne wielu z PO, w tzw. cyrograf wolnych miast. Ostatnia deska, ale z mojego punktu widzenia bardziej do trumny niż ratunkowa.

      Usuń
  4. Ten zalew faków na faka świadczy nie tyle o głupocie ile o lekceważeniu odbiorców do których kierowany jest przekaz tych faków. Mnie to mało martwi, ale ciekawa jest ta euforia bycia traktowanym jak idiota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Pavel
      Moim zdaniem tu nie ma żadnej euforii. Tu mamy do czynienia z czystą rozpaczą.

      Usuń
  5. Jak donosi Gazeta i cała reszta tej oszalałej już do cna bandy, pani Jolanta Turczynowicz-Kieryłło pogryzła psa. Zanim się zorientowali jaki powód był tego pogryzienia to za jednym zamachem przykryli Lichocką i postawili się przeciwko kobiecie broniącej siebie i dziecka przed jakimś napastującym ich chamem. Ciekawe czy obstawa w postaci znanych i lubianych celebrytów zacznie się teraz gryźć przed kamerami? A wracając do pani Jolanty to wygląda tak zjawiskowo, że ktoś mało zorientowany może ją wziąć za Pierwszą Damę.
    https://pbs.twimg.com/media/ERN5bWXUwAEeYjh?format=jpg&name=small

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cienka aluzja do Korwina-Milewskiego. Plus dla niej.

      Usuń
    2. @crimsonking
      Moim zdaniem ona za pięć lat wystartuje w walce o prezydenturę.

      Usuń
    3. @crimsonking
      Swoją drogą, zwróć uwagę na to, że on ja posadził koło okna. Kto ma żonę lub dzieci, wie, co to znaczy.

      Usuń
    4. @Magazynier
      Co jest cienką aluzją do Milewskiego?

      Usuń
    5. Pogryzienie psa. Jest taka fraszka Gałczyńskiego o Milewskim, gdzi jamnik szorstkowłosy jest zagrożony pogryzieniem przez pana Hipolita.

      Usuń
    6. Aha, to nie był pies. To był jakiś prowokator, który próbował wywołać aferę, że p. Jolanta wraz z synem zakłuca ciszę wyborczą i jeszcze przytrzymywał ją przedramieniem za szyję, w sumie dusił to go ugryzła. Plus jeszcze większy. Też bym jej zaproponował pracę w komitecie wyborczym jakbym startował. https://twitter.com/mecenasJTK/status/1231199293152878592?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1231199293152878592&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2F5GTtH_fdZ%2F

      Usuń
  6. Ta bezśnieżność to kara za Grodzkiego, Grodzką, Bramę Grodzką, Lichocką, Gołownię et consortes. Po prostu prosty związek przyczonowo-skutkowy. Niestety będzie susza. Producenci owoców i warzyw podniosą ceny. Nie tylko z powodu cen energii, cen pokrywanych częściowo z odzyskiwanej kasy unijnej (Kuźmiuk).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie mogłaby wystartować. Mimo, że od Gowina. Będę ją obserwować Póki co, ma u mnie plusa, zwłaszcza za pogryzienie:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.