środa, 12 lutego 2020

Face value, czyli gdy słowo nie oddaje sprawiedliwości


      

       Dzisiejszy tekst zdecydowałem się zacząć od zdjęcia, by najlepiej jak tylko potrafię pokazać, kto tym razem będzie jego swego rodzaju bohaterem. Oto, proszę sobie wyobrazić, że dziś przed nam staje dr hab. Arkadiusz Stempin „kierownik Katedry Integracji Europejskiej im. Konrada Adenauera, historyk, politolog, watykanista, komentator polityczny portalu TOK FM i telewizji POLSAT NEWS oraz SUPERSTACJA”. Ktoś się zapyta, skąd ja wpadłem na tego freaka, który bardziej przypomina zwycięzcę look-alike contest zorganizowanego w rocznicę śmierci wybitnej polskiej aktorki, śp. Krystyny Feldman, niż poważnego naukowca, a moja odpowiedź będzie taka jak zawsze: to wszystko dzięki pomocy Czytelników, którzy stoją zawsze na straży i zawsze o mnie pamiętają.
      A zatem, od jednego z nich otrzymałem informację o istnieniu tego wybitnego intelektualisty, wraz z towarzyszącym jej linkiem do wywiadu jakiego udzielił ów portalowi onet.pl na temat kondycji Kościoła Katolickiego w Polsce, wysłuchałem uważnie owej rozmowy –  zwracając przy okazji uwagę na redaktor prowadzącą, niejaką Odetę Moro, gdy chodzi o prezencję, osobę wprawdzie od Stempina znacznie bardziej w standardzie, ale za to jeszcze głupszą – i pomyślałem, że może przyjdzie taki moment, że uda mi się coś kiedyś na jego – a kto wie, czy również nie na jej – temat napisać. I oto, kiedy wydawało się, że nic już z tego nie wyjdzie, do Hollywood zawitała nasza trupa aktorska, prowadzona przez dziennikarkę telewizji TVN Kingę Rusin i pojawił się temat jak złoto, w postaci niezgłębionej dotychczas do końca przez nikogo zagadki, jak to się dzieje, że Polska, wydawałoby się, że kraj skazany na wielkość, upadła tak nisko we wszystkich możliwych rankingach, poczynając od piłki nożnej, przez muzykę i film, aż na literaturze kończąc, by o nauce nawet nie wspominać, wszystko to co nasz naród z tak wielkim zaangażowaniem usiłuje odbudowywać, jest systematycznie przez jego elity kompromitowane i bezlitośnie niszczone.
        Mieliśmy wczoraj okazję poszydzić z Kingi Rusin i w międzyczasie wyciągnąć z tego co się właśnie stało parę cennych wniosków, kiedy nagle w mojej świadomości pojawił się na nowo ów Stempin i w jednym momencie uświadomiłem sobie, że podczas gdy my się zajmujemy Kingą Rusin, czy reżyserem Komasą i jego branżą, cała Polska jest tak naprawdę opanowana przez towarzystwo znacznie jeszcze gorsze, którego czas nadejdzie dopiero wtedy, gdy więksi cwaniacy zrobią nieopatrznie jakiś błąd i otworzą ów kurek z autentycznym intelektualnym i cywilizacyjnym ściekiem. Czemu tak? Rzecz w tym, że pojawia się ni stąd ni zowąd taki Stempin – przypominam że kierownik Katedry Integracji Europejskiej im. Konrada Adenauera, a poza tym watykanista –  zaczyna nam opowiadać, jakie możliwości ma dziś Kościół w Polsce, by dorównać pozycji zajmowanej przez lokalne Kościoły w Europie i nie skończyć na śmietniku historii, a my nagle sobie uświadamiamy, że jeśli Kinga Rusin jest przedstawiana przez światowe media jako „rosyjska telewizyjna dziennikarka”, to nie jest przyczyna, ale skutek. Przez te wszystkie lata, najpierw PRL-u, a następnie tak zwanej „trzeciejerpe” robiliśmy wszystko co w naszej mocy, by w charakterze reprezentacji narodowej obstawić ludzi takich jak Stempin właśnie. I to oni w pewnym momencie zjednoczyli siły, wzięli się za nas na całego i w wyniku wewnętrznych rozstrzygnięć zbudowali hierarchię, gdzie prezesem Sądu Najwyższego jest Małgorzata Gersdorf, pierwszą pisarką Olga Tokarczuk, głównym wodzirejem Zenek Martyniuk, a jednym z podstawowych kandydatów na urząd Prezydenta RP Małgorzata Kidawa-Błońska.
       Przyszedł pewnie wreszcie już czas, by powiedzieć, co takiego ów wspomniany i tak dużo za często Stempin tej idiotce naopowiadał, że postanowiłem go umieścić na swojej liście. Proszę sobie wyobrazić, że brakuje mi sił, by wchodzić dziś tu w to aż tak głęboko, a zdjęcie, które otworzyło te dzisiejsze refleksje powinno, jak sądzę, wystarczyć jako inspiracja do wszelkich intelektualnych rozważań. Zapewniam przy tym, że wszystko co sobie możemy o profesoru Stempinu i jego mądrościach pomyśleć, i tak nie jest w stanie oddać mu sprawiedliwości. Mimo to, zachęcam do próbowania. Powinno być wesoło.


1 komentarz:

  1. To zdjęcie zamyka usta. Mogę tylko wirtualnie pokiwać głową.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.