czwartek, 6 lutego 2020

Po ile flaszka koronawirusa?


      Przyznam, że już od pewnego czasu miałem ochotę w jakiś sposób przypomnieć tu autora, w środowiskach prawicowych początku lat 90. nadzwyczaj popularnego, i do dziś jak najbardziej aktywnego w swoich Stanach Zjednoczonych, a mianowicie Rusha Limbaugh. Jestem pewien, że starsi czytelnicy mogą mogą go jeszcze pamiętać, tym jednak, którzy nie mają pojęcia o kim mówię, powiem tylko, że Rush Limbaugh to gospodarz autorskiej, nadawnej na żywo na całe Stany audycji radiowej, a jednocześnie ktoś w pewien sposób podobny do naszego Korwina, tyle że znacznie bardziej psychicznie stabilny, czy może jeszcze bardziej do Rafała Ziemkiewicza, tu jednak z tą różnicą, że o wiele bardziej inteligentny, no a przede wszystkim w stosunku do obu panów zwyczajnie oryginalny. Chciałem przypomnieć Rusha Limbaugh z dwóch względów. Pierwszy to taki, że ostatnio czytamy jego teksty na prowadzonych przeze mnie lekcjach i wszyscy natychmiast uznaliśmy, że to jest naprawdę nadzwyczaj ekscytująca lektura, a po drugie jest czymś autentycznie szokującym uświadomić sobie, że to co dręczyło prawicową opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 80. i 90. i co w tak inteligentny sposób komentował w swoich tekstach Limbaugh, po tych wszystkich latach dotarło wreszcie i do nas i, co wręcz szokujące, w niemal niezmienionym kształcie. Czy będziemy dyskutować o ekologii, o gender, o prawie i sprawiedliwości, o aborcji, czy o tak zwanych autorytetach, których opiniami jesteśmy nieustannie terroryzowani, wystarczy że zajrzymy do starych audycji Limbaugh, to musimy sobie uświadomić, że, jak to padło w pewnym starym ruskim dowcipie, „lepiej już było”.
       Pierwszy zbiór wykładów Limbaugh został wydany w języku polskim w jak na nowe czasy bardzo dobrym tłumaczeniu Jana Fijora, pod polskim tytułem „Właściwy porządek rzeczy”, i myślę że dziś, jeśli ktoś ma ochotę, może sobie to kupić bardzo tanio na Allegro. To jest naprawdę bardzo dobre, moim zdaniem, znacznie lepsze od wielu ostatnio bardzo aktywnych konserwatywnych amerykańskich autorów, takich choćby jak Jordan Peterson. 
       Jak mówię, od pewnego czasu chodziło mi po głowie, by w charakterze bieżących komentarzy powrzucać tu trochę tekstów Limbaugh, jednak nie umiałem znaleźć do tego dobrego kontekstu i ostatecznie sprawa była wciąż odkładana. I oto, proszę sobie wyobrazić, wczoraj wieczorem na pasku TVP Info trafiłem na informację, że Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła się do... no, w sumie, nie jest powiedziane do kogo, ale my się możemy domyślić, że do rządu Stanów Zjednoczonych o $675 mln  na badanie i walkę z – a jakże! – koronawirusem, i pomyślałem sobie, że to jest wręcz fantastyczna okazja, by napisać na ten temat parę słów, wykorzystując do tego stary tekst Rusha Limbaugh właśnie, no a przy okazji też wspomnieć krótko, co ja sądzę o tej, nie pierwszy raz zresztą, nakręcanej histerii. A powodów ku temu, zupełnie z innej beczki, jest wcale nie mało. Proszę sobie mianowicie wyobrazić, że stałem sobie niedawno w małej grupce przed przejściem dla pieszych i w pewnym momencie przyszło mi do głowy by kaszlnąć. Stojąca przede mną pani najpierw obróciła się nerwowo, spojrzała na mnie z przerażeniem, by w jednej niemal chwili czmychnąć na bok, jak najdalej ode mnie. Pewnie uznałbym to za niewyjaśniony przypadek, gdyby jakiś czas potem pewien uczeń nie opowiedział mi, że szedł sobie przez miasto z koleżanką z Korei i mijani ludzie w znacznej części robili dokładnie to samo, co „moja” pani na przejściu, czyli wiali od tej dziewczynki gdzie pieprz rośnie. A więc widzimy już chyba wszyscy, jak to działa, a ja jeszcze raz zwracam uwagę na wspomnianą wcześniej informację: w związku z pandemią koronawirusa, WHO zwróciło się z apelem o 675 milionów dolarów dofinansowania na badania.
        I oto przyszła chwila na Rusha Limbaugh sprzed lat, który najlepiej jak tylko można to co się dzieje skomentuje. Mógłbym skorzystać z tłumaczenia Fijora, ale wolę sam, a zatem proszę uprzejmie:
Pewnego styczniowego dnia NASA dokonała pomiarów stężenia chloru i innych szkodliwych gazów w atmosferze na północnej półkuli i odkryła, że ich poziom jest znacznie powyżej normy. Nie poczekano na rzetelną analizę danych; nie poczekano dwa, trzy miesiące, aby pomiary powtórzyć; po prostu opublikowano komunikat utrzymany w alarmistycznym tonie, który od pewnego już czasu stanowi cechę osób ogarniętych ekologiczną obsesją. Dzień po dniu w mediach ukazywały się nagłówki informujące o tym, że w atmosferze nad Północną Ameryką pojawiła się dziura ozonowa. Doszło do tego, że senator Al Gore, autor histerycznej książki na temat tego, jak to znaleźliśmy się na drodze do zniszczenia naszego ekosystemu, zapowiedział, że niedługo prezydent Bush zrozumie co się dzieje, kiedy sam, wypoczywając w Kennenbunkport, zauważy nad głową ozonową dziurę. Tyle że ani nic tego typu się nie wydarzyło, ani też nawet dane NASA na to nie wskazywały. W rzeczywistości nie nastąpił jakikolwiek ubytek ozonu, jedynie dość mocno podwyższony poziom chloru, spowodowany, jak się już wkrótce okazało, erupcją wulkanu Pinatubo, a więc faktem, który ekologiczna agenda z rozmysłem usiłowała zignorować. Chcecie wiedzieć coś jeszcze? Podobne wyniki uzyskano w roku 1989 i im również towarzyszyły apokaliptyczne prognozy dotyczące dziury ozonowej nad Stanami. I one również się nie sprawdziły.
Czemu część naukowców dostaje w tych kwestiach małpiego rozumu? Otóż nie da się oddzielić nauki od polityki. Naukowcy twierdzą, że nie realizują jakiejkolwiek agendy, jednak robią to jak najbardziej. Oni wciąż poszukują funduszy, a to dziś oznacza przede wszystkim finansowanie państwowe. Cóż może być bardziej naturalnego w przypadku NASA, której kosmiczne programy z każdym rokiem zwijają się coraz bardziej, niż ogłosić, że ze względu na wzrost chloru w atmosferze potrzebne są dodatkowe pieniądze? Przecież to wszystko trzeba zbadać, prawda? No ale oczywiście najpierw należy ‘poinformować’ opinię publiczną. To jest dopiero przekręt!
      Jak wiemy, od dawna już o rzekomej dziurze ozonowej nie słyszymy, choćby dlatego, że w pewnym momencie ktoś się walnął w czółko, uświadomił sobie, że aby zniszczyć ozon należałoby najpierw zniszczyć Słońce, które ów ozon nieustannie produkuje i że nawet prości ludzie prędzej czy później muszą sobie ów fakt uświadomić, natomiast od czasu do czasu pojawiają się kolejne apokaliptyczne proroctwa, jak choćby to całkiem ostatnie, o ostatecznym rzekomo wyschnięciu Wodospadów Wiktorii w Afryce, i nikt nie wspomni o tym, że owe wodospady tak wysychają od zawsze, mniej więcej co 25 lat. Ale oczywiście specjaliści od wyciągania ręki po cudze nie działają wyłącznie w ekologii. Wszędzie gdzie są do wyciągnięcia jakieś pieniądze, oni są zawsze gotowi do akcji i zawsze z odpowiednim medialnym wsparciem. Numer z koronawirusem robi tu wrażenie szczególne. Pierwsi cwaniacy już się zgłosili. Na początek ostrożnie po 675 baniek. Jeśli się uda to jeszcze trochę pociągnąć, może przekroczą okrągły miliard.





5 komentarzy:

  1. Ten masowy obłęd to jest zjawisko najciekawsze. Niby wiadomo skąd się to bierze, szczególnie Ty i Gabriel potraficie bardzo dokładnie to zjawisko i jego przyczyny opisać, ale mnie zawsze to zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za wpis i przypomnienie tego komentatora. Dobrze wiedzieć, ponieważ ludzi typu Jordan Peterson strawić jest mi jakoś ciężko.

    Trzeba też ciągle przywoływać ludzi do przytomności, chociaż widzę, że w dzisiejszych czasach jest o to szczególnie trudno. Poziom masowego ogłupienia wydaje się rosnąć wraz ze skutecznością przepływu tzw. informacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. @marcin d.
    Peterson jest oczywiście interesujący, on jednak jest intelektualistą, a to z mojego punktu widzenia jest duży minus.

    OdpowiedzUsuń
  4. Biznes globalnych wymuszeń trzyma się mocno i zawsze coś ciekawego wymyślą.
    https://twitter.com/sylweriusz/status/1225149158530658305?s=19

    OdpowiedzUsuń
  5. @crimsonking
    Bardzo śmieszne. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.