poniedziałek, 3 lutego 2020

Czemu Agnieszka Holland nie chce się napić z Marianem Opanią?


      Szczerze powiedziawszy o tym, o czym dziś chciałem pisać, nie mam bladego pojęcia. To znaczy, chodzą mi po głowie różnego rodzaju myśli, kiedy zastanawiam się niekiedy, jak się prezentuje branża filmowa w Polsce od strony towarzysko-intelektualnej, czy może bardziej precyzyjnie – środowiskowej, jednak, jak mówię, co tam się tak naprawdę wyprawia, nie mam sposobu wiedzieć. Nie wiem na przykład, co stało za decyzją Mariana Opani, by udzielić długiego wywiadu Onetowi i opowiadać w nim o tym, jakim to był on bohaterem antykomunistycznego sprzeciwu w latach Solidarności i jak, dzięki tej swojej przeszłości, może dziś mówić, że „że jeżeli ktoś popiera Prawo i Sprawiedliwość, to albo jest durniem, albo wyrachowanym łajdakiem, sprzedawczykiem”. Jeśli się przyjrzeć dzisiejszej pozycji, jaką Marian Opania zajmuje w branży, to naprawdę nie widać najmniejszego powodu, by on się potrzebował jeszcze szczególnie napinać. Na co on liczy? Że Patryk Vega zatrudni go w którymś ze swoich nowych filmów? Albo że go wezmą do którejś ze współczesnych polskich komedii, by nas tam rozśmieszał obok Czarka Pazury? Przecież to jest wykluczone. Wystarczy choćby sprawdzić listy płac z minionych dziesięciu lat, by zobaczyć, że ani jego, ani Olbrychskiego, ani Jandy, ani starego Stuhra, ani Pszoniaka, ani Nowickiego, ani Gajosa, ani Seweryna, że już nie wspomnę o Dorocie Stalińskiej nikt tam nie wpuści; że tam ostatni casting odbył się lata temu i kolejnego się nie planuje. A więc znów, o co ten staruszek walczy?
      A przecież to nie tylko on. Jeśli się przyjrzeć, to właśnie oni – Janda, Stuhr, Gajos, czy Stalińska najbardziej zadają szyku gdy chodzi przekrzykiwanie się w politycznych deklaracjach. Czy to możliwe, że oni wszyscy nagle uznali, że jeśli się zaprezentują temu towarzystwu jako niemal koledzy Władka Frasyniuka z podziemia, to i im się uda coś przyrobić? Czy to możliwe, że Marian Opania uwierzył, że jeśli on złoży te swoje deklaracje, dotrą one do Agnieszki Holland, a przynajmniej jej homoseksualnej córki i choćby stamtąd przyjdzie jakieś wsparcie na starość? A może skoro wszystkie romantyczne komedie są już zajęte, to chociaż reżyser Pawlikowski coś zaproponuje?
        Dziś wszyscy się ekscytują fragmentem wypowiedzi Opani, gdzie on zarzuca wyborcom PiS-u, że są zakłamanymi durniami, a mnie to jakoś nie rusza. W końcu to jest dokładnie to samo, co każdego dnia piszą o mnie na Facebooku Maria Nurowska, Manuela Gretkowska, czy Wojciech Smarzowski. Natomiast, owszem, bardzo mnie zaciekawiło wspomnienie Opani z lat walki z reżimem Jaruzelskiego. Proszę posłuchać:

Piszą o mnie różne rzeczy czasem. O mnie, który miał potworne kłopoty z bezpieką w stanie wojennym, bo zawsze byłem zaciętym antykomunistą. Straszyli mnie i żonę, przychodzili do domu, wzywali na przesłuchania. Pytali, dlaczego nie występuję w telewizji, tylko w kościołach, dlaczego zbieram pieniądze na więzionych i internowanych. Ja odpowiadałem, że od urodzenia jestem katolikiem, a jeżeli chodzi o telewizję, to jeżeli do ludzi się strzela i bije pałkami, nie będę siedział w jednej ławce ze spikerami w mundurach. Już jako dziecko słuchałem Radia Wolna Europa, a jeśli ktoś należał w mojej rodzinie do ZMP, a nie daj Boże do partii, to był przez nią wyklęty. Były dwa takie przypadki, w ogóle nie znało się tych ludzi. A oni robili kariery”.
      A tymczasem dziś jest co najmniej równie źle:

Z powodu [moich] poglądów czerwone światło zobaczyły już cztery filmowe scenariusze z [moim] udziałem. Plus jeszcze serial kryminalny. Za każdym razem było, że ‘już, już, już, robimy’, a po chwili nie było pieniędzy i ‘przełożymy chyba na przyszły rok’. Ja uważam, że nie wolno na barykadzie stać okrakiem. Nigdy tego nie umiałem. A ci, którzy mi życzą śmierci, mogą się jeszcze rozczarować. Jeszcze pożyję i pomęczę niektórych swoimi wypowiedziami lub też jakimś tam talentem”.

     
      Oczywiście mógłbym się trochę nad Opanią poznęcać i zapytać go, czy ten serial kryminalny to przypadkiem nie produkowała TVP, bo jeśli nie, to nic nie rozumiem, a jeśli tak, to czyżby Opania był gotowy jednak się na barykadzie rozkraczyć, że się dziś tak żali? Ale, skupmy się na kombatanctwie, bo, jak mówię, to jest prawdziwy hit, zwłaszcza gdy się sprawdzi, w jaki sposób rozwijała się kariera aktorska Opani w latach 80. I znów proszę posłuchać:

Matka królów (1982)
Popielec odc. Herod (1982)
Śpiewy po rosie (1982)
Wyłap (1982)
Stan wewnętrzny (1983)
Wedle wyroków twoich... (1983)
Kronika wypadków miłosnych (1985)
Bohater roku (1986)
Maskarada (1986)
Weryfikacja (1986)
Zmiennicy odc. Ceny umowne (1), Dziewczyna do bicia (3), Spotkania z Temidą (13), Pocałuj mnie, Kasiu (14), 
Nasz najdroższy (1986)
Opowiadanie wariackie (1987)
Dekalog VIII (1988)
Dotknięci (1988)
Pięć minut przed gwizdkiem (1988)
Piłkarski poker (1988)
Goryl, czyli ostatnie zadanie (1989)
     
       A wspominając tamtą serię prześladowań aktora przez komunistyczny aparat represji, nie możemy nie pamiętać też o tym, że zarówno tamta dekada, jak i dekada wcześniejsza, wedle relacji samego Opani, to był czas, kiedy on był pogrążony w ciężkim alkoholizmie, co rzekomo powodowało, że jemu wciąż odmawiano ról i on przez to chlał jeszcze bardziej. Pomyślmy więc już tylko jak by ta jego walka z komuną wyglądała, gdyby on był na co dzień bardziej w formie?
       Wróćmy zatem na koniec do poprzednich kwestii, a więc pierwszej, czemu tamto pokolenie zostało tak fatalnie zmarginalizowane przez swoje środowisko, no a przede wszystkim, o co oni dziś walczą, wypluwając z siebie tę żółć? Czego się jeszcze spodziewają? Jak mówię, nie mam pojęcia co się dzieje w tych łbach i w tym całym środowisku, ale myślę, że problemem może być właśnie ów alkoholizm, który z tego co mi wiadomo, nie był tam problemem wyłącznie Opani. Oni wszyscy, z wyjątkiem tych, którym nie udało się przeżyć, oraz Daniela Olbrychskiego, w pewnym momencie jednak przestali chlać i niewykluczone, że w ten sposób w ogóle nie są dziś partnerami dla tych co obecnie branżą rządzą. A nie dość, że nie są partnerami, to przez te swoje alkoholowe kompleksy są zwyczajnie nieznośni i z nimi się nie da wytrzymać jako z ludźmi.
      A co z Olbrychskim? Czemu on zaledwie załapał się na tego posła u Vegi? Nie zdziwiłbym się gdyby on, jak człowiek starszej daty, ciągnął wyłącznie czystą, a kto dziś pije czystą? Chyba już tylko Vega.


    


4 komentarze:

  1. Pewna bliska mi osoba jest w tym środowisku i do tego niezły z niej fajnopolak. Otóż powiedziała mi ta osoba, że PiS dlatego tak nie lubi Jandy, bo ta ma odwagę występować przeciwko nim. Odwagę! Tu mamy ten sam rodzaj odwagi, wciąż niezmienny od lat siedemdziesiątych. Oni w to naprawdę wierzą. Pluszowi buntownicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kozik
      O tak. Janda strasznie zaryzykowała. On od czasu jak ujawniła swoje polityczne poglądy, nie może spokojnie się pokazać na plaży we Władysławowie, bo na nią tam od razu będą sypać piaskiem a o tym żeby wejść do Galerii Mokotów w sobotnie popołudnie, to już lepiej nie myśleć.

      Usuń
  2. Ta ekscytacja cały czas jest i najśmieszniejsze są później wytrzeszczone oczy co niektórych, że Ty , na PiS ? Ja mam ochotę czasami odpowiedzieć, że Konstytucja mi gwarantuje moje wybory. Ale najbardziej ich denerwuje, jak się ich zlekceważy. Stąd te obelgi i wyzwiska.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym wpisem dosłownie zmiażdżył Pan Opanię. A zdjęcie dobiło resztki. Jednym ze słów maczug używanych przez lewicową propagandę jest dzisiaj "obłuda katolików", czyli chodzą do kościoła a potem biją żonę i dzieci, wiadomo. Tak sobie teraz myślę, że nasi wspaniali aktorzy z czasów PRL, którzy zawsze w tych "spontanicznych wywiadach" opowiadają o swojej desperackiej walce z władzą w tamtych czasach, oni są prawdziwymi wzorami braku obłudy.

    To jest w ogóle element całej narracji. Czyli "my wierzymy w Boga i jesteśmy dobrymi ludźmi, tylko ci księża i hierarchowie trochę szkodzą, więc musimy o tym mówić". Szkoda tylko, że te ich rozpaczliwe i żałosne próby zawłaszczania sobie cudzych wartości potrafi przekonać tak wiele osób, często wcale nie zepsutych. Pokazuje to skalę zagubienia współczesnego człowieka.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.