środa, 16 października 2019

O tym jak Koalicja Obywatelska przegrała z Konfederacją


       Po raz pierwszy poczułem, że coś się kroi, gdy to tu to tam pojawiły się głosy, że ponieważ wybory do Senatu wygrała opozycja, to opozycja właśnie powinna mieć prawo do mianowania Senatu tego marszałka. Poczułem, że coś się kroi, jednak bez jakiegoś szczególnego lęku. W końcu przez te kilka ostatnich lat mogliśmy się wszyscy przyzwyczaić do tego, że wszyscy ci miłośnicy demokracji mają swoje metody, by tę demokrację kwestionować, kiedy tylko ona nie zadziała wedle ich własnych wyobrażeń. Ostatnio na przykład, ile razy Prawo i Sprawiedliwość wygrywało wybory, oni niezmiennie powtarzali, że owo zwycięstwo nie jest żadnym zwycięstwem, bo jeśli się uwzględni liczbę osób, które nie brały udziału w wyborach – a przecież każdy, miłujący demokrację człowiek wie, że skoro oni nie głosowali, to też nie głosowali na PiS, a skoro tak, to oni z całą pewnością PiS-u nie lubią – to wyjdzie na to, że PiS jest w tragicznej mniejszości.
      Poczułem więc, że coś się kroi i już chwilę potem lawina ruszyła. Zajrzałem wczoraj do portalu tvn24.pl, a tam cała seria osobnych artykułów, wyjaśniających czytelnikom, że nawet gdy chodzi o Sejm, sytuacja nie jest wcale taka, jak by się mogło w pierwszej chwili wydawać. W Senacie faktycznie najwięcej głosów, bo aż 48, uzyskało Prawo i Sprawiedliwość, i faktycznie Koalicja Obywatelska, nie mówiąc już o pozostałych komitetach, owe wybory przegrała, jednak jeśli tak się dobrze zastanowić, to Senat przegrał nikt inny jak PiS właśnie, no bo przecież gdyby wygrał to, by miał ponad 50 mandatów, a nie 48. Przecież to jest logiczne, czyż nie? No i, konsekwentnie, gdyby opozycja te wybory przegrała, to by nie miała tych mandatów 51, co też jest jak najbardziej logiczne. No a teraz spójrzmy na Sejm. Niby Prawo i Sprawiedliwość dostało w wyborach blisko 44% głosów i zdobyło w Sejmie aż 235 miejsc, ale jeśli spojrzeć na mapę, to tak naprawdę oni większość zdobyli tylko w kilku województwach na wschodzie kraju, podczas gdy niemal cała Polska jest w faktycznych rękach opozycji. No i jak normalny człowiek może się pogodzić z taką niesprawiedliwością, gdzie ktoś, kto tak naprawdę wygrał, to skutkiem jakiegoś Donta, czy Sronta musi cierpieć porażkę?
        Wszystko jest też starannie zobrazkowane. Portal tvn24.pl publikuje następującą mapkę:




A poniżej informuje:
Ponad połowę głosów PiS zdobyło w 13 okręgach, natomiast Koalicja Obywatelska wygrała w 5 okręgach”.  Mam nadzieję, że widzimy, co się tu dzieje. PiS zdobyło ponad połowę w 13, natomiast Platforma wygrała, a to oczywiście prowadzi ich do ostatecznej informacji, że Prawo i Sprawiedliwość mimo że wygrało, to tak naprawdę przegrało, na co oczywisty dowód stanowi wspomniana mapka.
      I to jest właśnie to myślenie. To jest właśnie stan umysłu, z którym mamy tu do czynienia. I to jest tak naprawdę ich koncepcja demokracji, zapożyczona najwyraźniej od ich cwanych przyjaciół z Węgier, którzy podobnie, widząc, że nie są w stanie stworzyć uczciwego projektu, który da im wyborcze zwycięstwo, postanowili utworzyć blok obejmujący całe polityczne spektrum od komuny po konserwatywną prawicę, szantażując Orbana, że albo zdobędzie w całym kraju samodzielną większość, albo zostanie pozbawiony władzy. Oczywiście dla dobra demokracji. I ci tu tak samo. Nagle, ni stąd ni zowąd, uznali, że nie chodzi w ogóle ani o idee, ani o dobro państwa, ani powodzenie obywateli, ani nawet czystą politykę, ale wyłącznie o władzę... a kiedy już się tę władzę zdobędzie, to się zobaczy.
       Nigdy w Polsce, ale też na świecie, pomijając oczywiście komunę, oraz reżimy totalitarne, ze względu na naturalne zróżnicowanie wolnego społeczeństwa, nie było takiej sytuacji, by jedna partia, w całym kraju, zdobyła poparcie większości wyborców. To jest po prostu niemożliwe. I oni to dobrze wiedzą. W końcu z prawdziwym zaangażowaniem to akceptowali kiedy sami sprawowali rządy. Dziś natomiast robią wielką awanturę, bo Prawo i Sprawiedliwość obejmuje władzę mimo że większość społeczeństwa ma w stosunku do nich stosunek co najmniej obojętny. A jaki ma stosunek do nich? A cóż to ma za znaczenie, kiedy im tylko zależy na tym, by PiS się uczciwie z nimi władza podzielił. W końcu jest demokracja, czy nie?
       W tej sytuacji, idąc za przykładem stacji TVN24, oraz za proponowaną przez nich metodą, również przygotowałem odpowiednią mapkę, tyle że tym razem taką, która komu trzeba pokaże, że nawet jeśli faktycznie PiS uzyskał autentyczne poparcie jedynie w zapadłych dziurach na wschodzie kraju, to ich akurat zwyczajnie już nie ma. Oni nawet w tych wyborach nie zaistnieli. I to nawet w swojej ukochanej Warszawie. No może tylko w Wilanowie, choć i co do tego nie mam pewności. Bardzo więc proszę. Koalicja Obywatelska vs. PiS, SLD, PSL i Konfederacja. Smacznego wszystkim:



6 komentarzy:

  1. @toyah

    Gdy ktoś wychował się w podziwie dla złodziejstwa (pierwszy milion trzeba ukraść, itd.), ten zawsze wyciąga rękę po cudze. W ten sposób PO przywłaszcza sobie cudze osiągnięcia wyborcze. Jakoby były to jej osiągnięcia, których wynikami może dowolnie gospodarować. Nawet nie zarządzać, ale wręcz gospodarować.

    Posiadacze pamięci dłuższej, niż ostania kadencja Sejmu powinni sobie przypomnieć 2005r., gdy niejaki Rokita, słusznie już zapomniany "premier z Krakowa", za pomocą negocjacji telewizyjnych usiłował przywłaszczyć dla PO wygraną wyborczą PiS.

    Funkcjonalne podobieństwo do ultymatywnych żądań III Rzeszy było wręcz uderzające. Skoro zaś PiS odmówił, PO rozpoczęła wojnę domową, która dotychczas trwa.

    Ciekawe, czy pozostałe partie w świeżo wybranym Sejmie i Senacie, zwłaszcza Konfederacja, ale nie zapominając tu nawet o Czarzastym, Kukizie, czy o PSL jako takim, przyjmą dzisiejsze ultimatum PO? Czy może wypada już obejrzeć ten chiński film fabularny o wojnie sześciu, czy iluś tam królestw. PO ma talent wywoływania wojen i coś mi na to teraz wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Faktycznie zapomniany i zapomniany słusznie. Choć przyznać trzeba, że Karnowscy bardzo mocno z tym zapomnieniem walczą.

      Usuń
  2. Tu jeszcze wspomniałbym reakcję TVN-u na taśmę Neumanna. Że też nikt po tamtej stronie nie zawoła: co za betonowa propaganda! Goebelsjada!

    Gdyby PiS przegrał wybory i taka "analiza" przydarzyła się Kurskiemu - śmiechom i facecjom (również po tzw. prawej stronie) nie było by końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kozik

      Jak pisałem pod poprzednim felietonem, media i celebryci związani z PO oraz ona sama walczą wyłącznie bronią z zakresu nadbudowy, gdy PiS skoncentrował się na trosce o bazę. Tę terminologię traktuję tu wyłącznie narzędziowo. Ta baza odpowiada kryterium bytu, zaś nadbudowa odpowiada kryterium świadomości.

      No i tutaj, zważywszy, że sukcesu PiS w zakresie poprawy bytu nie kwestionuje nawet Szczerba, dochodzi do pytań powyborczych:

      - Jak to się mianowicie stało, że dokonana przez PiS poprawa bytu całych rzesz społecznych nie doprowadziła do odpowiednio szerokich zmian w świadomości elektoratu?

      - Z drugiej strony, dlaczego przeciwnikom, w tym Konfederacji, aż do takiej skali sukcesów wyborczych wystarczyły wyłącznie manipulacje na samej świadomości wyborców?

      Filozof pewnie odpowie: bo to świadomość określa byt, a nie odwrotnie. Tak też poucza bieżące doświadczenie. Gdyby bowiem było odwrotnie, to PiS powinien by zmieść konkurencję, a nie zmiótł.

      To żadne odkrycie, a już na pewno nie dla Jarosława. Gdy się ponownie przesłucha jego wystąpienia z kampanii wyborczej, to powyższa diagnoza już w nich jest z góry zawarta.

      Jednak diagnoza ta nie jest wyraźnie obecna w licznych teraz ekspertyzach powyborczych. Za miesiąc, dwa przestanie ta diagnoza kogokolwiek interesować i w ten sposób zostanie ukryta.

      W tle pojawia się pytanie, czy w zakresie określonej wyżej świadomości PiS mógł dokonać przełomu? Moim zdaniem próbował, ale odbił się od ściany. Tą ścianą była profesjonalna przewaga kłamców z "innych telewizji" oraz nieprzejednany, wręcz histeryczny bojkot PiS w środowiskach, o których wczoraj rozmawialiśmy z Ginewrą.

      Dopiero z takich ustaleń widać co należy zrobić przed następnymi wyborami parlamentarnymi. Przede wszystkim postawić na dojrzewanie młodej kadry dziennikarskiej w TVP. Przyjrzeć się też należy potrzebie profesjonalnej czystki w tamtejszej kadrze technicznej. Sprzęt bowiem już jest. Przydałby się jednak nowy zapał i nowa kreatywność przekazu, a ta od technicznych zależy.

      Równolegle należy postawić na młode kadry aktorskie, uniwersyteckie, prawnicze, itd. pod kątem oceny ich lojalności względem państwa. Kto mianowicie użyje frazy "państwo pis", ten powinien wylatywać. Nie jest to bowiem kwestia cenzury, lecz lojalności.

      Oferta powinna być taka: przyjmujesz pracę dla państwa (lub jakiś grant od państwa), to takiemu jakie ono jest, jesteś mu winien lojalność. Chcesz ulokować lojalność gdziekolwiek poza TYM państwem, to idź tam do roboty. Kretów państwu nie potrzeba.

      Wtedy przełom może nastąpić.

      Usuń
    2. Czyli w zasadzie sprowadza się to do tego, co powiedział Adam Jerzy Czartoryski: Jest partia polska i antypolska.

      A od kiedy mamy środki masowego przekazu, powiedzenie "Byt określa świadomość" straciło na aktualności.

      Usuń
  3. @Kozik
    Skoro gdybamy,gdyby Prawo i Sprawiedliwość wystawiło w wyborach człowieka z korupcyjnymi zarzutami, ja bym nie poszedł na wybory.

    OdpowiedzUsuń