niedziela, 27 października 2019

Dwa listy na odsłonięcie pomnika Wojciecha Korfantego - list nr 2


Zgodnie ze swoją zapowiedzią, przedstawiam odpowiedź, jakiej na wczoraj opublikowany przeze mnie list, udzielił Departament Spraw Obywatelskich Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Mateusza Morawieckiego. I jeszcze raz apeluję o komentarze choć odrobinę bardziej pogłębione, niż sprowadzające się do tego, że po tych socjalistach nie można się spodziewać niczego więcej, bo tylko zdrowa polska prawica jest w stanie oczyścić ten chlew.








KANCELARIA PREZESA RADY MINISTRÓW
Departament Spraw Obywatelskich

                                                               

                                                                                                                                



                                                                                                     Warszawa, dnia 3 października 2019 r.



Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pana wystąpienie w sprawie odzyskania nieruchomości lub wypłaty odszkodowania pozbawionej na mocy dekretu o mieniu opuszczonym i poniemieckim z dnia 8 marca 1946 r., Departament Spraw Obywatelskich uprzejmie wyjaśnia, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie jest organem właściwym w przedmiotowej sprawie.
       Jednocześnie Departament wyjaśnia, że zasadniczym celem dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich było zabezpieczenie  mienia obywateli, którzy utracili jego posiadanie w związku z wojną. Dopiero po upływie 10 lat – zgodnie z przepisami tego dekretu – nieruchomości opuszczone stawały się z mocy samego prawa własnością państwową. Stwierdzenie nabycia własności przez państwo następowało w drodze deklaratywnych orzeczeń sądów (uchwała składu całej Izby Sądu Najwyższego z dnia 24 maja 1956 r., uzupełniona uchwałą składu całej Izby Sądu Najwyższego z dnia 26 października 1956 r., 1 CO 9/56, OSN 1957, nr 1, poz 1). Zgodnie z przepisami ww. Dekretu przejście prawa własności majątku poniemieckiego na własność Skarbu Państwa następowało  ex lege (art 2), a opuszczonego przez przemilczenie – co do nieruchomości z upływem 10-ciu lat, od końca roku kalendarzowego, w którym wojna została zakończona (art. 34 ust. 1 lit. a).
      Dodatkowo należy zauważyć, że instytucja przemilczenia uregulowana została normami prawa cywilnego, a nie prawa publicznego i w sprawach spornych, gdy brak jest dokumentacji świadczącej, ustalenie stosunku prawnego może nastąpić jedynie w drodze powództwa cywilnego z art. 189 k.p.c.1 (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 25 lutego 1987 r., III CZP 2/87, OSN 1988/4/46, Lex nr 3344).

                                                                                                                           Z poważaniem
                                                                                                                         Główny Specjalista
                                                                                                                        Marzena Kosieradzka


Art. 189 kodeksu postępowania cywilnego. 

Powód może żądać ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny




30 komentarzy:

  1. @toyah

    Jest istotna niejasność uniemożliwiająca (moim zdaniem) ocenę sprawy na podstawie samych tych dwóch listów. Chodzi mi o to, że w powołanym dekrecie kategorie majątku opuszczonego i majątku poniemieckiego były kategorycznie odrębne względem siebie. Nie mógł być ustalony majątek JEDNOCZEŚNIE opuszczony i poniemiecki. Albo taki, albo taki, w żadnym wypadku i taki i taki.

    W związku z tym, najpierw należałoby kategorycznie ustalić, według której z tych dwóch kategorii dany majątek odebrano. Dopiero wtedy "zewnętrzny" komentator może zastanowić się, czy przyczyna odebrania była uzasadniona według konkretnej kategorii.

    Jedna uwaga: Skoro specjalista ministerialny nie dokonała powyższe go rozróżnienia a wyjaśniła stan prawny dla obu kategorii razem, to najwyraźniej nie ustaliła rzeczywistego stanu FAKTYCZNEGO konkretnej sprawy. Ograniczyła się w odpowiedzi do zreferowania ogólnego stanu prawnego. W tym sensie jej odpowiedź jest omijająca istotę skargi. Profesjonalnie rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Rzecz w tym, że to nie był majątek ani opuszczony, ani poniemiecki. Dr Kopiec niczego nie opuszczał, ani nie przekazywał Niemcom. On w jednym i w drugim wypadku został siłą ze swojego domu wyrzucony.
      Ale nie to jest tu najważniejsze. Dla mnie to co robi wrażenie największe to zdanie:
      "Jednocześnie Departament wyjaśnia, że zasadniczym celem dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich było zabezpieczenie mienia obywateli, którzy utracili jego posiadanie w związku z wojną".
      W życiu bym się nie spodziewał, że dziś ktokolwiek będzie oficjalnie zaświadczał, że zasadniczym, czy jakimkolwiek celem któregokolwiek z dekretów z roku 1946 była dbałość o majątek obywateli.

      Usuń
    2. Sprawa jest jasna - mienie potraktowano jako poniemieckie. Zapewne (nie ma tego w liście) Niemcy, z dużym prawdopodobieństwem) dokonali odpowiedniego wpisu w księgach wieczystych (tak robili, Niemiec dba "o papiery") - w analogicznej, znanej mi sprawie na Pomorzu tak było.
      Komunistyczne władze, by unieważnić te księgi (ze względu, iż były w nich także wpisy własności niemieckiej zgodnej z prawem) dokonały ich zamknięcia - nie stanowią dowodu w sądzie (pomimo, iż Autor listu figuruje w nich zapewne jako poprzedni, a więc pełnoprawny właściciel) nie ma do nich dostępu i nie może się powoływać na wpisy.

      W tym sensie (unieważnienie ksiąg z zapisami mienia także stricte niemieckiego) miało na celu ochronę szeroko rozumianej polskiej własności, by nikt nie mógł powoływać się na cokolwiek prawnego. Przy okazji dopuszczono się bezprawia, korzystając z niemieckich grabieży nieruchomości, tzn. co Niemiec ukradł, PRL wziął sobie (komuniści będą twierdzić, że nie sobie, a Polakom).

      Twierdzenie, iż chodziło o ochronę mienia obywateli ktoś z obecnej władzy rozumie współcześnie - a należy rozumieć komunistycznie - mienie państwowe to też mienie obywateli, w rozumieniu komunistów.

      Posiadane "społecznie" - posiadanie indywidualne było ideologicznie nieodpowiednie.
      Jak ktoś lubi obecną władzę ponad fakty - to może uznać, iż jest to brak wiedzy, będzie spał spokojniej, szczególnie, jak nie ma osobistych roszczeń.

      Twierdzenia o porzuceniu są fałszywe - to czysty cynizm - lecz zgodnie z doktryną wyrok sądu (także komunistycznego) uznaje się, iż jest ostateczny i prawdziwy - i bardzo trudno to zmienić, jedynie na drodze nadzwyczajnej. W warstwie faktycznej oznacza to, że PRL uznał i zalegalizował przejęcie polskich majątków przez III Rzeszę - tak traktuje się mienie polskie przejęte przez Niemców w czasie II WS - jako poniemieckie.

      Sprawa jest być może do załatwienia - ale to droga przez mękę - liczenie, iż ktokolwiek z PiS (poza niższym szczeblem decyzyjnym) cokolwiek pomoże czy zrobi - to skrajna naiwność. Tego akapitu (mojego) nie będę ani uzasadniał, ani komentował - takie jest moje i nie tylko moje doświadczenie - oni, bo to są oni - nie pomagają nawet w prostszych i oczywistych sprawach, a co dopiero w takich.

      Usuń
    3. @toyah

      czytaj między wierszami:

      Cel "zabezpieczenie mienia obywateli" wcale nie oznacza, że DLA obywateli.

      Usuń
    4. To nawet czytaj wprost, zabezpieczenie mienia obywateli na rzecz Państwa...

      Usuń
    5. @Wolfram

      Ktoś mi mówił, że widział taki wyrok Sądu Najwyższego z uzasadnieniem, że sądy RP zgodnie z konstytucją stosują prawo, natomiast sprawiedliwość nie jest kategorią konstytucyjną.

      Ktoś się pyta o sprawiedliwość?

      Usuń
    6. @orjan

      Art. 2 Konstytucji naszej rzecze o sprawiedliwości z przymiotnikiem społecznej. Więc jeżeli rozróżnić dwie sprawiedliwości: bezprzymiotnikową i społeczną, to ta pierwsza faktycznie nie jest wartością Konstytucyjną.

      A odnośnie Pisma Pani Specjalisty, jeszcze jedna refleksja. Raz, że to jest znów przerzucanie winy i odpowiedzialności - proszę iść do Sądu z pozwem o art. 189 k.p.c. , bez żadnego zastanowienia się, że czego właściwie można byłoby się w takim powództwie domagać i domagać się skutecznie.

      Usuń
    7. @Grudeq

      Wezwanie do poszanowania sprawiedliwości zawarte jest explicite w Preambule Konstytucji RP, ale polskie sądy uparcie twierdzą, że ta Preambuła to jest tylko takie tam bla, bla.

      Najmocniej zaś tak twierdzą ci zagorzali obrońcy Konstytucji.

      Usuń
  2. Najprościej byłoby napisać, że odpowiedź Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest konsekwencją tego, że prawnie III RP jest kontynuacją PRL.

    Jeżeli miałbym uwagę do pisma spadkobierców Pana doktora, to wniosek o zwrot nieruchomości nie jest wnioskiem o odznaczenie i nie trzeba w nim wymieniać wszystkich zasług, bo prawo własności nie działa tak, że jak ktoś jest bardziej zasłużony to jemu się zwraca nieruchomość, a jak ktoś zasług nie ma, to wtedy można mu odmówić zwrotu nieruchomości.

    Jak przeglądałem gazety przedwojenne tam zawsze trwała dyskusja, w jaki sposób II RP ma przywrócić majątki, które zostały zabrane przez władze zaborcze. I jakiegoś uniwersalnego sposobu na to nie znaleziono. I chyba podobnie będzie z jakimkolwiek zwrotem majątku zajętego po II WŚ. W tym konkretnym przypadku, najchętniej przejrzałbym te akta sądowe z lat 50 - tych, bo tam jest pies pogrzebany i Skarb Państwa mając takie rozstrzygnięcie, będzie się jego trzymał. Sprawdziłbym jakie działania podejmował Pan doktor Kopiec w okresie 1945-56 aby odzyskać kamienicę, względnie jakich działań nie podejmował i dlaczego. Ratunkiem byłaby chyba tylko ustawa twierdząca, że PRL było państwem nielegalnym i anuluje się wszystkie rozstrzygnięcia sądowe i administracyjne.

    Z drugiej strony przy jakichkolwiek roszczeniach windykacyjnych, jeżeli ktoś mówi, że to było jego w 1939 roku i on żąda aby mu to przywrócić, to zadaje sobie pytanie, co będzie jak ktoś przyjdzie i powie, że to było jego w 1772 roku i on nie zdążył tego zażądać do zwrotu między 1918 a 1939, ale teraz wnosi aby mu przywrócić.... na to znajdzie się ktoś kto powie że to było jego w 1000 roku....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grudeq

      W pierwszym liście jest wzmianka, która zdaje się wskazywać, że ten dom już w 1945r. zdążyła zająć Milicja (czyt. państwo pre-PRL) ZANIM zgłosili się prawni właściciele, tj. dziadek.

      Jeśli ten mój domysł, bo w liście ten fakt jest podany niewyraźnie, jest trafny, to zaboru dokonano nie wg dekretu omawianego w drugim liście, ale wg ustawy dekret ten poprzedzającej, a przez tenże dekret uchylonej.

      W tamtej ustawie były kategorie mienia opuszczonego i PORZUCONEGO (a nie poniemieckiego). Przy tym jako majątek porzucony określano tam "majątek obywateli niemieckich".

      Jesteśmy na Śląsku i dlatego automatycznie powstaje pytanie, czy Dziadek przed 1918r. przypadkiem nie miał obywatelstwa niemieckiego, albo nie został nim uszczęśliwiony w czasie okupacji. Jak to na Śląsku.

      Dopiero dekret z 1946r., ten omawiany w ministerialnym piśmie, w odpowiednim miejscu wprowadził kategorię mienia poniemieckiego, czyli m.in. mienia: "obywateli Rzeszy Niemieckiej i byłego Wolnego Miasta Gdańska z wyjątkiem osób narodowości polskiej lub innej przez Niemców prześladowanej.

      O ile więc właściciel został złapany w sidła poprzedzającej ustawy, to wg uchylającego ją dekretu już raczej nie zostałby złapany. No, ale to jest moja spekulacja z samych tylko strzępów informacji w listach. Jest jednak sensowna i powinna być sprawdzona: ustawa z 1945r., czy dekret z 1946r.? Gdy bowiem milicja dokonywała zaboru dekretu jeszcze nie było.

      Ciekawe to wszystko i w gruncie rzeczy ponure.

      PS. Ja jestem z kresowian i jedyny majątek, który w rodzinie mojej Mamy ocalał, to takie niemal kieszonkowe, w jednym tomie jubileuszowe wydanie Dziadów i Pana Tadeusza A. Mickiewicza, którego Mama już nie zdążyła oddać do biblioteki. Resztę wzięła Czerwona Zaraza o czym tu wspominam z nieustającymi pozdrowieniami dla Czarzastego i reszty.

      Usuń
    2. @Grudeq
      Biorąc pod uwagę fakt, że jego dom był zajęty przez Milicję Obywatelską oraz Urząd Bezpieczeństwa, domyślam się, że on, zamiast się z nimi procesować, bardziej się wówczas skupiał na tym, by im się nie rzucać w oczy.

      Usuń
    3. @Grudeq
      Moim zdaniem to proste. Jeśli wykaże, że to faktycznie w roku 1000 było jego, tyle że ktoś mu to skradł, powinien dostać odszkodowanie.

      Usuń
    4. @orjan
      "Po zakończeniu wojny, w 1945 r. dom ten zajęła Milicja Obywatelska i Urząd Bezpieczeństwa na swoją siedzibę".
      "Po opuszczeniu nieruchomości przez Milicję Obywatelską, moja mama wystąpiła w dniu 14.2.1979 r. z pismem do Urzędu Miejskiego w Mikołowie".
      Co znaczy, że "ten fakt został podany niewyraźnie"?
      Co do kwestii, czy dziadek był traktowany jako Niemiec, w innej części tego listu, której nie opublikowałem jest jasno stwierdzone, że on był przez Niemców traktowany jako Polak, a przez PRL jako Niemiec.

      Usuń
    5. @toyah

      No na przykład, czy Dziadek zdążył się wprowadzić (czyli znowu został POSIADACZEM tego domu), zanim wprowadziła się Milicja i ona stała się posiadaczem.

      Własność i posiadanie to osobne prawa a ustawa poprzedzająca wiadomy dekret wymagała od właściciela, aby był JEDNOCZEŚNIE posiadaczem w dniu jej wejścia w życie, czyli wcześniej niż w dniu 07.05.1945r. - inaczej majątek podpadał pod "opuszczony".

      Usuń
    6. @orjan
      To też jest w pokazanym przeze mnie liście:
      "Mój dziadek próbował zaopiekować się swym domem w Mikołowie lecz wkrótce został z niego wypędzony przez Milicję Obywatelską".
      Czemu Ty jesteś taki nieuważny?

      Usuń
    7. @toyah

      Ale cokolwiek by nie próbował, to wtedy szansy i tak nie miał. Czy ma szansę teraz? Właśnie do tego oceny potrzebne są drobiazgowe szczegóły.

      Być może środki lub orzeczenia, które wtedy zastosowano przeciwko Dziadkowi i jego spadkobiercom kryją jakiś istotny błąd ewentualnie mogący skutkować przynajmniej odszkodowaniem. Ale tego nie da się ustalić korespondencją do rządu. To jest robota dla prawniczego archeologa archiwisty.

      Sąd cywilny sam nic nie ustali, bo obecne sądy nie są od odkrywania prawdy. Tę należy sądowi przynieść w nadziei, że zrozumie i zastosuje. Oprócz tego trzeba sądowi przynieść wpis sądowy, bo za darmo nawet pozwu nie przeczyta.

      Ostatecznie chodzi mi o to, że wtedy wygrał ustrój bandycki a dzisiaj trzeba by stoczyć bój z ustrojem sądowym. To między wierszami napisała ta specjalistka z kancelarii premiera.

      Władza wykonawcza (choćby i sam premier) jest tu bezsilna i w gruncie rzeczy jest ustrojowo niekompetentna, aby tę sytuację własnościową zmienić chyba, że w trybie jakiejś niesłychanej darowizny przy jakiej zbladłaby nawet tzw. "sprawa Banasia".
      Kompetentne byłyby sądy, ale tu ... patrz wyżej.

      PS. Ja nie jestem nieuważny i jestem nawet przekonany, że Dziadek zrobił, co tylko mógł a w ogóle nic nie mógł. Potrafię też zrozumieć traumę tej bezsilności wtedy i teraz a także wynikające poczucie niesprawiedliwości, które cały czas trwa i ...

      Usuń
    8. Wyraziłem się potencjalnie nieostrożnie, więc od razy wyjaśniam: w mojej opinii tzw. "sprawa Banasia" to jest ordynarna hucpa bezczelnie wyolbrzymiana dla czarnej propagandy. Ale z czasem zużyje się więc zawsze szuka się kolejnej innej "sprawy".

      Usuń
    9. @orjan
      Ja jestem i Tobie i wszystkim wdzięczny za te Wasze głosy, ale owszem jesteś nieuważny. Pytasz o rzeczy, które stoją jak byk we wczorajszym liście i tylko o to mi chodziło.

      Usuń
  3. Tak sobie wczoraj pomyślałem, że odpowiedź będzie "techniczna".

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan

    Cyt.: "czytaj między wierszami:

    Cel "zabezpieczenie mienia obywateli" wcale nie oznacza, że DLA obywateli."

    Niemniej nadal aktualne pozostaje pytanie, dlaczego urząd, nad którym władztwo sprawuje PiS ulega tej anachronicznej, PRL-owskiej narracji i posługuje się nią w argumentacji w odpowiedzi na pokorne wołanie o pomoc.

    To nie jest sytuacja, w której powinniśmy ze zrozumieniem czy wręcz cynizmem koncentrować się na intencjach komunistów - i puszczać oko do siebie nawzajem.

    Ciekaw jestem Twojej opinii na temat Art. 7 kpc - czy w tej sprawie Prokurator nie może żądać wszczęcia postępowania? Moim zdaniem odpowiedź, iż rząd nic nie może nie jest w pełni ścisła - tzn. może, ale nie chce. Min. Sprawiedliwości Prokurator Generalny nie jest bytem oderwanym od rządu - i w tym znaczeniu adresat pisma jest jak najbardziej właściwy.

    (tak na marginesie mam odpowiedź odmowną wszczęcia post. cywilnego przez Prokuratora Generalnego, gdzie w tle jest wyrok (późniejszy) Sądu Najwyższego iż naruszenie prawa było rażące i oczywiste; sprawa raczej banalna i nie tak skomplikowana).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolfram

      Być może prokurator powinien, lecz zauważ, że nie jest istotne, kto pójdzie do sądu, ale co sąd z tym zrobi. Prokurator tylko niejako wyręczyłby tych spadkobierców i niejako w ich zastępstwie starłby się z "ustrojem sądowym". Najpierw musiałby jednak rozkminić całą historię przewału tej kamienicy od 1945r. Kto to tam zrobi?

      Refren: Dobrzy ludzie myślą, że PiS domaga się reformy sądownictwa ot tak, dla jaj ...

      Zauważ także funkcjonalne podobieństwo ze sprawą tych reprywatyzacji warszawskich. Tam PiS doprowadził wręcz do powstania sporej instytucji (ta komisja), która rozkminia poszczególne przekręty. Zauważ, że wszędzie znajdują się złodziejskie błędy. Złodzieje nigdy nie działają absolutnie bezbłędnie. Nie ma zbrodni doskonałej. Komisja wg odkrytych błędów orzeka likwidując przekręty a i tak sprawy w końcu trafiają przed sądy, a te robią gest Kozakiewicza.

      Refren: A dobry ludzie nadal myślą, że reforma sądów to uboczne zagadnienie i jakąś rację może mają ci od OTUA.

      Usuń
    2. @Wolfram
      Właśnie o to mi chodzi. Czemu oni się powołują na prawo, które nawet przez ułamek chwili nie było prawem. Czy oni nie widzą, jak źle to wygląda? Kopiec, gdy tylko wojna się skończyła, wrócił do swojego domu i natychmiast został pogoniony przez milicję i umieszczony w obozie dla Niemców, a ta kobieta coś pisze o jakimś 10-letnim okresie.
      Przy okazji, w odpowiedzi dla Grudeqa:
      On te wszystkie informacje o zasługach Dziadka dla Polski napisał właśnie po to, by nikt nie miał wątpliwości, że Kopiec nie był Niemcem, lecz Polakiem.

      Usuń
  5. @Toyah
    Zarówno Dekret o majątkach poniemieckich i opuszczonych, jak i ustawa o majątkach opuszczonych i porzuconych są prawem i były prawem i te akty prawne nie zostały nigdy unieważnione. Pani Specjalista pisząc o 10 letnim okresie pisze o tym co było w obowiązującym w Polsce prawie.
    Jak była okupacja niemiecka, to były ustawy które mówiły, że wszystkie orzeczenia sądowe i administracyjne z lat 1939-1945 są nieważne. Nie ma takiej ustawy odnośnie lat 1945-1956 (1989).

    Kwestia druga - prawo to trochę inna kategoria niż publicystyka. Jako publicysta mogę sobie napisać on z duszy i z czynów był Niemcem... albo, to prawdziwy Niemiec. Prawo zaś mówi tak: Niemcem jest ten, kto ma obywatelstwo niemieckie. Posiłkowo pojawia się gdzieś pojęcie narodowości.

    Tutaj jest takie moje podejrzenie, że doktor Kopiec mimo swojej polskiej i patriotycznej postawy w okresie 1918-1939, jako że posiadał przed 1918 rokiem poddaństwo (obywatelstwo) Pruskie, a co za tym idzie Cesarstwa Niemieckiego, został uznany z automatu w 1939 roku za obywatela niemieckiego, no i w to graj było komunistom w 1945 roku, że Niemca obywatela umieścili w obozie dla Niemców.

    Innymi słowami, to jak kto go traktował, to jest pojęcie ocenne i publicystycznie można pisać, że przez nich był traktowany jak Niemiec, przez nich jak Polak.. natomiast obiektywnie istniało obywatelstwo, które zostało przypisane Panu Doktorowi Kopiec.

    Tutaj można dopisać, jak to Rząd Polski w Londynie miał spory z Rządem Radzieckim. Rosjanie w 1939 roku nadali obywatelstwo radzieckie wszystkim obywatelom Polskim na zajetym przez nich obszarze. A po 1941 roku twierdzili, że układ Sikorski-majski, oznaczał tylko cofnięcie nadania obywatelstwa radzieckiego tylko względem osób narodowości polskiej... Czy obywatelstwo miało jakieś znaczenie? Tak, obywatel radziecki był powoływany do Armii Czerwonej, obywatel Polski zaś albo do Armii Andersa albo później do Armii Berlinga. Oczywiście publicystycznie można pisać, że Polak to Polak... ale prawnie to obywatelstwo jest mocniej ugruntowane i obywatelem Polski może być nawet Niemiec Polski nienawidzący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tylko domniemanie (obywatelstwo niemieckie) - a z treści listu nie wynika, by tak było. A co jeżeli miał też polskie? Albo to niemieckie było przymusowe? Prawo wbrew pozorom umożliwia rozstrzygnięcie takiej kwestii.

      Podobnie, jak z wyroków sądów (komunistycznych) - skoro powołują się tam na porzucenie i zasiedzenie. Gdyby była podstawa do potraktowania mienia jako poniemieckiego - to użyto by tego argumentu. Ta rzekoma poniemieckość wynika najprawdopodobniej z zaboru mienia przez Niemców i faktu użytkowania przez Niemców - ale to nie jest poniemieckość w rozumieniu ustawy, tylko w rozumieniu nielegalnej (niezgodnej z prawem) praktyki.

      Usuń
  6. @toyah

    Czemu? Otóż dlatego, że cały obecny ustrój Konstytucja , itd. ustanawiają tutaj państwo prawa, a nie państwo sprawiedliwego prawa. W związku z tym nie jest skuteczne wskazywanie na niesprawiedliwość wyrządzoną lege artis.

    Z chrześcijańskiego pojmowania prawa w ustawach został bodaj tylko art. 5 kodeksu cywilnego, który pozwala odmówić zastosowania prawa, jeśli byłoby to np. oczywiście niesprawiedliwe. Jednak ten przepis został, bo go Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny tak pieczołowicie wykastrowały orzecznictwem zostawiającym stosowanie tego przepisu do swobodnego uznania sędziego, według jego poczucia i odczucia sprawiedliwości.

    Mam powtórzyć refren z poprzedniego komentarza?

    Poza tym nikt (a już na pewno "pisowski rząd nie ma prawa" szukać sprawiedliwości ponad wydany przepis, lub - nie daj Boże - ponad wydane orzeczenie sądowe. Tu nie będzie żadnego pobłażania.

    To właśnie dlatego klucz do takich problemów lezy w sądach. Gdy jakieś dziesięć lat temu gardłowałem na S24, że umowy frankowe wszystkie mają wadę nieważności i właściwym adresatem naprawy są sądy, to odpowiadano mi jako debilowi.
    I pacz-pan ostatnio wyszło na moje z tego tam Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który powtórzył moje argumenty. Czyli jestem 10 lat szybszy, ale w międzyczasie frankowicze gremialnie znienawidzili A.Dudę i PiS, że im tego nie dali, choć nie mogli a pokochali sądy, które nie chciały. I kto tu jest debilem?

    To jest stały schemat -> refren.

    Nie można walczyć z prawem narzędziami spoza prawa chyba, że rewolucja. Być może należało w 1989r. odmówić ciągłości prawnej dla pewnego rodzaju spraw, np. wywłaszczeniowych. Jednak zbyt wiele czasu upłynęło. Ja zauważył wyżej Grudeq w odniesieniu do II RP, bez totalnej przemocy skierowanej także na zwykłych, niewinnych ludzi po prostu nie da się odkręcić zmian, które w międzyczasie narosły.

    Teraz, wracając do mojego twierdzenia, że należałoby do wiadomej sprawy wpuścić archeologa, żeby poszukał błędów, to pokażę Ci coś śmiesznego, ale nie bardzo. Mianowicie jak niechlujne było to komusze złodziejstwo w 1945r.

    No więc ta ustawa, którą załatwiono Dziadka weszła w życie 7 maja 1945r. a następnie poprawiono jej błędy ustawą wchodzącą w życie 27 lipca 1945r. Mamy więc odstęp jakieś 2 i pół miesiąca, w którym prawem były takie ujawnione później błędy:

    a) w art. 2 § 1 po wyrazach "a w chwili wejścia w życie" zamiast "niniejszego dekretu" powinno być "niniejszej ustawy";

    b) w art. 2 § 1 po wyrazach "osób, które zbiegły" zamiast "od nieprzyjaciela" powinno być "do nieprzyjaciela";

    c) w art. 6 § 2 w zdaniu drugim po wyrazach "Głównego Urzędu Tymczasowego" należy wstawić wyrazy "Zarządu Państwowego";

    d) w art. 37 zamiast "w art. 14" powinno być "w art. 13";

    e) w art. 38 zamiast "w art. 14" powinno być "w art. 13";

    f) w art. 42 zamiast "dekretu z dnia 14 grudnia" powinno być "z dnia 12 grudnia".

    Niezły burdel, nieprawdaż?

    No to pojawia się np. pytanie (vide lit. b): Jeśli dziadkowi odebrano w czasie tych 2,5 miesięcy, to dlatego, że został on potraktowany jako ten, który zbiegł OD nieprzyjaciela, czy jako ten, który zbiegł DO nieprzyjaciela.
    Bo jeśli ustalono mu to drugie, to już według komuszego prawa na pewno odebrano mu dom od początku absolutnie bezprawnie. I co mają znaczenie te daty, czy nie są interesujące?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest taki oto wyrok SN, sygn. V CK 328/03

    Wyjątek z uzasadnienia:
    "Sąd Okręgowy w K. wyrokiem z dnia 23 lutego 2002 r. zasądził od pozwanego na rzecz powódki 393.605 zł z tytułu wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości wraz z ustawowymi odsetkami.

    Sąd ustalił, że zabudowana nieruchomość, położona w R. przy ul. P. 3, stanowiła własność Józefa S. od 1939 r. Od zakończenia wojny pozostawała jednak w administracji Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w R.

    W 1946 r. żona właściciela tej nieruchomości - na drodze sądowej - uzyskała przywrócenie posiadania nieruchomości na podstawie dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich (Dz. U. Nr 13, poz. 87, dalej: dekret z 1946 r.), ale faktycznie w posiadanie jej nie objęła. Dnia 2 września 1957 r. Prezydium MRN w R. przekazało nieruchomość w zarząd i administrację Obwodowemu Zarządowi Ubezpieczeń Społecznych w R.

    Postanowieniem z dnia 1 lipca 1965 r. Sąd Rejonowy w R. oddalił wniosek Skarbu Państwa o nabycie własności nieruchomości na podstawie dekretu z 1948 r., ponieważ nastąpiło przywrócenie posiadania nieruchomości i nie można było jej uznać za majątek opuszczony. Skarb Państwa podejmował jeszcze dalsze próby nabycia własności nieruchomości, ale również one zakończyły się niepowodzeniem.

    Dnia 13 czerwca 1996 r. Alicja S., która jest spadkobierczynią Józefa S., sprzedała nieruchomość spółce z o.o. "O." w K. Wówczas ZUS wydał nabywcy nieruchomość, z wyjątkiem tej części budynku, którą sam wybudował. W 2000 r. ZUS wystąpił przeciwko spółce "O." z pozwem o zwrot nakładów na nieruchomość.

    Ustalenie wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości Sąd oparł na opinii biegłego M.F., której strony nie kwestionowały."

    Hm.. no i teraz pytanie, dlaczego w podobnym stanie faktycznym Alicji S. i Józefowi S. udało się wykorzystać dekret i przywrócić swoje posiadanie, a doktorowi Kopiec to się nie udało.

    Może Alicja S. i Józef S. byli jakoś umocowani w aparacie? A tego umocowania zabrakło Panu Doktorowi, plus jeszcze doszło to, że po prostu przegapił terminy bo władza skutecznie zniechęciła go do myślenia o odzyskaniu majątku.
    A może rzecz była w wadze nieruchomości, czy też w tym że jednak nieruchomość zajęta przez Bezpieczeństwo to czy innego niż nieruchomość ZUSowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grudeq
      Też to mamy:
      "Dekret o mieniu opuszczonym i poniemieckim z dnia 8.3.1946r., Dz. U.RP nr 13, poz. 87.
      dopuszczał dwie równorzędne drogi ubiegania się o przywrócenie posiadania majątku, drogę
      administracyjną i sądową. Dr Jan Kopiec wystąpił w dniu 15.4.1947r. z wnioskiem do Okręgowego
      Urzędu Likwidacyjnego w Katowicach o przywrócenie posiadania majątku na podstawie art. 15 i 16 ust.
      1 dekretu. W odpowiedzi na ten wniosek O. U. L. wydał decyzję negatywną".

      Usuń
  8. Notak w dechę. Tym bardziej dyskusja. Ewidentnie sprawa dla Wolframa albo dla Niepokonanych. Qwerty ciągnie do przodu jedną taką sprawę. Ale osoba ta musiałaby podjąć decyzję o zmianie prawnika. A ten obecny chyba też całkiem całkiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja magazynier. Miał być Notatka w dechę. Nie wiem czemu zniknął mój profil. Muszę pogrzebać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.