wtorek, 1 października 2019

W jaki sposób prawda może zepsuć dobrą zabawę?


       Zbliżają się te nasze, jak zawsze, najważniejsze w historii wybory, a mi po głowie chodzi pewna wcale nie tak nowa myśl, że tu – znów, jak zawsze – wszystko jest i tak od dawna umówione. W czym rzecz? Pisałem już o tym parę razy, ale przypomnę. Otóż mam nieodparte wrażenie, że w tym całym politycznym zamieszaniu, są kwestie, które można by było przez jedną czy drugą stronę skutecznie poruszyć, jednak z jakiegoś powodu i jedni i drudzy tematu nie chcą w żaden sposób ruszyć. Weźmy aferę z Salą Kongresową. Miejsce to, jak być może część z nas wie, a bardzo możliwe, że większość nawet nie ma o tym pojęcia, od wielu już lat jest w stanie tragicznego, któregoś dnia rozpoczętego, a następnie, po zmarnowaniu wszystkich przeznaczonych przez miasto Warszawa pieniędzy, zarzuconego remontu. Kiedy patrzy się na Pałac Kultury z zewnątrz, wszystko wygląda jak z obrazka, więc może to jest powód, dla którego ogromna większość mieszkańców Warszawy, nawet nie myśli o tym, czemu tam od wielu lat nic się nie dzieje. I to ja oczywiście jestem w stanie zrozumieć, natomiast nie rozumiem, czemu w samym centrum kampanii, siły propagandowe Prawa i Sprawiedliwości, zamiast pieprzyć coś na temat pomordowanych na jakiejś wyspie kóz, nie zadadzą prostego pytanie: gdzie są te pieniądze? No czemu?
      Podobnie, z drugiej strony, nie rozumiem, dlaczego Platforma Obywatelska i obsługujące ją media nie wywołają ciężkiej afery w związku ze sposobem, w jaki nagle zakończyły się wieloletnie prace podkomisji Antoniego Macierewicza i tuż przed ogłoszeniem ostatecznego raportu, sprawa została zakopana głęboko pod najgłębszą piwnicą. Czemu oni, w ramach tych wszystkich ciężkich dyskusji na temat tego, co PiS zrobił złego, albo jeszcze gorszego, nie zadadzą prostego pytania: „co z tym raportem i co z tymi zmarnowanymi latami?” i nie zadają go dziś w dzień przez najbliższe dwa tygodnie. To znaczy, ja oczywiście odpowiedź na to pytanie znam, natomiast chciałbym wiedzieć, czemu ta odpowiedź również dla tych co spowodowali tamtą katastrofę jest taka trudna.
    No i jeszcze coś, o wiele mniejszego kalibru, ale z tego samego gatunku dziwnego zamilczenia, o której tu wspominałem kilka dobrych razy, a mam tu na myśli moim zdaniem nadzwyczaj znaczącą wypowiedź Pawła Śpiewaka, czołowego ideologa antypolskiej krucjaty, jeszcze z roku 2011. Cytowałem ją tu parokrotnie, ostatnio nawet przypomniałem na swoim profilu twitterowym i wygląda na to, że ona na nikim nie robi choćby w drobnej części takiego wrażenia, jak na mnie. A mam tu na myśli słowa, jakich Paweł Śpiewak w przeddzień wyborów parlamentarnych w roku 2011 wypowiedział w rozmowie z Robertem Mazurkiem:
    „Jeśli PO wygra jesienne wybory, to ma wszystko: parlament, rząd, prezydenta, swój Trybunał Konstytucyjny, rzecznika praw obywatelskich, wkrótce IPN. Ma telewizje, radia, swoje media. Będą mieli pod kontrolą wszystko, łącznie ze sportem.
      Ja się tego nie boję, bo nie bardzo wierzę w despotyczne skłonności PO. Pocieszam się, że to byłby raczej miękki reżim. Dziennikarze będą się bali mocniej zaatakować Platformę, niezależni eksperci nie będą się tak wyrywać do krytykowania rządu, sędziowie będą brali pod uwagę to co powie prezydent Komorowski. Wszyscy będą wiedzieć, że z nimi trzeba się liczyć.[…] Ale będzie to wszystko jakieś miękkie, da się to przeżyć…”.
      Proszę zwrócić uwagę na to, co tu się dzieje. Śpiewak, człowiek, który dziś nie może spokojnie się napić, bez odłożenia na bok swoich antypisowskich obsesji, opisuje rządy Platformy Obywatelskiej dokładnie takimi, jakie one pozostały w naszej bolesnej pamięci:
      Platforma „ma wszystko: parlament, rząd, prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, rzecznika praw obywatelskich, IPN, telewizje, radia, media. Wszystko pod pełną kontrolą, „łącznie ze sportem. Dziennikarze będą się Platformy bali, niezależni eksperci nie będą się rwać do krytykowania rządu, sędziowie będą po wskazówki biegać do prezydenta Komorowskiego i wszyscy będą wiedzieć, że ze zdaniem władzy „trzeba się liczyć”.
       My wiemy, że tak właśnie przez te osiem lat było i ta wiedza wciąż nas trzyma za gardło. Natomiast nie rozumiem, czemu w żadnej z wielu politycznych przedwyborczych debat, nikt z tak zwanych „naszych” nie zapyta: „Przepraszam bardzo, ale mam tu taki cytat z jednego z waszych autorytetów, czy mógłbym prosić o komentarz?” Czemu Prawo i Sprawiedliwość, zamiast zabawiać nas popisami aktora Rewińskiego w urnie wyborczej, nie wypuści porządnego klipu zbudowanego na tamtej wypowiedzi ważnego profesora Śpiewaka? Czy w niej jest coś takiego, co tylko ja uważam za nadzwyczaj decydujące? Czy to możliwe, że nimi kieruje ta sama obojętność, która kieruje tymi wszystkimi z nas, którzy uznali, że to co gadał Śpiewak osiem lat temu, jest w ogóle nieciekawe?
      Daję słowo, że to jest dla mnie zagadką. Przecież wystarczyłoby z tamtego cytatu zrobić temat na parę dni, żeby propagandzie sączonej przez ich media i polityków zamknąć twarze na dobre. A tu tymczasem zaledwie wzruszenie ramion. Czy to możliwe, że my wiemy, że to by zakończyło tę cała zabawę w politykę, a zabawa musi trwać? Czy to możliwe, że my milczymy na temat tej Sali Kongresowej i wyciągamy te głupie kozy, a oni nie chcą wracać do kwestii Macierewicza i jego podkomisji, bo wszystkim zależy tylko na dobrej zabawie?  Daję słowo, że tego się coraz bardziej boję.
     No ale nic to. Po raz kolejny czekam aż ktoś weźmie choćby tego cwaniaka z ryżą bródką za łeb i go zapyta: „To jak to w końcu jest z tym miękkim reżimem? No jak?”



 





5 komentarzy:

  1. Myślę, że dla nas ludzi prostych, a więc takich, którzy mają wyryte w sercach słowa "niech mowa wasza będzie tak tak, nie nie" zachowanie polityków bywa nie do zaakceptowania. Jednak taką metodę "tak - być może, nie - czasami" dla działań polityka trzeba uznać za właściwą.
    Na marginesie - do Jarosława Kaczyńskiego mam zaufanie, chociaż nie twierdzę, że jest nieomylny, bo któż jest.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PrzeKaz
      Oczywiście że jest omylny. Pokazał to aż nazbyt jasno wymyślając Marcinkiewicza na premiera.

      Usuń
  2. P. Michalkiewicz to komentuje słowami że wszystko się kończy wesołym oberkiem... I tak to rzeczywiście chyba jest... Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Salą Kongresową to jest lepszy cyrk niż z tą oczyszczalnią ścieków ale tego to nawet rodzina Stuhrów nie widzi bo im pewnie smog zatyka oczy.
    https://warszawa.naszemiasto.pl/sala-kongresowa-zamknieta-od-pieciu-lat-kolejne-piec/ar/c1-5156573

    OdpowiedzUsuń