środa, 23 października 2019

O czystym jak diament sumieniu księdza Isakowicza-Zaleskiego


      Choć dla wielu czytelników tego bloga może to być sprawą oczywistą, powtórzę tu dziś raz jeszcze, że choć do kapłanów i zakonnych sióstr naszego Kościoła czuję bezwstydny wręcz szacunek, który w wymiarze fizycznym z najwyższym uporem realizuję na co dzień choćby tylko pozdrawiając ich wszystkich bez wyjątku tradycyjnym „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, są też księża - a tu mogłoby mi zabraknąć palców obu rąk - z którymi, gdy chodzi o wspomniany szacunek, mam bardzo duży kłopot. I, wbrew pozorom, nie chodzi mi najbardziej o tych wszystkich lansowanych przez liberalne media dominikanów, czy tym bardziej o pojedynczych księży takich jak ksiądz Lemański, Sowa, czy Luter, ani nawet o samego kardynała Nycza, ale o niegdyś nadzwyczaj skromnego i w sposób oczywisty zasłużonego dla naszej wolności księdza Isakowicza-Zaleskiego. Gdy chodzi o tamtych, to oni przynajmniej nawet nie próbują ukrywać zła, w które z taką dumą wdepnęli i dziś z autentyczną satysfakcją, jak gdyby nigdy nic, głoszą swoje nauki. Co do księdza Isakowicza jednak, moje myśli są znacznie poważniejsze, a uwagi o wiele bardziej surowe. Otóż przez to, że on z jednej strony przedstawia się, jako jeden z najwierniejszych obrońców Kościoła, który jest rzekomo rozsadzany od zewnątrz przez liberalnych Jego wrogów, a z drugiej pozwala się w sposób zupełnie skandaliczny wykorzystywać przez prawdziwych tego Kościoła wrogów, ja go uważam za nie mniejszego szkodnika niż buszujący od lat po kościelnych peryferiach Tomasz Terlikowski, Grzegorz Górny, czy całe to towarzystwo związane z takimi katolickimi portalami, jak Fronda, czy Polonia Christiana. Nie ma bowiem nic gorszego, jak owi głupcy, którzy chcieli dobrze, tyle że trafili na o wiele większych cwaniaków od siebie.
       Czemu dziś piszę o księdzu Isakowiczu-Zaleskim? Otóż on mi chodził po głowie już jakiś czas, a na tym blogu występował jeszcze lata temu, natomiast wczoraj pojawił się na dobre w związku z tym, że ów straszny, najbardziej okrutny atak wymierzony przez moce zła przeciwko księdzu Tymoteuszowi Szydło, nie mógł być już dłużej dyskretnie bardzo przemilczany przez ogólnopolskie media, no a przy tym również przez Polskie Państwo. My, którzy znajdujemy czas i odpowiednią pasję, by przebywać tu w Internecie o wiele częściej, niż przeciętni Polacy, mogliśmy już od wielu tygodni z bezradnym przerażeniem obserwować to, co bardzo źli ludzie wyprawiają, gdy chodzi o tego biednego księdza. Wcześniej sam starałem się być dyskretny i nie przykładać ręki do tego, by te wszystkie kłamstwa, rozpowszechniane przeciwko niemu, czy to na Twitterze, czy Facebooku, rozeszły się szerzej niż i tak już zupełnie bezkarnie przewalały, jednak kiedy po pewnym, jak się okazało zaledwie pozornym przyśnięciu, ruszyła kolejna fala, no i mimo że również zareagowali prawnicy księdza Tymoteusza, najbardziej bezczelni oszczercy posunęli się do tego, by w celu wzmocnienia przekazu obniżyć wiek owej wymyślonej przez te czarne dusze dziewczynki do piętnastu lat, pomyślałem, że jednak o tym tu wspomnę. Dziś sprawa jest już bardzo szeroko udostępniana, głos zabrał nawet premier Morawiecki i wciąż tylko jedna kwestia pozostaje niewyjaśniona: kto mianowicie uruchomił tę lawinę? Kto jako pierwszy opublikował ten mem, w którym Księdzu zadano pierwszy cios. Ponieważ ja mam tu swoją indywidualną opinię, pragnę się nią podzielić.
      Otóż, jak pewnie dziś sobie wszyscy przypominamy, jakieś dwa lata temu premier Szydło pochwaliła się ze zrozumiałą dumą, że jej syn został uroczyście wyświęcony i dziś już może szczęśliwie służyć wiernym jako ksiądz Tymoteusz. Następna radosna bardzo wiadomość była taka, że Ksiądz znalazł swoją pierwszą parafię w Buczkowicach, a następna, że stamtąd wyruszył do Oświęcimia, gdzie miał służyć grupie wiernych modlących się w rycie Trydenckim. No i wtedy jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja, że z zapowiedzianych mszy będą nici, bo ksiądz Tymoteusz zwrócił się do swoich przełożonych z prośbą o roczny urlop. No i wtedy się zaczęło.
       Piszę, że się zaczęło, choć szczerze powiedziawszy, jestem przekonany, że przynajmniej z punktu widzenia księdza Szydło, zaczęło się znacznie wcześniej, a więc w momencie, gdy wiadomość o tym, że „syn Szydło” dołączył do „szajki kościelnych pedofilów” z całą pewnością musiała zacząć kursować tam gdzie na nią czekano z oczywistym utęsknieniem. Myśmy tu może jeszcze owych głosów nie słyszeli, natomiast obawiam się bardzo, że Ksiądz je słyszeć musiał. I nie mogło być mu z tym łatwo.
       Kto zatem był tym pierwszym, który rzucił kamieniem na tyle dużym, by to drżenie można było naprawdę poczuć. Otóż pamiętam bardzo dobrze moment, gdy wiadomość o tym, że ksiądz Szydło poprosił o urlop i go otrzymał, zaczęła być komentowana przez samego właśnie księdza Isakowicza-Zaleskiego. I to nie jeden raz, ale wielokrotnie; i to nie tylko na Twitterze, ale on swój długi nos wsadzał wszędzie tam, gdzie go o komentarz proszono. Posłuchajmy więc wyboru owych wypowiedzi, udzielanych na lewo i prawo przez owego świętego męża z najwyższą radością:
Święcenia kapłańskie odbywają się publicznie, więc każdy człowiek kościoła katolickiego ma prawo też wiedzieć, dlaczego dany ksiądz zostawił parafię. Uważam, że w przypadku urlopu ks. Szydło, powinno się wyjaśnić całą sprawę. Powinna to zrobić kuria jak i ks. Tymoteusz. Co może być przyczyną tak długiego urlopu? Powodów może być bardzo wiele. Nie ma co ukrywać, bo są też np. ludzie młodzi, którzy przechodzą załamanie, depresję… Ja młodemu księdzu życzę jak najlepiej. I jeśli nawet ma problemy, to zawsze jest sytuacja do wyjaśnienia i wtedy to jest czytelne”. 
[...]
Bezterminowy urlop zaledwie po 2 latach kapłaństwa? To oznacza tylko jedno. Wielka szkoda. Pomodlę się dziś za ks. Tymoteusza i jego Rodziców. Zachęcam też innych do modlitwy za wszystkich kapłanów, którzy przeżywają trudne chwile. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy”.
      No i wreszcie dziś, czując prawdopodobnie że narozrabiał, ale jako człowiek o sercu, które zdążyło mu już wielokrotnie stwardnieć, zamiast się zwyczajnie zamknąć, już tylko brnie i ma czelność po tym wszystkim jeszcze odpowiadać premierowi Morawieckiemu na jego słowa współczucia dla księdza Szydły:
Panie Premierze Morawiecki, wszelkie ataki na rodziny są haniebne. Jednak, czy prymicje na Jasnej Górze z udziałem ministrów i marszałków nie były upolitycznieniem posługi tego kapłana? Inna sprawa, że winien on powiedzieć prawdę i przeciąć spekulacje, a nie wynajmować prawnika”.
        Mógłbym tu zapytać księdza Zaleskiego, po jasną cholerę on apeluje o prawdę i o jaką prawdę, skoro w jednej z jego wyżej zacytowanych wypowiedzi stoi jak byk, że „to oznacza tylko jedno” i że owo „jedno” to „wielka szkoda”? Czego zatem on jeszcze nie wie? Mógłbym też jeszcze bardziej podrążyć i próbować księdza Zaleskiego popytać o inne rzeczy. Nie mam jednak tu zamiaru się jakoś szczególnie znęcać nad tym zagubionym człowiekiem, więc tylko może postawię publicznie skromniejsze pytanie, o co tak naprawdę chodzi księdzu Isakiewiczowi-Zaleskiemu, kiedy próbuje tak dręczyć swojego brata w kapłaństwie? Czemu jemu tak strasznie zależy, by ksiądz Tymoteusz Szydło wystąpił publicznie i opowiedział nam o swoich problemach? Czego on się spodziewa, że cóż takiego powie mu ów tak strasznie skrzywdzony, i krzywdzony nadal, ksiądz? Na jakie tajemnice on liczy i o jakie dobro Kościoła on apeluje? I o zaspokojenie jakiej swojej ciekawości?
       Zadaję te pytania, tak naprawdę udając tylko, że liczę na jakąś odpowiedź. Nie można bowiem liczyć na nic dobrego ze strony ludzi, których życie omotało siecią zepsucia, którego nawet nie sposób nazwać.



5 komentarzy:

  1. >>> o jakie dobro Kościoła on apeluje? <<<
    Ja sobie zadaję to pytanie, po każdym publicznym wystąpieniu księdza Isakowicza-Zaleskiego.
    Bardzo ci dziękuję Toyahu, że odpowiedziałeś na to BEZWSTYDNE wystąpienie brata w kapłaństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @mniszysko
      W końcu musiałem.

      Usuń
    2. Ksiądz Isakowicz-Zaleski ma jakąś predylekcję zaprawiania dziegciem. Nie sposób zrozumieć co z tego ma, ani co nim kieruje.

      Swoje wystąpienia opiera nie na prawdzie, ale na doraźnej koniunkturze. Ciekawe, co on sądzi o tym piłatowym: "co to jest prawda?".

      Nie sposób zaakceptować, gdy podsyca dziegciem cudze intrygi, bo przystając do intrygi nie szuka się prawdy, ale staje się po stronie zła. Fundamentem intrygi jest bowiem mówienie fałszywego świadectwa o swym bliźnim.

      Usuń
    3. @orjan - chyba po prostu ma problem ze sobą, ze swoją psyche. Niektórym osobowościom bardzo szkodzi bycie na świeczniku. Jemu zaszkodziło ewidentnie.

      Usuń
    4. @Grzeralts

      A szkoda ...

      Tym bardziej, że Ksiądz Isakowicz-Zaleski ma naprawdę ładną kartę antykomunistyczną. Tymczasem, wyobraź sobie, przy którejś z jego poprzednich akcji usłyszałem od znajomego komentarz: "jak on taki, to może i jego ówczesne męczeństwo niezupełnie takie było".

      Przyznam, że ta mimochodem i lekko rzucona opinia mną wstrząsnęła, ale zbyt dobrze pamiętając tamte czasy mogłem ją tylko zbagatelizować. Pomyślałem jednak, że oto temu, który dolewa dziegciu także dziegieć dolać można.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.