czwartek, 5 września 2019

Co Rafał Ziemkiewicz myśli na temat ptasiego mleczka


Możliwe, że to się już wcześniej wydało, ale z pewną – nie dużą, ale pewną – regularnością oglądam program telewizji TVP Info zatytułowany „W tyle wizji”, a tam niekiedy pojawia się nie kto inny, jak Rafał Ziemkiewicz. Otóż niedawno stało się tak, że ów Ziemkiewicz pochwalił się przed kamerami, że on jest nadzwyczaj dumny ze swojej książki, w której zniszczył Adama Michnika, wydanej pod odważnym bardzo tytułem „Michnikowszczyzna”. Ponieważ ja Ziemkiewicza znam z różnych zachowań, a nie tylko tych, o których on lubi wspominać, postanowiłem, że zadzwonię tam i zapytam go, czy on jest również dumny ze swojej książki zatytułowanej „Polactwo”, gdzie zaatakował nie Michnika, ale tych, których ów Michnik ma w odwiecznej pogardzie, czyli nas. Jak się należy spodziewać, całe to dzwonienie poszło na marne, natomiast ja wciąż mam w głowie to pytanie: Jak się dziś czuje wobec tego, co sobie o Polsce i Polakach myślał przed laty ten, który dziś jest traktowany przez wielu, jako pierwszy patriota i przyjaciel Dobrej Zmiany.
W tej sytuacji chciałbym przypomnieć pewien swój tekst, sprzed wielu, wielu lat i zaproponować chilę refleksji w temacie podstawowym: Jak długo my jeszcze będziemy pozwalać na to, by oni nas mieli za idiotów?

     

      Jak już tu kiedyś pisałem, pani Toyahowa tego bloga praktycznie nie czyta. Nie dlatego, że to o czym ja piszę, jej nie interesuje, choć, kto wie? Może czasem chodzić i o to też. Jej problem z tym blogiem jednak jest przede wszystkim taki, że te teksty są za długie, a ona nie ma serca, żeby się skupiać na jednym długim tekście, o ile to nie jest jakaś książka, najchętniej z historią Polski w tle. A zatem, gdybym miał prowadzić jakieś badania nad uczestnictwem Toyahowej w tak zwanej blogosferze, to jestem pewien, że okazałoby się, że ona znacznie częściej na przykład zagląda na stronę coryllus.pl, niż tu.
      Jest jednak typ blogów, które ona odwiedza nagminnie. Mam na myśli tak zwane blogi kulinarne. Z tego co słyszę, ich jest bardzo dużo, a ich autorki – bo to są głównie dziewczyny – z reguły dzielą się z czytelnikami przepisami na przeróżne ciasteczka, desery, torciki i takie tam. Często przepisy te są ozdabiane zdjęciami, niekiedy bardzo pięknie podanymi, i wówczas, oprócz samej radości z czytania, jest też na czym zawiesić oko.
      Niedawno poinformowała mnie Toyahowa o zdarzeniu, które przeleciało jak meteoryt przez nasze media i ostatecznie się rozproszyło w codziennym zgiełku. Otóż autorka jednego z owych ciasteczkowych blogów, niejaka Iwusia, zamieściła u siebie swój przepis na coś, co się popularnie nazywa „ptasie mleczko” i natychmiast otrzymała pismo od prawnika reprezentującego firmę „Wedel”, w którym właściciele „Wedla” żądają od niej, by – ponieważ „ptasie mleczko” to nie jest zwyczajna, popularna nazwa, lecz znak towarowy – obok tego swojego „ptasiego mleczka” umieściła znak ®. Dla większego efektu pozwolę sobie zacytować tu fragment pisma, jakie „Wedel” wysłał do owej Iwusi:
Wobec powyższego, w imieniu Lotte Wedel, zwracam się do Państwa z prośbą o uszanowanie praw mojego Mocodawcy i niezwłoczne zamieszczenie przy przepisach kulinarnych umieszczonych na Państwa stronie i posługujących się znakiem ‘PTASIE MLECZKO®’ notki o następującej treści: ‘Oznaczenie słowne ‘PTASIE MLECZKO ®’ stanowi zarejestrowany znak towarowy chroniony na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o.’ oraz symbolu ® przy nazwie PTASIE MLECZKO lub, alternatywnie, niezwłoczne usunięcie przepisów kulinarnych posługujących się znakiem towarowym ‘PTASIE MLECZKO®’ z Państwa strony.
      Reakcja autorki bloga była szybka i oddająca firmie Lotte Wedel wszelką satysfakcję. Ona się tak przestraszyła tym listem, że w jednej chwili, najpierw oznaczyła nazwę „ptasie mleczko” znakiem ®, następnie przepis na to swoje ptasie mleczko usunęła z bloga, a w końcu usunęła z niego wszystkie pozostałe przepisy.
      Jak czytam dziś w Internecie, wszystko skończyło się dobrze. Kiedy strona z przepisami zniknęła, w Sieci podniosła się lekka wrzawa, i ostatecznie właściciele Lotte Wedel wycofali się ze swoich pretensji, przyznali, że ich poniosło, no i wszystko zakończyli odpowiednimi przeprosinami. A ja nie wiem, jaki jest dalszy los bloga tej jakiejś Iwusi i jej przepisów. Kiedy piszę ten tekst, próbuję tam zajrzeć, ale wygląda na to, że poza imieniem Iwusia, tam jest kompletnie pusto i że po przepisach nie pozostał nawet ślad. A zatem, mogę się domyślić, że kiedy ona dostała to pismo, jej strach był tak wielki, że ona nawet nie zachowała zawartości tego bloga, a teraz jest jej trudno to wszystko co tam było, odpowiednio odtworzyć. No ale nie wiem. W sumie, i tak nie moja to sprawa. Ja słodyczy raczej nie jem.
      Ktoś się być może zastanawia, jak to się stało, że Toyahowa w ogóle mi opowiedziała o tej Iwusi. Otóż było tak, że to ja zacząłem, a mianowicie najpierw opowiedziałem o tym, co się przydarzyło wspomnianemu już wcześniej, a jej dość bliskiemu, Coryllusowi. A było tak, że do Coryllusa dotarła informacja, że tygodnik „Uważam Rze” opublikował wyniki sondy, jaką przeprowadził wśród zaprzyjaźnionych patriotów w temacie „Dlaczego jesteś dumny z Polski?”, i w ramach owej sondy zabrał głos Rafał Ziemkiewicz i powiedział co następuje: „Jestem dumny z sarmatyzmu, z kultury i cywilizacji, można by rzec rozproszonej, sieciowej – bez centrów i prowincji, opartej na równości zaścianków”. Dotarła do Coryllusa ta informacja, i on, swoim zwyczajem, dostał szału. Dlaczego? Przede wszystkim oczywiście dlatego, że on ma zwyczaj reagować wybuchowo na wszelkie przejawy nieprawości, no a poza tym przez to, że miał do owego wybuchu pełne prawo. Bo o co chodzi? Znów muszę coś opowiedzieć.
      Otóż jakiś czas temu do Coryllusa zwrócili się przedstawiciele polskiej patriotyczno-konserwatywnej prawicy z prośbą by on im udostępnił parę swoich tekstów na temat polskiego sarmatyzmu, jako przykładu skutecznej organizacji sieciowej, bo oni planują zorganizowanie bardzo poważnej dyskusji, z udziałem tak wybitnych głów, jak choćby głowa Rafała Ziemkiewicza, i chcieliby te jego myśli w tej swojej dyskusji wykorzystać. Chodzi o myśli, nie o samego Coryllusa – on w końcu, jak by to powiedzieć, jeszcze nie całkiem dorósł, by móc debatować z komentatorami tej klasy co Ziemkiewicz – natomiast, jeśli można, teksty by się przydały. Ponieważ Coryllus, jak wiemy, jest bezpośrednim potomkiem wspomnianych sarmatów, odpowiedział patriotom, żeby się od niego odpieprzyli, a jego tekstów nawet nie próbowali ruszać, bo ich poszczuje psami. Patrioci na to wzruszyli ramionami i pierwszym efektem tego aktu obojętności na pohukiwania jakieś niedorobionego sarmaty, była właśnie wspomniana wyżej wypowiedź Ziemkiewicza, w której on wyraża swój podziw dla polskiego zaścianka, jako „można by rzec” – rozumiecie: „można by rzec” – skutecznej organizacji sieciowej.
      A więc mamy do czynienia z najbardziej chamską i bezwzględną kradzieżą intelektualną. Chamską, bo dokonaną przez kogoś kto ma wszelkie możliwości – i obowiązki przy okazji – by prowadzić samodzielną publicystykę na najwyższym poziomie, a bezwzględną, bo przeprowadzoną wobec kogoś, kto nie ma absolutnie żadnych szans i możliwości by się skutecznie obronić. Ale jest tu coś jeszcze. Otóż, jak wie każdy z nas, Rafał Ziemkiewicz znaczną część swojego zawodowego i finansowego sukcesu wyniósł z publikowania tekstów bardzo agresywnie zwalczających polski sarmatyzm i polski zaścianek. Jego dwie opasłe książki „Polactwo” i „Czas wrzeszczących staruszków”, to nic innego jak jeden wielki paszkwil na ten niezwykły skarb, jakim jest tradycja polskiego sarmatyzmu. Czemu Ziemkiewicz swego czasu wywijał owym antysarmackim sztandarem? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, ze taka była przez całe lata moda. Kiedy w latach 90-tych do życia budziło się coś, co niektórzy mieli nadzieję, że będzie wolną i niepodległą Polską, było w bardzo dobrym tonie twierdzić, że wszystko by szło jak po maśle, gdyby nie te nasze narodowe przywary. Ten polski zaścianek, ten polski sarmatyzm, i to polskie, wręcz patologiczne, awanturnictwo i pieniactwo. Czy coś się od tego czasu zmieniło. Przyznam, że nie wiem. Osobiście nic nie zauważyłem. Mógłbym sądzić, że linia została zachowana. Dziś jednak widzę, że chyba coś przeoczyłem. A podpowiada mi to wolta, jaką właśnie uczynił Ziemkiewicz, kiedy na pytanie za co kocha Polskę, odpowiada bez mrugnięcia okiem, że za wrzeszczących staruszków.
      Opowiedziałem więc tę historię pani Toyahowej, a ona, jak to ona, wzruszyła ramionami i powiedziała, że przecież to jest zupełnie normalne. Po jaką cholerę oni swego czasu uruchomili te wszystkie blogi? Wyłącznie po to, by mieć darmowy rezerwuar tematów i myśli. Przecież to jest oczywiste. Od czasu jak są blogi, ani Ziemkiewicz, ani jego kumple nie muszą spędzić już ani jednej minuty nad zastanawianiem się, co by tu napisać i na jaki temat. Wszystko mają podane jak na tacy. I kto im podskoczy? No i wtedy mi opowiedziała historię owej Iwusi, jej czekoladek i jej upadku.
A ja już się tylko zastanawiam nad jednym. Kiedy Coryllus opisał swoją przygodę z Ziemkiewiczem, nagle pojawił się pod tym jego tekstem komentarz kogoś, kto się zarejestrował w Salonie specjalnie z tej okazji, i podpisał jako Hefalump. W komentarzu tym ów strejndżer wyraził zdziwienie, że ktoś taki jak Coryllus w ogóle istnieje. Że on nigdy wcześniej nie miał okazji natknąć się na ten nick, na ten blog i te idiotyczne teksty. Hmmm… I myślę sobie teraz, że głupio bardzo postąpiła pani Iwusia, likwidując swoje przepisy. Ona otrzymawszy to pismo od „Wedla” miała zmrużyć w teatralnym geście oczy i zapytać: „Wedel? A to ciekawe! Ptasie mleczko? A to nie ja to wymyśliłam? Bardzo dziwne”.




5 komentarzy:

  1. Ziemkiewicz to fajans z rozdętym ego. Robił i pisał różniste rzeczy. Teraz lansuje się na endeka (Dmowski pękłby ze śmiechu) i obsikuje, a właściwie próbuje obsikiwać nogawki Marszałkowi Piłsudskiemu. Ot, taki żałosny szczylek.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale pamiętam tę książkę. I to co on w niej pisał np. o Balcerowiczu. Wiesz, może chodzi o to, żeby mieć w zanadrzu argument na każdy, możliwy etap?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @drWall
      O tak. To jest prawdziwy hit. Zwłaszcza gdy on dziś nie marnuje żadnej okazji by pokazać, jak on Balcerowiczem gardzi.

      Usuń
  3. To ciekawe, że dla ... no nie wiem jak to określić ... prawicowych publicystów wzorcem jest pozycja i znaczenie jakie ma na lewicy red. Żakowski lub miała red. Paradowska. Mimo, że widać gołym okiem, że te postacie to kukły wystawione by blokować jakie kolwiek myślenie i w sumie żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  4. @JK
    To bardzo ciekawa obserwacja. Dla takiego Ziemkiewicza to musi być ideał.

    OdpowiedzUsuń