środa, 4 września 2019

Ksiądz Paweł Reszka, człowiek ze strzykawką w rękawie


      Kiedy, gdy chodzi o moją internetową aktywność, prowadzenie bloga postanowiłem rozszerzyć najpierw o Facebooka, a następnie o Twittera, w pewnym momencie, na wspomnianym Twitterze trafiłem na użytkownika Michała Majewskiego. Był rok 2015, a to co mnie uderzyło niemal w jednej chwili, to dwie rzeczy: pierwsza to taka, że ów Michał Majewski to z całą pewnością TEN Majewski, a druga to ta, że dziś TEN Majewski jest jak najbardziej nasz. I to nasz nie tak sobie, ale nasz pełną gębą, z tym samym co zawsze zaangażowaniem i jak najbardziej z tymi samymi co zawsze talentami. Ponieważ jednak kiedy czytałem kolejne polityczne komentarze Majewskiego, znacznie bardziej niż to, co on ma mi do powiedzenia, zainteresowało mnie to, czego on tu nagle szuka, zwróciłem się do niego z bardzo grzecznym pytaniem, co słychać u Reszki. W tym momencie Majewski dostał na mnie takiej cholery, że mnie natychmiast oraz bez słowa zablokował i utrzymuje ową blokadę skutecznie do dnia dzisiejszego.
      Ponieważ wiem, że większość czytelników nie ma bladego pojęcia, o czym mówię, już spieszę wyjaśniać. Otóż był czas, jeszcze przed zamordowaniem prezydenta Kaczyńskiego, ów Majewski z Reszką tworzyli w dziś już szczęśliwie zdechłej  gazecie „Dziennik” tandem dziennikarski, gdzie pełnili rolę czegoś, co sam w jednym ze swoich tekstów na blogu określiłem mianem „Ubermana i Szykuły w wersji turbo”. No i tu znowu muszę, zwłaszcza młodszym czytelnikom sprawę naświetlić. Uberman i Szykuła stanowili dziennikarski tandem w „Dzienniku Telewizyjnym” najgorszych lat Stanu Wojennego, no a Majewski z Reszką z nadzwyczajnym talentem realizowali nauki starszych, prowadząc nas wszystkich skutecznie do tego, co się stało wiosną roku 2010. I to tyle gdy chodzi o historię.
      Trafiłem więc wówczas na owego Majewskiego i powiem szczerze, że do wczoraj nie umiałem znaleźć odpowiedzi na moje pierwsze pytanie: „Co słychać u Reszki?” I oto, proszę sobie wyobrazić, w dniu wczorajszym zaszedłem na Onet, a tam patrzę i oczom nie mogę się nadziwić, bo ów Reszka siedzi w onteowskiej bryce i udziela redakcji wywiadu. Zanim w ogóle usłyszałem, co on ma do powiedzenia, dowiedziałem się oczywiście i tego, że jest on dziś szefem działu krajowego redakcji „Polityki”, a poza tym pisarzem – tak zresztą został w owym wywiadzie określony – i rozmowa z nim jest poświęcona wyłącznie jego najnowszej książce, zatytułowanej „Czarni”, a poświęconej oczywiście czarnym. Co jest w tej książce, tego oczywiście nie wiem, bo rozmowy nie wysłuchałem, natomiast, owszem, zdążyłem się dowiedzieć, że ona powstała w ten sposób, że Reszka przebrał się za księdza, jako ksiądz jeździł po Polsce, zbierając materiały z samego środka tego cyklonu, a dziś zostaje zaproszony do Onetu, by zachęcić nas, byśmy tę książkę kupowali.
       Otóż to nie jest pierwszy raz jak widzę, że dziś Onet, ale przecież nie tylko on, istnieje już głównie po to, by reklamować książki swoich znajomych. Bardzo niedawno, w tych samych okolicznościach, widziałem Kubę Wojewódzkiego, jak udzielał wywiadu owemu portalowi, dbając bardzo o to, by okładka jego nowej książki nawet na chwilę nie wypadła z kadru. Ale to jeszcze nic. Proszę zrobić eksperyment, wpisać w Google’a hasło „Paweł Reszka”, a zobaczą Państwo, co się tam w pierwszej kolejności pokaże:

WP Wiadomości: „Paweł Reszka udawał księdza. Wszystko opisał w książce”;
Tok FM: „Paweł Reszka opisał świat księży”;
Onet Kultura: „Udawał księdza i napisał o tym książkę”;
Dziennik.pl: „Paweł Reszka wszedł w środowisko księży”.
       
      Jeśli ktoś sądzi, że ja tu się postanowiłem poznęcać nad Reszką, a tym bardziej jeszcze Majewskim, jest w dużym błędzie. Oni tak naprawdę, jak sami widzimy, nie są nawet wspomnieniem. To co mnie natomiast niezmiennie porusza, to kwestia rynku książki. Proszę mianowicie zobaczyć, z czym mamy do czynienia. Jakieś gówno bez znaczenia, z tym jedynym argumentem, że ma znajomych w mediach głównego nurtu, przebiera się za księdza, wchodzi w to środowisko, następnie swoje przygody publikuje w formie książkowej, a wspomniani znajomi w jednej chwili, nie oglądając się na nic, stają na głowie, by informacja o owej książce trafiła do jak najszerszej publiczności, z tą nadzieją, że ludzie ruszą do księgarń, cały nakład wykupią, a Reszka będzie mógł dorobić tak, by jakoś pospłacać swoje długi.
        Ja już o tym pisałem, ale dziś pozwolę sobie powtórzyć. Ani Reszka, ani Wojewódzki, ani Semka, ani nawet były minister Rotfeld nie sprzedadzą choćby dziesięciu egzemplarzy swoich książek, a nawet gdyby sprzedali ich znacznie więcej, nie zarobią na nich ani grosza, bo nie po to się dziś handluje książkami, by nakarmić autorów. Gdy chodzi o książki, dziś na nich mogą zarobić wyłącznie tacy autorzy jak Mróz, czy Bonda i to też nie dlatego, że ktoś to kupuje, ale dlatego, że mają oni podpisane umowy z wydawnictwami, które im płacą za wszystko z góry, a to, czy te egzemplarze wylądują ostatecznie w „Żabce”, czy w „Biedronce”, to już nie ich zmartwienie. Ich bowiem jedynym zadaniem jest dostarczanie alibi temu czemuś, co nie wiadomo dlaczego wciąż nosi nazwę „rynku”.   
      Dlatego przyznam szczerze, nie jestem w stanie zrozumieć, czemu jedni i drudzy pakują się w ten geszeft. Czemu tacy ludzie jak, z jednej strony, Wojewódzki czy Reszka, ludzie mimo że głupi, to jednak jakoś tam inteligentni, a z drugiej, poważne medialne korporacje, wchodzą w ten interes, zupełnie bez sensu i kompletnie na darmo? Czy to możliwe, że oni wszyscy – z wyjątkiem, jak już powiedziałem tych paru szczęśliwców, którzy przeżywają swoje 15 minut – są w takiej finansowej dupie, że przez to kompletnie stracili poczucie rzeczywistości i faktycznie wierzą, że wystarczy odrobina desperacji, by się podnieść?
      Reszka. Ciekawy jest ten człowiek. On naprawdę musi mieć coś w sobie. Kiedy jeszcze w roku 2008 pisałem tekst o Ubermanie i Szykule, zakończyłem go tak: „Ja wiem, jak wyprowadzić z równowagi panów Reszkę i Majewskiego. Jaki guzik nacisnąć, żeby się na mnie wściekli. Oczywiście jest jeszcze taka możliwość, że oni akurat nie są ludźmi, więc może nie zadziałać.
Tak czy inaczej, nie zdradzę jednak tu tej metody. Nie napiszę tu czegoś, co z dużym prawdopodobieństwem mogłoby się dla mnie źle skończyć. Ich zezłościć, ale mi bardzo zaszkodzić.
      Dziś widzę, że się jednak myliłem. Wówczas chyba jednak nie znałem owego sposobu. Natomiast po latach okazało się, że trafiłem w dziesiątkę. Wystarczyło zapytać na Twitterze Majewskiego, co słychać u Reszki. On chyba jednak wie znacznie więcej od nas o swoim dawnym koledze od mokrej roboty.





5 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że takie przebieranki mogą być nielegalne i ludzie przez niego oszukani mogą go skarżyć, praktycznie każdy, z kim rozmawiał, to jest idiota po prostu. Będzie się zasłaniał "ważnym interesem społecznym", ale należy przyjąć, że działał z niskich pobudek, w celu osiągnięcia korzyści materialnej, tj. sprzedaży książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ci ludzie mają w tych łbach? Uczciwej pracy nigdy się nie tknęli...

    OdpowiedzUsuń
  3. nudy, temat oklepany. Jakby Reszka przebrał się za Donalda Trumpa i napisał książkę o prezydencie USA, to bym zawołała "szacun, chłopie"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @bozenan
      No tak. Albo za Kaczyńskiego i ujawnił, jak on ciągnie za wszystkie sznurki.

      Usuń