niedziela, 29 września 2019

O Romanie, który się zasmarkał


Ja oczywiście zdaję sobie znakomicie sprawę z tego, jak wielkie temat dzisiejszej notki może wzbudzić w Czytelnikach podejrzenia, że oto dostałem ciężkiej obsesji na punkcie Romana Giertycha. Otóż zapewniam, że nic takiego się nie dzieje. Problemem bowiem nie są moje ewentualne obsesje, lecz przede wszystkim fakt, że ów Roman ostatnio doznał pewnego niebezpiecznego wzmożenia i gdzie się nie obejrzeć, to on tam już na nas czeka ze swoimi spostrzeżeniami, a poza tym dzisiejszy tekst to mój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”, który ja, ze względu na cykl wydawniczy owego tygodnika, pisałem jeszcze w miniony poniedziałek. A zatem przedstawiam dziś swoje refleksje na temat aktywności owego dziwnego człowieka i zapewniam, że z nim się tym samym pożegnamy na wiele lat, jeśli nie na całe życie... o ile oczywiście on nas znów nie zainspiruje swoim kolejnym wybrykiem.  



       Przyznaję, że pisząc te słowa, czuję się dość niepewnie, a to dlatego, że nie dość że poświęcam je osobie, a nie zjawisku, to w dodatku na okoliczność jednego tylko, kompletnie zresztą bzdurnego, zdarzenia. A mam tu na myśli Romana Giertycha i jego szaleństwa.
       Jeśli mimo to zdecydowałem się w ten sposób Romana uhonorować, pragnę zapewnić, że cele mi przyświecają znacznie głębsze i bardziej godne, albowiem chodzi o to, że jesteśmy już wszyscy coraz bliżej wyborów i naprawdę powinniśmy wiedzieć, w jakiej kondycji znajdują się ci, którzy próbują nam przeszkodzić w naszej walce o piękną Polskę. A w tej sytuacji, wiele wskazuje na to, że mało kto tak jak wspomniany Roman, będzie w stanie nam sytuację naświetlić, wraz ze wszystkimi koniecznymi demonstracjami.
      Wspomniałem o pewnym wydarzeniu, które zmobilizowało mnie do zajęcia się dziś tą, a nie inną sprawą. O co mianowicie chodzi? Otóż proszę sobie wyobrazić, że wspomniany Roman ni z gruszki ni z pietruszki skierował otwarty list do polskich przedsiębiorców, by każdy z nich w swojej firmie stworzył tak zwany „fundusz wyborczy”, z którego po szczęśliwie wygranych przez Koalicję Obywatelską wyborach zatrudnieni przez niego ludzie, którzy na ową Koalicję oddadzą swój głos, otrzymali specjalną premię. Roman zapewnia wszystkich, że on, jako poważny adwokat, a więc człowiek mający przepisy prawa w małym palcu lewej nogi, sprawę pod owym prawnym kątem zbadał i zapewnia, że wszystko jest lege artis. Chodzi tylko o to, by właściciel konkretenej firmy zaapelował do swoich pracowników o głosowanie na Koalicję Obywatelską, a już tydzień po wygranych oczywiście wyborach, on każdego sprawdzi, jak głosował, i wszyscy którzy się zakwalifikują, otrzymają odpowiednią premię. Sam Roman już dał dobry przykład i jego ludzie wiedzą dokładnie, co mają robić i za ile.
       Gdyby ktoś sądził, że ja sobie stroję żarty, bo choć wszyscy wiemy, kogo ten felieton dotyczy, są pewne granice, w tym granice kompromitacji, specjalnie dla tego niedowiarka przytaczam fragment wspomnianego pisma:
      Apeluję do wszystkich przedsiębiorców, a szczególnie do właścicieli małych i średnich firm o ustanowienie w swoich firmach specjalnej premii wyborczej wypłacanej już tydzień po wyborach, o ile oczywiście obecna partia rządząca nie będzie miała większości pozwalającej na sformowanie rządu. Nie ma żadnego zakazu w kodeksie wyborczym, aby ustanowić taką premię i sam deklaruję, że zapowiem ją w moich firmach”.
      Jak już wspomniałem, każdy z nas wie, kim jest Roman Giertych i jakie są jego przypadki, natomiast to, co on odstawił w tym wypadku stanowi kuriozum, dla którego jedynym usprawiedliwieniem może być tylko to, że poziom histerii, jaka ogarnęła zarówno jego samego, jak i tych wszystkich, którzy mu na dziś towarzyszą, jest tak wielki, że gdy chodzi o nas, dwa tygodnie przed wyborami, możemy spokojnie rozpocząć naszą prywatną, w pełni komfortową, ciszę wyborczą.



Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek, tych, które jeszcze są do kupienia, bo przyjdzie moment, że one się sprzedadzą i będzie ogólne biadolenie. Nie pierwsze zresztą. Proszę o kontakt pod adresem k.osiejuk@gmail.com.
     

4 komentarze:

  1. "... poważny adwokat, a więc człowiek mający przepisy prawa w małym palcu lewej nogi ..."

    Chyba jednak przepisy ma w palcu tym najbardziej środkowym, choć zawsze pozostaje alternatywa prowokacji opartej na oszustwie z powołaniem się na profesjonalizm doradczy.

    Zalecane zachowanie się polega na przestępstwie nieuczciwego zachowania się podczas wyborów polegającego na tzw. sprzedajności wyborczej lub na przekupstwie wyborczym. Jest ujęte w art. 250a kodeksu karnego.

    Prawniczy "wynalazek" profesjonalisty polega tu na tym, że karalność z ww. przepisu obejmowałaby głosującego pracownika oraz jego pracodawcę. Doradca mógłby podlegać oskarżeniu najwyżej za podżeganie, lecz skoro ze sprawcami nawet się nie widział ... a pisać można byle co ...

    Zawsze jest też możliwe, że pewien profesjonalista ostatni raz czytał kodeks karny w 2003r., tj. zanim art. 250a k.k. został wprowadzony. Ciekawe, czy prokurator uwierzyłby w taką wersję uniewinniającą? Ja w danym przypadku uwierzyłbym. Tyle tych przepisów ...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      A zatem nie pozostaje nic innego, jak go wziąć za pysk. Obawiam się jednak, że ci co by to mieli zrobić, są, podobnie jak on, skupieni na tym, by się utrzymać na powierzchni, a reszcie nawet nie wiedzą.

      Usuń
  2. @Leszek152

    Ona jako teatralna romantyczka cierpi srodze, bo czuje się jakby ktoś na nią cały czas SRAŁ.

    Roman też?

    OdpowiedzUsuń